Skocz do zawartości

  • instagram
  • facebook

Zdjęcie

Aen Seidhe

ruda wiedźmin fanfic aenseidhe

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
71 odpowiedzi w tym temacie

#1 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 01 wrzesień 2016 - 01:40

Temat oznaczony znakiem +18, gdyż będzie zawierał dużo scen przemocy itp.




Witam wszystkich!
Mam tu trochę zbędnego wiedźmińskiego fanfica. którym chciałabym się z wami podzielić.
Opowiadanie skierowane jest głównie do miłośników elfów z wiedźmińskiego uniwersum i głównie o nich będzie tu mowa.
Jeśli komukolwiek spodobają się moje wypociny to wstawię kolejne części (mam tego aż pięć rozdziałów i wciąż piszę!).
Zapraszam do czytania ;)

 

Prolog

Las to piękne, a zarazem tajemnicze miejsce, gdzie można się wyciszyć i pomyśleć w spokoju, obserwując piękno stworzone przez matkę naturę. Szum koron potężnych, starych drzew, potrząsanych przez delikatny wietrzyk, wprawia skołatane nerwy  w stan ostudzenia i przesyca nasze ciało urokiem tego ustronia. Jedynym co czasem przerywa ciszę jest  wesoły trel ptaków, zagłuszany raz po raz, rykiem dzikich zwierząt. To miejsce skrywa jednak wiele tajemnic, o których większość mieszkańców pobliskiej wioski, słyszała jedynie legendy. 
Dawno temu, zanim te cudne tereny zostały skalane przez ludzką stopę, las ten zamieszkiwały elfy. Niezmiennie piękne, ciemnowłose istoty o szpiczastych uszach, smukłych, strzelistych ciałach i szczupłych, wyrazistych twarzach. Przypłynęły na swych białych okrętach, stawiając niesamowite kasztele, ermitaże, mosty oraz inne bajeczne budowle, które wznosiły się pośród drzew. Wiodły skromne, spokojne i szczęśliwe życie, lecz nie minęło czterysta lat, a na ich ziemiach pojawili się pierwsi ludzie. Seidhe  przyjęli  dh’oine  pod swoje dachy, okazując im dobroć, lecz z czasem ta dobroduszność  okazała się dla nich zgubna. Zazdrość i nienawiść,  głęboko zakorzeniona w ludzkich genach, doprowadziła do wojny między tymi dwoma rasami, zamieniając to piękne miejsce w monstrualne pole bitwy. Ten las pamięta wszystkie gorzkie słowa padające z ust bojowników i wszelką przelaną krew, która splamiła ziemie i zabarwiła jeziora, a konsekwencje owej wojny są odczuwalne do dziś.
Od tych wydarzeń minęło trzysta lat. Po elfickich budowlach zostały jedynie ruiny, a niektórzy przedstawiciele tej wzniosłej rasy chowają się po górach i wykrotach, tocząc cichą wojnę z ludzkim gatunkiem. Scoia’tael, gdyż tak nazywani  są przez miejscowych, od dawna walczą z rasizmem jaki przejawiają wobec nich zwykli zjadacze chleba. Zażarta batalia o szacunek i wolność dla wszystkich gatunków stąpających po ziemskim padole pochłonęła wiele ofiar zarówno po jednej  jak i drugiej stronie. Niektórym mogłoby się wydawać, iż trwająca od trzech wieków wojna nie ma już najmniejszego sensu, albowiem nie przyniosła nic prócz śmierci. Niemniej jednak Aen Seidhe wierzą, że można wytrzymać naprawdę dużo, gdy widzi się cel na końcu drogi, dlatego wciąż toczą boje o swoje racje, pod przywództwem jednego elfa, który zjednoczył ich jak rodzinę. Nieulękłego i  zahartowanego w boju wojownika,  nieugiętego w swych działaniach, zjadliwego i trwającego we własnych przekonaniach. Nie bez powodu zwą go Lisem Puszczy. Ludzie boją się go i nienawidzą jednocześnie, twierdząc, że to szaleniec, lecz Scoia’tael słuchają go jak matki. Iorweth, gdyż tak brzmi jego imię, nie jest kimś, kogo można kupić za garść orenów, to elf który zawzięcie broni swoich racji, a zaangażowanie i oddanie można ujrzeć nie tylko w jego czynach. Każdy, kto miał okazję go spotkać, przekonał się na własne oczy jak wiele poświęcił, by bronić honoru swych współbraci. Wystarczyło spojrzeć na jego twarz. Pozbawione zbędnych emocji oblicze, okraszone miał szkaradną blizną na prawym policzku, częściowo ukrytą pod czerwoną bandaną. Niemniej jednak, brak oka nie przeszkadzał mu w walce; władał mieczem tak sprawnie, że mógłby mordować  ludzi z zamkniętymi powiekami, gdyby zaszła taka potrzeba - tak bardzo ich nienawidził. Dh’oine zniszczyli w seidhe wszystko, co najpiękniejsze, czyniąc je bezdusznymi potworami, którymi straszą swoje nieokrzesane potomstwo. Większości nie obchodzi jakie naprawdę są elfy, podobnie jak to, że te ziemie należały niegdyś do tych pięknych istot o szpiczastych uszach; liczy się jedynie by wyplewić z tego świata wszelkie plugastwo, które nie jest człowiekiem. Scoia’tael robią jednak wszystko by do tego dopuścić.


_______________
Słownik starszej mowy (którą posługują się elfy):
*seidhe - elfy
*dh'oine - ludzie
*Scoia'tael - "Wiewiórki"  (nieludzcy buntownicy, odpowiedzialni za powstania przeciwko nieludziom)
*Aen Seidhe - "Lud Wzgórz" (miano to dostały elfy żyjące w lasach)
 


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#2 Kędziorek

Kędziorek
  • 516 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 01 wrzesień 2016 - 08:27

Ooooo.... Tematyka wiedźmińska BARDZO mi odpowiada (szczególnie, że jestem świeżo po przeczytaniu sagi) :)

A jak przeczytałam "Lis Puszczy", to już w ogóle mi się oczy zaświeciły <3   Moja ulubiona elfia postać i chyba ogólnie ulubiona niekanoniczna :D

A ze Scoia'tael jest wiecznie ten sam problem - walka o wolność, czemu nie, ale ich postawa "jesteś z nami albo przeciw nam" wobec swoich łagodniejszych pobratymców pacyfistów zawsze była mi cierniem w tyłku :/

No i warto wspomnieć, że swego czasu Aen Seidhe też byli na tych ziemiach najeźdźcami, więc tacy znowu niewinni całkiem nie są  :P

 

 

No i cóż, masz już pierwszego stałego czytelnika :D

 

 

 

A, i troszeczkę błędów interpunkcyjnych Ci się wkradło  :P

Spoiler



#3 Charionette

Charionette
  • 340 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 wrzesień 2016 - 10:04

Oooch, wiedźmińskie uniwersum  :wub:  kupiłaś mnie na samym początku xD I już czekam na kolejną część.

Wiedźmiński świat nigdy nie jest czarno - biały. Ciężko jasno powiedzieć, że ludzie robią dobrze, a elfy źle (zresztą w prawdziwym życiu też tak jest). Grając w Wiedźmina jakoś zawsze byłam przeciwna Scoia'tael. Nie wiem skąd to się brało, może z ich bezkompromisowej postawy. Z niechęcią do elfów jest  jak z niechęcią do muzułmanów. Nie każdy elf to Scoia'tael (a nie każdy muzułmanin to terrorysta), szkoda, że wielu tego nie dostrzega (świetny przykład w Wiedźminie 2 i pogromie we Flotsam). Ale o tym mogłabym pisać godzinami, a nie o to tu chodzi ;)

Zawsze lubiłam Twój styl pisania i jestem pewna, że teraz też się nie zawiodę :) 


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#4 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 02 wrzesień 2016 - 11:44

Ooooo.... Tematyka wiedźmińska BARDZO mi odpowiada (szczególnie, że jestem świeżo po przeczytaniu sagi) :)

A jak przeczytałam "Lis Puszczy", to już w ogóle mi się oczy zaświeciły <3   Moja ulubiona elfia postać i chyba ogólnie ulubiona niekanoniczna :D

W takim razie bardzo mnie cieszy, że trafiłam z tematyką <3 :P
Teoretycznie Iorweth pojawił się w sadze (Chrzest Ognia), ale został tylko imiennie wspomniany, a w grze odwzorowano go na podstawie Isengrima Faoiltiarny (tego od wsadzania posmarowanej miodem głowy jakiegoś żołdaka do mrowiska). Sama uwielbiam tego elfa i boli mnie okropnie, że ostatecznie wycofano go z trzeciej części gry! Ujma na honorze, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę fakt, że nawet postacie z pierwszej części gry pojawiają się w ostatniej odsłonie Wiedźmina :(

 

A ze Scoia'tael jest wiecznie ten sam problem - walka o wolność, czemu nie, ale ich postawa "jesteś z nami albo przeciw nam" wobec swoich łagodniejszych pobratymców pacyfistów zawsze była mi cierniem w tyłku :/

No cóż, na ten temat można dyskutować bardzo długo, choć ja to się im wcale nie dziwię, bo cesarz Nilfgaardu zrobił ich w niezłe jajo :/ Są ostrożni, momentami chyba aż za bardzo, ale taki ich urok. W uniwersum Wiedźmina, to właśnie mi się podoba, że nie są przedstawieni jak w wielu innych światach, czyli jako słabe, wątłe i delikatne istoty lubujące się bardziej w swojej płci niż przeciwnej :P Osobiście nic do tego nie mam, ale zawsze mnie to wkurzało w elfach, dlatego w ogóle nie lubiłam tej rasy, bo gdzie okiem sięgnąć, przedstawiano ją wyjątkowo przewidywalnie. A tu? Proszę, mają charakterek i potrafią ukąsić jeśli trzeba ;)

 

No i warto wspomnieć, że swego czasu Aen Seidhe też byli na tych ziemiach najeźdźcami, więc tacy znowu niewinni całkiem nie są   :P

Ano nie są :D Ale elfy najechały ten świat zanim pojawili się ludzie, a było to bardzo dawno temu, dlatego zwyczajnie postanowiłam nie brać tego pod uwagę :P
 

A, i troszeczkę błędów interpunkcyjnych Ci się wkradło   :P

No tak, nie mogło się obejść bez moich kochanych przecinków xD

 

Oooch, wiedźmińskie uniwersum   :wub:  kupiłaś mnie na samym początku xD I już czekam na kolejną część.

Miło mi :)

 

Wiedźmiński świat nigdy nie jest czarno - biały. Ciężko jasno powiedzieć, że ludzie robią dobrze, a elfy źle (zresztą w prawdziwym życiu też tak jest). Grając w Wiedźmina jakoś zawsze byłam przeciwna Scoia'tael. Nie wiem skąd to się brało, może z ich bezkompromisowej postawy. Z niechęcią do elfów jest  jak z niechęcią do muzułmanów. Nie każdy elf to Scoia'tael (a nie każdy muzułmanin to terrorysta), szkoda, że wielu tego nie dostrzega (świetny przykład w Wiedźminie 2 i pogromie we Flotsam). Ale o tym mogłabym pisać godzinami, a nie o to tu chodzi  ;)

O tak, na ten temat można się rozwodzić godzinami! Osobiście, kiedy grałam za pierwszym razem, poszłam za Roche'em, ale kiedy przechodziłam grę po raz drugi i miałam okazję zobaczyć stronę elfów, po prostu się zakochałam. Tak szczerze powiedziawszy, to lubię i Roche'a i Iorwetha i ile razy później gry nie przechodziłam (a było tego trochę xD), zawsze miałam ten sam dylemat: "Kto tym razem?" :D I jedni i drudzy mają swoje racje i trzymają się ich dosyć mocno, każdy kij ma dwa końce i nikt nie jest bez winy. Dałam szansę jednym i drugim i nie żałuję, bo każda z tych stron ma swoje plusy i minusy ;)

 

Zawsze lubiłam Twój styl pisania i jestem pewna, że teraz też się nie zawiodę  :)

Nie będę ukrywać, że jest mi z tego powodu bardzo miło, dziękuję!  :wub: 


Dzięki za komentarze dziewczyny i śpieszę z kolejnym odcinkiem;)


 

Rozdział 1 (cz.1)
gallery_57_12_305897.png



             Przywódca komand Scoia’tael, znany również jako Lis Puszczy, stał na stromej skarpie, obserwując rozciągający się przed nim las. Zielone tereny nieopodal Flotsam, od dawna były jego prawdziwym domem.
Nad wodą zaczęły unosić się opary mgły, a słońce wschodziło leniwie, rozświetlając liście krzewów ostatnimi ciepłymi promieniami. Uwielbiał tu przychodzić by pomyśleć w spokoju, szczególnie o tej porze dnia kiedy matka natura powoli układała do snu swój zielony gaj. Trel ptaków cichnął, a do uszu dochodził jedynie szelest listowia i cichy szum rzeki. Iorweth zdjął przewieszony przez ramię skórzany pas z kołczanem i usiadł na pobliskim kamieniu, z którego miał idealny widok na okolicę. Ostatnie pasma chowającego się za horyzontem słońca, rozświetliły jego długą ciemnozieloną sukmanę, okrytą bezrękawnikiem z podszywanej skórą i przedłużanej w pasie kolczugi, sprawiając, że jej małe metalowe pierścienie zaczęły pobłyskiwać. Elf włożył w zęby długie  źdźbło trawy i opierając łokcie na kolanach, utkwił wzrok w gęstniejącej nad wodą mgle. Było w tym widoku coś, co go wewnętrznie uspokajało, lecz tym razem nie nacieszył się tym spokojem zbyt długo. Jego uwagę przykuli trzej mężczyźni z wioski nieopodal, którzy szli wzdłuż brzegu rzeki, nerwowo rozglądając się dookoła. Wstał z kamienia, po czym wyjął łuk z kołczanu, nałożył strzałę na cięciwę i naciągnął, celując prosto w głowę jednego z ludzi. Miał ochotę strzelić i wykończyć swą potencjalną ofiarę, lecz zrezygnował po krótkim namyśle. Nigdy nie zabijał dh’oine bez konkretnego powodu, choć czasami targała nim nieodpartą chęć, by zwyczajnie położyć trupem jakiegoś chojraka, który bez cienia strachu zapuszczał się na tereny Wiewiórek. Ostatecznie jednak opuścił łuk i pozwolił mężczyznom kontynuować swoją wyprawę. Usiadł z powrotem na kamieniu i zagryzając źdźbło trawy westchnął cicho, poprawiając bandanę przysłaniającą mu część twarzy.
Choć Iorweth był Aen Seidhe z krwi i kości, odróżniał się od swych współbraci dość oryginalną urodą. Jego ciemnobrązowe włosy były krótkie, a jedyne oko jakie mu pozostało miało barwę zgniłej zieleni. Można było również spostrzec, że rysy jego twarzy nie były wyłącznie seidhe, lecz także dh’oine, a piękny i bogaty język, jakim posługują się dookoła wszyscy pobratymcy, nie leży w  guście dowódcy komand, choć zdarza mu się go używać.  To wszystko odróżniało go od zwykłych elfów, którzy mieli raczej długie włosy i brązowe lub niebieskie tęczówki, a ich twarze zdawały się być nieskazitelnie piękne, podobnie jak słowa, którymi mówili. Gdyby nie szpiczaste uszy i wachlarz długich rzęs, spod których Iorweth patrzył na świat, niektórzy śmiertelnicy wzięliby go za równego sobie.
             - Bloede Dh’oine…  – wycedził przez zęby, przyglądając się kolejnym ludziom idącym brzegiem rzeki.  Wprawdzie przepuścił wcześniejszą trójkę, ale szybko przestało mu się podobać, że nagle pojawili się następni. Wypluł zgryzione źdźbło trawy i stanął na równe nogi, ściskając łuk w dłoni.
             - Znów zapuścili się na nasze tereny. – Młoda elfka, odziana w przylegający do ciała kostium o odcieniu ciemnej zieleni, podeszła  wolnym krokiem do dowódcy i przystanęła obok, kierując wzrok w to samo miejsce co on. Zdjęła z głowy kaptur i poprawiła pas do którego miała przymocowany kołczan, a jej długie, proste blond włosy, mocno upięte w wysoki kucyk, zaczęły lekko poruszać  się na wietrze.  – Co z nimi zrobimy? – zapytała cicho. Kiedy jednak elf nie odpowiedział, spojrzała w jego kierunku, wbijając w niego swe brązowe oczy. Na jego szczupłej twarzy zauważyła maleńki zarys niepokoju. – Lisie? – dodała pytająco, bacznie mu się przyglądając.
             - Czy Moire już wróciła? – odezwał się po krótkiej ciszy.
             - Neén. Czemu pytasz?
             - Przed chwilą przeszło tędy jeszcze trzech dh’oine…  – mówił , nie odrywając wzroku od mężczyzn. – Ile razy mam powtarzać, że samotne włóczenie się po lesie pełnym ludzkich ścierw, które mają nas za nic, nie jest bezpieczne?
             - Kiedy ona wyszła tylko nazbierać ziół przy wodospadzie.  
Iorweth spojrzał na elfkę wzdychając cicho.
             - Jesteś  Aen Seidhe  Adris, a i tak wszystko co mówię masz aep arse.
             - Nie wszystko mam aep arse, zwyczajnie uważam, że nic jej nie grozi – wzruszyła lekko ramionami, posyłając elfowi promienny uśmiech.
Przyglądał się przez chwilę swej towarzyszce, lecz szybko skierował wzrok przed siebie, kompletnie nie podzielając jej entuzjazmu. Rzadko kiedy się uśmiechał, gdyż jak dotąd nie miał do tego za wiele powodów. Wolał mieć do wszystkiego  pesymistyczne podejście, by uniknąć niepotrzebnych rozczarowań.
             - Te ku*wie syny, które szły wzdłuż brzegu rzeki, kierowały się w stronę wodospadu. Nadal uważasz, że nic jej nie grozi?  – zapytał i nie czekając na odpowiedź, wyminął elfkę, ruszając w kierunku zejścia ze skarpy.
             - Bloede arse… – Adris westchnęła głośno, lecz postanowiła za nim pójść. – Zaczekaj na mnie!

