Skocz do zawartości

  • instagram
  • facebook

Zdjęcie

Doroty +18


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 Panna Kitka

Panna Kitka

  • 151 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Gdzieś w Polsce

Napisano 01 wrzesień 2016 - 13:23

kiedyś coś skrobałam "coś na wzór King" ale uznałam, że to się nie nadaje ;/ I poprzestałam na jednej części. Jednakże  nigdy nie skasowałam tego opowiadania. Może przyjdzie kiedyś taki czas, że zacznę pisać dalej?

 

 

"Dorothy"
 

Kolejna sprawa, która wymagała szczegółowych wyjaśnień. Właśnie dlatego Benji postanowił poświęcić więcej czasu na odnalezienie i schwytanie sprawcy. Morderstwo było szczególnie okrutne, nie było wątpliwości, iż sprawca czerpał radość ze swych zbrodni.– *****. To musi być psychol! – Spojrzał na zdjęcia dostarczone przez policyjnego fotografa.

Ciało było rozczłonkowane, a miejsce zbrodni zimne i mroczne. Widać było wiele nacięć na torsie.

Ofiara była najprawdopodobniej torturowana przed śmiercią. Policja niewiele zrobiła, więc zwrócono się do niego. – Ten ktoś musi być chory! – Na ścianach pomieszczenia znajdowała się krew, podłoga gniła... Dowody? Jakaś durna lalka. –  Lalka? – Ta lalka coś mu przypominała... Wrócił wspomnieniem do czasów dzieciństwa, widział teraz dzieci i tę lalkę. Szmacianą lakę, Dorothy. Dorothy z włosami, rudymi włosami, które na policyjnym zdjęciu były wyrwane. – Dlaczego Dorothy nie ma włosów?

Kolejna zagadka, kolejne pytanie. Lalka, kto miał lalkę? Widział dom dziecka, patrząc na zakrwawioną, pozbawioną włosów Dorothy. Skąd to imię? Kto ją nazwał? Zadawał sobie pytania, chcą sobie przypomnieć za wszelką cenę. Skąd wiedział, że to Dorothy? Takich lalek są miliony, ale ta była jedyna w swoim rodzaju, była szmacianą kukłą z niebieskimi oczkami wydzierganymi na szydełku.

Z przerażeniem otworzył oczy, patrząc na zdjęcie ściany pustego pomieszczenia, rozpoznał je, bo patrzył na nie codziennie przez prawie dwanaście lat. To był sierociniec, w którym się wychował. Musiał tam być, musiał tam pojechać, by zbadać dokładnie to miejsce. Policja mogła coś przeoczyć.

 

Powrót do tego miejsca wydawał się być torturą. Spędził tu dobrych parę lat, nim został adoptowany. A teraz? Teraz to jedna wielka ruina, ani żywej duszy, cisza. Ta cisza była tak przenikliwa, że aż dźwięczało mu w uszach. Udał się schodami do pomieszczenia, w którym dokonano tego haniebnego czynu i przykucnął, patrząc się w ścianę. Rozglądał się uważnie, przypominając sobie, gdzie leżała lalka czy ciało mężczyzny, które teraz marzło w lodówce w prosektorium. Długo rozglądał się, mając nadzieję że dostrzerze jeszcze jakieś dowody, niestety nie dopatrzył się niczego, co mogło by za takowy posłużyć. Jednak przypomniał sobie o Dorothy, tak, nie miała włosów. W takim razie postanowił poszukać nożyczek. Pierwsza na myśl przyszła mu łazienka, bo gdzie się w końcu trzyma nożyczki jak nie w łazience? Tak zresztą było za czasów świetności tegoż miejsca. Przejrzał szafki, rozejrzał się, gdy dostrzegł w odpływie umywalki kosmyk. Najprawdopodobniej ktoś chciał się go pozbyć, był zakrwawiony.
Kosmyk nie należał do lalki, więc najprawdopodobniej był to kosmyk należący do mordercy. Ponieważ budynek od wieków stał pusty i nikt tu nie zaglądał, w takim razie to jedyna opcja, kobieta lub mężczyzna o rudych włosach. Starał się sobie przypomnieć, kto z jego rówieśników miał rude włosy. Jednak twarze były zamazane, a jedyną osobą o rudych włosach, którą znał, była jego obecna żona Mandy, jak i on sam. 
Włożył pukiel mokrych, zlepionych włosów do plastikowej torebki, wpierw wygrzebując go pęsetą z odpływu. Schował torebkę, rozglądając się jeszcze w poszukiwaniu innych śladów, niestety nic nie znalazł. Jednak dzięki odkryciu tych włosów, będzie mógł określić chociaż pleć mordercy czy też wiek.. Technologia nigdy nie zawodzi. Wrócił na komisariat, odwiedzając laboratorium, w którym miano zbadać lalkę. 