 

***

Elfka szła w milczeniu, starając się dotrzymać kroku Iorwethowi. Cisza, którą przecinał jedynie szum rzeki, drażniła ją z każdą sekundą coraz bardziej. Ziewnęła głośno, spoglądając na kompana kątem oka i zaczęła pogwizdywać pod nosem by rozładować rosnące napięcie. Kiedy i to nie zwróciło uwagi dowódcy, nie wytrzymała. Zastąpiła mu drogę i położyła rękę na jego prawym ramieniu, co sprawiło, że zatrzymał się, czekając na jej reakcję  z lekkim zdziwieniem na twarzy.
             - Do rzyci z tym wszystkim – spojrzała na niego z lekko nadąsaną miną. – Powiesz w końcu co się stało Lisie?
Przez kilka sekund obydwoje stali w zupełnym milczeniu.
             - Nie mitrężmy. Już niedaleko do wodospadu – odparł chłodno, po czym obszedł elfkę i ruszył przed siebie.
             - Tirth…  – mruknęła pod nosem, zgrzytając zębami. Znała go już dosyć długo i kiedy wymigiwał się od odpowiedzi, zwyczajnie trafiał ją szlag.
Wiedziała, że on ma to gdzieś, wszyscy Scoia’tael zdążyli się już przyzwyczaić do jego oziębłego sposobu bycia.  Lis Puszczy nigdy nie był zbyt wylewny, a kiedy zdarzało mu się mięknąć, zwyczajnie chował się w swym namiocie, by nikt nie odkrył jego słabej strony. Gdyby nie to, że traktował Adris jak siostrę, której kilka razy udało się przedrzeć przez jego twardą skorupę, pewnie zlinczowałby ją za samo zadanie mu pytania dotyczącego jego osoby.  
Blondwłosa wypuściła powietrze z płuc, względnie się uspokajając i ruszyła w kierunku elfa, który był już kilka metrów dalej, gdy nagle z krzaków wyskoczył nekker, rzucając się na nią z pazurami. Ledwo zdążyła się odsunąć, a obok jej szpiczastego ucha świsnęła stal. Nienaturalnie duża głowa leśnego potwora, potoczyła się tuż pod nogi Adris, która stała sparaliżowana w zupełnym bezruchu. Serce podeszło pod gardło, waląc jak krasnoludzki młot, a jej śnieżnobiała cera, zrobiła się jeszcze bledsza.
             - Cáelm Enid. – Iorweth odparł ze spokojem, podchodząc do elfki. – Może chciał się tylko przywitać… – schował miecz do pochwy i spojrzał jej w oczy z obojętnym wyrazem twarzy. Nic co żyło w tym lesie, nie robiło już na nim większego wrażenia.
             - Bardzo śmieszne – skwitowała krótko, starając się uspokoić.
             - A czy ja się śmieję Stokrotko? – Nie czekając na odpowiedź, ruszył w wyznaczonym przez siebie kierunku.
Adris patrzyła przez chwilę jak odchodzi, lecz szybko ocknęła się z letargu i pobiegła za nim.
             - Powiesz mi co się dzieje? Od kilkunastu dni błądzisz jak dziecię we mgle. Komanda czekają na jakikolwiek znak, mieliśmy opuścić ten cholerny las i ruszyć do Vergen na pomoc rebeliantom…
             - Zostajemy tutaj – przerwał jej wypowiedź.
             - Co takiego?! – Elfka otworzyła szeroko usta. – Przecież mieliśmy…
             - Wolne Vergen możesz odstawić na półkę z napisem „marzenia” – przerwał jej po raz kolejny. – Znów się nie udało… – dodał, przyspieszając kroku.
             - Ale dlacze… - Tym razem Adris sama urwała w pół zdania, gdyż do jej uszu dotarł krzyk. – Moire… – Spojrzała z przerażeniem na Iorwetha.
Obydwoje rzucili się pędem,  w kierunku wodospadu.

 

***

             - Nie będzie pożytku z tej chędożonej smarkuli! – warknął jeden z mężczyzn, którzy przyszli nad wodospad. Spojrzał w kierunku młodej elfki i podszedł do niej  zatrzymując się tuż nad jej skuloną sylwetką. Ciemnowłosa Moire siedziała pod drzewem trzęsąc się ze strachu, który obezwładniał jej ciało coraz bardziej. Miała otarty policzek, a zawartość woreczka z ziołami po które przyszła, rozsypała się na trawie.  – Cała twoja rasa powinna sczeznąć smarkulo… - splunął i chwycił ją za włosy ciągnąc w kierunku wody.
             - Dawaj ją! – krzyknął drugi. – Utopimy to plugastwo, im mniej tym lepiej!
Przerażona Moire piszczała w niebogłosy próbując wyrwać się swemu oprawcy, lecz miała zbyt mało siły. Szarpała się, ocierając kolanami o ziemię, a dłońmi robiła wszystko co mogła, by uwolnić ciemne pukle z silnego uścisku. Jej coraz to głośniejszy wrzask, przeplatany z płaczem, zaczął zalewać całą okolicę. Wydawało się, że nic nie powstrzyma tej okrutnej zabawy, kiedy nagle jęki elfki, przeplotły się z cichym krzykiem człowieka, który stał najdalej od tego widowiska.
             - Niedoczekanie ku*wie syny! – Rozległ się wrzask wściekłego elfa. Kiedy wszyscy dh’oine zwrócili się w jego kierunku, ich twarze całkowicie pobladły, a Iorweth z furią wymalowaną na swym ponurym obliczu poderżnął gardło mężczyźnie którego trzymał. Gdy krew siknęła jak z fontanny, rzucił się z mieczem w stronę stojącej nieopodal trójki.  – Spar Adris! – ryknął w kierunku towarzyszki, która wyskoczyła z krzaków i strzeliła z łuku, celując prosto w rękę oprawcy trzymającego Moire.
Ostry grot wbił się w przedramię człowieka, co sprawiło, że puścił elfkę zachodząc się z bólu. Przywódca Wiewiórek zacisnął zęby i wykonując mocny zamach, odciął głowę jednego z dh’oine zanim ten zdążył zareagować w jakikolwiek sposób. Oderżnięty skalp potoczył się w kierunku wody, a bezwładny korpus runął na ziemię. Nie zastanawiając się ani sekundy, elf wykonał półobrót i  wbił klingę w brzuch drugiego  mężczyzny. Męczennik wrzasnął z bólu, lecz już po chwili zaczął dusić się własną krwią, która obficie toczyła się z jego ust.
             - Zdychaj… - syknął z nienawiścią watażka i patrząc w oczy swej ofiary, szarpnął mocno rozcinając ją w pół.
Czerwona jucha bryzgnęła na trawę, a przecięte ciało przechyliło się w tył i upadło prosto do wody. Na ten widok, Moire odwróciła gwałtownie wzrok, zakrywając twarz dłońmi. Jej duże niebieskie oczy, po raz pierwszy w życiu widziały mord na ludziach. Adris dobiegła do młodej elfki i rozglądając się za człowiekiem którego zraniła w ramię, pomogła jej wstać, a dowódca Wiewiórek niesiony zawiścią, rzucił się w pościg za dh’oine, który uciekł w popłochu, pozostawiając na łaskę Aen Seidhe pozostałych towarzyszy. Elf zatrzymał się na rozdrożu i zwinnym ruchem schował miecz do pochwy. Chwycił za łuk, po czym wyjął strzałę i długo się nie zastanawiając, wbiegł na pobliski pagórek. Wiedział, że tchórzliwy dezerter nie mógł ubiec za daleko i ani trochę się nie pomylił. Noga mężczyzny zakleszczyła się we wnykach  jakie rozstawiał po lesie pewien stary elf, chroniąc w ten sposób mieszkańców skromnej osady, przed wszelką zarazą mieszkającą w lesie. Iorweth opuścił łuk i z satysfakcją patrzył jak na ludzkiej twarzy maluje się niewyobrażalne cierpienie, spowodowane uściskiem stalowych kleszczy. Napawał się tym widokiem, starając się wyrównać oddech. Po chwili dołączyły do niego elfki.
             - Ten ostatni uciekł. – Adris westchnęła ciężko.  – Z moją strzałą w przedramieniu…
             - Zbliża się noc, a las potrafi karać na swój własny sposób – odparł elf. Spojrzał na młodziutką Moire i na kilka sekund położył dłoń na jej głowie, oddychając z ulgą, na co czarnowłosa odpowiedziała mu uśmiechem. – Kolejny który wypuści cię w las samą, będzie trupem – dodał, przenosząc srogi wzrok na blondynkę.
             - Zrozumiałam tą dosadną aluzję, Lisie – odpowiedziała mu towarzyszka.
Skinął głową, z poważnym wyrazem twarzy.
             - Wracajmy do kryjówki.

 

***

Cedric stał na drewnianej platformie, wpatrując się w ciemny las. Ogień pochodni lekko rozświetlał panujący dookoła mrok i sylwetkę wysokiego, szczupłego elfa ubranego w zieloną sukmanę bez rękawów, przewiązaną w pasie grubym skórzanym rzemieniem. Ten szatyn o grubych, gęstych włosach do ramion, pozornie nie różnił się niczym szczególnym od swoich pobratymców. Jego twarz przyozdabiały krótkie warkocze zaplecione tuż przy skroniach, które nieznacznie wspierały się na wystających kościach policzkowych, podczas gdy reszta ciemnych kosmyków zaczesana była do tyłu. Miał spokojne i ciepłe spojrzenie. Kolor jego oczu z brązu przechodził w lekko złotawy odcień, a atrakcyjności, mimo wieku, nikt nie mógł mu odmówić. Na plecach widniał kołczan z wysłużonym łukiem, przymocowany pasem ze skóry, przewiązanym przez prawe ramię. Wydawać by się mogło, że Cedric był elfem jakich wielu, tymczasem różnił się od swych współbraci tym, co nie dane nikomu spostrzec gołym okiem. Był bardzo stary, starszy nawet od dowódcy Wiewiórek liczącego sobie już kilka wieków, a gdy dodamy, że miewał wizje wszelakich pokrojów, które skutecznie utrudniały mu normalne życie, otrzymujemy elfa nieustannie walczącego ze swoją wewnętrzną naturą. Kiedyś Cedric należał do Scoia’tael, lecz opuścił komando na własne życzenie. Iorweth nie protestował. Doskonale wiedział co dzieje się w głowie starego przyjaciela, dlatego pozwolił mu pójść własną drogą. Ciemnowłosy elf zajął się ochroną maleńkiej wioski zwanej Bindugą, która mieściła się przy Flotsamowskich murach. Ludzie którzy tam żyli, nigdy nie życzyli źle innym rasom, dlatego też przyjęli nowego mieszkańca z otwartymi ramionami, dając mu dach nad głową i dzieląc się z nim swoją strawą. Jednak miotający się z ciągłymi wizjami Cedric, szybko popadł w alkoholizm, z którego nawet nie próbował się wyleczyć. Wódki mgła otulała go szczelnie, nie dopuszczając do jego głowy żadnych dziwnych wyobrażeń, co sprawiało, że elf w końcu mógł poczuć się bezpiecznie. Było jednak coś, od czego nie mógł się uwolnić nawet podczas alkoholowego upojenia. Tym kimś, a raczej czymś, był las. Czuł jego obecność każdym zmysłem i zawsze wiedział kiedy jego kapryśny przyjaciel jest spokojny, a kiedy lepiej nie zapuszczać się na jego odległe tereny. Tak też było i tym razem, kiedy pod osłoną nocy, obserwował pogrążony w mroku gaj. Ciche pohukiwania sów i wycie wilków, nie było czymś nadzwyczajnym, lecz Cedric odczuwał dziwny niepokój, co świadczyło jedynie o tym, że niedługo coś się wydarzy.
             - Witaj – Jeden z mieszkańców wioski, wybił elfa z zamyślenia, zatrzymując się tuż obok niego, z pochodnią w ręku.
             - Ceádmil  – odpowiedział  niskim, zmęczonym i lekko ochrypłym głosem, którego nie można było pomylić z żadnym innym. – Co cię do mnie sprowadza?
             - Odpocznij. Zmienię cię.
             - Nie… Nie dzisiaj.
             -  Dlaczego? – Chłop spojrzał na swego rozmówcę z lekkim niepokojem.
             - Czuję to… Coś się stanie…  – Cedric pociągnął z bukłaka spory łyk mocnego trunku i westchnął cicho, nieprzerwanie wpatrując się w ciemność.
Stojący obok mężczyzna, patrzył na elfa z coraz to większa obawą. Ignorowanie słów podpitego eks Wiewióra, nigdy nie kończyło się niczym dobrym, dlatego i tym razem nie można było nie potraktować poważnie, tego co mówił.
Nagle szatyn ściągnął brwi, marszcząc czoło. Do jego uszu doszły stłumione krzyki, gdzieś z oddali. Słuch dh’oine nie był w stanie wyłapać tych dźwięków, gdyż były zbyt odległe, jednak wzrok mógł śmiało wypatrzeć to, co zobaczył przed sobą elf. Daleko przed nimi widniała niewielka łuna ognia, która ledwo przebijała się w mroku. Im dłużej Cedric i jego towarzysz przyglądali się płomieniowi, tym jaśniał on coraz bardziej.
             - A d'yaebl aep arse… - warknął szatyn. – Zbierz ludzi, las płonie! 

_______________
Słownik starszej mowy:
*Bloede dh'oine - cholerny człowiek
*
Neén - nie
*Bloede Arse - ku*wa mać
*Tirth - dzik
*Cáelm Enid - spokojnie stokrotko
*Spar - strzelaj
*Ceádmil - witaj
*A d'yaebl aep arse - w diabła rzyć


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#5 Charionette

Charionette
  • 340 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 02 wrzesień 2016 - 12:36

Gdy grałam w Wiedźmina 1 przyłączyłam się do Zakonu Płonącej Róży (głównie zwiedziona sympatycznym Zygfrydem i nieprzyjemnym Yaevinnem), szybko jednak pożałowałam wyboru i zrozumiałam, że jedyną słuszną drogą jest neutralność. W 2 wybrałam Roche'a i szczerze mówiąc nie żałuję. Jakoś bardziej podobają mi się wydarzenia w Loc Muinne w towarzystwie Vernona. Oczywiście przeszłam też grę stroną Iorwetha i tam bardziej podobało mi się Vergen (strasznie ubolewałam, że nie da się połączyć Roche'a i Vergen. Mało jest w wiedźmińskim uniwersum osób, których tak szczerze nienawidzę jak Detmolda). Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, która ze stron jest lepsza. Tak jak pisałaś, każdy ma swoje plusy i minusy :)

 

No i się nie zawiodłam. Tak świetnie napisane, aż podejrzewam, że za użytkowniczką o nicku Ruda kryje się sam Sapkowski :D 

Iorweth...kurde jak ja lubię jego charakter. Taki chłodny cynik rzucający "żartami" (tekst o tym, że nekker chciał się tylko przywitać totalnie mnie rozwalił). Przywódca Wiewiórek jako jeden z nielicznych chyba jeszcze wie o co toczy się ta walka. Mam wrażenie, że inni Scoia'tael walczą bo tak trzeba, bo ludzie są źli, bo tak. Iorweth potrafi rozróżnić wroga od człowieka, zdaje sobie sprawę, że nie każdy człowiek jest zły (chociaż nienawiść jest w nim głęboko zakorzeniona). Zresztą ludzie też już nie czują ducha walki (prześladują elfy bo tak. Świetnie odnosi się do tego Wiedźmin 3 gdzie przerzucono się na czarodziejów, dopplerów itp.).

Cedric - bardzo go polubiłam. Zakończenie jego historii w grze jest tak smutne i przejmujące, że oczy zaszkliły mi się mimo woli. W jego przypadku można nawet usprawiedliwić nałóg alkoholowy. Pozostaje mi się tylko domyślić jak trudne musi być życie z ciągłymi wizjami przyszłości. 

 

Noga mężczyzny zakleszczyła się we wnykach  jakie rozstawiał po lesie pewien stary elf

Aż mi się przypomniało ile razy Geralt właził mi w te pułapki  :lol:  niby obrażenia żadne, a ile razy się wystraszyłam. 

 

 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#6 Kędziorek

Kędziorek
  • 516 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 02 wrzesień 2016 - 16:44

A ja tam w grach zawsze byłam nastawiona na pomaganie Scoia'tael. Być może z tego powodu, o którym mówiłaś - tak rzadko widzi się elfów z jajami.. Szkoda mi było zignorować Wiewiórki (zresztą Wiewiór to moje drugie imię)  :D Chociaż ścieżka Roche'a w W2 też zacna (fajnie, że go umieścili w Dzikim Gonie - gdyby jeszcze postąpili taka samo z Iorwethem byłabym w niebie).

Tak, to w Wiedźminie jest fajne, że prawda i sprawiedliwość mają wiele odcieni szarości. Czasem ma się do wyboru tylko mniejsze lub większe zło (ku zgrozie Geralta), a nie zawsze da się nie wybierać wcale.

Spoiler

 

Co do rozdziału, to właściwie podpisuję się pod wszystkim, co napisała Cherrie. Bardzo dobrze oddajesz charakter Lisa Puszczy. Choćbym nie wiem jak chciała, nie ma tu nic, do czego bym się mogła przyczepić (oprócz latających przecinków, których Ci się znowu nazbierało - ale to inna sprawa :P). Cięty język, jego powaga, chłód, ale też dobra ocena sytuacji, ostrożność, która pozwoliła Scoia'tael przetrwać tak długo. Adris wydaje się być jego totalnym przeciwieństwem. Beztroska, lekceważąca zagrożenie, dopóki nie stanie z nim twarzą w twarz.

Świetna scena przy wodospadzie. Doskonale pokazuje nienawiść i pogardę, jaką mieli ludzie wobec elfów (i innych nieludzi). Nieważne, że Moire nic nie zrobiła, że nie miała broni. Nie była człowiekiem i to właściwie załatwiało sprawę. Jakże inne podejście niż ukazane w chwili, gdy Iorweth powstrzymuje się przez zabiciem tamtych trzech ludzi, bo przecież (jeszcze) nic mu nie zrobili.

Fajnie widzieć żywego Cedrica :) Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, tu jego imię i mam nadzieję, że wymyślisz dla niego lepszy koniec niż Sapkowski. A póki co liczę na to, że w tym lesie nic mu się nie stanie. Tylko niech tam nie chucha, bo ten las doszczętnie spłonie  :D

 

Ciekawe, jakimi jeszcze postaciami nas uraczysz, a które będą Twojego pomysłu (jak choćby Adris).

 

 

Powiedz mi tylko jeszcze jedną rzecz. Czy akcję tego opowiadania można gdzieś umieścić konkretnie w czasie, czy też tworzysz coś fabularnie niezwiązanego z sagą i grami, poza ich osią czasu?



#7 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 03 wrzesień 2016 - 17:08

Gdy grałam w Wiedźmina 1 przyłączyłam się do Zakonu Płonącej Róży (głównie zwiedziona sympatycznym Zygfrydem i nieprzyjemnym Yaevinnem), szybko jednak pożałowałam wyboru i zrozumiałam, że jedyną słuszną drogą jest neutralność. W 2 wybrałam Roche'a i szczerze mówiąc nie żałuję. Jakoś bardziej podobają mi się wydarzenia w Loc Muinne w towarzystwie Vernona.


Ja przeszłam grę po obu stronach, z wyjątkiem neutralności. W prawdzie zaczęłam, ale nie skończyłam grać, bo musiałam sformatować kompa i nigdy do tego już nie wróciłam (nad czym ubolewam, bo pierwsza część była dosyć fajna). Jeśli o dwójkę chodzi, to tu sprawa ma się trochę inaczej, bo przechodziłam ją chyba z 10 razy na różne sposoby, by tylko zobaczyć jak się skończy gra. Tak czy inaczej, Vernon jest dla mnie postacią, której nie da się nie lubić i nie wyobrażam sobie już bez niego drugiej odsłony gry :)

 

 

 

Mało jest w wiedźmińskim uniwersum osób, których tak szczerze nienawidzę jak Detmolda).

O tak, Detmold przeszedł samego siebie, szczególnie kiedy przez niego powieszono cały oddział Niebieskich Pasów. Od razu stało się dla mnie jasne, że muszę ubić to coś, a że sam Vernon mógł dokonać tego zaszczytu, to byłam w ogóle happy <3

 

No i się nie zawiodłam. Tak świetnie napisane, aż podejrzewam, że za użytkowniczką o nicku Ruda kryje się sam Sapkowski  :D 

Wprawdzie ktoś już kiedyś też mi napisał, że podobnie jak Sapkowski piszę, ale sama muszę stwierdzić, że do mistrza jeszcze daleka droga, baaardzo daleka :D

 

Iorweth...kurde jak ja lubię jego charakter. Taki chłodny cynik rzucający "żartami" (tekst o tym, że nekker chciał się tylko przywitać totalnie mnie rozwalił). Przywódca Wiewiórek jako jeden z nielicznych chyba jeszcze wie o co toczy się ta walka. Mam wrażenie, że inni Scoia'tael walczą bo tak trzeba, bo ludzie są źli, bo tak. Iorweth potrafi rozróżnić wroga od człowieka, zdaje sobie sprawę, że nie każdy człowiek jest zły (chociaż nienawiść jest w nim głęboko zakorzeniona). Zresztą ludzie też już nie czują ducha walki (prześladują elfy bo tak. Świetnie odnosi się do tego Wiedźmin 3 gdzie przerzucono się na czarodziejów, dopplerów itp.).

No i w grze to idealnie widać, szczególnie podczas rozmowy w Vergen, kiedy Iorweth mówi Geraltowi, że jest wojownikiem, nie idiotą.
A te prześladowania Radowida w trzeciej odsłonie gry, to w ogóle jest jakaś fanaberia. Gość popadł w niezłe szaleństwo, nie ma co... Choć misja z zabiciem Mengego strasznie mi się podoba, no i śmierć samego Radowida... chyba by mnie sumienie zeżarło, gdybym go nie zabiła (nawet jeśli nie swoimi rękoma xd)

 

Cedric - bardzo go polubiłam. Zakończenie jego historii w grze jest tak smutne i przejmujące, że oczy zaszkliły mi się mimo woli. W jego przypadku można nawet usprawiedliwić nałóg alkoholowy. 

Nawet mi nie mów, ta bezsilność, że nie można mu pomóc, była okropna. Za każdym przejściem gry dobijała tak samo.

 

Aż mi się przypomniało ile razy Geralt właził mi w te pułapki   :lol:  niby obrażenia żadne, a ile razy się wystraszyłam. 

Ahahah, miałam to samo i klęłam nieraz pod nosem, bo drażniło mnie to niemiłosiernie xD Gdzieś w necie widziałam nawet idealny obrazek do tej sytuacji xd I nawet go znalazłam TUTAJ :D
 

A ja tam w grach zawsze byłam nastawiona na pomaganie Scoia'tael. Być może z tego powodu, o którym mówiłaś - tak rzadko widzi się elfów z jajami.. Szkoda mi było zignorować Wiewiórki (zresztą Wiewiór to moje drugie imię)   :D

No tak, inaczej być nie będzie, jeśli chodzi o Wiewiórki :D

 

Tak, to w Wiedźminie jest fajne, że prawda i sprawiedliwość mają wiele odcieni szarości. Czasem ma się do wyboru tylko mniejsze lub większe zło (ku zgrozie Geralta), a nie zawsze da się nie wybierać wcale.

I własnie to sprawiało nie raz, że miałam potwornie ciężki dylemat by wybrać. Mniejsze zło, czy większe? Zło jest złem jednak wybór nie zawsze wydaje się oczywisty.

 

Co do rozdziału, to właściwie podpisuję się pod wszystkim, co napisała Cherrie. Bardzo dobrze oddajesz charakter Lisa Puszczy. Choćbym nie wiem jak chciała, nie ma tu nic, do czego bym się mogła przyczepić (oprócz latających przecinków, których Ci się znowu nazbierało - ale to inna sprawa  :P). Cięty język, jego powaga, chłód, ale też dobra ocena sytuacji, ostrożność, która pozwoliła Scoia'tael przetrwać tak długo. 

Przecinki <3 xD A co do charakteru Iorwetha to staram się jak mogę i wydaje mi się, że w dalszych częściach, również udaje mi się go dobrze odwzorować, ale to już pozostawiam do oceny czytających ;)

 

Adris wydaje się być jego totalnym przeciwieństwem. Beztroska, lekceważąca zagrożenie, dopóki nie stanie z nim twarzą w twarz.

Adris własnie taka jest, idealnie to ujęłaś, ma ponadto wiele innych cech, które ujawnią się w dalszej części :D (myślę, że będzie wesoło xD)
 

Świetna scena przy wodospadzie. Doskonale pokazuje nienawiść i pogardę, jaką mieli ludzie wobec elfów (i innych nieludzi). Nieważne, że Moire nic nie zrobiła, że nie miała broni. Nie była człowiekiem i to właściwie załatwiało sprawę. Jakże inne podejście niż ukazane w chwili, gdy Iorweth powstrzymuje się przez zabiciem tamtych trzech ludzi, bo przecież (jeszcze) nic mu nie zrobili.

Ano właśnie. Do zabijania nie wystarczy sama nienawiść, powinno się mieć również jakiś konkretny powód co - jak widać na załączonym obrazku - ludziom w wielu przypadkach nie jest potrzebne.
 

Fajnie widzieć żywego Cedrica  :) Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, tu jego imię i mam nadzieję, że wymyślisz dla niego lepszy koniec niż Sapkowski. A póki co liczę na to, że w tym lesie nic mu się nie stanie. Tylko niech tam nie chucha, bo ten las doszczętnie spłonie   :D

Zakończenie dla Cedrica mam zgoła inne i wydaje mi się, że bardziej Ci się spodoba :P A w lesie chuchał nie będzie, obiecuję xDD
 

 Ciekawe, jakimi jeszcze postaciami nas uraczysz, a które będą Twojego pomysłu (jak choćby Adris).

Będzie ich kilka, w tym jedna dosyć ważna ;)
 

Powiedz mi tylko jeszcze jedną rzecz. Czy akcję tego opowiadania można gdzieś umieścić konkretnie w czasie, czy też tworzysz coś fabularnie niezwiązanego z sagą i grami, poza ich osią czasu?

Raczej w konkretnym czasie tego nie umieścisz, choć jakby się uparł, to by się dało, tylko nie zgadzałoby się parę dat. Opowiadanie będzie związane częściowo z tym, co się działo w grach i z tym co się działo w sadze. Można to ująć tak, że wrzuciłam gry i sagę do jednego kotła, zamieszałam i wybrałam z tego, co mi najbardziej odpowiada, doprawiając to swoją fabułą i postaciami ;)

A teraz, żeby nie przedłużać - kolejny odcinek ^_^



 

Rozdział 1 (cz.2)

gallery_57_12_341597.png
 



             Kiedy elfka otworzyła powieki, spostrzegła na skalnej ścianie grę świateł. Wciąż była słaba, a jej ciałem targała wysoka gorączka. Powoli podniosła się, odciągając koc na bok i spojrzała przed siebie z lekkim niedowierzaniem. W jej dużych, czarnych jak węgiel oczach odbijały się potężne, żółte języki szalejące na zewnątrz. Wolnym ruchem podniosła się z posłania ulokowanego w  głębi niewielkiej jaskini i stawiając kilka chwiejnych kroków w przód, podeszła do wyjścia.  
             - Scoia’tael?! – krzyknęła głośno, lecz odpowiedział jej tylko syk płomieni.
Żar buchał coraz potężniej, otaczając ją dookoła. Poczuła, że kręci jej się w głowie. Nie miała pojęcia co się dzieje i dlaczego wszędzie szaleje dziki ogień, lecz nie było czasu by się nad tym zastanawiać. Palący żar zaczął pochłaniać coraz większy obszar lasu, zamykając ją w ognistym kręgu. Przytkała usta dłonią, próbując zahamować dławiący dym, wdzierający się do ust i zaczęła szukać drogi ucieczki. Mocno osłabiona, miała małe szanse na przeżycie. Nagle do jej szpiczastych uszu dotarły czyjeś głosy, dobiegające z oddali. Ledwo spojrzała w kierunku z którego dochodziły, a poczuła kolejne zawroty. Otaczający ją świat zaczął wirować dookoła.
             - Tutaj! – krzyknęła ostatkami sił, widząc sylwetki postaci dobiegających z wiadrami wody.
Miała wrażenie, że między nimi mignął jej elf, ale nie była pewna czy to nie jakieś wizje spowodowane gorączką. Wtem poczuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa, a w głowie zaczyna kręcić się tak mocno, że nie da rady ustać ani sekundy dłużej. Na wpół omdlała, upadła na ziemię słysząc coraz to donośniejsze głosy.
             - Veloĕ!  Nie ma czasu, ogień jest coraz większy! – usłyszała tuż nad uchem, czując, że ktoś bierze ją na ręce.
Nie miała siły otworzyć oczu.  Po chwili całkowicie odpłynęła.

 

***



Iorweth wyszedł ze swej samotni, kiedy doszły do niego podniesione głosy. Cały czas myślał o Saskii i o tym co się z nią działo, nie dawało mu to ani krzty spokoju. Była dla niego kimś bardzo ważnym, nie tylko ze względu na rebelię, którą razem planowali, lecz mało kto o tym wiedział.  Ledwo wystawił nos z namiotu, kiedy nagle podbiegł do niego jeden z jego najbardziej zaufanych elfów, prowadząc za sobą niewielkie komando.
             - Co się dzieje Ciaran? – zapytał typowym dla siebie, chłodnym tonem.
             - Właśnie wróciliśmy ze zwiadu – mówił zasapany, dzierżąc w dłoni swój łuk. Ciemne włosy sięgające do podbródka, przykleiły mu się do twarzy, a jego długa sukmana usmolona była w sadzy. – Na skraju lasu, od północnej strony wybuchł pożar, widzieliśmy łunę ognia więc pobiegliśmy na miejsce.
             - Pożar? – Dowódca był lekko zaskoczony słowami elfa. – Dowiedzieliście się, co tam się stało?
             - Kiedy dotarliśmy, wieśniacy z Bindugi dogaszali ogień, więc odczekaliśmy aż odejdą i przeszukaliśmy pogorzelisko. Znaleźliśmy ślady Aen Seidhe. – Adiutant drżącą ręką skinął na jednego z wojowników, który pokazał Iorwethowi nadpalone strzały ze znakiem róży.
             - Bloede arse... - Watażka zaklął, rozpoznając rynsztunek.
             - To nie wszystko. Kilkadziesiąt metrów dalej, trafiliśmy na Temerski statek przycumowany po drugiej stronie brzegu. Podeszliśmy, ale w pobliżu kręciło się za dużo dh’oine, wystrzelaliby nas jak kaczki, gdybyśmy podjęli próbę ataku.
Dowódca zazgrzytał zębami. Na samo słowo „Temeria”, w żyłach gotowała mu się krew.
             - Więc ten ku*wi syn Roche, jest tutaj – skwitował krótko.
             - I od razu zaczął działać. Na statku prawdopodobnie są elfy ze Scoia’tael, które zatrzymały się nad rzeką. – Ciaran wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze, normując oddech.
             - Temerskie oddziały specjalne szukają kogoś, kto doprowadzi ich do nas… – Iorweth zamyślił się, krzyżując ręce na klatce piersiowej i wbił wzrok w ziemię zastanawiając się nad kolejnym krokiem.
             - Lisie, zbierzmy komanda i wynośmy się z tej dziury. Vergen wciąż stoi przed nami otworem, jeszcze nie jest za późno, by wspomóc ich sprawę.
Elfy, które licznie zebrały się na placu, zaciekawione wieściami od adiutanta, wpatrywały się teraz w swego przywódcę, czekając na jego ruch. Watażka wiedział, że co nie postanowi, jego lud to uszanuje, ale nie chciał ich sprowadzać na ziemię w tak brutalny sposób. Od dawana szykował komanda  na wymarsz do walki o wolność, a teraz wszystko legło w gruzach.
             - Bramy Vergen są dla nas zamknięte – odparł chłodno, unosząc głowę.
             - Ale dlaczego? – Z tłumu wyszła Adris, która jak dotąd przysłuchiwała się rozmowie z oddali i zatrzymała się obok Ciarana. – Ci Aen Seidhe, których pojmał Roche, wędrowali aż ze wschodu, by przyłączyć się do pomocy Vergen. Co byś im powiedział, gdyby dotarli tu w jednym kawałku?
             - Przymknij się Adris… – wycedził przez zęby adiutant, wiedząc jak może skończyć się ta wymiana zdań.
             - Stul pysk – warknęła blondynka. – Mam dosyć ciągłego siedzenia okrakiem na płocie i zastanawiania się kiedy ten Temerczyk, wpadnie tu i oderżnie mi czerep.
             - Obydwoje zawrzyjcie gęby, albo zaraz polecą łby! – ryknął wściekły Iorweth. – Dobrze wiecie, że elfy ze wschodu nie wiedzą gdzie jest nasza kryjówka, a żeby ustalić dalsze działania mieliśmy się spotkać na polanie gdzie siedział niegdyś krabopająk. Póki co odbicie Wiewiórek również nie wchodzi w grę, najpierw musimy się dowiedzieć, czy w ogóle żyją i ustalić plan działania, rzucanie się w paszcze lwa to czyste szaleństwo – przeleciał wzrokiem po elfach, które słuchały go w ciszy i skupieniu. – A teraz druga sprawa.  Saskia została otruta, zanim zdążyła przedstawić naszą propozycję na naradzie wojennej.
Po tych słowach, plac zawrzał od podniesionych głosów, które w jednej chwili zaczęły snuć podejrzenia i domysły na temat otrzymanej informacji.
             - Wiem jak to wygląda i co o tym myślicie! – Watażka, uciszył tłum zdecydowanym tonem. – Kilku  krasnoludów z Vergen, jest w posiadaniu informacji o tym, że zostały przeprowadzone między nami wstępne rozmowy, ale nie ma oficjalnej zgody ze strony Aedirńskiej szlachty, chłopstwa oraz Stennisa, więc nie możemy wpaść tam z buciorami i przedstawić swoich racji. Smokobójczyni żyje i jest pod opieką Redańskiej czarodziejki, dlatego pozostaje nam czekać na rozwój wydarzeń.
             - Wiadomo co z Henseltem? – zapytała cicho Adris. Była na siebie wściekła za ten wybuch gniewu. – Kaedweński król nie będzie czekał w nieskończoność…
             - Dlatego dzisiaj rano Eleyas wyruszył do Vergen. Ma się dowiedzieć jak wygląda sytuacja.
             - Mam pomysł, jak wykorzystać ten wolny czas – odezwał się Ciaran.
             - O tym porozmawiamy u mnie. – Iorweth odparł stanowczym tonem, wskazując przyjacielowi i stojącej z boku elfce, swą samotnię. – Reszta rozejść się i wracać do swoich obowiązków – rzucił na odchodne i ruszył do siebie.
             - Przez twoją niewyparzoną gębę, mamy kłopoty. – Ciemnowłosy elf syknął do blondynki, po czym udał się za dowódcą.  
Plac opustoszał w ciągu kilku chwil. Adris ruszyła za adiutantem zgrzytając zębami, lecz postanowiła przemilczeć swoje ostatnie przemyślenia na jego temat. Kiedy obydwoje znaleźli się przed wejściem, niepewnym krokiem weszli do namiotu dowódcy. Przywitał ich półmrok. W jednym z kątów stała naftowa lampa, która miała za zadanie rozświetlać pomieszczenie, ale i jej żywot powoli dobiegał końca. W milczeniu spojrzeli w kierunku Iorwetha, który właśnie zapalał swoją fajkę. Elf zaciągnął się mieszanką ziół, po czym usiadł przy stole i skierował wzrok na stojącą przed nim dwójkę. Wypuścił dym z płuc i westchnął cicho. Atmosfera stawała się coraz gęstsza, a blondynce zaczęło robić się duszno. I to nie od oparów unoszących się w powietrzu.
             - Lisie…
             - Zamknij jadaczkę Adris! – Dowódca warknął wściekle. – Po raz kolejny podważyłaś mój autorytet na oczach wojowników. Co ty sobie wyobrażasz? Bloede arse… - Wstał i podszedł do elfki. – Najpierw pozwoliłaś pójść Moire samej do lasu, teraz ten wyskok, nie uważasz, że to trochę za dużo w tak krótkim czasie?
             - Ja tylko…
             - Nie skończyłem! – ryknął, na co blondynka napięła się jak struna. – Zejdź mi z oczu. Nie chcę cię widzieć, dopóki nie przemyślisz swojego zachowania. Vort!
Adris przytaknęła bez słowa, po czym ruszyła do wyjścia. Spodziewała się gorszych konsekwencji, dlatego postanowiła sobie wziąć do serca słowa elfa; wiedziała, że potraktował ją ulgowo, tylko ze względu na ich przyjaźń.
Kiedy kotara zasłaniająca wejście opadła, Iorweth wrócił na krzesło. Opadł ciężko na drewniane oparcie i przymknął oko, przecierając twarz dłonią. Zgasił fajkę, odłożył ją na stół i uniósł zmęczone spojrzenie, wzdychając po raz kolejny. Tym razem o wiele ciężej niż poprzednio.
             - Mów Ciaran – powiedział znużonym głosem. – Cóż to za pomysł?

 

***



Młody elf, odziany w czarną sukmanę, wszedł do izby gdzie leżała uratowana elfka i spojrzał w kierunku Cedrica, który siedział na deskach obok łóżka, przysypiając z głową opartą na dłoni. Podszedł do niego i położył mu rękę na ramieniu, wyrywając go z letargu, na co ten wzdrygnął nerwowo.
             - Powinieneś odpocząć, siedzisz przy niej już drugi dzień – powiedział spokojnym głosem.
             - Nie Seherimie… – Szatyn westchnął cicho. – Nadal ma wysoką gorączkę, a ja muszę zrobić wszystko, by ją z niej wyciągnąć.
             - Zrobiłeś już naprawdę dużo. Należy ci się odpoczynek przyjacielu.
             - Las jest spokojny, w głowie szumi mi wódka… To jest mój odpoczynek – odwrócił głowę w kierunku czarnowłosej, spoglądając jak oddycha nierówno. Jej długie, falowane pukle leżały rozsypane na poduszce, a wachlarz gęstych rzęs przyozdabiał zamknięte powieki. Jego spojrzenie zatrzymało się na pełnych wargach, które nawet teraz wyglądały niesamowicie kusząco. Przyglądał się jeszcze przez chwilę, po czym chwycił za bukłak z alkoholem i pociągnął sporego łyka, odwracając głowę. – Ma chore płuca, stąd ta gorączka. Niestety nie mam odpowiednich leków, a wątpię by komendantowi Flotsam zależało na życiu jakiejś elfki  – westchnął po raz kolejny. – Zioła niewiele pomagają…
Seherim podszedł bliżej śpiącej i nachylił się nad nią nieznacznie. Kosmyki potarganych włosów, opadły mu na oczy, więc dmuchnął je lekko, przyglądając się elfce.
             - Ess elaine – odrzekł krótko.
             - Yeá – przytaknął Cedric. - Enid an Gleanna wydaje się blednąć w jej blasku.
             - Ten tatuaż… – odezwał się elf, oglądając przez chwilę kwiecisty motyw na jej odsłoniętej szyi, po czym spojrzał w kierunku rozmówcy.
             - Aen Seidhe – skonstatował  szatyn. – Tylko elfy mieszkające w lasach, posiadają takie malunki.
             - Scoia’tael? – zapytał niepewnie młodzieniec.
             - Być może, ale na pewno nie z komanda Iorwetha i raczej nie stąd. Tutejsze Wiewiórki mają na swych ciałach zdobienia w odcieniu zieleni. – Cedric wskazał na swoją szyję, gdzie rozciągał się liściasty motyw, który znikał pod sukmaną.
             - Więc co mogą oznaczać elfie róże pamięci wytatuowane w czerni? – Ciekawy odpowiedzi przyjaciela Seherim, usiadł na krześle stojącym obok łóżka.
Szatyn chwycił za swój bukłak i upił niewielki łyk.
             - Domyślam się. I wydaje mi się, że Iorweth również zna odpowiedź na to pytanie.

 

***



Nastał kolejny ciepły wieczór, poprzedzony pracowitym dniem. Iorweth i jego komanda skończyły właśnie patrolować okolicę, rozeznając się przy okazji w rozkładzie dnia ludzi z oddziałów Roche’a.  Elf zwołał swoich zastępców, po czym rozłożył mapę Doliny Pontaru na dość obszernym, drewnianym stole, ulokowanym pod ścianą swojego namiotu i wbił ostrze sztyletu w wybrane miejsce.
             - Tu stoi nasz cel, czyli barka więzienna, na którą ten ku*wi syn przekazał złapane Wiewiórki. Ciaran, zabierzesz ze sobą dziesięciu  bojowników i uderzysz od strony jaskiń. Adris z łucznikami, rozstawisz się na drzewach, będziesz osłaniać tyły.
             - Myślę, że lepiej byłoby zająć miejsce tutaj, Lisie. – Blondynka wskazała palcem na brzeg po drugiej stronie rzeki. – Barka stoi dość blisko i łatwo będzie zdjąć tych przeklętych dh’oine.
Watażka spojrzał na mapę, po czym skierował wzrok na adiutanta.
             - Co o tym myślisz? – zapytał, zaintrygowany propozycją elfki.
             - Tyły są ważne, ale jeśli Adris zabierze łuczników na drugi brzeg, będzie mogła zdjąć ludzi Roche’a zanim my wkroczymy na barkę – mówił Ciaran. – Proponowałbym zostawić trójkę na tyłach, reszta niech idzie na drugą stronę.
Po krótkim zastanowieniu, Iorweth przytaknął na ten plan.
             - W takim razie wszystko ustalone. Jutro rano przystąpimy do przygotowań, tymczasem jesteście wolni.
             - Może dołączysz do nas przy ognisku? – Adris spojrzała na Ciarana, licząc na wsparcie, po czym przeniosła wzrok na dowódcę. – Jedno z komand upolowało dziś dwie pokaźne sarny, będzie co jeść.
             - W zapasach jest jeszcze skrzynia dobrego wina, którą wynieśliśmy z portu – dodał szybko adiutant, chcąc również przekonać elfa.
Iorweth chwycił za fajkę i spojrzał na stojącą obok dwójkę.
             - Więc więcej dla was. Napijcie się i najedzcie do syta – powiedział zdecydowanie. -  A teraz zostawcie mnie samego – zmierzył elfy wzrokiem, nie znoszącym sprzeciwu.
Ciaran skinął głową, po czym chwycił Adris mocno za przedramię i wyprowadził ją z szałasu zanim zdążyła się niepotrzebnie odezwać.
             - Nie chce, to nie, przestań mu się stawiać, bo kiedyś naprawdę obetnie ci łeb.
             - Spie*dalaj! – wyrwała mu się, patrząc na niego gniewnie. – Rozumiem, że martwi się o Saskię, ale nie powinien ciągle siedzieć sam, do ku*wy nędzy, jak widać masz to w rzyci!
             - Dlaczego nie jesteś taka jak inne baby?! – warknął elf.
             - Widocznie dlatego, żeby miał cię kto wku*wiać. – Blondynka uśmiechnęła się wrednie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Adiutant przewrócił oczami, po czym wyminął ją bez słowa i ruszył w kierunku ogniska. Elfka odprowadziła go wzrokiem, lecz nagle zobaczyła kogoś, kogo nigdy by się tu nie spodziewała.
             - Cedric? – podeszła do szatyna idącego w jej kierunku.
             - Ceádmil Adris – powiedział ochrypłym głosem i uśmiechnął się lekko, zaglądając jej w oczy.
             - Co… Cię tu sprowadza? – poczuła, że jej policzki oblewają się rumieńcem. Ile razy nie spotkała tego elfa, zawsze wywierał na niej takie samo wrażenie.
             - Muszę porozmawiać z Iorwethem. Jest  u siebie? – zapytał spokojnie, nie odrywając od niej oczu.
             - Chciał zostać sam, ale myślę, że gdy cię zobaczy, na pewno się ucieszy. Ehm… To znaczy, jest u siebie. – uśmiechnęła się, karcąc się w myślach za niepotrzebne kłapanie ozorem.
             - Dziękuję Adris…  – Delikatnie poklepał elfkę po ramieniu, po czym wyminął ją i ruszył do namiotu dowódcy.
Odprowadziła go rozmarzonym wzrokiem i westchnęła cicho, patrząc jak znika w samotni watażki. Po chwili ruszyła w kierunku ogniska, gdzie nalała sobie wina i wzięła kawałek sarniny. Ugryzła sporego kęsa, po czym przepiła go niemałym łykiem trunku.
             - Nie dla psa kiełbasa – usłyszała zza pleców, na co wypluła całą zawartość ust.
Odwróciła się i spojrzała na Ciarana, który zachodził się donośnym śmiechem. Doskonale wiedziała, że chodzi mu o Cedrica, do którego pałała czymś więcej niż tylko zwykła sympatią.
             - A co, chciałbyś być w jego typie?! – warknęła wściekle na jego słowa. Nie czekając na odpowiedź, wsadziła mu nadgryzioną sarninę do ust i oblała go winem. – Nażryj się knurze!  - dodała i szybkim krokiem udała się w kierunku swojego szałasu.
Elfy stojące przy ognisku zaczęły się śmiać, przyklaskując oddalającej się blondynce, a wściekły adiutant wypluł z ust mięso, odwrócił się na pięcie i poszedł do siebie.

 

***



             - Hael  Iorweth  - przywitał się szatyn, spoglądając na elfa, pochylonego w zamyśleniu nad mapą Pontaru.
Dowódca odwrócił się w kierunku dobiegającego głosu, a kąciki jego ust uniosły się w ledwo widocznym uśmiechu.
             - Hael Cedric! – odpowiedział, podchodząc do przyjaciela. – Co cię do mnie sprowadza? – zapytał, kiedy nagle na zewnątrz rozległ się gromki śmiech, a po nim oklaski. Iorweth odsunął kotarę zasłaniającą wejście i wyjrzał na zewnątrz. Widząc Ciarana oblanego winem, który szybkim krokiem szedł się do siebie, pokręcił tylko głową z niedowierzaniem. – Jak dzieci… - westchnął ciężko, po czym puścił zasłonę i klepnął Cedrica w ramię, zapraszając go w głąb namiotu. – No więc słucham, co się dzieje? – usiadł na sienniku, odstępując elfowi krzesło.
             - Zapewne słyszałeś o pożarze sprzed dwóch dni. – Szatyn chwycił za siedzisko, odwrócił je zwinnym ruchem i usiadł okrakiem, opierając ręce wygodnie na oparciu, które miał przed sobą.
             - Do czego zmierzasz? – Dowódca zmarszczył czoło.
             - Przełęcz Elskerdeg, Zerrikania, Hakland… – wymieniał  Cedric, obserwując reakcję rozmówcy.
             - Skąd o tym wiesz? – Watażka odłożył fajkę.
             - Tatuaż. – Elf odparł krótko.
             - Pogubiłem się. Możesz jaśniej?
             - W pożarze ocalała elfka. Ma na szyi malunek elfich róż pamięci, wytatuowanych w czerni.
Iorweth spojrzał na szatyna z lekkim niedowierzaniem.
             - Gdzie ona jest i dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? – wypytywał podenerwowanym głosem.  
             - Jest nieprzytomna i nie wiadomo czy w ogóle przeżyje… Przebywa w Bindudze, w mojej chacie, chora z wysoką gorączką, a ja nie mam nic oprócz ziół by jej pomóc.
             - Ktoś wie o jej pochodzeniu? O tym, że ocalała? Wiesz, że do Flotsam przypłynął Vernon Roche, który może zechcieć jej szukać? – Dowódca podniósł się z siedziska i zaczął nerwowo krążyć tam i z powrotem.
             - Cáelm Iorweth. – Cedric uspokajał nabuzowanego elfa.  – Nikt w wiosce nie wie kim ona jest, a sam Roche raczej nie będzie szukał elfki w Bindudze.
             - Muszę z nią porozmawiać…
             - Mówiłem już, że jest nieprzytomna.
             - To ratuj ją bloede arse, może nam sporo wyjaśnić!
             - A d'yaebl aep arse, nie słuchasz mnie w ogóle! – warknął podenerwowany szatyn. – Ona umiera, samymi ziołami jej nie uleczę – przetarł zmęczoną twarz dłońmi, ciężko wzdychając.
Watażka skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zatrzymał się przed Cedriciem.
             - Czego potrzebujesz? Może będę mógł pomóc.
Elf dobrze zastanowił się nad odpowiedzią.
             - Raczej kogo… - odparł. – Czarodziejki.
             - W takim razie, mogłeś na wstępie zaznaczyć, że potrzebujesz cudu. – Iorweth rozłożył bezradnie ręce. – Dobrze wiesz, że u mnie go nie znajdziesz – usiadł na sienniku i oparł łokcie na kolanach, lekko przechylając się do przodu. Najpierw Saskia, a teraz elfka, która mogłaby udzielić sporo informacji na temat Aen Seidhe ze wschodu. Do tego dochodziło jeszcze odbicie Wiewiórek z barki i Roche, który przybył tu w jakimś celu. Problemy nawarstwiały się jeden za drugim i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie cokolwiek się zmieni. – Chcę zobaczyć tę elfkę – powiedział nagle.
             - Que?! – Cedric poderwał się na równe nogi. – To szaleństwo. Nieopodal w porcie stoi Temerski statek, a oddziały specjalne patrolują okolice. Byli już nawet u komendanta z Flotsam, dobrze wiesz, że szukają Scoia’tael. Jeśli trafisz na Roche’a…
             - To zaszlachtuje ku*wiego syna – dokończył watażka.
Szatyn westchnął cicho i spojrzał w twarz swego rozmówcy.
             - Po co chcesz ją widzieć? Ona cały czas śpi, nic z niej nie wyciągniesz.
             - Więc może czas ją obudzić.
             - Przecież jest ledwo żywa!  - Elf spojrzał na dowódcę wymownym wzrokiem.  – Chcesz ją dobić?
             - Ukrywasz coś? – Iorweth zapytał wymijająco. – Bo w innym przypadku nie zrozumiem powodu, przez który ją chronisz.
             - Jest Aen Seidhe. Prawdziwą z krwi i kości, na dodatek czystej krwi. Nie wspominając o tym, że przybyła tu aż ze wschodu, czy to nic dla ciebie nie znaczy?
             - Czymże jest utrata jednego życia, na rzecz wielu? Informacje jakimi dysponuje, mogą pomóc w odbiciu Wiewiórek uwięzionych na barce.
Szatyn patrzył przez chwilę na przyjaciela, zastanawiając się nad jego słowami. Nie chciał by elfka umarła, lecz jeśli dzięki niej można było uratować inne istnienia, to nie miał wyboru jak się zgodzić. Pozostało mu tylko wierzyć, że czarnowłosa przetrwa to męczące przesłuchanie.
             - Nie traćmy czasu… – powiedział niechętnie i ruszył do wyjścia.            

_______________

Słownik starszej mowy:
*
Veloĕ - szybko
*Bloede Arse - ku*rwa mać
*Vort - precz
*Ess elaine - jest piękna
*Yea - tak
*Ceádmil - witaj
*Hael - zwrot używany jako pełne szacunku pozdrowienie/przywitanie
*Cáelm - spokojnie
*A d'yaebl aep arse - w diabła rzyć
*Que? - co?
*Enid an Gleanna - Stokrotka z Dolin (przydomek Francesci Findabair, władczyni państwa elfów, uważanej za najpiękniejszą kobietę na świecie)


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#8 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 03 wrzesień 2016 - 17:53

 

 

stworzone przez matkę naturę

Freję! Przez Freję! A nie to Temaria.... Melitele!

Nie przepadam za czytaniem na komputerze... męczy mnie to, ani za fanfikami ale.... Nie doczekałam się Iorwtetha w Wiedźminie 3, ani w Sercach z Kamienia, ani w Krwi i Winie, ani w nawet w komiksie z Saskią więc....  :wub:  :wub:  :wub:  :lovers:

Iorwerh to chyba moje TOP 1 najlepszych postaci drugoplanowych z gier. 

Elfy ze wschodu... to.... Nie były Aen Saevherne? Elfy z Gór Sinych... Jakoś tak mam z nimi skojarzenie.

Bardzo podoba mi się pomysł opowiadania wydarzeń z W2. Tylko w ostatniej jak na razie napisanej części pod koniec ten Cedric nie pasuje mi do tego growego, umęczonego życiem i alkoholem starego elfa. 

Mam nadzieję, że wytrwasz i ukończysz to opowiadanie. I że ja wytrwam je czytać :D 


qwOqXyI.png


#9 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 04 wrzesień 2016 - 03:03

Freję! Przez Freję! A nie to Temaria.... Melitele!

Może i racja, ale wiesz, "matka natura" zawsze na czasie  :lol: 
 

Elfy ze wschodu... to.... Nie były Aen Saevherne? Elfy z Gór Sinych... Jakoś tak mam z nimi skojarzenie.

Aen Saevherne to w tłumaczeniu na wspólny: Elfi Wiedzący. ;)
A Góry Sine, w istocie są na wschodzie, podobnie jak Góry Ogniste, a za nimi Zerrikania, Hakland, które znajdują się w tym samym położeniu  ^_^ 
 

 

 

Tylko w ostatniej jak na razie napisanej części pod koniec ten Cedric nie pasuje mi do tego growego, umęczonego życiem i alkoholem starego elfa. 

Ano nie przypomina, ale już nie rozpisywałam się nad jego alkoholizmem, bo ileż można to powtarzać?  :P Możesz po prostu uznać, że ciągle był pijany xDD
A tak na poważnie, po prostu tego nie ujęłam, bo uznałam, że był zwyczajnie przejęty stanem tajemniczej elfki, a wiadomo jak nerwy potrafią otrzeźwić człowieka  :D 
 

Mam nadzieję, że wytrwasz i ukończysz to opowiadanie. I że ja wytrwam je czytać  :D 

No ja mam nadzieję, że wytrwasz bo mam napisane (nie dzieląc na rozdziały) 17 odcinków do przodu, a praktycznie ciągle piszę (z małymi przerwami), więc raczej zbyt długich postojów nie przewiduję  :) 

Dzięki za komentarz! :blowkiss:


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#10 Kędziorek

Kędziorek
  • 516 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 04 wrzesień 2016 - 19:02

17 odcinków - miód na moje uszy :D

 

 

Nic nie mówię, ale widzę tu swoisty czworokącik Ciaran-->Adris-->Cedric-->Półmartwa elfka :D (oby wkrótce nie zmieniła statusu na martwa, trupy na dzień dobry źle wróżą. Iorweth, bądź delikatny, żadnego ukręcania łbów podczas przesłuchania). Na początku myślałam, że w przypadku Ciarana i Adris to takie kumpelskie przekomarzanie, ale komentarz "Nie dla psa kiełbasa" sprawił, że przejrzałam na oczy xD

Rzeczywiście widzę tu niezły czasowy misz-masz. Tyle sytuacji z gry mi się pojawia przed oczami: walka z krabopająkiem, otrucie Saskii i w ogóle... Ciągle odruchowo próbuję gdzieś na oś czasu  ten Twój ff wcisnąć, muszę się w końcu pozbyć tego odruchu.

Oj, Adris, Adris... Dziwię się, że Iorweth jeszcze jej czegoś nie zrobił. Co to za podważanie mi tu autorytetu Lisa? Powinna przez 3 dni stać na jednej nodze na jakimś pięciometrowym palu. O! A nie, zaraz każdy będzie sobie dokładał 3 grosze na jej modłę. W sumie to mam pomysł. Skoro sarnina tak dobrze się sprawdza jako knebel, to Ciaran zawsze powinien jakąś ze sobą nosić (albo jakieś inne mięsko), żeby w razie czego przytkać Adris co trzeba :D

 

Czekam na konfrontację Roche'a i Iorwetha  <3


  • Ruda lubi to

#11 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 04 wrzesień 2016 - 22:36

17 odcinków - miód na moje uszy  :D

O ile dobrze policzyłam, ale chyba równe 17  :hmmm: 
Jeszcze sprawdzę :P
 

Nic nie mówię, ale widzę tu swoisty czworokącik Ciaran-->Adris-->Cedric-->Półmartwa elfka  :D (oby wkrótce nie zmieniła statusu na martwa, trupy na dzień dobry źle wróżą. Iorweth, bądź delikatny, żadnego ukręcania łbów podczas przesłuchania).

Powiedzmy, że trafiłaś ale dodaj do tego czworokąta jeszcze Iorwetha  :lol: 
Co do ewentualnego trupa nic nie zdradzę, ale mogę obiecać, że przesłuchanie będzie delikatne na swój sposób ;)

 

Na początku myślałam, że w przypadku Ciarana i Adris to takie kumpelskie przekomarzanie, ale komentarz "Nie dla psa kiełbasa" sprawił, że przejrzałam na oczy xD

 

W przypadku Ciarana i Adris, to w ogóle będzie miało miejsce sporo ciekawych sytuacji  :D 
Ta dwójka tak mi do siebie pasuje, że postanowiłam trochę podkręcić napięcie między nimi  :lol2: 
 

Rzeczywiście widzę tu niezły czasowy misz-masz. Tyle sytuacji z gry mi się pojawia przed oczami: walka z krabopająkiem, otrucie Saskii i w ogóle... Ciągle odruchowo próbuję gdzieś na oś czasu  ten Twój ff wcisnąć, muszę się w końcu pozbyć tego odruchu.

 

Jak dojdzie jeszcze kilka ciekawych rzeczy w dalszych odcinkach, to już w ogóle będzie Ci trudno wcisnąć tego fanfica gdziekolwiek xDD
Choć ciekawi mnie, w które miejsce byś to wszystko wcisnęła  :rolleyes: 
 

Oj, Adris, Adris... Dziwię się, że Iorweth jeszcze jej czegoś nie zrobił. Co to za podważanie mi tu autorytetu Lisa? Powinna przez 3 dni stać na jednej nodze na jakimś pięciometrowym palu. O! A nie, zaraz każdy będzie sobie dokładał 3 grosze na jej modłę. W sumie to mam pomysł. Skoro sarnina tak dobrze się sprawdza jako knebel, to Ciaran zawsze powinien jakąś ze sobą nosić (albo jakieś inne mięsko), żeby w razie czego przytkać Adris co trzeba  :D 

Poległam  :rofl: 

Dzięki za komenta  :wub: 

PS. Sprawdziłam liczbę odcinków i okazało, że trochę sobie zaniżyłam ich liczbę  :P 
Jest ich jeszcze 22 nie 17  :lol: 
 


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#12 Charionette

Charionette
  • 340 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 05 wrzesień 2016 - 10:15

Tyle sytuacji z gry mi się pojawia przed oczami: walka z krabopająkiem, otrucie Saskii i w ogóle... Ciągle odruchowo próbuję gdzieś na oś czasu  ten Twój ff wcisnąć, muszę się w końcu pozbyć tego odruchu.

 

 

Mam dokładnie tak samo :D do tego jeszcze ciągle czekam aż wejdzie Geralt, krzyknie "zaraza" i zrobi porządek.

 

A porządek przydałoby się zrobić z Adris. Co za trudny charakter ;D Zapowiada się na taką indywidualistkę, że nie zdziwię się jak zrobi coś głupiego w czasie odbijania elfów z barki. Strasznie ciekawi mnie jak rozwiniesz jej wątek miłosny (chyba, ze zginie xD). Może jednak Ciaran (widać, że się w niej zadurzył), bo mam wrażenie, że Cedric traktuje ją bardziej jak siostrę (no może nie aż tak, ale chemii z jego strony nie ma). A akcja przy ognisku totalnie mnie rozwaliła xD 

Mmm...Iorweth. Im dłużej czytam twoje opowiadanie tym bardziej go lubię :D. I strasznie czekam na rozwinięcie wątku z Saskią. Polubiłam ją w grze (chociaż dubbing to mogła mieć inny), jestem ciekawa jak opiszesz ich relacje ;) 

No i ta "półmartwa elfka"...zapowiada się nowy, ciekawy wątek :D strasznie zaintrygowałaś mnie tym, że "przesłuchanie będzie delikatne na swój sposób" (to, że w głowie pojawiły mi się chore pomysły +18 to już inna sprawa :P). 

I również czekam na konfrontację Roche'a z Iorwethem <3 


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#13 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 05 wrzesień 2016 - 12:17

Mam dokładnie tak samo  :D do tego jeszcze ciągle czekam aż wejdzie Geralt, krzyknie "zaraza" i zrobi porządek.

Ahaha, no Geralt za niedługo też się pojawi i nie powiem, wejdzie w to wszystko w najmniej dogodnym dla siebie momencie :lol:
 

A porządek przydałoby się zrobić z Adris. Co za trudny charakter ;D Zapowiada się na taką indywidualistkę, że nie zdziwię się jak zrobi coś głupiego w czasie odbijania elfów z barki. Strasznie ciekawi mnie jak rozwiniesz jej wątek miłosny (chyba, ze zginie xD). Może jednak Ciaran (widać, że się w niej zadurzył), bo mam wrażenie, że Cedric traktuje ją bardziej jak siostrę (no może nie aż tak, ale chemii z jego strony nie ma). A akcja przy ognisku totalnie mnie rozwaliła xD 

Póki co, mogę zapewnić, że Adris będzie żyć, a akcja przy ognisku jest jeszcze niczym, w porównaniu z tym, co zrobi za kilka odcinków :rofl: 
Ona ma wyjątkowo ciężki charakter i będą ciągłe zgrzyty między nią a adiutantem. Ciaran faktycznie czuje do niej mięte, a ona wzdycha do Cedrica, który w ogóle tego nie widzi i w sumie nie w głowie mu amory w tej chwili  :D 
Cieszę się, że akcja przy ognisku się podobała :P
 

Mmm...Iorweth. Im dłużej czytam twoje opowiadanie tym bardziej go lubię  :D

Dobrze mi to słyszeć :D
 

I strasznie czekam na rozwinięcie wątku z Saskią. Polubiłam ją w grze (chociaż dubbing to mogła mieć inny), jestem ciekawa jak opiszesz ich relacje  ;) 

Wątek z Saskią... hmm... :P Też ją polubiłam, choć faktycznie jej głos był czasami nie do zniesienia ;)

 

No i ta "półmartwa elfka"...zapowiada się nowy, ciekawy wątek  :D strasznie zaintrygowałaś mnie tym, że "przesłuchanie będzie delikatne na swój sposób" (to, że w głowie pojawiły mi się chore pomysły +18 to już inna sprawa  :P)

Nie no, jeszcze za wcześnie na takie sceny (a przynajmniej z półmartwymi elfkami xD). Przesłuchanie będzie delikatne na swój sposób, bo w przypadku tej elfki inaczej się nie da :P
 

I również czekam na konfrontację Roche'a z Iorwethem  <3

Kurcze, zapomniałam o tym wspomnieć przy komentarzu Kędziorka :P 
W każdym razie, dojdzie do tej konfrontacji i to w sumie w niezbyt odległym w czasie ;)

A teraz zapraszam na kolejny odcinek ^_^
(tym razem troszkę krótko, ale musiałam obciąć w tym momencie, obiecuję wynagrodzić to przy następnym odcinku)

 

Rozdział 1 (cz.3)
gallery_57_12_27922.png



             Było już po północy, kiedy elfy dotarły do Bindugi. Przez całą drogę Iorweth myślał o Saskii i jej stanie zdrowia, był jednocześnie ciekaw jakie informacje przyniesie ze sobą Eleyas. Tymczasem myśli Cedrica krążyły wokół nieprzytomnej  piękności leżącej w jego chacie. Nie chciał by wyzionęła ducha i cały czas zastanawiał się nad tym jak ją ocalić. 
             - Pójdę przodem. – Szatyn zatrzymał przyjaciela ręką. – Dam ci znak jeśli będzie czysto. 
Watażka skinął potwierdzająco głową i ukrył się między drzewami, gdzie nie dochodziło światło. Wprawdzie tutejsi ludzie nie złorzeczyli innym rasom, ale Iorweth w oczach wielu dh’oine i niektórych nieludzi, był zwykłym rzeźnikiem i mordercą, który nigdy nie cofnie się przed niczym, dlatego musiał zachować wszelkie środki ostrożności. 
Kiedy rozległo się ciche gwizdanie Cedrica, dowódca Wiewiórek jak lis prześlizgnął się między drzewami, by już po chwili znaleźć się koło chaty elfa. Ten szybko wciągnął go do środka, po czym zamknął drzwi i wskazał na łóżko, gdzie leżała śpiąca elfka. 
             - To ona… - powiedział cicho, zatrzymując się obok leżanki. 
W okamgnieniu Iorweth zapomniał o wszystkim, co siedziało mu na głowie zanim się tu zjawił. Podszedł bliżej i przykucnął, przyglądając się jej twarzy jak zahipnotyzowany, nie mógł oderwać od niej oczu. Nawet Saskia nie wywarła na nim tak piorunującego wrażenia, lecz kiedy przypomniał sobie o Smokobójczyni, wszystkie jego myśli momentalnie wróciły na poprzedni tor.
             - Jest koszmarnie blada – odparł, delikatnie odgarniając włosy z jej smukłej szyi, by obejrzeć tatuaż.   
             - I ma wysoką gorączkę. Infekcja płuc…  Jest w takim stadium, że tylko czarodziejka mogłaby ją uratować. Ewentualnie cud. 
Watażka nie mógł mieć wątpliwości. Musiał ratować elfy na barce, a czas gonił nie ubłagalnie. 
             - Trzeba ją obudzić – powiedział, po czym wyjął maleńką buteleczkę z mieszaniną ziół, odetkał korek i podał ją Cedricowi, odsuwając się od łóżka. 
Elf niechętnie odebrał od przyjaciela specyfik, po czym usiadł na leżance i delikatnie podtrzymując głowę elfki, przysunął jej zioła pod nos. Chwilę to trwało, lecz ostatecznie udało mu się ją wyrwać ze snu. Kiedy otworzyła powieki, zaczęła wodzić oczami po pomieszczeniu. Była słaba i niewiele mogła zrobić. 
             - Potrzebujemy twojej pomocy – usłyszała nagle stanowczy lecz spokojny głos. 
Chciała się podnieść, by zobaczyć kto do niej mówi, ale nie miała na to siły. Cedric powolnym ruchem wsunął ręce pod jej ramiona i pomógł jej usiąść, lecz elfka momentalnie zaczęła opadać  na łóżko. Złapał ją i przysunął się, siadając  tuż za nią, by mogła się na nim wesprzeć. 
             - Dziękuję… – wychrypiała ledwo słyszalnie. 
Spojrzała przed siebie i kiedy ujrzała elfa ze szkarłatną bandaną przysłaniającą prawą część twarzy, nie miała wątpliwości, z kim ma do czynienia. W Zerrikani i Haklandzie, krążyły już legendy o jego waleczności i oddaniu sprawie.
             - Esseath Iorweth… – Ledwo skończyła mówić, a zakaszlała tak mocno, że mało nie wypluła płuc. 
Złapała za dłoń Cedrica, czując ogromny ból w klatce piersiowej. 
Elf westchnął cicho, kładąc wolną rękę na jej czole i spojrzał na watażkę. 
             - Przerwijmy to i pozwólmy jej odpoczywać, jest rozgrzana jak wulkan.
             - Neén… Dam radę… – zaprotestowała.
Skoro sam Lis Puszczy potrzebował jej pomocy, była gotowa mu ją dać, choćby miała wyzionąć ducha. Iorweth przykucnął przy łóżku i spojrzał na elfkę poważnym wzrokiem.
             - Ilu Scoia’tael przybyło z tobą?
             - Tvedaene… – odpowiedziała z trudem. – Trzech zginęło w… – zakaszlała, ponownie zaciskając swą dłoń na dłoni szatyna.
             - Chodzi o ten pożar? – wypytywał, choć widział co się z nią dzieje.
Elfka pokręciła przecząco głową. 
             - Dol Angra… Zmierzaliśmy przez  Jarugę w kierunku Mahakamskich gór. Tam dopadli nas… 
             - Kto? Spróbuj sobie przypomnieć, to może być ważne.
             - Mieli lilie na piersiach… – Jej oczy zaczęły się zamykać. 
Elf zaklął siarczyście pod nosem i podniósł się z przysiadu.
             - Temerczycy. Skąd Roche wiedział, że Wiewiórki będą podążać tamtym szlakiem?
             - Stawiałbym na to, że ktoś mu o tym doniósł, ale dosyć tego dochodzenia. – Cedric objął rękami na wpół przytomną elfkę. – Wiesz już, że na barce jest ośmiu Scoia’tael, możecie rozstawić swe siły i odbić jeńców. 
             - Potrzebuję jeszcze kilku odpowiedzi…
             - Znajdź czarodziejkę, która ją uzdrowi, wtedy je dostaniesz. – Zdecydowany ton elfa, dał watażce  do zrozumienia, że nie ma co liczyć na więcej.
Gdyby to był ktoś inny, pewnie zostałby zrównany z ziemią za podważanie autorytetu Iorwetha, lecz szacunek jakim dowódca tutejszych Wiewiórek darzył o wiele starszego Cedrica, brał górę nad wszystkimi ideami, którymi się kierował.  
             - Szukanie wiedźm, wykracza daleko poza moje kompetencje, a z tego co mi wiadome, najbliższa przebywa aż w Vergen.  To dwa dni drogi stąd, obawiam się, że tyle czasu nie mamy – skierował wzrok na elfkę skrytą w ramionach przyjaciela.
Leżała ledwo przytomna, próbując się trzymać, lecz gorączka z którą musiała walczyć, utrudniała jej te  starania. 
Szatyn już chciał odpowiedzieć watażce, kiedy nagle czarnowłosa odwróciła się na prawy bok i kaszląc przeraźliwie, wtuliła się w jego tors. Fakt, że go nie znała, w ogóle jej nie przeszkadzał, zwyczajnie poczuła się bezpiecznie, choć była kompletnie bezsilna. Cedrica zaskoczyły te czułości, lecz nie miał zamiaru protestować, szczególnie zważywszy na jej stan. Pogładził ją jedynie po włosach i na powrót delikatnie objął. Kiedy Iorweth to zobaczył, od razu odwrócił głowę. Chciałby być teraz w Vergen i trzymać tak w ramionach cierpiącą Saskię, by dodać jej sił. Jedyna kobieta, którą kiedykolwiek obdarzył poważnym uczuciem, była daleko stąd i nie miała bladego pojęcia o jego miłości. 
             - Ratuj moje komando, Cervan… – Elfka przerwała ciszę, odzywając się niespodziewanie. – Jeśli nie ja… To oni się odwdzięczą… – szeptała cicho.
Po tych słowach dowódca Wiewiórek od razu skierował na nią swój wzrok, który szybko przeniósł na równie zdziwionego przyjaciela. 
             - Jak cię zwą? – zapytał, chcąc upewnić się z kim ma do czynienia.
             - Essea Rhena aep Elervir… – odparła ochryple. – Zwana Loa'then.

 

***




Adris nie mogła zasnąć tej nocy, Ciaran zdenerwował ją tak mocno, że do tej pory się w niej gotowało. Odrzuciła koc i wstała ze swojego siennika, postanawiając dołączyć do garstki elfów siedzących przy ognisku i napić się wina. Podeszła do lustra, po czym chwyciła za szczotkę z końskiego włosia, którą dawno temu ukradła jakiejś szlachciance i w zamyśleniu zaczęła przeczesywać swoje długie blond pasma sięgające do połowy pleców. Nagle usłyszała jakiś gwar na zewnątrz. 
             - Znowu się zachlali… – westchnęła  cicho, odłożyła szczotkę i zdjęła z siebie skórznię, którą zakładała do snu, kiedy nagle do jej namiotu wpadł adiutant.
             - Iorweth wrócił z Bindugi, kazał zebrać wszystkich przy ognisku! – stanął jak wryty, widząc półnagą elfkę, która przysłaniała się rękami. 
             - No i co się tak gapisz dewiancie?! Wynocha! – rzuciła w niego świecznikiem stojącym na stole. 
Ciaran bez słowa wycofał się na zewnątrz, a elfka ubrała się w pośpiechu i wiążąc włosy, ruszyła na zebranie. Teraz miała już ochotę oderwać temu zboczeńcowi głowę, ale wiedziała, że w tym momencie musiała się powstrzymać.
             - Co się dzieje Lisie? – spojrzała na watażkę, który minę miał nietęgą. 
Elf rozejrzał się po zgromadzonych i upewniając się, że są już wszyscy, prócz nocnego patrolu, który sprawdzał okolicę, zaczął mówić.
             - Jak wiecie, pożar który miał miejsce trzy doby temu, został wzniecony przez Temerskie oddziały specjalne. Pojmali oni Scoia’tael, którzy przybyli z dalekiego wschodu, by wspomóc nas w walce o wolne Vergen. Dowiedziałem się, że na barce jest osiem Wiewiórek i wszyscy są z komanda Rheny aep Elervir. 
Na placu zawrzało jeszcze bardziej, niż po informacji o otruciu Saskii, lecz tym razem w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.  Iorweth spodziewał się takiej reakcji. Rhena była odpowiedzialna za śmierć niejednego dh’oine na północnym wschodzie i, mimo że rzadko wychylała się poza przełęcz Elskerdeg, znana była w Aedirn, Temerii, a nawet w Nilfgaardzie. Wojowała w słynnym  “Vrihedd” lecz wróciła do walki w komandzie po rozformowaniu jednostki. Wtedy mało kto ją znał, bo była jednym z wielu elfów, które walczyły dla Cesarstwa, lecz po tym jak sam Emhyr var Emreis wydał wyrok śmierci na dowódców brygady, znienawidziła cesarza tak mocno, jak watażka  Vernona Roche’a i gdyby tylko mogła, oderżnęłaby mu głowę, patrząc jak się wykrwawia. Od tej zawiści wziął się również jej przydomek. Każda jej wycieczka poza przełęcz, kończyła się śmiercią Nilfgaardczyków, których zabijała z okrucieństwem i nienawiścią wymalowaną na twarzy.  Fakt, że ktoś taki, postanowił pomóc w bitwie o wolne Vergen, napawał dumą waleczne elfy i nawet gdzieś tam głęboko w środku, sam Iorweth się cieszył.  Wiedział, że wszyscy poczuli się docenieni, jednak myśl, że za chwilę będzie musiał sprowadzić swych bojowników na ziemię, skutecznie hamował tą radość. 
             - Byłem pewien, że komando, które chciało nas wspomóc to Wiewiórki zza Gór Sinych – powiedział  zaskoczony Ciaran. – Tym bardziej musimy ich odbić, może sama Loa’then postanowi tu przybyć, kiedy dowie się o naszej pomocy.
             - To byłaby wisienka na torcie! – dodała podekscytowana Adris, całkowicie zapominając o incydencie z namiotu. 
             - Nie powiedziałem najważniejszego! – Dowódca podniósł rękę, by uciszyć elfy. Wszyscy zamilkli w jednej chwili, oczekując kolejnych, dobrych wieści. – Rhena jest nieopodal Flotsam, a dokładniej w Bindudze. Niestety, jest poważnie chora i zostało jej niewiele czasu – spojrzał po elfach, które stały zaskoczone, w zupełnym milczeniu. – Przybyła ze swym komandem, na szczęście Roche jej nie znalazł.
             - Nie można jej jakoś pomóc? – zapytała blondynka, choć nie takiej wiadomości się spodziewała.
             - Cedric powiedział, że potrzebna jest czarodziejka. Jej choroba jest zbyt rozległa, by można było ją wyleczyć naturalnymi metodami.
             - Więc musimy znaleźć czarodziejkę – odparł Ciaran.
             - Dobrze wiecie, że chcieć, a móc to dwie różne rzeczy. – Iorweth przeleciał wzrokiem po elfach. – Loa’then poprosiła mnie, byśmy ratowali jej komando i myślę, że na tym powinniśmy się teraz skupić.
Atmosfera jaka w tej chwili zapanowała w obozie, była smutna i ponura. Sławna Rhena spod Zerrikani, którą Aen Seidhe stawiały na równi z Iorwethem, umierała powolną śmiercią, a wraz z nią nadzieja na zwycięstwo armii Smokobójczyni. 
             - Cervan! – Rozległ się nagle donośny krzyk. 
Watażka wraz z adiutantem, zwrócili twarze w kierunku skąd dochodziły głosy. Ich oczom ukazały się ranne elfy, które wróciły z nocnego patrolu. 
             - Gdzie reszta?! – Ciaran spojrzał na przybyłą dwójkę. 
             - Nie żyją… – odpowiedział jeden z elfów, ledwo łapiąc oddech.
             - Bloede arse… Co się stało, mówcie! – ponaglał dowódca.
             - W miejscu gdzie był pożar, zastawiono pułapkę. Oddział Roche’a i jakaś czarodziejka, zaatakowali nas, kiedy przechodziliśmy nieopodal rzeki. Zabili naszych, a ta przeklęta wiedźma zaczęła rzucać czary i musieliśmy uciekać… Na szczęście szybko zgubili nasz trop.
             - Jak wyglądała czarodziejka?
             - Jedyne co zdążyłem zauważyć to długie, rude włosy – mówił elf.
Iorweth skierował wzrok na Ciarana i Adris.
             - Merigold, doradczyni Foltesta… – powiedział poirytowanym tonem. 
             - Gdybyśmy ją złapali i zmusili do uleczenia Loa’then, to chociaż śmierć naszych nie poszłaby na marne – odrzekła blondynka.
             - Zaskoczmy ich teraz – dodał adiutant. – Po dzisiejszym przedstawieniu, nie będą się spodziewać, że uderzymy.
Watażka spojrzał na komanda, które tylko czekały na jego znak. W ich oczach można było ujrzeć gotowość do walki, wystarczyło jedno słowo, a wszyscy poszliby za nim w bój. 
             - Scoia’tael!  - Elf wyjął miecz i podniósł go wysoko do góry. – Evelienn aen morvudd!
             - Aen morvudd! – odpowiedziały chórem komanda. 
Dzisiejszej nocy, port będzie płynął krwią wrogów.



_______________

Słownik starszej mowy:

*Essea/Esseath - jestem/jesteś 

*Neén - nie
*Tvedaene - dwanaście
*Cervan - lis
*Evelienn aen morvudd - wszyscy na wroga

*Loa'then w starszej mowie oznacza nienawiść.


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#14 Kędziorek

Kędziorek
  • 516 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 05 wrzesień 2016 - 13:15

 Ahaha, no Geralt za niedługo też się pojawi i nie powiem, wejdzie w to wszystko w najmniej dogodnym dla siebie momencie  :lol:

A czy on kiedykolwiek się pojawił w dogodnym dla siebie momencie? :D

 

Spojrzała przed siebie i kiedy ujrzała elfa ze szkarłatną bandaną przysłaniającą prawą część twarzy, nie miała wątpliwości, z kim ma do czynienia. W Zerrikani i Haklandzie, krążyły już legendy o jego waleczności i oddaniu sprawie.

Uuuu, Iorweth jest sławny :D Chętnie się zatrudnię na jego menadżerkę jakby co. Z prawem do wyłączności xD

 

Skoro sam Lis Puszczy potrzebował jej pomocy, była gotowa mu ją dać, choćby miała wyzionąć ducha.  

I know that feel sis  :rolleyes:

 

Jeśli nie ja… To oni się odwdzięczą…

Muszę chyba sobie zrobić przerwę od internetów, bo ostatnio zbyt wiele rzeczy mi dwuznacznie brzmi xD Tak swoją drogą, to ma dziewczę charakterek. Nieźle nabroiła, skoro jej nadali taki przydomek. No cóż, jeśli chodzi o Emhyra, to niech mu ziemia lekką będzie, oby jak najszybciej, bo go nigdy nie trawiłam xD

 

Może mi się zdaje, ale Merigold sobie troszeczkę nagrabiła :D I podejrzewam, że Geralt znowu jej będzie tyłek ratował, choć podejrzewam, że on sam nigdy na ratowanie tego tyłka nie narzekał  :rolleyes:  :P

 

A Adris jest strasznie agresywna, nie myślała kiedyś o jakiejś terapii panowania nad gniewem? Rajuśku, mieszka w NAMIOCIE, jak chce, żeby ludziska pukali, to niech sobie tabliczkę postawi przed wejściem :D

I żeby od razu tak świecznikiem rzucać? Biedny Ciaran. Choć z drugiej strony kto się czubi, ten się lubi. Jeszcze będzie chleb z tej mąki, czekam na to  :lol:

 

 

A teraz parę błędów i nie mówię o interpunkcji :D Skoro tvedaene oznacza 12 i właśnie tyle elfów było z Rheną, to razem ich było 13. 3 zginęło, ona leżakuje u Cedrica, czyli na barce jest 9 elfów, nie 8. Cedric był tak pijany, że taka wyższa matematyka to nie dla niego :D

czas gonił nie ubłagalnie. 

Gonił tak szybko, że aż "nie" się od przymiotnika odłączyło :P

 

Czekam na kolejny odcinek  :cool:



#15 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 05 wrzesień 2016 - 15:45

A czy on kiedykolwiek się pojawił w dogodnym dla siebie momencie?  :D

No w sumie racja, zapomniałam, że bardzo rzadko mu się to zdarza :lol:
 

Uuuu, Iorweth jest sławny  :D Chętnie się zatrudnię na jego menadżerkę jakby co. Z prawem do wyłączności xD

Tak dobrze to chyba mało który elf ma :P
 

I know that feel sis   :rolleyes:

 

Ja też XDD
 

Muszę chyba sobie zrobić przerwę od internetów, bo ostatnio zbyt wiele rzeczy mi dwuznacznie brzmi xD 

:hump:  :lol:

 

Tak swoją drogą, to ma dziewczę charakterek. Nieźle nabroiła, skoro jej nadali taki przydomek. No cóż, jeśli chodzi o Emhyra, to niech mu ziemia lekką będzie, oby jak najszybciej, bo go nigdy nie trawiłam xD

Rhena żywi szczególną urazę do cesarza i całego nilfgaardzkiego narodu, za wydanie wyroku śmierci na generałów Vrihedd. Osobiście nienawidzi również samej Francesi Findabair, za to, że uległa Emhyrowi choć jest tak potężna,  że równie dobrze mogła odmówić wykonania jego rozkazów.
Co do samego Emhyra, to będzie mi potrzebny, więc nie ma wyjścia, musi żyć  :D

 

Może mi się zdaje, ale Merigold sobie troszeczkę nagrabiła  :D I podejrzewam, że Geralt znowu jej będzie tyłek ratował, choć podejrzewam, że on sam nigdy na ratowanie tego tyłka nie narzekał   :rolleyes:   :P

Dokładnie coś w ten deseń xDD
 

A Adris jest strasznie agresywna, nie myślała kiedyś o jakiejś terapii panowania nad gniewem? Rajuśku, mieszka w NAMIOCIE, jak chce, żeby ludziska pukali, to niech sobie tabliczkę postawi przed wejściem  :D

I żeby od razu tak świecznikiem rzucać? Biedny Ciaran. Choć z drugiej strony kto się czubi, ten się lubi. Jeszcze będzie chleb z tej mąki, czekam na to  :lol:

Ahaha :lol: Adris to taka typowa, stereotypowa kobieta, która we wszystkim doszukuje się podtekstów, nic nie poradzisz  :P 

 

Skoro tvedaene oznacza 12 i właśnie tyle elfów było z Rheną, to razem ich było 13. 3 zginęło, ona leżakuje u Cedrica, czyli na barce jest 9 elfów, nie 8. Cedric był tak pijany, że taka wyższa matematyka to nie dla niego  :D

Może niedobrze to ujęłam, ale chodziło mi o ilość elfów, która przybyła oprócz Rheny, więc Cedric aż tak pijany nie jest, tylko ja to źle napisałam  :D

 

Gonił tak szybko, że aż "nie" się od przymiotnika odłączyło  :P

Tym razem to ja goniłam. Musiałam zdążyć do pracy  :lol: 

Dzięki za komenta  :wub:

EDIT: Boooże kocham Twój av i sygne xDDDD


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#16 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 05 wrzesień 2016 - 16:09

Ciaran dewiant xD

długie, rude włosy

Khe...khe.... Kasztanowe.

#Wiedźminnazi

 

Nie mogę pogodzić tego opowiadania z chronologią gry. Bardzo bym chciała, no ale nie da się xdd

Czekam więc na rozwinięcie się akcji  :D I na Gerwanta Bez Pamięci Zakochanego w Rudej. 

ps. TeamYennefer

 

pps. Kędziorku ja chcę drugą część tego gifa na avatar, tą z Rochem XD <3


qwOqXyI.png


#17 Charionette

Charionette
  • 340 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 06 wrzesień 2016 - 10:42

Elo elo, Geralt wpadł do tematu xDDD ach te avatary <3

 

To się porobiło...już wiadomo jak Geralt wplącze się w tę historię :D Czy on robi coś innego poza ratowaniem czarodziejek i ich chędożeniem?  :lol:

No no, półmartwa elfka to sama Syanna z Krwi i Wina :D (oczywiście żartuję, ale Rhena tak mi się jakoś skojarzyła). Dobrze, niech zdrowieje, czas przenieść się do Vergen. A właśnie...planujesz wprowadzić upiorną mgłę? Już rozumiem dlaczego przesłuchanie musiało być łagodne (i myśli +18 uciekły). 

Ach Ciaran...ciesz się, że nie zakończyłeś żywota ze świecznikiem w głowie :D Nie wolno wchodzić do czyjegoś namiotu bez pozwolenia, a szczególnie do namiotu tak charakternej elfki jak Adris. Chłopie, szanuj życie.

 

 

 Kiedy Iorweth to zobaczył, od razu odwrócił głowę. Chciałby być teraz w Vergen i trzymać tak w ramionach cierpiącą Saskię, by dodać jej sił.

AdgkDRs.jpg

Tak mi się skojarzyło  :lol:  (za dużo gram w Simsy xD). Co prawda Saskia nie jest "nikim specjalnym", ale tak jakby w życiu Iorwetha jej nie ma (jeszcze :D).


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#18 Ruda

Ruda
  • 125 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 06 wrzesień 2016 - 13:06

O matko, jak ja mam teraz komentować jak wszystkie macie TE avki xDDD
Kiedy weszłam do tematu, mało co nie oplułam monitora :lol:
 

 

Khe...khe.... Kasztanowe.

#Wiedźminnazi

Wiem, że miała kasztanowe, Roszello, ale kiedy zaczęłam to pisać, byłam jeszcze przed przeczytaniem książek i grałam jedynie w drugą część Gerwanta z Rivi :D
 

 Czekam więc na rozwinięcie się akcji   :D I na Gerwanta Bez Pamięci Zakochanego w Rudej. 

ps. TeamYennefer

 

 

Sama jestem #teamYennefer, więc się nie doczekasz :lol:
 

 

To się porobiło...już wiadomo jak Geralt wplącze się w tę historię  :D Czy on robi coś innego poza ratowaniem czarodziejek i ich chędożeniem?  :lol:

 

Teraz Cię zaskoczę, Geralt nie będzie ratował Triss na dzień dobry, ale sam fakt, że wlezie między młot a kowadło, sprawi, iż będzie musiał podjąć bardzo szybką decyzję :P
 

 

No no, półmartwa elfka to sama Syanna z Krwi i Wina  :D (oczywiście żartuję, ale Rhena tak mi się jakoś skojarzyła). 

 

 

A to ciekawe, bo nie grałam jeszcze w Krew i Wino, ale widziałam postać Syanny i jest dość podobna, do mojej Rheny (różni się głównie włosami)  :blink: 
Fanfica zaczęłam pisać w 2014 roku, więc to nie może być ona :P
 

 

A właśnie...planujesz wprowadzić upiorną mgłę? 

 

Noo właśnie... tutaj poszłam troszkę w innym kierunku  :rolleyes: Póki co nie napiszę więcej  ;) 
 

 

Ach Ciaran...ciesz się, że nie zakończyłeś żywota ze świecznikiem w głowie  :D Nie wolno wchodzić do czyjegoś namiotu bez pozwolenia, a szczególnie do namiotu tak charakternej elfki jak Adris. Chłopie, szanuj życie.

 

 

XDDD

AdgkDRs.jpg
Leżę i prędko nie wstanę  :lol: 
Ale coś w tym jest! :fun:

Ok, a teraz czas na kolejny odcinek ;)

 

 

 

Rozdział 1 (cz.4)
gallery_57_12_90059.jpg

 



             Rhena leżała na łóżku, a świat przed jej oczami wirował jak karuzela. Wiedziała, że nie zostało jej już wiele czasu, choć Cedric który przy niej siedział, robił wszystko by nie dopuścić do jej śmierci. Wciąż schładzał jej gorące czoło zimnymi okładami oraz podawał do picia zioła, które wstrzymywały kaszel i lekko uśmierzały ból. Jedyne czego jeszcze chciała, to zobaczyć Iorwetha, który powiedziałby, że jej komando jest bezpieczne i mogła wyzionąć ducha. Tylko ich bezpieczeństwo  się teraz dla niej liczyło. 
             - Musisz się trzymać. – Elf nachylił się nad ciałem czarnowłosej, kładąc na jej czoło zimny ręcznik. – Sprawisz mi przykrość, jeśli przestaniesz walczyć.
             - Mi sprawia przykrość sam fakt… że nie będę mogła ci się odwdzięczyć…  – wyszeptała.
             - Odwdzięczysz się kiedy wydobrzejesz, Iorweth coś wymyśli.
             - Cervan… Nieulękły, zahartowany w boju wojownik, o szaleńczej odwadze… 
             - Oszczędzaj siły, spróbuj się przespać… – Cedric wstał by pójść po kolejne ręczniki, kiedy nagle Rhena chwyciła go za dłoń.
Gdyby nie to, że na chwilę przestało kręcić jej się w głowie, pewnie by nawet nie trafiła w jego rękę. Uścisk był słaby, ale na tyle zdecydowany by zatrzymać elfa.
             - Nie odchodź, proszę… - powiedziała cicho.
             - Będę nieopodal – odparł szatyn. – Zdrzemnij się, sen dobrze ci zrobi.
             - Neén. Zostań ze mną... – spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
Cedric nie potrafił jej odmówić, więc usiadł na skraju łóżka i westchnął cicho, przyglądając się czarnowłosej w milczeniu. Czuł się źle z tym, że nic więcej nie mógł dla niej zrobić. Chwycił za bukłak z wódką i pociągnął spory łyk, czując jak alkohol drażni go po gardle. Las znów był niespokojny, lecz tym razem nie tak, jak dwa dni temu, dzisiaj wręcz wrzeszczał elfowi do ucha, jakby chciał oznajmić, że znów przeleje się krew. Szatyn miał wrażenie, że zaraz oszaleje. Nie spał już drugą dobę, a brak odpoczynku wymieszany z alkoholem, jeszcze gorzej go osłabiał. 
             - Cáelm Cedric… – Rhena położyła dłoń na drżącej ręce elfa. – Musisz w końcu odpocząć…
             - Dam sobie radę. – Odstawił alkohol i spojrzał na elfkę z poważnym wyrazem twarzy.
Przesunęła się powoli, w stronę ściany pod którą stało łóżko.
             - Połóż się obok… Na kocu… – spojrzała na zaskoczonego szatyna. – Obiecuję być grzeczna – dodała w żartach, choć wcale nie było jej wesoło.
             - Skoro składasz już takie deklaracje – uśmiechnął się blado. – Ale musisz obiecać, że się prześpisz.
             - Dobrze więc, niech będzie…
Cedric okrył czarnowłosą i położył się obok niej. Ona jednak szybko skorzystała z okazji i od razu się w niego wtuliła. Była mu bardzo wdzięczna za wszystko co dla niej robił, poza tym zdążyła go polubić przez te dwa dni, w których rzadko odstępował ją na krok. Gorączka coraz bardziej dawała się we znaki, a w jego ramionach było łatwiej zapomnieć o męczącej chorobie. Szatyn spojrzał na leżącą przy nim Rhenę i objął ją ramieniem. Kiedy zobaczył, że elfka zasypia, postanowił, że sam na chwilę zmruży powieki.

 

***




Komando składające się z trzydziestu elfów, przemknęło bezszelestnie pod murami Flotsam, kierując się w stronę portu. Księżyc ukryty za ciemnymi, deszczowymi chmurami, sprawiał, że dookoła było jeszcze ciemniej niż zwykle. Iorweth zatrzymał elfy na rozgałęzieniu dróg, po czym skinął ręką na Adris i Ciarana. 
             - Rozstawcie kilku naszych na drzewach nieopodal portu. Adris dziesięciu idzie z tobą, skierujecie się na południe, przez jaskinię przejdziecie na drugi brzeg, Ciaran będzie czekał na twój znak.
             - Co z czarodziejką? – zapytał adiutant. – Nie mamy pewności gdzie się znajduje, chcesz jej szukać po omacku? Nikt z nas nie był w mieście, a z tej mapy nie łatwo się rozeznać.
             - Prześlizgnę się do miasta przez port, kiedy strażnicy Loredo będą zajęci walką, a teraz ruszajcie zanim deszcz popsuje nam zasadzkę. – Watażka zniknął między drzewami, a reszta komanda rozproszyła się po lesie, zajmując swoje stanowiska. 
Adris zabrała swoją grupę i kiedy przeszła przez jaskinię na drugą stronę, ustawiła się wraz z elfami naprzeciwko barki. Po pokładzie kręciło się pięciu Temerczyków, którzy byli wyraźnie znudzeni swoją pracą. Skinęła na łuczników rozstawionych w zaroślach i niewiele się zastanawiając, wydała im sygnał do ataku. Kiedy mężczyźni zaczęli padać od strzał, Ciaran wyjął miecz i wyprowadził swoją grupę prosto do portu. Plan był idealny, nikt nie spodziewał się uderzenia Scoia’tael dzisiejszego wieczoru. 
             - Wiewiórki atakują! – Rozległ się donośny głos jednego z żołnierzy. – Chcą odbić więźniów, nie brać jeńców, zabijać od razu! 
Ludzie Loredo ruszyli do portu, a Iorweth korzystając z zamieszania, prześlizgnął się do miasta. Miejscowi nie wystawiali nosów zza drzwi swoich domów, więc uliczki były puste, co znacznie ułatwiało zadanie elfowi. Cedric wspomniał mu kiedyś, że jedyne zakwaterowania dla przyjezdnych, znajdują się nad karczmą, dlatego był pewien, że będzie tam i czarodziejka. Ostatni raz spojrzał na mapę, po czym ruszył w kierunku głównego placu. Pod gospodą kręciło się kilku niedobitków, więc z łatwością rozpoznał budynek. Bezszelestnie przeskoczył przez balustradę, po czym ruszył na piętro, wytężając słuch. 
             - Te wiewiórki wyraźnie czegoś szukały. Jestem pewien, że Iorweth tu jest. – Watażka wyraźnie rozpoznał głos mężczyzny. 
To był nie kto inny, jak sam Vernon Roche, który nie miał pojęcia jaka niespodzianka czeka na niego w porcie, ani pod samym jego nosem, tuż za drzwiami. Elf miał ochotę na pojedynek ale wiedział, że w samym centrum Flotsam jest na straconej pozycji.
             - W takim razie, na pewno dobrze się ukrywa. – Drugi głos należał do Triss Merigold. – Zapuszczanie się głęboko w las to samobójstwo, wszędzie kręcą się endriagi, nekkery i utopce, a ja nie jestem cudotwórczynią i nie dam rady zabić ich wszystkich, jednocześnie walcząc ze Scoia’tael. Nie mam tyle mocy. 
             - Król dał nam wolną rękę i póki nie wywoła kolejnej wojny z La Valettami, możemy spokojnie zająć się szukaniem tego sku*wysyna – mówił Roche. 
             - Co z tymi pojmanymi Wiewiórkami? – zapytała czarodziejka. – Słyszałam, że to komando niejakiej Rheny aep Elervir, pogromczyni Nilfgaardczyków. Jest szansa, że przybyła tutaj z nimi?
             - Moi ludzie zabili trójkę jej wojowników, tuż przy Jarudze, kiedy przemieszczali się w kierunku Mahakamskich gór. Ta elfka była z nimi, więc albo nie dotarła do Flotsam, albo poszła dupczyć się z Iorwethem. Ciągnie swój do swego, więc obstawiałbym to drugie. Teraz pewnie się u niego ukrywa, jeśli znajdziemy obóz Wiewiórek, upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. 
Elf zazgrzytał zębami na słowa przywódcy Niebieskich Pasów. Miał ochotę wykopać nogą drzwi, wbić mu miecz w brzuch i wypatroszyć go jak świnie. Nagle jednak usłyszał czyjeś kroki na schodach, co skutecznie odwiodło go od porywczego pomysłu. W pośpiechu wskoczył na balustradę i wspiął się na dach, nadal nasłuchując. Drzwi do kwatery czarodziejki zaskrzypiały i dwie osoby weszły do środka. 
             - Fen? Ves? Co jest tak pilnego o tej porze, że przerywacie mi rozmowę?
             - W porcie jest pogrom, Wiewiórki próbują odbić więźniów z barki, wystrzelali naszych jak kaczki i atakują  ludzi Loredo – powiedziała kobieta. 
             - Co takiego?! – W głosie Roche’a można było wyczuć zaskoczenie. – Merigold, idziesz ze mną!
             - Nie ma mowy. Przez tą dzisiejszą wycieczkę do lasu straciłam sporo mocy, nie mam zamiaru zginąć – odpowiedziała stanowczo czarodziejka.
             - Więc zbieraj siły na przesłuchania, jeśli gdzieś tam jest Iorweth, nie ominie cię obecność podczas tortur, kiedy go złapię. – Mężczyzna wybiegł wraz ze swoimi ludźmi i ruszył w kierunku portu okrężną drogą.
Watażka przebiegł po dachu, spoglądając w kierunku, w którym poszedł przywódca Niebieskich Pasów.  Wyjął mapę i odszukał na niej ten skrót. Nieopodal była brama, prowadząca do wyjścia blisko Bindugi, a chwilowy brak strażników, znacznie ułatwiał przedostanie się do niej. Teraz pozostało już tylko złapać królewską doradczynię.  Zsunął się po drewnianych gontach, wskoczył na balustradę, po czym wszedł na piętro gdzie był pokój i nastawił uszy. Wystarczyło tylko poczekać, aż kobieta oddali się od drzwi…

 

***




Kiedy Roche przybył na miejsce, w porcie wrzało. Krew lała się strumieniami, a elfy walczyły zażarcie, nie przebierając w środkach. Strzały latały nad głowami, skutecznie unieszkodliwiając wrogów, a w powietrzu unosił się zapach śmierci przeplatany z żądzą zemsty. 
             - Teren czysty, za mną! – krzyknęła Adris, po czym wskoczyła do wody, a grupka elfów zaraz za nią. 
Podpłynęli do barki, zarzucili liny i zaczęli wspinać się po burcie, by dostać się do więźniów. 
             - Śmierć dh’oine! – Ciaran wraz z innymi wojownikami, skutecznie blokowali dostęp na pływające więzienie, nie dopuszczając nikogo na pomost.
Dowódca Niebieskich Pasów, z daleka patrzył na to, co się działo, wodząc wzrokiem za Iorwethem. Po drodze zabrał kilkunastu ludzi ze swojej kwatery, lecz nawet gdyby watażka tu był, mężczyzna miałby małe szanse by go dopaść. 
             - Chędożone Wiewiórki… – wycedził przez zęby, obmyślając w głowie szybki plan działania, lecz nic konkretnego nie przychodziło mu teraz na myśl.  Nagle jedna ze strzał zaświszczała tuż koło ucha Vernona, na co ten zareagował z jeszcze większymi nerwami. – Nie stać jak osły do ku*wy nędzy, wyrżnąć mi to ścierwo! – splunął na ziemię i sam wyjął miecz, rzucając się między ludzi Loredo. 
Tymczasem Adris dostała się na statek i wraz ze swoją grupą ruszyła w kierunku zejścia pod pokład.
             - Pośpieszcie się, dam wam znak, gdyby coś się działo – powiedziała, po czym pobiegła na mostek kapitański, by mieć lepszy widok na okolicę. 
Wtem zauważyła w tłumie Roche’a, który walczył wraz ze swym oddziałem na brzegu pomostu. Wiedziała, że to tylko kwestia czasu, zanim te on i jego ludzie przebiją się przez blokadę. Wyjęła strzałę, naciągnęła cięciwę i wycelowała prosto w mężczyznę w niebieskim stroju. Mogła go zabić, ale wiedziała, że jeśli to zrobi, Iorweth nigdy jej tego nie wybaczy, doskonale pamiętała, że elf chciał się z nim rozmówić sam. Przesunęła łuk i strzeliła prosto w plecy człowieka, częściowo zasłaniającego Vernona. Grot wbił się w ciało dh’oine jak nóż w masło, przeszywając go na wylot. Krew trysnęła na twarz  dowódcy, który spojrzał w jej kierunku z rosnącą nienawiścią.
             - Ku*wieckie Pasy na trzeciej! – krzyknęła nie odrywając od niego wzroku. 
Doskonale wiedziała, że to podjudzi go jeszcze bardziej i miała rację. Wściekły jak pies Roche, zaczął przedzierać się między strażnikami, prosto w kierunku barykady. 

 

***




Upewniając się, że nic mu nie przeszkodzi, Iorweth nacisnął na klamkę i wszedł do pokoju czarodziejki. Kiedy ta go zobaczyła, jęknęła z lekkim przerażeniem i gwałtownie odsunęła się do tyłu. Mogła spróbować rzucić czar, ale jeśliby zemdlała, byłaby zdana tylko na jego łaskę. Elf powolnym ruchem zamknął za sobą drzwi i mierząc kobietę wzrokiem, zrobił w jej kierunku kilka kroków.
             - Triss Merigold, doradczyni rasisty… – wycedził przez zęby, wyciągając miecz. – Nie radzę próbować żadnych sztuczek, moja broń jest szybsza od twoich zaklęć.
             - Oszczędź sobie tych gróźb. Czego ode mnie chcesz? – Nerwowo cofnęła się pod ścianę.
             - Cáelm wiedźmo, nie chcę cię zabić… Przynajmniej jeszcze nie teraz. – Usta elfa wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu.
             - Więc skończ sobie kpić i przejdź do rzeczy. – Jej wzrok skierował się na broń, którą trzymał. 
             - Kiedy patrzenie na przerażone twarze dh’oine, daje tyle przyjemności – westchnął, nie spuszczając z niej oka. – Ale dobrze, karty na stół – wyprostował rękę z mieczem, przykładając ostrze do szyi czarodziejki. – Pójdziesz ze mną…
             - W jakim celu? – zapytała niepewnie.
             - Zobaczysz na miejscu. – Przejechał szpicem broni, wzdłuż jej klatki piersiowej, a prawy kącik jego ust, uniósł się ku górze.  
             - Możesz pomarzyć elfie – prychnęła z pogardą. 
Uśmiechnął się szeroko, wyraźnie rozbawiony.
             - Nie dworuj sobie czarodziejko, nie jesteś w moim typie – powiedział wesoło. 
             - Zapomniałam, że wy elfy uganiacie się wyłącznie za ropuchami. – Postanowiła odpowiedzieć mu równie złośliwie.
             - Dosyć tej uroczej pogawędki, wychodzimy – chwycił za chustę leżącą na stole, po czym schował miecz i związał jej ręce za plecami.
             - Widzę, że lubisz brutalne zabawy…
Uśmiechnął się pod nosem, rozdarł kawałek prześcieradła, po czym podszedł do rudowłosej od tyłu i nachylił się nad jej uchem.
             - O tak… Szczególnie te, w których można szczegółowo poznać czyjeś wnętrze… Po rozpłataniu ostrzem brzucha – szepnął, zasłaniając jej oczy.
             - Po co to całe przedstawienie, pójdę i bez tego, przecież nie mam wyjścia – powiedziała zdezorientowana.
             - W istocie… Ale lubię być panem sytuacji – włożył jej knebel w usta. 
Przerzucił czarodziejkę przez ramię i szybkim krokiem ruszył na zewnątrz. Niedobitki, które stały przed karczmą rozeszły się do swoich domów, co znacznie ułatwiło sprawę, choć teraz kiedy Roche pobiegł do portu, Iorweth nie przejąłby się tymi pijaczkami. Zszedł po schodach i skręcił w prawo, prosto w kierunku bramy. Gdy przez nią przeszedł, znalazł się po drugiej stronie przystani, skąd miał doskonały widok na to, co działo się przy barce. Wiedział, że jego elfy dadzą sobie radę, dlatego mógł bez przeszkód wydostać się z miasta. Nie oglądając się za siebie, szybko zbiegł po kładce, kierując się prosto do drzwi prowadzących nieopodal Bindugi.
             - Ej ty tam! – Przed samym wyjściem, zatrzymał go czyjś głos. – Gdzie ty niesiesz tę babę?
Watażka odwrócił się za siebie, prawą ręką dobywając miecza. Kiedy jednak zobaczył zwykłego wieśniaka, który odskoczył przestraszony na jego widok, szybko ruszył do bramy.  

 

***




Adris odwróciła głowę w kierunku elfów, wyprowadzających Wiewiórki Loa’then i szybko do nich zeszła. 
             - Macie wszystkich? – zapytała, widząc jak skatowani zostali jeńcy.
             - Trójka nie żyje, mamy całą piątkę – odpowiedział jej elf. 
             - Bloede arse... Zabierzcie ich do kryjówki przez jaskinie na południu, postaramy się odciągnąć dh’oine – odparła i ruszyła w kierunku przeciwległej burty, przeskakując przez nią na pomost. 
W ostatniej chwili odparła atak strażnika który niezauważony, mało nie odciął głowy adiutantowi Iorwetha. Rozcięła mężczyźnie brzuch ostrą klingą i pchnęła go prosto do wody.
             - Dziękuję Enid.
             - Nie ciesz się, Roche nadchodzi. Daj elfom na drzewach rozkaz do odwrotu, musimy się wycofać. 
             - Lepsze to, niż śmierć z rąk tego ścierwa. – Adiutant zagwizdał na palcach, a strzały z łuków momentalnie ustały.
W porcie został tylko on, Adris oraz trójka elfów, przeciw dziesięciu strażnikom i garstce Niebieskich Pasów z dowódcą na czele. Blondynka odwróciła się za siebie, spoglądając w kierunku pustego statku. Wiedziała, że muszą szybko myśleć, bo zostaną poćwiartowani na kawałki. Nagle przypomniała sobie o paliwie stojącym na rufie, które miało posłużyć do podpalenia barki.
             - Za mną! – krzyknęła, z powrotem kierując się na burtę. 
Elfy nie wiele się zastanawiając, ruszyły za Adris, zostawiając wroga na środku pomostu. 
             - Nie pozwólcie im uciec! – warknął Roche, próbując przebić się przez barykadę ze skrzyń, rozstawioną przez Wiewiórki.
Ciaran pomógł wspiąć się pozostałym elfom i spojrzał w kierunku blondynki, stojącej przy rufie.
             - Co chcesz zrobić?! – krzyknął zdezorientowany i odwrócił głowę w kierunku pomostu, gdzie strażnicy Loredo zdążyli już strącić ciężkie skrzynie do wody.
             - Zaszlachtuje was ścierwa! – Nieugięty dowódca Niebieskich Pasów, biegiem rzucił się w kierunku barki.
             - Wyrzućcie naftę! – Adris sięgnęła po pochodnię, a Scoia’tael chwycili za żelazną beczkę i z impetem wywalili ją na kładkę, zatrzymując Roche’a w ostatniej chwili. 
             - Chędożone Wiewiórki! – ryknął wściekle, przeskakując przez roztrzaskane deski, oblane paliwem.  
Nie dając za wygraną zaczął wspinać się po burcie za pomocą liny, lecz Ciaran w ostatniej chwili odciął sznur mieczem, strącając mężczyznę na pomost. Elfka wyrzuciła pochodnię, a kładka w jednej chwili zajęła się ogniem. Chcąc nie chcąc, wszyscy dh’oine musieli wskoczyć do wody i wrócić na brzeg by nie spalić się żywcem, gdyż barka również zaczęła płonąć. 
Tymczasem Scoia’tael przeskoczyli po drugiej stronie burty i szybko przedostali się na ląd. Ostatni raz obejrzeli się za siebie, by upewnić się, że nikt za nimi nie idzie i po chwili zniknęli wśród drzew.

 


_________________
Słownik starszej mowy:

*Cervan - lis
*Neén - nie
*Cáelm - spokojnie
*Bloede arse - ***** mać
*Enid – stokrotka


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#19 Kędziorek

Kędziorek
  • 516 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 06 wrzesień 2016 - 16:51

O matko, jak ja mam teraz komentować jak wszystkie macie TE avki xDDD
Kiedy weszłam do tematu, mało co nie oplułam monitora :lol:

Nie rozumiem, coś nie tak? :D Spokojnie, od komentowania my tu jesteśmy :P

Ale tak ogólnie to mam nadzieję, że Twoją Rhenę będzie się dało polubić w przeciwieństwie do tej, którą zafundowali nam Redzi (a przynajmniej ja za nią nie przepadałam, chociaż rozumiałam jej powody). Jesteś na dobrej drodze xD

 

Jedyne czego jeszcze chciała, to zobaczyć Iorwetha

Oooch?  :u347miechwrednyth7:

 

który powiedziałby, że jej komando jest bezpieczne i mogła wyzionąć ducha.

Och... :(

 

szybko skorzystała z okazji i od razu się w niego wtuliła.

Och! :D

 

Była mu bardzo wdzięczna za wszystko co dla niej robił

Jaaasne, tylko dlatego sobie zrobiła z niego poduszkę  :fun: Każdy pretekst jest dobry, żeby zaciągnąć przystojniaka do łóżka  :troll: Oj, ale mam nadzieję, że Cerdic sobie pośpi, bo się chłop wykończy przez tę babę :P

 

chcesz jej szukać po omacku [...] a z tej mapy nie łatwo się rozeznać.

Iorweth nie da rady? Iorweth nie da rady? Potrzymaj mu piwo! xD

 

ROOOCHEEE!!! <3  <3 <3 <3

 

[Roche:] Jestem pewien, że Iorweth tu jest. 

U don't say?

5Vv6vwR.gif

 

:awesome:

 

Ma Adris cela, muszę jej to przyznać. Rzucanie świecznikami do ruchomego celu nie poszło na marne :D A jej cięty język nigdzie nie przyda się tak bardzo jak w trakcie walki. Rozjuszony przeciwnik popełnia błędy, może gdyby Roche nie był w gorącej wodzie kąpany, udałoby mu się zwyciężyć. W końcu taktykiem złym nie jest :P No i brawo dla elfki za szybką ocenę sytuacji i pomysł z podpaleniem pomostu i barki. Mała piromanka, ma jednak dryg do wymyślania niezłych planów (pomysł z łucznikami chociażby). Ciaran mógłby wziąć z niej przykład, samym ciachaniem wiele nie zdziała xD

 

 

Kiedy Roche przybył na miejsce, w pocie wrzało

Ach tak? ;)

 

rządzą zemsty

Kimże są te zemsty i kiedy wygryzły Loredo ze stołka? :D Ale za te przecinki powinnaś kiedyś dostać po łapach :P

 

 

Kurczę, więcej cytatów mi wyszło niż komentarza, ale co poradzę, że tak piszesz, że każde zdanie bym najchętniej skomentowała osobno xD



#20 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 06 wrzesień 2016 - 19:01

Nasze avatarowe Trio jest super  :lol: Temerska Wiśnia wita. 

 

Dopiero czwarty odcinek, a Cedric już przestał się z Rheną  :o

 

 

A to ciekawe, bo nie grałam jeszcze w Krew i Wino, ale widziałam postać Syanny i jest dość podobna, do mojej Rheny (różni się głównie włosami)   :blink: 

Teraz połączyłam fakty. Nie chcę ci spojlerować, ale jak zagrasz, to się zdziwisz jak bardzo twoja Rhena i Syanna są podobne XDD no chyba że już o tym wiesz... ale nie wiem.... więc nie spojleruję  :P )

 

A tak w ogóle to teraz przeczytałam twój komentarz:

 

 

Jeśli o dwójkę chodzi, to tu sprawa ma się trochę inaczej, bo przechodziłam ją chyba z 10 razy na różne sposoby, by tylko zobaczyć jak się skończy gra

Myślałam, ze tylko ja jestem taka dziwna, że tyle razy przeszłam tę grę ;___; <333<3333<33333 serduszka ♥♥<33 serduszka dla Rudej.  I dużo bardziej podoba mi się scieżka Iorwetha. U Henselta w obozie jest szaro, buro i ponuro. A Vergen to <3333<333333<3333 drużyna Yarpena, fajniejsze questy, IORWETH, Filippa. I ta muzyka. Muzyka z karczmy, muzyka z gry w pokera, przenoszę się tam jak tylko ją słyszę. 


qwOqXyI.png




Również z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: ruda, wiedźmin, fanfic, aenseidhe

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych


    Bing (1)