– Co tam, Charles. Jakieś nowe poszlaki? – zapytał, wyciągając z butonierki plastikową torebkę z nowym tropem w środku. 
 – Na lalce nic nie ma prócz krwi ofiary. Jak to możliwe, że nie ma odcisków? – Spojrzał na torebkę, biorąc ją do ręki i zakładając rękawiczki. Otworzył ją, wyciągając klaki ze środka. 
 – Rękawiczki – odpowiedział bez namysłu.  – Znalazłem w łazience te włosy, muszą należeć do sprawcy – zauważył, patrząc na laboranta lśniącymi oczkami. Tym razem uda się złapać i zamknąć sprawcę. I skazać na śmierć.
 – Usmażę drania na krześle – dodał i spojrzał jeszcze na włosy. Ile zajmie Charlesowi identyfikacja? – Chcę znać pleć tego gnojka i wiedzieć, ile ma lat.
 – Benji, poczekaj – zatrzymał go, łapiąc za ramię. – Wiesz coś więcej o sprawie? – Zaciekawiło go to, jaką wagę przywiązywał do śledztwa. – Wyniki będą góra za pięć dni. 
 – Tak, wiem – odpowiedział krótko – ta lalka należała do kogoś, kogo znałem. To było szesnaście lat temu. – Spojrzał na niego, uśmiechając się i klepiąc po ramieniu.

 – Staram się sobie przypomnieć. – Wyszedł, zostawiając Charlesa samego, a on ponownie udał się do domu dziecka, jednak nie wszedł do środka. 
Stanął przed budynkiem, obserwując z zewnątrz ruiny, które kiedyś były jego domem.

***

Martin był ostrożny, dlatego nie złapali go jeszcze. I tak miało pozostać. Gdy wytarł włosy ręcznikiem, wyszedł z mieszkania, wcześniej pozbywając się wszystkich śladów, jakie po sobie zostawił. Wytarł dokładnie każdą rzecz, ktorej używał.

Pozbył się śmieci i ręcznika paląc je za domem za pomocą zapalniczki, którą zawsze ze sobą nosił. Należała do Benijamina, tylko to mu po nim zostało, gdy zostawił go tam samego. Wrócił, by zamknąć drzwi. Wyjął klucz z kieszeni i włożył do zamka przekręcając go. Wyjął chusteczkę i wytarł nią dokładnie klamkę klucz chowając pod wycieraczką. Kiedy gliny dotrą w końcu do mieszkania ofiary, i będą chciały je przeszukać, nie znają nic. Absolutnie nic! Dokładnie wiedział, kto i dlaczego zajmuje się sprawą (policja była zbyt słaba, by powiązać ze sobą morderstwa) śledził akcję, gdy tylko pojawiły się pierwsze wzmianki w prasie.
– Ciekawe, czy mój drogi Bennie jest już na miejscu – dumał, idąc spokojnie ulicą. Przyjrzał się swemu odbiciu w szybie pierwszego mijanego sklepu. Wyglądał normalnie, a świeżo umyte włosy były całkowicie czarne. 
– Takie jak zawsze chciałeś, Bennie – mruknął i poszedł dalej. Musiał obmyślić plan jak by tu wymusić na panu detektywie spotkanie... 

 Wiedział, przeczuwał, jego intuicja (która nigdy nie pozwoliła mu się mylić) mówiła mu, że Benjiamin pojawi się tutaj ponownie.

***

To było.. Niespodziewane. Tak, to dobre określenie, niespodziewane. Kiedy poczuł, jak coś na niego spada był przekonany, że zaraz umrze przysypany gruzem, jednak tak się nie stało.

Benji próbował odepchnąć napastnika, niestety skuteczność i siła zawiodły. Chwilę potem poczuł ukłucie, od razu zarejestrował strzykawkę w dłoni. W tym momencie jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu, gdy z kieszeni napastnika wypadła torebka z brakującymi włosami lalki. Więc to był morderca, którego miał wytropić! Oczy zamknęły się, a świadomość odpłynęła w dal. 

Czuł się, jakby zapadł w sen cięzki i bolesny sen. Czuł wszystko, co się dzieje, przynajmniej tak mu się zdawało. Po godzinie zaczął się budzić, miejsce, w którym się znajdował było mu znajome. Dom, zadawał się w domu! Ale... Jego ręce były związane, a głowa wisiała w powietrzu kilka centymetrów nad podłogą. Był związany i przywiązany do sufitu. Zwisał niczym robak nadziany na haczyk.

 – Co do... – Zanim zdążył dokończyć, zauważył jak ktoś na kanapie się poruszył, po czym podszedł do niego i złapał za wlosy unosząc jego głowę

- Witaj...

 

 

 

 

 

 




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych