Skocz do zawartości

  • instagram
  • facebook

Zdjęcie

Aen Seidhe

ruda wiedźmin fanfic aenseidhe

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
78 odpowiedzi w tym temacie

#21 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 07 wrzesień 2016 - 09:41

Ale tak ogólnie to mam nadzieję, że Twoją Rhenę będzie się dało polubić w przeciwieństwie do tej, którą zafundowali nam Redzi(a przynajmniej ja za nią nie przepadałam, chociaż rozumiałam jej powody). Jesteś na dobrej drodze xD

Jak tak dalej pójdzie, to do Redów będę się musiała głosić, po prawa autorskie xDDD

 

Jaaasne, tylko dlatego sobie zrobiła z niego poduszkę   :fun: Każdy pretekst jest dobry, żeby zaciągnąć przystojniaka do łóżka

Ahaha, moja Rhena na wykończeniu, a Ty tylko o jednym :P

 

Ma Adris cela, muszę jej to przyznać. Rzucanie świecznikami do ruchomego celu nie poszło na marne  :D A jej cięty język nigdzie nie przyda się tak bardzo jak w trakcie walki. Rozjuszony przeciwnik popełnia błędy, może gdyby Roche nie był w gorącej wodzie kąpany, udałoby mu się zwyciężyć. W końcu taktykiem złym nie jest  :P No i brawo dla elfki za szybką ocenę sytuacji i pomysł z podpaleniem pomostu i barki. Mała piromanka, ma jednak dryg do wymyślania niezłych planów (pomysł z łucznikami chociażby). Ciaran mógłby wziąć z niej przykład, samym ciachaniem wiele nie zdziała xD

 

No tak, wiedziała czym wkurzyć Roche'a, żeby go sprowokować do działania :lol: Plus cela ma niezłego, no i jest wyjątkowo urodziwa! (nareszcie znalazłam dla niej idealną twarz! <3 <3 <3) Same plusy! (prócz charakterku xD)
No i doceńmy trochę adiutanta, chłopak stara się jak może, a ciachanie całkiem dobrze mu wychodzi :P

 

Kurczę, więcej cytatów mi wyszło niż komentarza, ale co poradzę, że tak piszesz, że każde zdanie bym najchętniej skomentowała osobno xD

Ależ komentuj, komentuj, nie mam nic przeciwko <3 :lol:

 

Ale za te przecinki powinnaś kiedyś dostać po łapach  :P

Nic nie poradzę, nigdy nie byłam dobra z interpunkcji xd Bij po łapach, najwyżej nie będę więcej pisać XD

 

Dopiero czwarty odcinek, a Cedric już przespał się z Rheną   :o

Kobieta nie ma siły się ruszyć, a Tobie tylko jedno w głowie :lol:

 

Teraz połączyłam fakty. Nie chcę ci spojlerować, ale jak zagrasz, to się zdziwisz jak bardzo twoja Rhena i Syanna są podobne XDD no chyba że już o tym wiesz... ale nie wiem.... więc nie spojleruję   :P )

To jest jakaś masakra, muszę jak najszybciej zagrać w ten dodatek, bo mnie coś trafi xd
 

Myślałam, ze tylko ja jestem taka dziwna, że tyle razy przeszłam tę grę ;___; <333<3333<33333 serduszka ♥♥<33 serduszka dla Rudej.  I dużo bardziej podoba mi się scieżka Iorwetha. U Henselta w obozie jest szaro, buro i ponuro. A Vergen to <3333<333333<3333 drużyna Yarpena, fajniejsze questy, IORWETH, Filippa. I ta muzyka. Muzyka z karczmy, muzyka z gry w pokera, przenoszę się tam jak tylko ją słyszę. 

Nareszcie jakaś bratnia dusza! <3 <3
Uwielbiam Vergen i wszystko, co z nim związane, fabułe, questy, muzykę, mogę tam wracać pierdyliard razy (i chyba za niedługo wrócę, bo nabrałam ochoty by sobie w Wieśka drugiego zagrać :P)
 

A co do muzyki, masz może na myśli to? :D


A to osobiście uwielbiam <3


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#22 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 08 wrzesień 2016 - 09:43

 - Te wiewiórki wyraźnie czegoś szukały. Jestem pewien, że Iorweth tu jest.

No no, Roche...jakby to powiedział Talar:  As wywiadu. Gratuluję dedukcji! (tzn. Talar by jeszcze przeklinał, ale ja się powstrzymam xD).

 

 - Król dał nam wolną rękę i póki nie wywoła kolejnej wojny z La Valettami,

To Foltest żyje?! :o To dopiero zmiana względem gry xD

 

W czasie akcji w porcie Roche zamiast "Nie stać jak osły" powinien powiedzieć "zabraniam wam ginąć jak idioci" :D Ach, Foltest <3 polubiłam go, miał cudne teksty xD I sprawa z jego rasizmem też nie jest taka oczywista (jak wszystko w tym uniwersum). Niby powołał Niebieskie Pasy, a z drugiej strony na spotkaniu królów w Hagge pogrom na elfach uważał za tragedię. 

Mmm, Cedric i Rhena :D ależ tam iskrzy, mimo choroby, osłabienia i alkoholu. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie ich wątku.

Liczyłam, że konfrontacja Iorwetha i Roche'a nastąpi już teraz. Ale nie żałuję, akcja z Triss była świetna. Elf nareszcie mógł nieco wyjść z roli zwierzyny w lesie i przejąć inicjatywę (co jak sam stwierdził bardzo lubi). Trzeba przyznać, że wyszła by z tego niezła scena +18 w stylu 50 twarzy Grey'a. I połowie igraszek bdsm powinien wejść Geralt z dylematem: przyłączyć się czy przerwać :D

Adris dała radę. Podejrzewałam ją o jakieś głupstwo, a tu proszę. Ładnie i zgrabnie przeprowadzona akcja i popis niesamowitych umiejętności. Nie bez przyczyny przez całą grę powtarza się, że Scoia'tael to najlepsi łucznicy. Tutaj świetnie się to potwierdziło. 

 

A no i Roche...

JpXLiwk.jpg

Głowa do góry! Kiedyś ci się uda  :lol:  :lol:


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#23 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 08 wrzesień 2016 - 10:17

To Foltest żyje?!  :o To dopiero zmiana względem gry xD

Nie tylko żyje, ale i pojawi się w jednym odcinku :D
 

W czasie akcji w porcie Roche zamiast "Nie stać jak osły" powinien powiedzieć "zabraniam wam ginąć jak idioci"  :D Ach, Foltest  <3polubiłam go, miał cudne teksty xD I sprawa z jego rasizmem też nie jest taka oczywista (jak wszystko w tym uniwersum). Niby powołał Niebieskie Pasy, a z drugiej strony na spotkaniu królów w Hagge pogrom na elfach uważał za tragedię. 

No cóż, też pamiętam, jak Foltest ogłosił to jako tragedię, ale elfy przecież tego nie wiedzą, plus tak jak mówisz, jest tu troszkę nieścisłości względem sagi :) Osobiście Foltest był moim ulubionym królem, dlatego nie mogłam pozwolić na to, by zginął, niech ta nasza nieszczęsna Temeria, tak sponiewierana przez Redów, chociaż tutaj ma się całkiem dobrze ;)

 

Mmm, Cedric i Rhena  :D ależ tam iskrzy, mimo choroby, osłabienia i alkoholu. Z niecierpliwością czekam na rozwinięcie ich wątku.

W takim razie bardzo szybko się doczekasz, ale od razu mówię, że to będzie jednorazowy wyskok :P
 

Liczyłam, że konfrontacja Iorwetha i Roche'a nastąpi już teraz. Ale nie żałuję, akcja z Triss była świetna. Elf nareszcie mógł nieco wyjść z roli zwierzyny w lesie i przejąć inicjatywę (co jak sam stwierdził bardzo lubi). Trzeba przyznać, że wyszła by z tego niezła scena +18 w stylu 50 twarzy Grey'a. I połowie igraszek bdsm powinien wejść Geralt z dylematem: przyłączyć się czy przerwać  :D

Ahaha, też przeszło mi przez myśl, że do sceny w stylu 50 twarzy Grey'a niedużo brakuje :lol: No i tak sobie myślę, że znając Geralta, to pewnie ostatecznie by się przyłączył XDDD
Co do konfrontacji Iorwetha i Roche'a, to nie chciałam tego inicjować aż tak szybko ;)

 

Adris dała radę. Podejrzewałam ją o jakieś głupstwo, a tu proszę. Ładnie i zgrabnie przeprowadzona akcja i popis niesamowitych umiejętności. Nie bez przyczyny przez całą grę powtarza się, że Scoia'tael to najlepsi łucznicy. Tutaj świetnie się to potwierdziło.

Adris może i ma wybuchowy charakter, ale jak przyjdzie co do czego, potrafi myśleć całkiem trzeźwo i racjonalnie, myślę, że jeszcze nie raz to potwierdzi :D

 

 

http://i.imgur.com/JpXLiwk.jpg

Głowa do góry! Kiedyś ci się uda   :lol:   :lol:

Aaaa, chciałabym coś zdradzić na ten temat, ale kurde nooo, nie będzie zaskoczenia, a muszę powiedzieć, że znalazłam sposób jak nie wleźć między młot a kowadło :P Będziecie musiały poczekać na rozwój wydarzeń ^_^

A teraz zapraszam na kolejny odcinek ;)

 

Rozdział 1 (cz.5)
gallery_57_12_445804.png

 

             Na zewnątrz zaczęło lać jak z cebra. Iorweth pomyślał, że już więcej szczęścia chyba go w życiu nie spotka, skoro przytrafiają mu się dzisiaj same dobre rzeczy, a pogoda pomaga mu przejść niezauważonym. Do pełni brakowało mu jedynie pozytywnych wiadomości od Eleyasa, jednak w tej chwili, postanowił odłożyć na bok myśli o Saskii i ratować umierającą Rhenę. Tłumaczył sobie, że robi to tylko z jednego powodu, a mianowicie dla dobra Vergen. Loa’then zostawiła pod Zerrikanią sporą armię i gdyby ją sprowadziła, Henselt miałby o wiele mniej do powiedzenia podczas wojny, która wisiała w powietrzu. Wszystko dla Smokobójczyni. 
Przebiegł przez podwórze i skierował się w stronę drogi prowadzącej do domu Cedrica. Woda chlupała mu pod butami, a czarodziejka zaczęła ciążyć na ramieniu, lecz mimo to zacisnął zęby i szedł przez siebie, brodząc w gęstym błocie. Skręcił na ścieżkę między drzewami i przyspieszył kroku widząc chatę, w której paliło się niewielkie światło. Kiedy podszedł pod drzwi, rozejrzał się badawczo, czy nikt go nie widzi, po czym nacisnął na klamkę i wszedł do środka.
             - Ani słowa – powiedział stanowczym tonem.
Nie chciał, by Cedric miał przez niego problemy. Postawił czarodziejkę na podłodze i wyjął jej knebel z ust. Tymczasem elf leżący obok Rheny, podniósł się powolnym ruchem i odsunął prawie bezszelestnie na bok. Był mocno zaskoczony, gdyż stracił już wiarę na to, że Iorwethowi uda się sprowadzić pomoc. 
             - Zdejmij mi przepaskę z oczu, elfie – odezwała się zdezorientowana Triss.
             - Nie ma takiej potrzeby – odparł watażka. – Czarować możesz i bez tego.
             - Co takiego? To czyste szaleństwo! Nie mam zamiaru czarować, jestem zbyt mocno osłabiona! – wzbraniała się rudowłosa.
             - Zacznij współpracować, albo odeślę twoją głowę w worku, samemu Foltestowi! – warknął wściekle i wyjął miecz, przykładając ostrze do szyi kobiety. – Zabiłaś moje elfy w lesie, więc potraktuj to jako rekompensatę za ich śmierć, inaczej do nich dołączysz! 
Triss stała przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się co ma zrobić. Nie miała zbyt dużego wyboru, więc w ostateczności odpuściła. 
             - Do czarów potrzebne mi są ręce… – odezwała się już nieco spokojniej.
             - Rozwiąż ją. – Iorweth spojrzał na Cedrica, nie odrywając stali od karku czarodziejki.
Elf przytaknął, po czym rozsupłał więzy krępujące jej dłonie i ponownie się odsunął. Spojrzał na Rhenę, która nawet nie reagowała na krzyki. Był pewien, że jeśli ktoś jej natychmiast nie pomoże, elfka już nigdy nie otworzy oczu. 
             - Co mam zrobić? – zapytała rudowłosa, masując nadgarstki. 
Watażka pchnął Triss w kierunku łóżka. 
             - Jeden z moich elfów umiera, trzeba go uleczyć – odparł wymijająco. 
             - Powiedz mi chociaż, czy to kobieta, czy mężczyzna i na co umiera, bez tego niewiele mogę.
             - Kobieta. – Iorweth spojrzał na Cedrica. – Ma chore płuca. 
Czarodziejka nachyliła się nad łóżkiem, szukając rękami ciała. Kiedy dotknęła elfki, przykucnęła przy niej i położyła dłoń na jej czole.
             - Tylko bez żadnych sztuczek Merigold, ona ma żyć, inaczej posmakujesz mojego ostrza.
Nie odezwała się słowem, nie chcąc wdawać się w niepotrzebne dyskusje. Skupiła się na czarach i zaczęła wypowiadać zaklęcie, mówiąc cicho kolejne frazy. Po krótkiej chwili, ciało Rheny rozbłysło delikatnym blaskiem, a elfka zaczęła się przebudzać, czując jak wstępują w nią nowe siły. Na początku nie była pewna co się dzieje, lecz po chwili przypomniała sobie słowa Cedrica, który zapewniał ją, że Iorweth znajdzie sposób, by ją ocalić. Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na rudowłosą, która wciąż recytowała słowa zaklęcia z przysłoniętymi oczami i ostrzem miecza przytkniętym do szyi. Skierowała wzrok na stojącego w oddali szatyna, który uśmiechnął się do niej lekko i przytknął sobie palec do ust, poruszając lekko głową na boki. Szybko zrozumiała dlaczego czarodziejka ma chustę na twarzy. Kiedy jednak Triss skończyła, z jej nosa polała się cienka stróżka krwi, a jej omdlałe ciało upadło na podłogę. 
             - Tym lepiej – skwitował watażka. – Będzie ją łatwiej odstawić do Flotsam. 
Rhena spojrzała na elfa, który schował miecz. Był cały mokry, a nogi miał usmarowane w błocie.
             - Dziękuję Lisie – odparła, siadając na łóżku. 
Gęste loki rozsypały się na ramionach elfki, a duże ciemne oczy, wpatrywały się w twarz wybawcy z wdzięcznością. Iorweth przytaknął, jakby chciał powiedzieć, że zupełnie nie ma za co dziękować. Nie lubił takich ckliwych chwil, gdyż zawsze wydawało mu się, że okazywanie pozytywnych uczuć jest oznaką słabości. Podszedł do nieprzytomnej Triss, wziął ją na ręce i skierował się w kierunku wyjścia.
             - Moje komando zajęło się odbiciem twoich elfów z barki. Odstawię czarodziejkę i sprawdzę co się dzieje w porcie, a potem wrócę po ciebie i ruszymy do kryjówki. Przygotuj się – powiedział, po czym pchnął drzwi i wyszedł, nie czekając na odpowiedź.

 

***

 

Vernon Roche nie należał do ludzi, którzy łatwo się poddają i tak też było tym razem. Mimo że Wiewiórki uciekły mu z jeńcami, nie miał zamiaru tak tego zostawić. Nie byłby sobą, gdyby zwyczajnie pozwolił sobie by odpuścić. Wiedział, że na bagnach, osadzonych głęboko we Flotsamowskich lasach, mieszkają bandziory, które dobrze znają te tereny, więc postanowił trochę nagiąć prawo i skorzystać z ich pomocy. Zabrał kilku swoich ludzi i ruszył na peryferie Flotsam. Był pewien, że nie spotka po drodze elfów, które siedzą teraz w swojej norze i liżą rany po akcji w porcie, więc mógł spokojnie zapuścić się do lasu. 
Stara chata tutejszych rzezimieszków, stała w najbardziej odległym zakątku na bagnach. Gdy Roche dotarł na miejsce, bez większego namysłu podszedł do oprychów przysypiających na prowizorycznej werandzie. 
             - Nudzimy się, co? – zapytał, wyrywając mężczyzn ze snu.
Kiedy ci go zobaczyli, od razu poderwali się na równe nogi.
             - Spokojnie, panowie… – skinął ręką na swoich ludzi, którzy chwycili drabów i posadzili ich na swoje miejsca. – Chciałbym skorzystać z waszych… Skromnych usług. 
             - A to trzeba było tak od razu! – odezwał się jeden z nich. – Co ma być królu złoty?
             - Najpierw powiedzcie ilu was jest, muszę wiedzieć, czy warto w ogóle strzępić język… 
             - Wszystkich nas dziesięciu jest. Ino chłopaki w chałupie śpią, bo dzisiaj żadnej roboty nie ma. 
             - Dziesięciu… – Roche podrapał się po brodzie. – Dobrze znacie te tereny?
             - Czy dobrze? Panie, każdy zakamarek lasu, jeno nie wiemy gdzie ci Wiewiórcy kryjówki mają – powiedział mężczyzna, podciągając nosem. – Kilku naszych pomordowali, wolimy im w drogę nie włazić.
             - A jeśli wam zapłacę… Dobrze zapłacę.
             - Ile?
             - Po pięćdziesiąt orenów na głowę. Wynajmę was wszystkich dziesięciu. 
             - Mało trochę, jak mamy karku na Wiewiórców nadstawiać. – Złodziej podrapał się po głowie. – Żyć za coś trzeba, a i pochędożyć od czasu do czasu.
Dowódca Niebieskich Pasów spojrzał na swoich, po czym przeniósł wzrok na człowieka z którym rozmawiał.
             - Za jedną, śliczną elfkę to i tak dużo – powiedział. – Chyba, że wolicie bym doniósł na was gdzie trzeba…
             - Nie, królu złoty! – Mężczyzna od razu zmienił zdanie. – Za jedną elfkę wystarczy, ino powiedz jak wygląda, byśmy właściwą złapali.
             - Wysoka, urodziwa, o czarnych włosach do pasa, z żadną inną jej nie pomylicie. Prawdopodobnie będzie się włóczyć z Iorwethem. Interesuje mnie by żywa dotarła i mówić mogła, rozumiecie?
Mężczyźni spojrzeli po sobie, po czym wstali z taboretów, gotowi do pracy jak nigdy. 
             - Rozumiemy panie, rozumiemy.

 

***

 

             - Czy on zawsze jest taki? – Rhena zapytała z niedowierzaniem.
             - Nie… – westchnął elf, przysiadając na kraju łóżka. – To znaczy… Bardzo rzadko nie. Od zawsze pamiętam go takiego. 
             - To znaczy, że ma swoje chwile słabości, w których zachowuje się jak rozmokła chałka?
Szatyn zaśmiał się cicho, choć wiedział, że nie powinien.
             - Tak, dokładnie tak – odrzekł z wesołą miną. – Jak się czujesz?
             - Jak nowo narodzona. No i mogę się odwdzięczyć za wszystko co dla mnie zrobiłeś – spojrzała na niego ciepło. 
             - Nie trzeba. Zrobiłem to, co umiem najlepiej, to cud, że udało mi się podtrzymać cię przy życiu przez tyle czasu.  Bałem się, że Iorweth nie zdąży. 
Odciągnęła koc na bok i usiadła obok niego, spuszczając swoje długie nogi na drewnianą podłogę.
             - Lepszego anioła stróża, nie mogłam sobie wymarzyć – uśmiechnęła się do niego lekko. – Muszę przyznać, że wygodna ta twoja skórznia – spojrzała na swoje odzienie, które ledwo przykrywało jej uda. – Tylko trochę za szeroka – dodała, po czym wstała z łóżka, odrzucając do tyłu długie włosy.
Kiedy tak stała odwrócona tyłem, Cedric omiótł ją spojrzeniem. Jej długie nogi nie jednemu pewnie zawróciły już w głowie, a on wydawał się nie być wyjątkiem. 
             - Wybacz, ale nie znalazłem nic innego – odparł, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
             - Nic nie szkodzi, lubię męskie ubrania – odwróciła się gwałtownie w jego kierunku. – Czy mogłabym dostać swoje rzeczy..? – zapytała cicho, również nie odrywając od niego wzroku.
             - Oczywiście – powiedział, szybko wstając z łóżka. – Jedna z dh’oine zabrała je do uprania, przyniosła wczoraj rano – dodał podchodząc do komody z której wyciągnął ciuchy elfki. 
             - Pomyślałeś o wszystkim… – ruszyła za nim i kiedy odwrócił się z ubraniami, mało na niego nie wpadła. – Dziękuję. Naprawdę nie wiem jak się odwdzięczę – uśmiechnęła się po raz kolejny, odbierając swoje rzeczy. 
Położyła wszystko na łóżku i bez najmniejszego skrępowania, zdjęła z siebie skórznię. 
             - Mówiłem już, że nie… – Cedric nabrał powietrza i zamarł na chwilę, widząc przed sobą zupełnie nagą elfkę. 
Szybko odwrócił wzrok i podszedł do okna, modląc się, żeby Iorweth nie wpadł akurat w tej chwili.
             - Jak myślisz, ilu moich elfów przeżyło na tej barce? – zapytała, wciągając na siebie kolejne warstwy ubrań.
             - Ciężko mi powiedzieć… – odrzekł, nie odrywając wzroku od szyby. – Roche to nie byle dh’oine, tortury jakie stosuje wykraczają daleko poza wszelkie normy. 
             - Nigdy wcześniej go nie spotkałam, choć nieraz miałam do czynienia z jego ludźmi. Chyba tylko choroba  uratowała mnie przed zobaczeniem się z tym barbarzyńcą… Mam nadzieję, że nie zabił wszystkich. 
             - On nie zabija od razu, najpierw próbuje wyciągnąć ze swojej ofiary wszystko co chce wiedzieć, dopiero potem decyduje czy stracić jeńca lub czy odesłać go do Drakenborgu. 
Rhena usiadła na łóżku i włożyła na nogi wysokie buty.
             - Drakenborg to przeklęte miejsce – mówiła, wiążąc sznurowadła. – Nilfgaardczycy posłali tam wielu moich, dlatego odpłacam im za to, raz na jakiś czas, mordując ich ludzi.  – Wstała i powolnym krokiem skierowała się w stronę Cedrica. – Już możesz patrzeć – dodała wesoło. – Wybacz, że wprawiłam cię w zakłopotanie, ale uznałam, że pewnie widziałeś już wiele takich jak ja, więc… – wzruszyła ramionami z uśmiechem na twarzy. 
             - No tak, stary elf, który widział już wszystko. – Również się uśmiechnął. 
             - Och… Nie to miałam na myśli. Nawet nie wiem ile wieków sobie liczysz, wybacz, po raz kolejny, że tak to zabrzmiało… – zbliżyła się do niego i położyła mu dłoń na policzku, nakierowując jego twarz na swoją. – Walczyłeś o mnie i to się dla mnie liczy Cedric… – rozchyliła lekko wargi, spoglądając na jego usta.
Patrzył na nią w milczeniu, starając się zachować spokój. Zauważył jej błądzące spojrzenie, ale wolał nie wykonywać żadnego ruchu, żeby nie zepsuć ich relacji. Przejechała opuszkami palców po jego twarzy, po czym zjechała dłonią na tors i mocno doparła elfa do ściany, przywierając do niego całym ciałem. Chwyciła go za rękę, nakierowując ją na swoje biodro, a sama przybliżyła się do jego ust na milimetry. Cedric urzekł ją od kiedy pierwszy raz go zobaczyła, a jego opiekuńczość i delikatność, wywoływała w niej bardzo pozytywne odczucia. Zauroczył ją do tego stopnia, że zapragnęła mu się odwdzięczyć w najbardziej dziki z możliwych sposobów jakie znała.
             - A'baeth me… – szepnęła mu do ucha zmysłowym głosem.
Poczuł lekki dreszcz, który przeszedł przez jego ciało w błyskawicznym tempie, zostawiając po sobie niepohamowane pragnienie na coś więcej. Spojrzał jej w oczy i nachylił się, wpijając się w jej miękkie usta, a jego dłoń zacisnęła się w talii elfki. Zamruczała cicho, odwzajemniając pocałunek. Pragnienie rosło w niej z każdym dotykiem ciepłych warg elfa, jak wulkan który został wybudzony z uśpienia. Dłoń Rheny szybko zboczyła z kursu jaki sobie obrała i skierowała się do pasa od jego sukmany. Kiedy czarnowłosa zaczęła rozwiązywać gruby rzemień, Cedric odgarnął długie włosy i zjechał na jej szyję, obsypując ją gorącymi pocałunkami. Obydwoje mieli na siebie coraz większą ochotę, która wciągała ich w coraz to śmielsze pieszczoty. Kiedy pasek ustąpił, elfka wsunęła obydwie ręce pod sukmanę szatyna, badawczo wędrując po jego torsie. Włożyła dłoń pod cienki bezrękawnik, odciągnęła go na bok odsłaniając tatuaż elfa i po raz kolejny przyparła go do ściany, odsuwając go od swego ciała. Zaczęła składać pocałunki na jego ramieniu i przechodząc poprzez szyję, dotarła do jego warg, w które wpiła się łapczywie. Cedric przycisnął Rhenę mocno do siebie i wsunął język w jej usta, odwzajemniając coraz to gorętsze pocałunki. Wszechobecną ciszę przerywały jedynie ich oddechy i krople deszczu, które to coraz słabiej uderzały o szyby. 
Nagle drzwi do chaty stanęły otworem, a w wejściu pojawił się Iorweth. Mocno zaskoczyło go to, co zobaczył, nie miał jednak zamiaru tego komentować. 
             - Twoje elfy są bezpieczne Loa’then – powiedział do zmieszanej Rheny, która prędko oderwała się od elfa. – Możemy ruszać, jeśli nie masz oczywiście żadnych obiekcji… – przeniósł wzrok na przyjaciela, stojącego pod ścianą ze wzrokiem w bitym w sufit. 
             - Oczywiście… – przytaknęła elfka. – Va fail Cedric – powiedziała do szatyna. 
             - Va fail Rhena – odpowiedział, przenosząc na nią swoje spojrzenie. 
Uśmiechnęła się do niego niepewnie, po czym odwróciła wzrok i wyszła. Kiedy drzwi się za nią zamknęły, elf podszedł do stołu na którym stała butelka z alkoholem, odetkał korek i zaczął opróżniać jej zawartość sporymi łykami. 
             - D’yaebl  neén beanna… – mruknął do siebie, siadając na krześle. Odstawił trunek na blat i westchnął ciężko, przecierając twarz dłońmi. Takiego obrotu spraw, nie spodziewał się nawet w najśmielszych snach.

 

***

 

Loa’then podążała za Lisem Puszczy w zupełnym milczeniu. Spodziewała się, że watażka nie będzie zbyt rozmowny ale, że będzie milczał przez całą drogę… O tym nie miała pojęcia, aż do teraz. Postanowiła przerwać tę ciszę, gdyż nie mogła już jej znieść.
             - Daleko jeszcze? – spytała spokojnie.
             - Nie – odpowiedział krótko. 
Przewróciła oczami, wypuszczając powietrze z płuc. 
             - Pamiętam, że chciałeś mnie zapytać jeszcze o kilka rzeczy – postanowiła pociągnąć konwersację, choć nie zapowiadało się na wylewną dyskusję. – Czy to już nieaktualne, czy może zwyczajnie odbędziemy rozmowę dopiero po dotarciu do kryjówki?
             - To wciąż aktualne i masz rację, czekałem z tym, aż będziemy na miejscu – potwierdził.
             - Rozumiem. Więc może powiedz mi jak wygląda sytuacja między Henseltem, a Smokobójczynią, jestem ciekawa jak masz zamiar to rozegrać. 
Iorweth spuścił na chwilę głowę, po czym spojrzał w jej stronę. 
             - Saskia została otruta. Na szczęście jest w rękach Redańskiej czarodziejki, która utrzymuje ją przy życiu.
Rhena zatrzymała się, nie odrywając wzroku od rozmówcy. Była w szoku. Stała przed elfem z lekko otwartymi ustami, jednocześnie nerwowo mrugając powiekami i próbowała wykrzesać z siebie jakieś słowo. Watażka westchnął ciężko, po czym skierował wzrok gdzieś w dal. Ta wiedza ciążyła mu potwornie, ale niewiedza drażniła go jeszcze bardziej. Miał nadzieję, że Eleyas już wrócił i ma mu do przekazania jedynie pozytywną wiadomość dotyczącą zdrowia Saskii. Innej myśli nawet do siebie nie dopuszczał. 
             - Co za potwór chce się pozbyć jedynej dh’oine, która robi coś dobrze? – zapytała, wbijając wzrok w ziemię. 
             - Jest sporo chętnych do położenia swoich brudnych łap na Vergen – odparł nieco zmartwionym tonem. – Chodźmy, już naprawdę niedaleko – dodał wyprzedzając elfkę. 
Spojrzała jak ją wymija i ruszyła za nim. Nie umiał ukryć tego, jak wpływała na niego obecna sytuacja ze Smokobójczynią, a Rhena od razu to wyłapała. Szybko zrozumiała, dlaczego jest tak mało rozmowny. 
             - Więc co teraz? – zapytała, doganiając go. – Siedzimy na rzyciach i czekamy, czy mam ściągać wszystkie cztery komanda do Flotsam? Wiesz, że to siedem dni drogi stąd, w tym czasie Smokobójczyni może wyzdrowieć, a Henselt nie będzie czekał, aż ich sprowadzę. 
             - Wiem. Myślałem o tym, ale najpierw chciałbym poczekać na wieści od jednego z moich adiutantów, który wyruszył do Vergen prawie cztery dni temu. Powinien już wrócić, a jeśli jeszcze go nie ma, to do wieczora na pewno się pojawi. 
             - Dobrze. Więc poczekamy do jego przybycia, a potem zadecydujemy co dalej – przytaknęła. – Ile komand masz pod sobą? 
             - Pięć, zakładając, że w porcie nikt nie zginął – odpowiedział Iorweth. – Z tą różnicą, że trzy pozostają w uśpieniu pod Vattweir, niecały dzień drogi od Vergen. 
Rhena patrzyła na elfa z niemałym podziwem, ona bała się rozdzielać swoich.
             - Lisie…
             - Słucham? – skierował wzrok na elfkę, lekko zaniepokojony tonem jej głosu. 
             - Czy Cedric… 
             - To twoja sprawa – przerwał jej. – Mi nic do tego. – Na powrót spojrzał przed siebie.
             - Neén, ja nie o tym, chciałam się tylko dowiedzieć, czy należał kiedyś do Wiewiórek – powiedziała jednym tchem, by ponownie jej nie przeszkodził.
             - Tak – odpowiedział. – Był jednym z moich najlepszych łuczników, ale o powód odejścia powinnaś zapytać go sama. 
             - Oczywiście – przyjęła do wiadomości, bez zbędnych dyskusji. 
Iorweth musiał przyznać, że zadziwiająco dobrze rozmawiało mu się z dowódczynią komand spod Zerrikani. Była konkretna i nie gadała od rzeczy, a co najważniejsze, liczyła się z jego zdaniem; bardzo sobie cenił te cechy. 
Nagle jednak obydwoje zatrzymali się, nadstawiając uszu, gdyż w krzakach coś zaszeleściło. Mógł to być nekker lub endriaga, lecz równie dobrze ktoś z ludzi Roche’a lub strażnicy z Flotsam. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a watażka wyjął jeden z mieczy i podał go elfce, sam dobywając drugiego. Loa’then skierowała się na prawo, a Lis Puszczy na lewo, znikając między drzewami. Iorweth wszedł głębiej w zarośla, lecz niczego nie znalazł. Nie dał jednak za wygraną i postanowił za wszelką cenę odnaleźć tego, kto bawił się z nim w ciuciubabkę. Krążył tak od dłuższej chwili z coraz to większym poirytowaniem, wiedział, że ktoś czai się w pobliżu lecz dobrze się ukrywa, zwyczajnie grając mu na nosie. Ruszył w kierunku rzeki, kiedy nagle usłyszał przeraźliwy krzyk swej towarzyszki. W jednej chwili poderwał się i zaczął biec w przeciwną stronę.

_____________
Słownik starszej mowy:

*A'baeth me - pocałuj mnie
*Va fail - żegnaj
*D’yaebl  neén beanna… - diabeł nie kobieta
*Neén - nie


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#24 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 08 wrzesień 2016 - 17:09

Kobieta nie ma siły się ruszyć, a Tobie tylko jedno w głowie  :lol:

Ja tylko stwierdzam fakt.

A co do muzyki, masz może na myśli to?  :D

Tak, to jest to :D

 

 - A'baeth me…

Tak!

Nagle drzwi do chaty stanęły otworem, a w wejściu pojawił się Iorweth.

Tak być musi

Nic tego

Nie zmieni. 

 

Fail. Va fail.


  • Kędziorek lubi to

qwOqXyI.png


#25 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 08 wrzesień 2016 - 21:39

Oj, Rudzia, nie cytuj ze zdjęciami :)
 

postanowił odłożyć na bok myśli o Saskii i ratować umierającą Rhenę. 

Odpowiednia hierarchia wartości to podstawa :D (Pamiętam kogoś, kto miał z tym problemy...)

 

dla dobra Vergen. [...] ...dla Smokobójczyni.

To niech się zdecyduje :D Niby sens ten sam, ale odczucie zupełnie inne, gdy działa dla dobra ogółu czy kobiety, do której smali cholewki :lol:

 

- Czy on zawsze jest taki? – Rhena zapytała z niedowierzaniem.

Tak trudno uwierzyć, że ideały jednak istnieją? :D

 

Ale wiesz co? Wiesz co? Niechże się Iorweth nauczy pukać, do jasnej ciasnej! Co on, w chlewie chowany? (nie, w lesie. haha, suchar) Toż to już w ILYIKY doszłyśmy do wniosku, że przerywanie w takich momentach nie jest zdrowe. Noż normalnie pierwszy raz mi przyszło narzekać na Iorwetha, do czego to doszło :(
A tak poza tym, to szybki jest. W jakim rowie zostawił Triss, że tak szybko się przez to błotko wyrobił? :D

 

I: Możemy ruszać, jeśli nie masz oczywiście żadnych obiekcji…

Jasne, że ma! Co to za pytanie? :D

 

Takiego obrotu spraw, nie spodziewał się nawet w najśmielszych snach.

To jak wyglądały te mniej śmiałe sny? :devil: (i skoro już to cytuję, to zbędny przecinek, kobieto xP)

 

Btw.

[Rudzia:] W takim razie bardzo szybko się doczekasz, ale od razu mówię, że to będzie jednorazowy wyskok

Ale jak to jednorazowy? ;(

 

- Daleko jeszcze? – spytała spokojnie.

an5XUgZ.jpg

 

 

Roche jest naprawdę zdesperowany, skoro zniżył się do tego, by wynajmować jakichś bandziorów. Pójdzie chociaż z nimi? Bo podejrzewam, że to właśnie oni są odpowiedzialni za krzyk Rheny, więc może w końcu naszym oczom ukaże się konfrontacja tych dwóch samców alfa :lol: :lol:
A tak w ogóle to Verni zauważy, że Triss mu się zgubiła? xD

 

Czekam, czekam, czekam na następny odcinek :P

 

Fail. Va fail.

Masz za to lajka :D



#26 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 09 wrzesień 2016 - 08:44

Odpowiednia hierarchia wartości to podstawa  :D (Pamiętam kogoś, kto miał z tym problemy...)

Kogo?  :sly: 

 

To niech się zdecyduje  :D Niby sens ten sam, ale odczucie zupełnie inne, gdy działa dla dobra ogółu czy kobiety, do której smali cholewki  :lol:

Dobro Vergen leży mu na sercu, bo jak wiadomo dobro Vergen leży również na sercu Saskii, więc musi brać pod uwagę wszystkie okoliczności :P Nie wiem czy pamiętasz scenę, jak w W2 mówił do Geralta, że dla Saskii zrobi wszystko, więc wybroni dla niej również i Vergen, nie szukaj dziury w całym xD

 

Tak trudno uwierzyć, że ideały jednak istnieją?  :D

Trudno :lol:

 

To jak wyglądały te mniej śmiałe sny?  :devil:

Zapytaj Cedrica...  :u347miechwrednyth7:
 

Ale jak to jednorazowy?  ;(

Przekonasz się niedługo :P

 

Ale wiesz co? Wiesz co? Niechże się Iorweth nauczy pukać, do jasnej ciasnej! Co on, w chlewie chowany? (nie, w lesie. haha, suchar )

XDDDD

 

Toż to już w ILYIKY doszłyśmy do wniosku, że przerywanie w takich momentach nie jest zdrowe. Noż normalnie pierwszy raz mi przyszło narzekać na Iorwetha, do czego to doszło  :(

A na miejscu Iorwetha spodziewałabyś się takiego widoku po powrocie? :lol:


 

A tak poza tym, to szybki jest. W jakim rowie zostawił Triss, że tak szybko się przez to błotko wyrobił?  :D

No przecież Karczma nie tak daleko, z tego co pamiętam :P
Choć pomysł z rowem też dobry xD



an5XUgZ.jpg
A co to za spojrzenie? xD

 

Roche jest naprawdę zdesperowany, skoro zniżył się do tego, by wynajmować jakichś bandziorów. Pójdzie chociaż z nimi? Bo podejrzewam, że to właśnie oni są odpowiedzialni za krzyk Rheny, więc może w końcu naszym oczom ukaże się konfrontacja tych dwóch samców alfa  :lol:  :lol:

Roche nie ma aktualnie nic do roboty, jak polować na elfy, na dodatek dostał na to przyzwolenie samego króla, więc szuka chłopak sposobu, żeby wkurzyć Iorwetha i wywabić go z kryjówki ;)

 

A tak w ogóle to Verni zauważy, że Triss mu się zgubiła? xD

Nie zdąży zauważyć, bo kiedy on poszedł w głąb lasu, gdzie mieszkają bandziory, Iorweth przywlókł ją do miasta xD

 

Tak być musi

Nic tego

Nie zmieni. 

 

Fail. Va fail.

Boooziu zeszłam :lol:


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#27 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 wrzesień 2016 - 10:45

Ach, scena między Cedricem a Rheną taka piękna <3 no prawie, bo Iorweth wszystko zepsuł. Musiał wejść akurat wtedy (chociaż później byłoby jeszcze bardziej niezręcznie xD) :( Normalnie nie mogę tego przeżyć...niech jeszcze teraz Rhena zginie to już w ogóle się zdenerwuję :D

Iorweth taki chętny do zrobienia wszystkiego dla Vergen  Saskii, a sam przed sobą nie chce się przyznać, że czuje coś do Smokobójczyni, bo okazywanie uczuć jest oznaką słabości. Ach, mężczyźni, nigdy ich nie zrozumiem ;D 

Uuu...to Roche wymyślił xD przecież oni albo poginą, albo go oszukają, albo to jego będą chcieli zabić. No ale póki co to działają, przypuszczam, że te dźwięki w krzakach to oni (no chyba, że faktycznie nekker przyszedł się przywitać). 

Sprawa z Triss przeszła tak gładko, że niemal jestem rozczarowana. Żadnych szalonych zwrotów akcji, wpadających wiedźminów, oszustw i pułapek...ach no tak, Merigold to nie Sheala czy Filippa :D ale ciekawe czy po wykonaniu zadania obudziła się w swoim pokoju, w rowie czy może śmieszek Iorweth zaniósł ją do bordelu? xD


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#28 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 11 wrzesień 2016 - 22:46

Ach, scena między Cedricem a Rheną taka piękna  <3 no prawie, bo Iorweth wszystko zepsuł. Musiał wejść akurat wtedy (chociaż później byłoby jeszcze bardziej niezręcznie xD)  :( Normalnie nie mogę tego przeżyć...niech jeszcze teraz Rhena zginie to już w ogóle się zdenerwuję  :D

Jak wiadomo nie od dziś, Iorweth ma szczęście do wchodzenia w nieodpowiednich momentach w odpowiednie miejsca xD 
Rhena nie zginie, ale spotka ją coś paskudnego  :unsure: 
 

Iorweth taki chętny do zrobienia wszystkiego dla Vergen  Saskii, a sam przed sobą nie chce się przyznać, że czuje coś do Smokobójczyni, bo okazywanie uczuć jest oznaką słabości. Ach, mężczyźni, nigdy ich nie zrozumiem ;D 

Witaj w klubie :D

 

Uuu...to Roche wymyślił xD przecież oni albo poginą, albo go oszukają, albo to jego będą chcieli zabić. No ale póki co to działają, przypuszczam, że te dźwięki w krzakach to oni (no chyba, że faktycznie nekker przyszedł się przywitać). 

Jedna z tych wersji jest poprawna, ale która i w jakich okolicznościach, to wyjdzie za niedługo :P

 

Sprawa z Triss przeszła tak gładko, że niemal jestem rozczarowana. Żadnych szalonych zwrotów akcji, wpadających wiedźminów, oszustw i pułapek...ach no tak, Merigold to nie Sheala czy Filippa  :D ale ciekawe czy po wykonaniu zadania obudziła się w swoim pokoju, w rowie czy może śmieszek Iorweth zaniósł ją do bordelu? xD

Szczerze mówiąc, nie pomyślałam kompletnie o tym by opisać, co się stało z Triss, po wyniesieniu ją przez Iorwetha  :blink: I gdybyście mi o tym nie napisały, to nadal by mi to przez myśl nie przeszło :P Ale przyjmy, że podrzucił ją gdzieś do karczmy, bo raczej na pewno nie do ciepłego łóżeczka :lol:



 

Rozdział 2 (cz.1)
gallery_57_12_136525.png


             - Głupie te elfy jak cholera! – syknął z zadowoleniem jeden ze złodziei, wiążąc knebel na ustach Rheny.  
             - Lepiej się módl, żeby ten rzeźnik nie słyszał krzyków tej ślicznotki, bo popodrzyna nam gardła – warknął drugi.
             - Może nas cmoknąć w sam środek rzyci, nie dam rady nam wszystkim!
             - Skończcie obradować, bierzemy to cudeńko do siebie… – Mężczyzna zatarł ręce, po czym wsunął obleśną łapę pod bluzkę elfki.
Czarnowłosa próbowała się wyrywać i krzyczeć, ale nie miała zbyt wiele możliwości, gdyż trójka oprychów trzymała ją zbyt mocno.
             - No, no, patrzcie jaka waleczna!  Na miejscu tego paniczyka nie podzieliłbym się taką zdobyczą z nikim.
             - Głupiś! To pachołek Foltesta, od dawna poluje na elfy, zwierzyny chędożył nie będzie!
             - E tam, kto by w takich chwilach na uszy patrzył, kobita jak każda inna… – Złodziej oblizał się lubieżnie, jeżdżąc ręką po udzie Rheny. 
Z racji, że stał dosyć blisko, elfka wyrwała nogę i przyłożyła  mu solidnego kopniaka w krocze, na co ten zgiął się w pół. 
             - Po co pchasz łapska, trzeba ją dobrze związać! – warknął na niego kolega.  – Bierzemy ją, zanim ten przeklęty elf nas znajdzie!

 

***


Na dworze zaczęło świtać. Słońce wschodziło na horyzoncie, a lekki wietrzyk rozganiał deszczowe chmury, ukazując błękitne niebo. Zapowiadał się dość ładny i ciepły dzień.
Adris skończyła pomagać w opatrywaniu rannych elfów z komanda Loa’then i usiadła przed swoim szałasem, kierując wzrok w stronę samotni jednookiego, który do tej pory się nie pojawił. Czuła, że nie wszystko poszło tak jak trzeba i zaczynała już wyobrażać sobie najgorsze, choć zawsze starała się myśleć optymistycznie. 
             - Wróci. – Obok elfki usiadł Ciaran. – Zawsze wraca.
             - Wiem, ale… Tym razem czuje, że coś jest nie tak. Co jeśli trafił na Roche’a?
             - Przestań snuć takie niedorzeczne domysły. Ten ku*wi syn szukał Iorwetha w porcie, gdyby go spotkał gdzieś po drodze, to na pewno by się tam nie zjawił.
             - Coś poszło nie tak, ja to czuję. – Adris westchnęła cicho. – Nawet jeśli nie trafił na tego chędożonego Temerczyka. Co jeśli Loa’then nie żyje? – dodała, choć bardzo nie chciała w to wierzyć. 
             - Ta elfka jest taka jak Cervan, nie poddaje się łatwo – powiedział adiutant, lekko obejmując blondynkę ramieniem. – To tylko twoje babskie przeczucia. 
Spojrzała na niego, a jej brwi zmarszczyły się groźnie. 
             - Skoro mną kierują babskie przeczucia, to co kierowało tobą wczoraj, kiedy wlazłeś mi do namiotu..? – zapytała podejrzliwie, na co elf zabrał rękę. – Albo kiedy nie dałeś mi nawet skończyć jeść?!  
             - Adris…
             - Nie „Adrisuj” mi tutaj, ty chutliwy Wiewiórze bo ze skóry cię obedrę! – Już chciała się na niego rzucić z pięściami, kiedy nagle zobaczyła Iorwetha. 
Ciaran również spojrzał w tą samą stronę co elfka i od razu poderwał się z siedziska. Watażka szedł powolnym krokiem, trzymając w prawej ręce zakrwawiony miecz. Jego strój był przemoczony do suchej nitki, a ze szkarłatnej chusty przysłaniającej mu twarz, skapywały krople wody. Elfy z komanda patrzyły na niego jakby zobaczyły ducha, od dawna nikt nie widział dowódcy Wiewiórek w takim stanie.
             - Lisie! – Adris podbiegła do niego i objęła ramieniem. Widziała, że jest wykończony. – Nie stój jak osioł, pomóż mi! – warknęła do Ciarana, który od razu złapał elfa pod ramię. 
Obydwoje zaprowadzili go do namiotu i posadzili na sienniku, a elfka rzuciła się by pomóc Iorwethowi zdjąć przemoczone ubrania.
             - Zostaw… – powiedział cicho, zatrzymując ją ręką.
             - Co się stało Lisie? – zapytał adiutant. – Gdzie Loa’then?
Watażka zdjął z głowy przemokniętą bandanę i przejechał dłonią po włosach odgarniając je do tyłu. Nie minęła chwila, jak rzucił mokrym materiałem o ziemię.  Elfy spojrzały po sobie, wiedząc, że nie jest najlepiej. 
             - Ktoś ją porwał – opuścił głowę, opierając ręce na kolanach. – Chodziłem po lesie, szukałem jej, ale z marnym skutkiem. Spuściłem ją z oczu zaledwie na chwilę, teraz wiem, że ktoś celowo mnie z nią rozdzielił.
             - Czyli… Udało się ją uleczyć i…
             - Jakie to teraz ma znaczenie, skoro ją porwano?! – warknął dowódca, przerywając Ciaranowi. Wstał, próbując się uspokoić, lecz niewiele to dało. – Ile elfów uratowaliście?
             - Pięcioro – powiedziała Adris. – Reszta zmarła na barce z wycieńczenia i tortur…
             - Roche musiał maczać w tym palce, wiedział, że Loa’then jest we Flotsam. – Iorweth zaczął nerwowo krążyć po szałasie.  – Co ja teraz powiem tym elfom? Na kogo wyjdę w ich oczach?! – zatrzymał się i przetarł twarz dłońmi.
             - Jeśli to sprawka Roche’a, to jest szansa, że ona żyje. Pytanie tylko, gdzie jej szukać… – odezwała się cicho elfka. – Nie mamy pewności, że jest gdzieś w lesie. 
             - I nie mamy pewności, że Roche ją ma – dodał Ciaran. – Zastanówmy się na spokojnie… – Elf zawiesił wzrok na zakrwawionym mieczu. 
Watażka również spojrzał na przedmiot, który przyniósł ze sobą. 
             - Dałem ten miecz Loa’then, kiedy rozdzieliliśmy się w lesie. Znalazłem go w ciele jakiegoś dh’oine.
             - Nocą w lesie można spotkać tylko tych oprychów z bagien – odpowiedział adiutant. – A skoro twój miecz tkwił w zwłokach dh’oine, to znaczy, że prawdopodobnie próbowała się bronić, jednak musiało ich być zbyt wielu.
Dowódca usiadł na sienniku i znów przetarł twarz dłońmi. Czasami pojawiały się w jego życiu chwile, kiedy nie wiedział co powinien zrobić i jedna z takich chwil właśnie teraz nadeszła. Adris od razu rozpoznała to zagubienie. Przysiadła obok elfa i położyła rękę na jego ramieniu. 
             - Lisie… – odezwała się spokojnie. – Powinniśmy poszukać Loa’then. Weźmy część komanda i chodźmy na bagna, pomysł Ciarana nie jest głupi… 
Iorweth siedział w milczeniu przez dłuższą chwilę. Nagle do jego namiotu podszedł jeden z elfów z komanda Rheny. Przystanął przy wejściu i zajrzał do środka, lekko się pochylając. 
             - Ceádmil Cervan. Mogę wejść? – zapytał, czekając cierpliwie na odpowiedź. 
             - Yea… – Dowódca skinął gestem ręki. 
             - Mam na imię Tharlen, jestem bratem Rheny – zrobił kilka kroków w przód i zatrzymał się naprzeciwko rozmówcy. – Mógłbyś mi powiedzieć co się dzieje z moją siostrą?
Watażka uniósł głowę i spojrzał na elfa ze zmęczonym wyrazem twarzy. Młodzieniec miał na sobie czarną sukmanę bez rękawów, sięgającą do połowy ud, a po prawej stronie jego szyi widniał niewielki tatuaż elfich róż pamięci w czarnym kolorze. Tutejszemu dowódcy od razu przypomniał się czas, kiedy miał trochę ponad sto lat. Wyglądał wtedy całkiem podobnie. 
Urodziwy brunet o krótkich włosach, z niewielką blizną na lewym policzku, przyglądał się badawczo twarzy Iorwetha, swymi czarnymi oczami. Nie było to jednak spojrzenie, które miało w sobie odrazę, czy współczucie, lecz podziw. Tharlen podziwiał Lisa Puszczy za wszystko co robił dla Aen Seidhe. Owy Lis nie miał jednak siły się tłumaczyć, a cała ta sytuacja przerastała go coraz bardziej.
             - Została porwana – odpowiedziała mu Adris. 
Młody elf westchnął cicho.
             - Mimo wszystko, nie powinieneś się obwiniać Cervan. Rhena jest twarda, na pewno sobie poradzi. Mam tylko nadzieję, że podasz jej pomocną dłoń… – dodał, po czym wyszedł z szałasu, nie czekając na odpowiedź. 
Ciaran skierował wzrok na dowódcę, patrząc na niego w milczeniu.
             - Więc co robimy Lisie? – odezwał się po krótkiej chwili. 
Iorweth odgarnął włosy opadające mu na twarz i spojrzał na zakrwawiony miecz leżący na stole. Elfy z komanda Loa’then liczyły na niego i nie mógł ich zawieść w takiej chwili.
             - Idziemy po nią. 

 

***


Cedric spał tylko godzinę tej nocy. Po tym jak Rhena wyszła z Iorwethem, starał się względnie uspokoić, zapijając wszystkie myśli alkoholem, choć cieszyłby się, gdyby tylko przemyślenia o elfce zaprzątały mu teraz głowę. Wyszedł przed dom i usiadł na niewielkiej ławce. Musiał się wyciszyć, a wbrew pozorom, bezgłos panujący wewnątrz chaty, wcale mu tego nie ułatwiał. Zamknął oczy, wziął głęboki wdech i zaczął wsłuchiwać się w odgłosy natury, popijając przy tym jakiś mocny trunek. Nie chciał by wizje wróciły. Ciepłe promienie słońca łaskotały go przyjemnie po twarzy, a ptaki świergotały mu nad uchem, wprawiając go w stan o którym marzył. Las wciąż wrzeszczał mu w głowie, że dzieje się coś złego, co gorsza elf miał dziwne przeczucie, że i jemu grozi niebezpieczeństwo.  Nagle na jego twarzy pojawił się cień, który skutecznie hamował słoneczny blask. Szatyn otworzy oczy,  spojrzał przed siebie i przeniósł wzrok do góry, prosto na oblicze mężczyzny stojącego przed nim. 
             - Ceádmil dh’oine – oparł głowę o ścianę. – Co cię do mnie sprowadza?
             - Może się przedstawię. Jestem Vernon Roche, dowódca Niebieskich Pasów. Czy to ty jesteś Cedric? 
             - Tak, to ja – odparł elf. Szybko zrozumiał przed kim chce go ostrzec las. – I wiem kim jesteś.
             - Podobno należałeś kiedyś do komanda Iorwetha… – Roche usiadł obok szatyna, odsłaniając mu słońce. 
             - Prawda, ale to było dość dawno temu. – Cedrica zdziwiło, że mężczyzna jest zupełnie sam. 
             - Jak dawno, jeśli można spytać? 
             - Kilka lat… – zamyślił się elf. – Może cztery, a może pięć… Straciłem rachubę czasu – dodał, pociągając spory łyk z butelki. 
             - Faktycznie, dosyć dawno. – Dowódca Niebieskich Pasów skrzyżował ręce na klatce piersiowej, również opierając się o ścianę. Skierował wzrok na rozmówcę i zamyślił się na chwilę. – Widzę, że lubisz sobie wypić.
Szatyn zmarszczył brwi, spoglądając niepewnie na człowieka. Nie wiedział do czego zmierza, ale od razu przestało mu się to podobać.
             - Lubię oderwać się czasem od szarej rzeczywistości – odpowiedział wymijająco. 
             - Jak każdy z nas – przytaknął Roche. – Problem w tym, że ty pijesz z całkiem innego powodu.
             - A jakie to ma znaczenie? Jedni piją bo lubią, drudzy bo muszą, a jeszcze inni bo po prostu mogą. Do czego zmierzasz Temerczyku? 
             - Karty na stół? Dobrze więc… – Mężczyzna położył rękę na ramieniu elfa i spojrzał mu w oczy. – Jeśli jeszcze kiedykolwiek chciałbyś się napić… To radziłbym ci pójść ze mną.

 

***


Rhena leżała na brudnej podłodze ze wzrokiem wpatrzonym w  jakiś punkt. Tak naprawdę, nie koncentrowała się na tym, na co patrzy, gdyż wciąż próbowała stłumić natłok napływających myśli, nie chcących opuścić jej głowy. W jej ustach wciąż tkwił knebel, który przestał już przeszkadzać, podobnie jak więzy na rękach unieruchomionych za plecami. Siła jaką w sobie miała, skutecznie zwalczała chęć do płaczu nad zdeptaną godnością, która trzymała się teraz o wiele gorzej niż poszarpane ubrania elfki. W mniemaniu czarnowłosej, łzy zawsze były oznaką słabości, a ona nie była słaba i nie mogła sobie pozwolić na jakąkolwiek oznakę niemocy. Tak też było tym razem. Myśl, że zamorduje kiedyś każdego takiego bydlaka jak ci, którzy ją sponiewierali, dawała jej taką siłę, że była gotowa przeżyć jeszcze nie jedno upokorzenie, by tylko dokonać swej zemsty. 
             - Cóż to była za noc! – odezwał się jeden ze złodziei, rzucając kośćmi na stolik. – I znów wygrałem! – dodał zadowolony. – Jeszcze jedna kolejka i biorę naszą piękność do składziku!
             - Zapomniałeś chyba, że teraz moja kolej! – warknął drugi.
             - Obydwaj zapomnieliście, że mieliśmy ją jedynie złapać i obezwładnić! - syknął trzeci. - Nie było mowy o chędożeniu, więc zamknijcie te pijackie mordy! Jak chcecie się chlastać po gębach to wynocha na zewnątrz! Że też dałem się w to wciągnąć, jasna cholera. 

Mężczyźni wstali i wyszli z chaty, a kiedy zamknęły się za nimi drzwi, jeden z drabów siedzących w oddali, podniósł swój tyłek ze stołka i ruszył w kierunku Rheny. 
             - Gdzie dwóch się bije… – zaśmiał się złośliwie, po czym chwycił elfkę za nogi i zaczął ją ciągnąć w kierunku zaplecza. 
             - Nie wytrzymam z wami ku*wie syny... - znów odezwał się trzeci, widząc co robi jego kompan, który tylko machnął ręką na kolegę i zniknął za drzwiami.
Kiedy w końcu został sam na sam z czarnowłosą, rzucił ją na stół i zaczął zabierać się za jej spodnie. Nagle jednak poczuł zimną stal na karku.
             - Bloede dh’oine… – usłyszał za plecami.
Ostra klinga przejechała po szyi złodzieja, podcinając mu tętnice. Jego ciało upadło na podłogę, a oczom Loa’then ukazał się Iorweth, który od razu zabrał się za rozwiązywanie więzów na rękach elfki. Próbował rozsupłać mocno związany sznur, lecz w ostateczności go przeciął i sięgnął dłonią do knebla. Odsunęła odruchowo głowę, sama zdejmując materiał z ust i przez chwilę przyglądała mu się bez słowa.
             - Wynośmy się stąd – odparł cicho, wyciągając rękę w kierunku Rheny.
             - Nie mam siły by iść… – szepnęła ledwo słyszalnie i odwróciła głowę.
             - Sku*wysyny… – wycedził przez zaciśnięte zęby i wziął elfkę na ręce. – Trzymaj się mocno, wyniosę cię – dodał otwierając drzwi w składziku wychodzące na tyły. 
Okrążył chatę i spojrzał na mężczyznę z wbitą strzałą w plecach, który leżał na werandzie. Szybko dał sygnał elfom ukrytym w zaroślach, na co garstka bojowników prowadzona przez Ciarana, wyszła z krzaków i ruszyła w jego kierunku. 
             - Złapaliście jednego? 
             - Tak Lisie, mamy go – odparł adiutant. – Jest pijany, jak zapewne reszta tej hołoty, która niczego się nie domyśla, ale kiedy wytrzeźwieje, zrobimy mu takie przesłuchanie, że będzie błagał o śmierć. 
             - Świetnie… A teraz podpalcie tę pijacką budę, niech te gnidy usmażą się w środku.
Watażka wyminął elfy i szybkim krokiem udał się w kierunku kryjówki. Po kilku chwilach, ściskająca  dowódcę Rhena, zobaczyła buchające płomienie, a do jej uszu doszły krzyki dh’oine. 
             - Dziękuję… – wyszeptała Iorwethowi do ucha. 
Lepszej zemsty nie mogła sobie wyobrazić.


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#29 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 wrzesień 2016 - 11:16

Jedna z tych wersji jest poprawna, ale która i w jakich okolicznościach, to wyjdzie za niedługo

Czyli poginęli, dobrze :D należało im się. Nie ma chyba nic gorszego niż gwałt (całe szczęście, że w sumie do niego nie doszło, o ile dobrze zrozumiałam  :unsure: ). Wiedziałam, że taka banda nie ma za grosz honoru, Roche jest naprawdę zdesperowany. Ciekawe gdzie zabrał Cedrica i mam nadzieję, że nikomu nie stanie się krzywda (co tu dużo mówić lubię i elfa i Vernona :D). 

 

A Adris cudowna...wszystko ok, miła pogawędka i w ogóle i nagle zmiana :D Aż przypomniał mi się let's play jednego zagrajmera:

20:49  :lol:  :lol: 
Swoją drogą strasznie mi się szkoda Iorwetha zrobiło (co za wachlarz emocji: najpierw go uwielbiam, potem nienawidzę, a teraz mi go szkoda xD). Widać, że dotknęła go ta porażka. Uderzyła w niego tak personalnie, że zemsta na tych bandziorach pewnie nigdy nie smakowała lepiej. Nikt nie zadziera z Iorwethem, nikt! Ach, Rhena, łatwo to ty nie masz (swoją drogą, naprawdę jest podobna do Syanny z KiW ;) ), dopiero co magicznie wróciłaś do zdrowia, a już znowu jesteś na granicy życia i śmierci. Niech jeszcze wpadnie w ręce Henselta (lub Detmolda) to nazwę ją najbardziej pechową elfką na świecie :)

 


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#30 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 wrzesień 2016 - 16:39

To ja tylko się pokaże, ze przeczytałam :P

I że znalazłam dzis u siebie taki mieczyk 

http://imgur.com/a/WGMTZ

I pozdrawiam Geraltem-hipsterem.

http://imgur.com/a/gI8fo


  • Charionette lubi to

qwOqXyI.png


#31 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 12 wrzesień 2016 - 17:36

Czyli poginęli, dobrze  :D należało im się. Nie ma chyba nic gorszego niż gwałt (całe szczęście, że w sumie do niego nie doszło, o ile dobrze zrozumiałam   :unsure: ).

Niestety doszło. Ale teraz będzie już tylko lepiej i ciekawiej ;)

 

Wiedziałam, że taka banda nie ma za grosz honoru, Roche jest naprawdę zdesperowany.

Roche chciał tylko dopaść Rhenę by wywabić Iorwetha z kryjówki a, że ta cała zgraja postanowiła dołożyć coś od siebie, to już w sumie nie jego wina, jakby na to nie patrzeć.

 

Ciekawe gdzie zabrał Cedrica i mam nadzieję, że nikomu nie stanie się krzywda (co tu dużo mówić lubię i elfa i Vernona  :D).

Jeszcze nie zabrał :P Też lubię ich obu, zżyłam się z tymi postaciami jak z jedną wielka rodziną   :D

 

A Adris cudowna...wszystko ok, miła pogawędka i w ogóle i nagle zmiana  :D Aż przypomniał mi się let's play jednego zagrajmera:

Ahaha, idealnie oddane xDDD

 

Swoją drogą strasznie mi się szkoda Iorwetha zrobiło (co za wachlarz emocji: najpierw go uwielbiam, potem nienawidzę, a teraz mi go szkoda xD). Widać, że dotknęła go ta porażka. Uderzyła w niego tak personalnie, że zemsta na tych bandziorach pewnie nigdy nie smakowała lepiej. Nikt nie zadziera z Iorwethem, nikt!

No niestety, tak jak w życiu tak i tu nie wszystko idzie zgodnie z planem. Ale masz rację, z Iorwethem się nie zadziera i niedługo wyjdzie to bardzo dobitnie  :rolleyes: 
 

Ach, Rhena, łatwo to ty nie masz (swoją drogą, naprawdę jest podobna do Syanny z KiW  ;) ), dopiero co magicznie wróciłaś do zdrowia, a już znowu jesteś na granicy życia i śmierci. Niech jeszcze wpadnie w ręce Henselta (lub Detmolda) to nazwę ją najbardziej pechową elfką na świecie  :)

Od razu mogę powiedzieć, że nie wpadnie w ręce żadnego z królów, ani detmoldopodobnych czarodzei :P
Ach no i właśnie zdziera mi się Krew i Wino, także jeszcze godzinka, może dwie i będę miała okazję zobaczyć o co chodzi z tą Rheną :sly:

 

I że znalazłam dzis u siebie taki mieczyk

Też go mam! Aż się uśmiechnęłam, jak go kiedyś znalazłam :D
 

I pozdrawiam Geraltem-hipsterem

:lol: 

też mam rynsztunek niedźwiedzia, jest zajedwabisty! <3 

 


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#32 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 wrzesień 2016 - 19:24

 

 

też mam rynsztunek niedźwiedzia, jest zajedwabisty!  <3 

Szczerze to teraz gram trzeci raz i po prostu postanowiłam wreszcie sprawdzić jak się sprawuje, ale osobiście uważam, że rynsztunki wilka oraz kota są lepsze, bardziej wiedźmińskie, bo niedźwiedziowaty jest za gruby. Jak czasami w Novigradzie taki upał przygrzeje, a Geralt z tym szalikiem jeszcze :P 

Chociaż największa porażka to gryf XD

Skompletuj sobie rynsztunek Mantykory w Toussaint <3 

Zaiste polecamy.

http://imgur.com/a/acFIB

Ej a wy macie jakieś ciekawe ujęcia? :P


qwOqXyI.png


#33 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 13 wrzesień 2016 - 21:52

Kogo?  :sly:

Scorpiona xD No wiesz, zabijał, próbował zabijać, porywał, groził, ale nie jest taki zły, bo w końcu BRZYDZI SIĘ KŁAMSTWEM ojejeju :D

 

A na miejscu Iorwetha spodziewałabyś się takiego widoku po powrocie?  :lol:

"Niewiedza nie stanowi usprawiedliwienia dla nieprzemyślanych działań." :P A pukać i tak się powinien nauczyć xD

 

A co to za spojrzenie? xD

Osioł chyba wyczuł, że spotkał bratnią duszę :D

 

 

Wiesz co? Nie jest łatwo lubić postacie, które są zaciekłymi wrogami. Bo człowiek nie wie, komu ma kibicować  :hmm: Teraz jestem wściekła na Verniego, bo pośrednio odpowiada za to, co tamte patafiany zrobiły Rhenie, z drugiej strony, gdyby Iorweth zrobił coś takiego z Ves, to też bym była wściekła. I bądź tu mądry  :wacko: Chociaż mam wątpliwości czy Iorweth lub jego ludzie zabawialiby się w ten sposób z bloede dh’oine  :hmmm: 

Ale zemstę Wiewióry obmyśliły idealną. No bo nie ma co, szczyt hipokryzji - elfy to zło, które trzeba wyplenić, ale jak przychodzi co do czego, to "kto by w takich chwilach na uszy patrzył". Dobrze, że Iorweth przybył z odsieczą (może nie na białym rumaku, ale kto by się tam przejmował szczegółami) - mój bohater!  :super:   <3

 

I co też ten Roche kombinuje? Gdzie on mi Cedrica zabiera? To on nie wie, że terapii alkoholowej się nie przerywa? Co najwyżej się można dołączyć  :D

 

Nie „Adrisuj” mi tutaj, ty chutliwy Wiewiórze, bo ze skóry cię obedrę!

Rany, uwielbiam ją! <3

Ale z drugiej strony... Biedny Ciaran, oj, biedny i chyba nieraz to jeszcze powtórzę xD

 

 

P.S. Przepraszam, że tak długo nie komentowałam  ;( 



#34 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 15 wrzesień 2016 - 17:55

Scorpiona xD No wiesz, zabijał, próbował zabijać, porywał, groził, ale nie jest taki zły, bo w końcu BRZYDZI SIĘ KŁAMSTWEM ojejeju  :D

No tak xD Zdążyłam już zapomnieć, że to o niego chodzi :P

 

Osioł chyba wyczuł, że spotkał bratnią duszę  :D

:lol:
 

Wiesz co? Nie jest łatwo lubić postacie, które są zaciekłymi wrogami. Bo człowiek nie wie, komu ma kibicować   :hmm: Teraz jestem wściekła na Verniego, bo pośrednio odpowiada za to, co tamte patafiany zrobiły Rhenie, z drugiej strony, gdyby Iorweth zrobił coś takiego z Ves, to też bym była wściekła. I bądź tu mądry   :wacko: Chociaż mam wątpliwości czy Iorweth lub jego ludzie zabawialiby się w ten sposób z bloede dh’oine   :hmmm: 

Ale zemstę Wiewióry obmyśliły idealną. No bo nie ma co, szczyt hipokryzji - elfy to zło, które trzeba wyplenić, ale jak przychodzi co do czego, to "kto by w takich chwilach na uszy patrzył". Dobrze, że Iorweth przybył z odsieczą (może nie na białym rumaku, ale kto by się tam przejmował szczegółami) - mój bohater!   :super:    <3

Ano, nie łatwo jest lubić takie postacie. Osobiście znalazłam idealny sposób na to by nie musieć wybierać między tą dwójką, ale póki co nie mogę za wiele zdradzić ;)
No i dobrze, że Iorweth przybył, choć gdyby nie Adris i Ciaran, nie wiadomo co by zrobił ;)
W każdym razie, teraz już zaczyna się właściwa akcja i będzie się dosyć sprawnie rozwijać ^_^
 

Rany, uwielbiam ją!  <3

Ale z drugiej strony... Biedny Ciaran, oj, biedny i chyba nieraz to jeszcze powtórzę xD

Ahaha, oj chyba muszę się z Tobą zgodzić xDDD

 

P.S. Przepraszam, że tak długo nie komentowałam   ;( 

Oj tam, nie ma za co, przecież nic się nie stało ;)

 

Ej a wy macie jakieś ciekawe ujęcia?  :P

Niestety, ja mam jedynie kilka ujęć z drugiej części, trójka mi nie pójdzie na kompie więc kupiłam sobie Gerwanta na konsolę :(


 

Rozdział 2 (cz.2)
gallery_57_12_125176.jpg



             Mijał siódmy dzień, odkąd Iorweth i jego elfy, wyrwały Rhenę z łap złodziei mieszkających na bagnach. We Flotsam szybko rozniosła się plotka, że jakoby pożar chaty na trzęsawiskach, miał być ostrzeżeniem dla mieszkańców miasteczka by przestali zapuszczać się do lasu, co miejscowi potraktowali bardzo poważnie. Komendant Loredo wzmocnił straże, nawet przez port ciężko było się prześlizgnąć. 
Na niebie leniwie wędrowały chmury, a świergot ptaków milkł powoli, ustępując miejsce rechotaniu żab i cykaniu świerszczy. Słońce zniknęło za horyzontem, a dowódca Wiewiórek wciąż krążył po obozie jak cień, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Chciał już opuścić tę okolicę, lecz po Eleyasie nie było śladu; nie wrócił z Vergen do tej pory, co zasiewało w watażce coraz więcej wątpliwości. Iorweth doskonale wiedział, że elf nie dał się zabić, nie wiedział jednak dlaczego wciąż go nie ma. Siedzenie na rzyci potwornie go drażniło, podobnie jak położenie w jakim się znajdował. Wbrew pozorom jakie zachowywał pod maską chłodu i stanowczości, wciąż obwiniał się o to, co spotkało Loa’then. Chciał zejść jej z oczu i nigdy więcej się nie pokazywać. Próbował się odkupić brutalnie przesłuchując draba, którego pojmał na bagnach, ale nawet ostateczne zabicie dh’oine nie pomogło. Sumienie dręczyło watażkę, przeplatając się w jego głowie z myślami o Saskii. Zastanawiał się co ona zrobiłaby w takiej sytuacji i szybko zrozumiał, że sam nigdy nie odważy się pójść do szałasu Rheny by szczerze z nią porozmawiać. Wzdychając cicho, ruszył do swojej samotni, po raz kolejny uciekając od problemu. Kiedy opadła za nim gruba kotara przysłaniająca wejście, zdjął z twarzy szkarłatną bandanę i odłożył ją na stół, przeczesując włosy dłonią. Postanowił, że położy się dziś wcześniej, a z rana ruszy w kierunku szlaku jakim udał się do Vergen jego drugi adiutant. 
Ściągnął z siebie kolczugę i sukmanę, oddychając z ulgą. Zbroja ciążyła mu dzisiaj wyjątkowo mocno i z niecierpliwością wyczekiwał momentu, kiedy mógł ją z siebie zdjąć. Już chciał sięgnąć ręką po jasną skórznię przewieszoną na oparciu krzesła, gdy nagle usłyszał czyjeś kroki pod swoim namiotem. Po chwili materiał rozchylił się, a w wejściu pojawił się nie kto inny, jak sama Rhena. Spojrzała na Iorwetha z lekkim zaskoczeniem. Nie co dzień miała okazję zobaczyć dowódcę tutejszych Wiewiórek, rozebranego od pasa w górę, w dodatku bez chusty przysłaniającej bliznę.
             - Mogę wejść? – spytała, omotując go wzrokiem. 
             - Yea… – zmieszał się lekko, lecz szybko odwrócił plecami do czarnowłosej, sięgając po skórznię. 
Elfka zrobiła kilka kroków w przód i zatrzymała się, spoglądając jak się ubiera.
             - Chyba przyszłam nie w porę... – skierowała wzrok w kierunku bandany za którą chwycił. – Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek będzie odpowiednia pora, skoro unikasz mnie jak ognia – dodała cicho, odwracając głowę w kierunku lampy stojącej koło siennika. 
Po tych słowach elf już wiedział, że to będzie ciężka rozmowa. Nie mniej jednak, postanowił się jej podjąć, choć tak naprawdę nie miał pojęcia, na ile będzie w stanie otworzyć się przed Rheną.
             - Nie będę ukrywał, że tak nie jest – powiedział, odwracając się w jej kierunku. 
Jego twarz, znów przysłaniała szkarłatna chusta. Patrzył na elfkę poważnie, zastanawiając się nad tym, jak długo uda mu się być odpornym na jej słowa, które idealnie trafiały w jego wyniosłe ego.
             - Cieszę się, iż nawet nie próbujesz mnie okłamać, że jest inaczej. Nie lubię kłamców Cervan, a samo kłamstwo wyczuwam na odległość – podeszła do niego, jednak zatrzymała się w bezpiecznej odległości. – Skoro już jesteś ze mną szczery, to wytłumacz mi, dlaczego mnie unikasz?
Iorweth, spotkał w swoim długim życiu, wiele postaci o wyróżniających się charakterach, jednakże ta elfka, znacznie się od nich różniła i bynajmniej nie chodziło tu tylko o urodę, którą dostrzegł przy pierwszym spotkaniu.
             - Jeśli chcesz mojej szczerości… – mówił, nie spuszczając z niej wzroku. – Nie jestem kimś, kto odpowie na każde twoje pytanie. 
             - Ale nie jesteś również kimś, kto ma przywilej do uchylania się od odpowiedzi. Poza tym, tu chodzi o mnie. Przybyłam do Flotsam by ci pomóc, dlatego tym bardziej nie rozumiem czemu nie chcesz mi tego wyjaśnić – skrzyżowała ręce na piersiach i cicho westchnęła, nieprzerwanie wpatrując się w jego twarz. 
             - Jako jedna z tych ostatnich, prawdziwych Aen Seidhe, powinnaś wiedzieć, że życie nie zawsze daje nam to, czego chcemy – odpowiedział chłodno. 
Wiedziała, że on pragnie się jej pozbyć jak najszybciej to tylko możliwe, lecz nie miała zamiaru dać mu tej satysfakcji. 
             - Natomiast ty – zaczęła – jako jeden z ostatnich, prawdziwych Aen Seidhe, powinieneś wiedzieć, że szczerość to pierwszy krok do zaufania, a jeśli ktoś wyciąga pomocną rękę, to nie powinno się go traktować z pogardą… – podeszła bliżej, zatrzymując się tuż przed Iorwethem. – Jesteśmy elfami. Bardzo starymi elfami, które wiele przeszły. Pamiętasz pogrom w Est Haemlet? Loc Muinne? Pamiętasz jak elfy walczące dla Nilfgaardu, musiały uciekać przed śmiercią z rąk cesarskich bojowników? A Shaerrawedd? Czy muszę ci to wszystko przypominać, byś zrozumiał jak ważna jest nasza współpraca? Współpraca, którą musimy zbudować na wzajemnym zaufaniu, a do tego potrzebna jest szczerość. Nie przybyłam tu, by dawać sobą dyrygować. Nie po to prawie umarłam, by pozwolić traktować się jak ktoś niższej kategorii, szłam cholerne siedem dni z tą ku*wiecką gorączką, by dogadać się w sprawie pomocy Smokobójczyni, więc nie traktuj mnie jak psa! – warknęła ze złością, nie odrywając od niego swych dużych, czarnych jak węgiel oczu. 
Kiedy skończyła mówić, patrzył na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, z niemałym podziwem. Wszyscy, których watażka spotkał na swej drodze wydawali się być twardzi, ale wystarczył niewielki upadek by odkryć ich słabości. Właśnie to odgraniczało Loa’then od reszty tych postaci, które mogły być dla niej jedynie tłem. Mimo tak makabrycznego poniżenia jakie spotkało ją ze strony dh’oine, podniosła się i wydawała się być jeszcze silniejsza. Po tych wszystkich cierpkich słowach, poczuł się jak ktoś mały, nieznaczący i bardzo samolubny.
             - Nie traktuję cię jak psa – odezwał się nagle. – Zwyczajnie nie chcę wchodzić ci w drogę.
             - Może jaśniej Cervan, nie umiem czytać w myślach… – odgarnęła długie, gęste loki na plecy. – Powiedz mi o co ci chodzi bloede arse, a wyjdę stąd i będziesz miał mnie z głowy, aż do powrotu twojego adiutanta z Vergen – dodała stanowczo.
Elf zamknął oko, wzdychając cicho. Powiedzenie prawdy zawsze było najprostszym rozwiązaniem, jednak w tym przypadku okazało się to trudniejsze niż myślał.
             - Zawiodłem cię – powiedział po krótkiej chwili ciszy. Spojrzał na nią, czekając na jakikolwiek odzew, jednak Rhena zadecydowała, że poczeka na dalszy ciąg wypowiedzi. – Siedem dni temu w lesie, podczas powrotu do kryjówki… Wyprowadzili mnie w pole jak zwykłego szczeniaka. To przeze mnie cię porwano.
Elfka przyjęła te słowa z niemałym zaskoczeniem. Nie spodziewała się, że taki ktoś jak Iorweth, odważy przyznać się do czegoś takiego i na dodatek będzie czuł się winny. Nie miała również pojęcia, że chodzi mu o zdarzenie sprzed tygodnia.
             - Spodziewałam się, że… – Słowa utkwiły jej gdzieś w gardle. – Że ciągle masz mi za złe ten pocałunek z Cedriciem. Jest twoim przyjacielem i myślałam… – przejechała po twarzy dłońmi . – Uratowałeś mnie, wyciągnąłeś z tego piekła, więc nie musisz czuć się winny. Zapomnijmy o tym, co było i zacznijmy normalnie rozmawiać, tak jakby to się nigdy nie wydarzyło – posłała mu ledwo widoczny uśmiech.
Czuła jak wraz z tymi słowami, całe to koszmarne zdarzenie odchodzi gdzieś w dal.
Elf przytaknął lekkim skinieniem głowy. Teraz, kiedy miał to już za sobą, poczuł ogromną ulgę. Udało mu się powiedzieć to, co chciał i nie wypadł ani trochę dziwnie, czego się obawiał.
             - Rozumiem, że to wszystko o czym chciałaś ze mną pomówić? – zapytał spokojnie. 
             - Jest coś jeszcze, choć nie jest to nadzwyczaj pilne.
             - Skoro już tu jesteś, to może załatwmy tę sprawę za jednym zamachem.
             - Skoro nalegasz… – Tym razem ona spuściła wzrok. – Właściwie to chodzi o Cedrica. Chciałabym się z nim zobaczyć jeszcze zanim opuścimy Flotsam. Nie chcę zostawiać tu niedokończonych spraw…
Watażka spojrzał na elfkę z zaciekawieniem. 
             - Mam rozumieć, że chcesz, bym go tu sprowadził? To się da załatwić od ręki, mogę posłać po niego choćby i teraz – odpowiedział. 
             - Byłabym wdzięczna… po raz kolejny? – spojrzała na niego skromnie.
Ten niewinny wzrok sprawił, że Iorweth miał ochotę się uśmiechnąć, jednak pohamował swój entuzjazm w ostatniej chwili. Wyminął czarnowłosą i podszedł do wyjścia, odchylając kotarę. Rozejrzał się po placu, gdzie kręciło się kilkudziesięciu elfów, którzy kończyli już swoje zajęcia i zbierali się by usiąść przy ognisku. Nagle dostrzegł Adris, która stała z dwoma elfkami z komanda Rheny, rozmawiając o czymś wesoło. 
             - Enid! – krzyknął za blondynką, na co ta odwróciła się w jego kierunku.
             - Que Cervan? – zapytała zaciekawiona.
             - Aen me! – skinął na nią ręką. 
Poderwała się szybko i przybiegła pod namiot, mijając po drodze Ciarana, który właśnie wrócił z patrolu.
             - Co się dzieje? – zerknęła ukradkiem do wnętrza samotni, gdzie zauważyła czarnowłosą.
             - Zabierz kogoś ze sobą i idź po Cedrica. Przekażcie mu, że Loa’then chciała z nim porozmawiać. 
             - Ja z nią pójdę – wtrącił się adiutant. – Teren czysty, w lesie nie ma żywego ducha, ale pod bramami Flotsam kręci się pełno straży. 
             - Dobrze. – Watażka przytaknął na słowa elfa. – W takim razie idźcie – dodał, po czym puścił grubą zasłonę i ruszył w kierunku rozmówczyni. 
             - Słowo dowódcy rzecz święta – odgarnęła długie pasmo włosów za ucho, spoglądając na ów dowódcę. 
             - Nie inaczej – przytaknął, drapiąc się po brodzie.
             - Zostawię cię samego. Gdyby zjawił się Cedric, skieruj go do mnie – posłała Iorwethowi lekki uśmiech i ruszyła do wyjścia. 
Elf stał przez chwilę w milczeniu, przyglądając się butelce bimbru stojącej na stole.
             - Loa’then… – odezwał się nagle.
Zaskoczona elfka zatrzymała się przed samym wyjściem i odwróciła w kierunku dowódcy Wiewiórek.
             - Słucham Lisie? – spytała z zaciekawieniem.
Chwycił za trunek i skierował wzrok na czarnowłosą. 
             - Miałabyś ochotę się napić?

 

***



Adris zmierzała w milczeniu przez las. Dookoła szybko zrobiło się ciemno, gdyż na niebo wkroczyły deszczowe chmury, które szczelnie pokryły niebo grubym płaszczem. Blondynka była zła, że znowu musi znosić Ciarana, w dodatku w takim czasie, kiedy akurat miała okazję pobyć z Cedriciem sam na sam. Adiutant zawsze pojawiał się w najmniej spodziewanych momentach, psując jej humor.
             - Masz zamiar nie odzywać się przez całą drogę? – Elf szturchnął swą towarzyszkę w ramię.
             - Nie trzeba było iść, nikt ci nie kazał…
             - Nie mogłem cię puścić samej, w pobliżu Flotsam jest zbyt niebezpiecznie.
             - Jakbyś nie zauważył, nie jesteś jedynym elfem w komandzie – odparła z sarkazmem.
             - Co cię ugryzło? Cholera… – westchnął Ciaran. – Iorweth i tak nie puściłby cię samej do naszego zapitego eks Wiewióra, więc jeśli liczyłaś na jakieś amory…
             - Co mnie ugryzło?! – warknęła zatrzymując się. – A ty co się tak czepiłeś Cedrica?! Zachowujesz się jakbyś był zazdrosny!
             - A nie pomyślałaś, że może jestem zazdrosny? – Kiedy zrozumiał, że powiedział to na głos, miał ochotę uciąć sobie język. 
Adris podeszła bliżej elfa, by spojrzeć mu w oczy. Zatrzymała się tuż przed nim i złapała go dłonią za podbródek, nakierowując jego twarz na swoją. Było ciemno, ale udało jej się odnaleźć spojrzenie swego rozmówcy.
             - Przestań sobie ze mnie drwić, albo gorzko tego pożałujesz. 
Złapał ją za nadgarstek, odciągając jej rękę, po czym objął ją w pasie i przycisnął do siebie.
             - Kiedy ja jestem teraz całkiem poważny, Enid… – postanowił iść za ciosem. 
Patrzyła na niego przez chwilę jak zahipnotyzowana, tak właściwie to nie miała pojęcia co się dzieje. Nigdy nie przeszło jej przez myśl, że Ciaran mógłby coś do niej czuć i nadal nie mogła w to uwierzyć.
             - Co ty mi tu za bzdury pleciesz, bloede arse… – wyszeptała, lecz nawet nie próbowała się wyrwać z uścisku.
Elf uśmiechnął się lekko. Nachylił się nad twarzą towarzyszki, zatrzymując się tuż przed jej ustami. 
             - Elaine blath… – mruknął i zwyczajnie wpił się w jej wargi. 
Zaskoczona Adris, w jednej chwili wyrwała się z objęć adiutanta, serwując mu mocnego kopniaka w krocze. Odsunęła się i spojrzała na Ciarana, który stał zgięty w pół, nie mogąc złapać powietrza. Przez chwilę miał wrażenie, że się dusi, a przed oczami przemknął mu cały gwiazdozbiór. 
             - Zbierało ci się w ciągu ostatnich dni, chutliwy elfie! – warknęła, krzyżując ręce na piersiach. – Teraz jesteśmy kwita, a jeśli faktycznie coś do mnie masz, to nie licz na jakąkolwiek łatwiznę – dodała, po czym ruszyła wolno przed siebie. 
Adiutant usiadł na trawie, biorąc kilka głębokich wdechów. Gdyby tylko wiedział, że tak to się skończy, nawet by się do niej nie zbliżał. Spojrzał w kierunku elfki i odgarnął włosy opadające mu na twarz, zastanawiając się przez chwilę, jak zareagowałaby na pocałunek, gdyby nie drażnił jej przez ostatnie kilka dni…
             - Idziesz, czy masz zamiar przyrosnąć tyłkiem do tej trawy? – Usłyszał nagle jej głos. 
             - Chwila… – jęknął, powoli podnosząc się z ziemi. 
             - Jesteśmy już blisko, nie ma co się rozczulać, nic ci nie będzie – zatrzymała się i odwróciła w jego kierunku.
             - Ty nie oberwałaś… – odparł, idąc w jej stronę.
             - Za darmo nie dostałeś, więc rusz rzyć – podeszła do elfa i pchnęła go mocno do przodu.
Nagle jednak zatrzymała Ciarana, słysząc czyjeś kroki. Spojrzała w kierunku skąd dochodziły i wypatrzyła w oddali kobiecą postać, biegnącą w głąb lasu z dwójką dzieci. Wyglądała jakby przed kimś uciekała, czym wzbudziła zainteresowanie elfki.
             - Za nią – szepnęła do adiutanta.
             - W jakim celu? Życie dh’oine to nie nasza sprawa, poza tym jesteśmy już blisko Bindugi – odpowiedział elf.
             -  W takim razie pójdę sama. – Adris ruszyła za dziewczyną, gdyż intuicja podpowiadała jej, że lepiej ją sprawdzić. 
Wiedziała, że Ciaran pobiegnie za nią i nie pomyliła się. Adiutant nie chciał, by coś jej się stało, więc również rzucił się w pościg za uciekającą.  
Przemykając bezszelestnie pomiędzy drzewami, elfy śledziły kobietę zmierzającą w kierunku wodospadu. Nie miały pojęcia po co tam idzie, gdyż okolica była pełna utopców, lecz dh’oine szybko rozwiała ich wątpliwości. Zatrzymała się koło wielkiego, kamiennego słupa rozglądając się nerwowo, po czym pchnęła zmęczone maluchy na górkę prowadzącą do pomnika Eldana i Cymoril, przy którym rosły róże pamięci. Ostatkami sił wspięła się po niewysokich półkach skalnych, wciągając za sobą dzieci i wbiegła pod niewielką, zdobioną arkadę wyrzeźbioną w kamieniu, za którą usiadła zdyszana.
             - Wszystko będzie dobrze… – szepnęła, tuląc swoje pociechy. – Przeczekamy tutaj i wrócimy do domu, ino zrobi się bezpiecznie. 
Adris poczekała na Ciarana, który dobiegł do niej po krótkiej chwili i wraz z nim ruszyła w kierunku uciekinierki. Kiedy obydwoje stanęli przed ludźmi, młoda dziewczyna zasłoniła dzieci ciałem, spoglądając na elfy z lekkim przerażeniem.
             - Co tu robicie dh’oine? Dobrze wiecie, że nie macie tu wstępu. – Blondynka odparła ze stanowczością.
             - Nie zabijajcie, błagam… Musieliśmy uciekać z wioski, chcemy tu tylko przeczekać, nic nie zniszczymy, nie rozkradniemy… – odpowiedziała kobieta. 
Elfka spojrzała na towarzysza z lekkim zdziwieniem i ponownie przeniosła wzrok na ludzi.
             - Dlaczego uciekliście? – zapytała, przykucając naprzeciwko rozmówczyni.
             - W Bindudze straż Loredo się kręci z tym mężczyzną co przy królu blisko. Przesłuchują wszystkich, co by się dowiedzieć wszystkiego na temat naszego Cedrica. Musiałam ubiec z moimi pociechami, bo gotowi mi je zabrać…
             - Jak wyglądał ten dh’oine? Wysoki, ubrany w sukmanę w biało-niebieskie pasy? – spytał adiutant. 
Kobieta przytaknęła. 
             - Na głowie miał chaperon – dodała trochę spokojniej, widząc, że nie musi się obawiać o życie swoje i dzieci.
             - Roche… – Adris spojrzała na Ciarana z lekkim przerażeniem. – Co jeszcze wiesz? Powiedz wszystko, a będziesz tu mogła zostać ile chcesz – przysunęła się do dziewczyny. 
             - Ten królewski szpicel pojawił się u Cedrica kilka dni temu z rana, zupełnie sam. Chciał żeby ten z nim poszedł, ale elf się nie zgodził i tamten odszedł wściekły, do miasta wrócił. Na drugi dzień rano zaszedł ze strażnikami i siłą zmusili naszego pijaczynę do zmiany zdania. Pobili biedaka i zabrali ze sobą, ludziska chcieli go ratować, ale jeszcze im się oberwało. 
             - Co takiego? – Elfce na chwilę zabrakło tchu. – Czego oni chcą od Cedrica? – Mało co nie krzyknęła. 
             - Słyszałam jak o tym waszym dowódcy ludzie gadali, a ten od króla wściekły jak osa chodził i wszystkich z domów wyciągał razem z pachołkami Loredo. 
             - Wiesz gdzie zabrali elfa? – spytał adiutant.
             - Jedni gadają, że do komendanta Flotsam, drudzy, że na statku jakimś jest, nic więcej nie wiem – mówiła kobieta. 
Adris westchnęła cicho i wstała z przysiadu kierując – po raz kolejny – wzrok na Ciarana. 
             - Musimy wracać do kryjówki, Iorweth musi się o tym dowiedzieć.


______________
Słownik starszej mowy:

*Yea - tak
*Cervan - lis
*Bloede arse - ku*wa mać
*Enid - stokrotka
*Que? - co?
*Aen me - do mnie
*Elaine blath - piękny kwiatuszek


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#35 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 15 wrzesień 2016 - 18:44

 

 

Niestety, ja mam jedynie kilka ujęć z drugiej części, trójka mi nie pójdzie na kompie więc kupiłam sobie Gerwanta na konsolę  :(

<sadpriscilla> :(

Co ten Ciaran pijany  :rolleyes:

 

do miasta wrócił. 

 Flotsam - miasto w oczach wieśniaków z Bindugi :P

W sumie to zawsze mnie to zastanawiało, że Flotsam, położone między trzema wielkimi państwami, koło rzeczki Pontar, bedące ważnym punktem handlowym, o czym nie omieszkał wspomnieć Roche, jest taką zabitą dechami dziurą XD


qwOqXyI.png


#36 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 wrzesień 2016 - 09:54

O jaa, jakim cudem pominęłam odcinek?  :blink: Weszłam tu tylko na chwilę sprawdzić kiedy będzie coś nowego, a tu się okazuje, że mam zaległości. Wybacz krótki komentarz, ale czasu dziś jak na lekarstwo, a nie chcę później zapomnieć :D

 

No no, Iorweth jednak wyrzucił z siebie poczucie winy, to dobrze, będzie mu lepiej. I jeszcze chce upić Rhenę, żeby była gotowa na spotkanie z równie pijanym Cedricem? xD

Adris <3 nie patyczkuje się dziewczyna, nie ma co :D Mega scena z Ciaranem, aż się uśmiałam.

Ojoj, czyli Cedric jednak w niebezpieczeństwie. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego bez większego szwanku (mógłby być u Loredo, przydałoby się go pozbyć :D).  


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#37 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 26 wrzesień 2016 - 18:32

Z racji, że wciąż jestem w pracy, dodaję odcinek na szybko ;)
Miłego czytania!
     
Rozdział 2 (cz.3)
gallery_57_12_64350.png

 



             W głowie Cedrica kłębiło się setki różnych myśli, przeplatających się z głosami i wizjami, które co rusz nawiedzały go, nie dając mu spokoju. Wszystko co ukazywało się przed jego oczami, miało wręcz koszmarny wyraz i nasilało się z każdym kolejnym dniem. Im bardziej był trzeźwy, tym gorzej się miała jego psychika. Nie wypił grama alkoholu od kiedy zbiry Roche’a wciągnęły go na statek i zamknęły pod pokładem, przykuwając go za ręce kajdanami do drewnianej belki przymocowanej na stropie. Od tego czasu również nic nie jadł. Co jakiś czas dawano mu tylko trochę wody, by nie padł z całkowitego wycieńczenia podczas przesłuchań. 
Dowódca Niebieskich Pasów, nie dawał za wygraną i codziennie przychodził po kilka razy, by wyciągnąć z elfa jakieś informacje, jednak za każdym razem odchodził z niczym. Nie pomagały groźby śmierci, ani tortury jakimi go uraczono, elf milczał jak zaklęty, a Roche robił się coraz bardziej wściekły. Miał ochotę podpalić cały ten las i patrzeć jak płonie wraz z Wiewiórkami uwięzionymi gdzieś w jego głębi i zrobiłby to, gdyby tylko mógł. Był pewien, że po nieudanej akcji z przywódczynią komand spod Zerrikani, uda mu się wydobyć jakieś informacje z byłego Wiewióra i cholernie się wściekł kiedy okazało się, że ten nie ma najmniejszego zamiaru mówić. 
Przesłuchał w Bindudze każdego kogo mógł, ale nikt nie powiedział mu więcej niż sam wiedział. Jak się szybko okazało, elf nigdy nie rozmawiał z nikim na temat kryjówek Scoia’tael oraz swojego wcześniejszego życia w komandzie i tak oto Vernon wrócił do Flotsam jeszcze bardziej wściekły niż z niego wyszedł. Nie miał ochoty rozmawiać teraz z nikim. Strażnicy rozeszli się na swoje stanowiska, a on został sam, więc zaszył się w swojej kwaterze z butelką wódki w ręce. Usiadł na stole, pociągnął kilka łyków trunku i westchnął ciężko, obcierając twarz. Wbił wzrok w stojak z mieczami postawiony pod ścianą, zastanawiając się co jeszcze mógłby zrobić, żeby dorwać Iorwetha, ale nic nadzwyczaj błyskotliwego nie przychodziło mu do głowy. Westchnąwszy po raz kolejny, przyłożył do ust szyjkę butelki, lecz nagle rozmyślił się i postawił alkohol na stole obok, przypominając sobie o Cedricu. Uśmiechnął się kpiąco pod nosem, po czym zeskoczył z blatu i szybkim krokiem wyszedł z kwatery Niebieskich Pasów, udając się w kierunku portu, gdzie zakotwiczony był statek Królewskich Służb Specjalnych. Zadecydował się zastosować całkiem odmienną taktykę.
 



***



             - Więc… – Rhena założyła nogę na nogę i spojrzała na Iorwetha siedzącego na sienniku. – Teraz masz zamiar być dla mnie miły i uprzejmy? – dopowiedziała, upijając spory łyk bimbru z glinianego kubka. Skrzywiła się przy tym lekko, gdyż alkohol był dosyć mocny i odstawiła trunek na stół. – Przy okazji chcesz mnie szybko upić. Jak mam to interpretować? 
Elf zaśmiał się w duchu. Zauważył, że czarnowłosa zdążyła się już troszkę wstawić i rozwiązał jej się język.
             - Interpretuj to jak chcesz Loa’then – powiedział spokojnie. – Zaproponowałem ci, żebyś się ze mną napiła, byśmy mogli w spokoju porozmawiać o planach dotyczących Vergen i nadrobić wszystko zanim wyruszymy w drogę. 
Elfka oparła się wygodnie o krzesło i spojrzała na watażkę, uśmiechając się szeroko. 
             - O nie, nie… – Pogroziła mu w żartach palcem. – Skoro już zaczynamy ze sobą rozmawiać jak na normalne elfy przystało, to mów mi po imieniu. Ja rozumiem, że jestem jakąś tam dowódczynią, a ty jesteś dowódcą, ale tak poza tym, to nie różnimy się od innych elfów. No może poza tym, że obydwoje nienawidzimy większości dh’oine. To wstrętne, plugawe robaki, które nie dają nam żyć w spokoju i na każdym kroku rzucają kłody pod nogi, za co my ich mordujemy. Ale dosyć o tej odpychającej rasie – machnęła ręką i odgarnęła do tyłu gęste loki. – Słucham cię, o czym dokładnie chcesz ze mną porozmawiać? 
             - Na początek zdradź mi może, ile elfów masz w komandach – powiedział, przyglądając się Rhenie. 
Przez chwilę zawiesił wzrok na jej czarnych oczach, lesz szybko sięgnął bo butelkę z alkoholem i napił się łyka. Złapał się na tym, że to nie pierwszy raz kiedy jej się tak przypatrywał. 
             - Tyle samo co ty – odpowiedziała. – Po trzydzieści elfów w komandzie. To z którym tu przybyłam, było niekompletne, dopiero co zbierałam elfy. Wszyscy jednak czuli ducha walki i chcieli się wykazać więc ich zabrałam. Choć żałuję, że wciągnęłam w to mojego brata, który musiał przechodzić przez to wszystko… – zamyśliła się na chwilę. – No, ale dość sentymentów, to twardy facet, da sobie radę. Dobrze, że nasza siostra została pod Zerrikanią, za wrażliwa jest na takie ekscesy, choć jak się ją zdenerwuje, to potrafi odrąbać łeb jednym machnięciem miecza. – Chwyciła za kubek i upiła z niego maleńki łyczek.
Iorweth przysłuchiwał się wszystkiemu co mówiła, z zaciekawieniem. Z Saskią nigdy tak nie rozmawiał. Smokobójczynię, która de facto prawdziwą smokobójczynią nie była, interesowała tylko wojaczka, wszystko inne zepchnięte było na bardzo daleki plan, łącznie z miłością, której watażka łaknął czasami, jak małe dziecko oddzielone od matki. On też potrzebował takich chwil, kiedy mógł być zwykłym elfem, kiedy mógł zwyczajnie objąć swoją drugą połowę i zapomnieć na chwilę o otaczającym go świecie, ciągłej walce o wolność, wojnach i morderstwach… Kiedy mógł zwyczajnie porozmawiać. 
             - Nie miałem pojęcia, że masz tak dużą rodzinę – powiedział, obracając w palcach butelkę.
             - Miałam jeszcze dwójkę braci, ale zginęli za ten cholerny, nic nie warty Nilfgaard. Zostali mi tylko Tharlen i Amher – spojrzała na elfa, który po raz kolejny wpatrywał się w jej oczy. – A ty Iorweth, masz lub miałeś jakąś rodzinę?
Elf był lekko zaskoczony tym pytaniem, jednak postanowił spuścić tego wieczoru maskę bezwzględnego sku*wiela i porozmawiać najnormalniej jak tylko umiał.
             - Moja rodzina to Scoia’tael, Rhena – odrzekł spokojnie. – Braci i sióstr nigdy nie miałem, a rodzice na szczęście poumierali zanim zaczęła się ta przeklęta wojna…  – spojrzał przed siebie, wbijając wzrok w jakiś nieokreślony punkt. 
             - Saskia… – powiedziała nagle czarnowłosa.
             - Słucham? – Watażka zapytał ze zdumieniem, kierując wzrok na rozmówczynię
             - Ona jest teraz twoją rodziną, o którą również chcesz się troszczyć – odparła, dopijając swój bimber. Odstawiła pusty kubek na stół i westchnęła cicho. – Nic nie mów, a już tym bardziej nie próbuj się tłumaczyć. Wybacz, że tak nagle z tym wyskoczyłam, ale to widać. Twoje elfy też to widzą i bardzo to szanują. Masz prawo do szczęścia jak każdy, a ja chciałam ci tylko powiedzieć, póki we krwi krąży mi alkohol, byś się nie poddawał i o to szczęście zawalczył. Wolne Vergen jest bardzo realnym marzeniem i kiedy Saskia je w końcu dostanie, to odstąpi od wojaczki, a wtedy będziesz mógł ją zauroczyć swoją osobą bez najmniejszego problemu – uśmiechnęła się do niego lekko, po czym wstała z krzesła. – A teraz lepiej pójdę trochę przetrzeźwieć, bo jak sam słyszałeś, za dużo kłapie ozorem. Jakby przyszedł Cedric, to będę u siebie – dodała, próbując ruszyć do wyjścia. 
Ledwo zrobiła krok, a zakręciło jej się w głowie tak mocno, że przewróciła się prosto na elfa siedzącego tuż za nią, lądując na jego kolanach. 
             - Wszystko w porządku..? – Zaskoczony obrotem spraw Iorweth, spojrzał na jej twarz wykrzywioną w lekkim zakłopotaniu.
             - Squaess'me, taki wstyd… – westchnęła cicho, kierując na niego swoje spojrzenie.
Przez chwilę wpatrywali się w swoje twarze, w zupełnym milczeniu. Było to raptem kilka sekund, które wydawały się jednak trwać wieczność. Teraz Rhena nie była już pewna, czy to tutejszy klimat wprawia jej serce w przyspieszony rytm czy alkohol, który szumi jej w głowie, pomagając zapomnieć o wcześniejszych, gorzkich wydarzeniach i zahamowaniach. Dopiero co kazała Iorwethowi walczyć o Saskię, a teraz wpada mu na kolana i ma ochotę cofnąć to, co powiedziała. Tak właściwie, nie miała pojęcia co się z nią dzieje, gdyż wcześniej w ogóle nie przejawiała żadnych zainteresowań tym elfem. Szybko postanowiła zwalić wszystko na alkohol, który – jak wiadomo nie od dziś – zawsze ubarwiał szarą rzeczywistość i nawet z takiego sku*wiela jak Iorweth, potrafił zrobić czarującego amanta.  
Co gorsza, on również nie zareagował. Nie miał zamiaru wykonywać jakiegokolwiek ruchu, ale stan w jakim się znajdował, nagle bardzo mu odpowiadał…
             - Lisie! – Kotara przysłaniająca wejście, odsunęła się raptownie, a do namiotu wpadł Ciaran. 
Tuż za nim wbiegła zdyszana Adris. Kiedy zobaczyli czarnowłosą, siedzącą na kolanach dowódcy, zupełnie zdębieli. 
             - Roche ma Cedrica – odezwała się zasapana blondynka, chcąc zabić niezręczność jaka wisiała w powietrzu. 
             - Co takiego? – Loa’then momentalnie wstała, jakby w ciągu sekundy wyparował z niej cały alkohol.
             - Jak to?! – warknął Iorweth, również podnosząc się z siennika. 
             - Jedna z dh’oine powiedziała nam, że ten Temerczyk zabrał elfa kilka dni temu, a dzisiaj w Bindudze urządził sobie przesłuchanie, wypytując ludzi na jego temat. Ta kobieta ledwo uciekła z wioski, pobiegliśmy za nią i wypytaliśmy – odparł adiutant. 
Czarnowłosa przejechała po twarzy dłońmi, obmyślając szybki plan.
             - Domyślacie się gdzie trzymają Cedrica? – zapytała, spoglądając na elfy.
             - Z tego co się dowiedzieliśmy, to albo w mieście pod okiem Loredo, albo na jakimś statku – odpowiedziała Adris. – Zważywszy na to, że w porcie stoi tylko Temerska łajba, więc…
Watażka westchnął cicho. 
             - Nigdzie się nie wybieramy – wtrącił, wkładając z powrotem swą ulubioną maskę stanowczości i chłodu.
             - Que? – Rhena spojrzała na dowódcę Wiewiórek, nie kryjąc zaskoczenia. – Postradałeś zmysły? Zostawisz przyjaciela na pastwę tych ku*wich synów?!  - warknęła do niego z wściekłością.
             - Lisie, powiedz, że żartujesz… – Blondynka również skierowała wzrok na elfa.
Ciaran był równie zdumiony i zdezorientowany jak reszta, lecz po chwili przypomniał sobie słowa, wypowiedziane kiedyś przez byłego adiutanta. 
             - Gdy Cedric od nas odchodził, kazał nam obiecać, że nie będziemy go ratować, jeśli coś mu się stanie. Nie chciał, byśmy kiedykolwiek oglądali się za siebie, tylko szli naprzód w walce o swoje – powiedział.
             - A Aen Seidhe dotrzymują danych obietnic. – Iorweth dodał z nieustępliwością w głosie. – Dlatego moja decyzja jest nieodwołalna i macie się do niej zastosować. 
Adris miała ochotę wywrzeszczeć watażce w twarz, że nienawidzi go za to, co właśnie powiedział, ale ugryzła się w język i wybiegła z szałasu. Widząc co się dzieje, Ciaran od razu ruszył za nią.
Czarnowłosa, ze wściekłymi płomieniami w oczach wpatrywała się w twarz elfa, który właśnie skazał na śmierć własnego przyjaciela i bynajmniej nie wyglądał na kogoś, kto by się tym nazbyt przejmował.
             - Chciałam ci tylko przypomnieć, że nie należę do twojego komanda i nie mam zamiaru siedzieć na rzyci, dlatego nie licz na to, że będę słuchać twoich rozkazów – prychnęła i ruszyła do wyjścia.



 

***



Dowódca Niebieskich Pasów zszedł pod podkład i otworzył kajutę, w której przetrzymywał elfa. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, powoli podszedł do więźnia i zdecydowanym ruchem chwycił go za żuchwę, nakierowując jego twarz na swoją. 
             - Widzę, że wciąż żyjesz. Twardy jesteś jak na kogoś, kto wypadł z gry cztery lata temu – spojrzał na Cedrica, który ledwo patrzył na oczy. Twarz elfa była w opłakanym stanie, podobnie jak reszta ciała na którym widniały liczne siniaki po mocnych uderzeniach zadawanych podczas tortur. - Chętnie dałbym ci coś na wzmocnienie, ale musisz zacząć gadać, Cedric. – Chwycił elfa za włosy, ponownie podnosząc jego głowę. – Wiem, że ta elfka spod Zerrikani była u ciebie w chacie. Tak się składa, że jeden z jej elfów, którego zabiłem na barce, wyznał przed śmiercią, że ich dowódczyni jest poważnie chora na zapalenie płuc, a czarodziejka, którą porwał Iorweth, połączyła oba fakty. To, że przez cały czas Rhena aep Elervir była u ciebie, wyszło już całkiem przypadkowo, więc wystarczyło tylko złączyć do kupy wszystkie informacje i… – uśmiechnął się szelmowsko. – Wychędożyłeś ją chociaż zanim trafiła w ręce tych oprychów z bagien? – puścił włosy elfa, odsuwając się od niego na kilka kroków.
             - Kurwi syn… - jęknął nagle Cedric. 
Zawsze starał się stronić od wszelakich, ludzkich przekleństw, lecz tym razem zwyczajnie nie wytrzymał. 
             - Co powiedziałeś? – Roche zatrzymał się, spoglądając na elfa z kamiennym wyrazem twarzy. 
Dowódca Niebieskich Pasów doskonale słyszał, co powiedział jego więzień, ale z racji, że w końcu przemówił, Vernon postanowił dać mu szansę na poprawienie się.
             - Tacy jak ty… Temerczyku… Zabijają swoją postawą, resztki naszego szacunku do dh’oine
             - Doprawdy? – Mężczyzna skrzyżował ręce na klatce piersiowej. – Od kiedy to elfy mają szacunek do ludzi?
Szatyn nie odpowiedział. On miał szacunek do ludzi z wioski, w której do niedawna mieszkał, a oni szanowali wszystkich nieludzi mieszkających obok nich. Tymczasem Roche, zdawał się należeć do tych dh’oine, którzy nie mieli szacunku do nikogo, kto był dla nich kimś niższej kategorii. 
             - Więc to koniec rozmowy? – Elf ponownie usłyszał głos swego kata. – A byłem pewien, że w końcu zmądrzałeś…
             - Moje życie…  To jedno z wielu nędznych istnień, które nie ma najmniejszego znaczenia… Dobrze wiem, że chcesz mnie zabić, więc dokończ co zacząłeś…
             - W istocie, masz rację Cedric, chętnie bym cię wypatroszył, ale niestety nie mogę ci jeszcze ulżyć. – Mężczyzna chwycił za stalowy pręt leżący na stole i powolnym krokiem zbliżył się do swej ofiary. – Domyślam się, że musisz mieć niezłą rozrywkę, wciąż walcząc z powracającymi wizjami, jestem pełen podziwu, że jeszcze nie zwariowałeś.
             - Daruj sobie te komplementy… I tak nic ci nie powiem Temerczyku… Prędzej postradam zmysły… – Głos szatyna był zachrypły i słaby.
Roche ponownie podszedł do elfa, a jego twarz, wykrzywiła się we władczym uśmiechu. Szarpnął głowę Cedrica mocno do tyłu i przyłożył ostry koniec pręta do jego szczupłego policzka, sam przysuwając się tak blisko, jak tylko mógł.
             - Upijałeś się by nie oszaleć, boisz się szaleństwa gorzej niż śmierci… – wyszeptał wprost do szpiczastego ucha swej ofiary. – Więc albo zaczniesz gadać, albo osobiście dopilnuję, żebyś tu zwariował.



 

***



             - Rhena! – Głos Iorwetha zatrzymał elfkę tuż przed wyjściem z namiotu. 
Odwróciła się w jego kierunku i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, spoglądając na niego z oddali.
             - Zmieniłeś zdanie? – spytała z nadzieją w głosie. 
             - Nie – odpowiedział zdecydowanie. 
             - Więc po jaką cholerę mnie zatrzymujesz? – Podeszła do elfa, patrząc na niego ze złością. 
             - Bo wiem, że inaczej po niego pójdziesz, a ja nie mogę na to pozwolić.
             - Cedric uratował mi życie. Wyciągnął mnie z płomieni, a potem robił wszystko bym nie wyzionęła ducha, nie pozwolę by zginął torturowany przez jakiegoś ku*wiego syna, czy ci się to podoba czy nie! 
             - Dałem mu obietnicę…
             - W rzyci mam te wasze obietnice, mam go zostawić na pewną śmierć?! – warknęła, przerywając watażce.
Iorweth westchnął głęboko, starając się opanować nerwy jakie w nim urosły.
             - Przestań krzyczeć choć na chwilę i daj mi wytłumaczyć – odpowiedział stanowczo. 
             - Ale powiedz mi, co tu jest do tłumaczenia? – spytała, lecz tym razem o wiele spokojniej. – Jaki by nie był powód, dla którego obiecałeś Cedricowi, że mu nie pomożesz, to nadal jest za słabą wymówką przeciw jego życiu. On tam cierpi, czy to nie ma dla ciebie żadnego znaczenia?
Dowódca Wiewiórek już chciał odpowiedzieć, kiedy nagle usłyszał czyjeś kroki pod namiotem. Spojrzał w kierunku wejścia. Zaciekawiona Rhena, również zwróciła wzrok w tym samym kierunku. Gruba kotara odsunęła się powoli, a za nią pojawił się Ciaran. 
             - Wybaczcie, że przeszkadzam, ale Eleyas wrócił – powiedział spokojnie. – Chciałby z tobą pilnie pomówić, Lisie.
             - Zawołaj go w takim razie. Sprawa Vergen nie dotyczy tylko mnie, myślę, że Rhena równie chętnie wysłucha co Eleyas ma nam do powiedzenia. 
Czarnowłosa skinęła potwierdzająco głową, czekając w milczeniu na drugiego adiutanta Iorwetha. Nadal była wściekła o Cedrica, ale skutecznie to maskowała. 
Ciaran odwrócił się i machnął ręką na elfa, który szybko pojawił się w szałasie. 
             - Ceádmil Cervan. – Długowłosy brunet w zielonej sukmanie, przywitał się wchodząc do szałasu. Omiótł stojącą obok elfkę szybkim spojrzeniem i skinął głową na przywitanie, po czym przeniósł wzrok na dowódcę. – Wybacz, że trwało to tak długo, ale nie mogłem opuścić Vergen. W mieście był pogrom, cudem udało mi się uciec. 
             - Pogrom? – zdziwiła się Rhena. 
             - Henselt zaatakował bez uprzedzenia, Vergen przez tydzień broniło się przez najazdem, ale Stennis ostatecznie oddał Kaedweńczykowi  te ziemie. 
             - Co takiego?! – warknął Iorweth. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. – Co z Saskią?! Jakim cudem na to pozwoliła?! 
Eleyas, przez chwilę stał w zupełnym milczeniu. Przeleciał wzrokiem po zgromadzonych, którzy w kompletnym szoku czekali na wieści o smokobójczyni. 
             - Saskia… – Wiedział, że ciężko będzie mu to z siebie wydusić. – Ona nie żyje.


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#38 Cytrynowa Wiśnia

Cytrynowa Wiśnia
  • 58 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 26 wrzesień 2016 - 19:39

 

 

 - Lisie! – Kotara przysłaniająca wejście, odsunęła się raptownie, a do namiotu wpadł Ciaran. 

Ponieważ nie istnieje żaden inny scenariusz w takich sytuacjach xD

 

 - Kurwi syn… - jęknął nagle Cedric. 

Ponieważ ze wszystkich zniewag wobec Roche'a musiał pocisnąć tą najgorszą XD

 

 

 

 - Saskia… – Wiedział, że ciężko będzie mu to z siebie wydusić. – Ona nie żyje.

C..co? :( Wiedźminowa Daenerys :(

 

edit: Czemu moje cytaty są takie dziwne ;_;


qwOqXyI.png


#39 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 27 wrzesień 2016 - 11:27

 - Saskia… – Wiedział, że ciężko będzie mu to z siebie wydusić. – Ona nie żyje.

Saaaay whaaat?! Jestem w tak ciężkim szoku, że aż zabrakło mi słów. Jak to nie żyje? Powiedz, że ją porwali, zaginęła czy przemieniła się w smoka, ale żyje. Może nie była moją ulubioną bohaterką, ale szkoda mi Iorwetha.

 

 

Zadecydował się zastosować całkiem odmienną taktykę.

 

Już myślałam, że po przyjacielsku się z Cedricem napije, a on go w sumie dalej torturował. Ach, Roche :D

 

 

- Kurwi syn… - jęknął nagle Cedric.

 

Ale pojechał...dobrze wiemy co stało się z tym kmiotkiem, który odważył się nazwać tak Niebieskie Pasy. To nie wróży zbyt dobrze Cedricowi, oj nie.

 

Mmmm...ależ ta Rhena ma zdolność pakowania się w romantycznie niezręczne sytuacje. I zawsze ktoś musi przeszkadzać, chociaż tutaj to nie wiem czy to nie lepiej, że to, co roiło im się w tych zakrapionych alkoholach głowach nie doszło do skutku ;) A Ciaran ma niesamowitą zdolność wpadania do cudzych namiotów, Adris go kiedyś tego oduczy :D

I kurde no, obietnica obietnicą, ale Cedrica trzeba ratować i tyle. Rhena, do roboty ;D


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#40 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 05 październik 2016 - 17:00

Niestety, nie mogę powiedzieć nic na temat Saskii, wszystko rozwiąże się w swoim czasie :D
A teraz zapraszam na kolejny odcinek ;)


Rozdział 2 (cz.4)
gallery_57_12_62924.jpg

 




             Na słowa Eleyasa, Iorweth zupełnie pobladł. Poczuł jak umiera w nim ostatnia nadzieja na lepsze życie bez ucisku i wojen, bez ciągłego ukrywania się po miejscowych lasach i okradania ludzi z ich dobytku, by przeżyć kolejny dzień. Nie były to jednak jedyne marzenia, które prysnęły z tą druzgocącą wiadomością jak bańka mydlana. 
             - Jak to się stało..? – zapytał ściszonym tonem. 
             - Redańska czarodziejka robiła co mogła, ale nie udało się jej zdobyć wszystkich składników, by stworzyć odtrutkę – odpowiedział Eleyas. – Chwilę przez tym zaatakował Henselt. Mieszkańcy postanowili bronić się sami, lecz kiedy Filippa Eilhart ogłosiła śmierć smokobójczyni, Stennis zadecydował by się poddać. Potem zrobili nagonkę na nieludzi, udało mi się uciec wraz z kilkoma krasnoludami. 
Serce watażki pękało na pół. Jedyna kobieta którą kochał umarła, a on znów został sam, pozbawiony motywacji do dalszej walki. Zwyczajnie przerosła go śmierć Saskii.
             - Zostawcie mnie samego i przekażcie wszystkim jak wygląda sytuacja – zwrócił się do adiutantów. – Muszę pomyśleć co dalej – usiadł na sienniku, ukrywając twarz w dłoniach.
Ciaran i Eleyas przytaknęli bez słowa i opuścili namiot.  Rhena stała przez chwilę wpatrując się w podłamanego elfa, lecz zamiast wyjść jak reszta, podeszła i usiadła obok niego. 
             - Wiem, że to cholernie boli… – odezwała się cicho. – Nie będę cię pocieszać bo domyślam się, że nie lubisz jakichkolwiek gestów współczucia kierowanych w swoją stronę. Powiem tylko, że jest jeszcze szansa, by cieszyć się wolnością, a pierwszy krok do niej to uratowanie Cedrica. 
             - Dlaczego wciąż się przy tym upierasz..? – zapytał, nie odrywając dłoni od twarzy. 
Miał dość wykładów, ale miał również pustkę w głowie, która wcale nie pomagała w wymyśleniu dalszego planu działania. 
             - Saskii nie mogłeś pomóc, choć bardzo chciałeś, a Cedricowi możesz pomóc, ale nie chcesz, zasłaniając się obietnicą jaką mu dałeś. Życie jest cenne i kruche, Iorweth… – położyła mu dłoń na ramieniu. – Ugnij się i pomóż swojemu przyjacielowi zanim i jego stracisz, nie pozwól by jakiś przeklęty dh’oine zadecydował o jego dalszym losie. Bądź ponadto i pokaż im jak prawdziwy Aen Seidhe odpłaca się za wszystkie krzywdy. 
Watażka podniósł głowę i spojrzał na siedzącą obok elfkę. Patrzyła na niego spokojnym lecz poważnym wzrokiem, który błagał wręcz, by elf zmienił zdanie. 
             - Załóżmy, że uwolnię Cedrica. I co dalej? – spytał po raz kolejny. – Mam siedzieć w tym lesie i czekać aż Roche mnie znajdzie? – Widać było, że śmierć Saskii przybiła go nie na żarty i nie potrafił tego ukryć. 
             - Masz dwa wyjścia Iorweth. Pierwsze to odpuszczenie sobie ratowania przyjaciela i dobijanie się sytuacją w Vergen na którą nie masz wpływu, a drugie to wyrwanie przyjaciela z łap dh’oine, i ruszenie do przodu. – Czarnowłosa przysunęła się bliżej elfa.
             - Jak mam niby ruszyć do przodu? Rhena, nie mamy dokąd pójść, a moje trzy komanda wciąż pozostają w uśpieniu pod Vattweir, czekając na jakikolwiek znak. Jesteśmy w potrzasku, wszystkie plany szlag trafił… – wstał, wzdychając cicho i ruszył w kierunku stołu, na którym leżała mapa Doliny Pontaru i jej okolic przykrywająca cały blat jak obrus. 
Nachylił się i oparł dłonie na krześle, przyglądając się wielkiemu wykresowi.
             - Do cholery, weź się w garść Cervan albo osobiście ci w tym pomogę. – Usłyszał nagle stanowczy głos Rheny. – Jesteś jedyną nadzieją tych elfów, które liczą na ciebie i wierzą w twoją intuicję, nie możesz ich teraz zawieść. 
Iorweth wpatrywał się w ogromny układ królestw wyrysowany na papierze, nerwowo zaciskając palce na oparciu. Wiedział, że musi być silny i nie może żyć tym, co się już wydarzyło, ale myśl o śmierci Saskii, z którą wiązał swoje szczęście nie dawała mu spokoju.
             - Co proponujesz? – zapytał ściszonym tonem, po chwili milczenia. 
Czarnowłosa chwyciła za sztylet, po czym wstała i podeszła do stołu, również nachylając się nad mapą. 
             - To jest stracone… – wskazała końcem ostrza na Vergen. – Ale tu nadal jest coś do ugrania… – przejechała klingą po wykresie i wbiła sztylet w miejsce, gdzie rozciągała się Dolina Kwiatów.
             - To jest szaleństwo – spojrzał na Rhenę, jak na osobę, która postradała zmysły. – Przecież tam mieszkają elfy, Dol Blathanna ma już swoją księżną. Czego ty chcesz tam szukać? 
             - Zapomniałeś już, że ta stara raszpla Francesca, to podwładna Emhyra? 
             - Nie zapomniałem, ale to miejsce jest poza naszym zasięgiem. Scoia’tael nie mają tam wstępu.
             - A zastanawiałeś się kiedyś, co zrobiłby cesarz gdybyśmy pozbyli się tej elfiej księżnej? – Ostatnie dwa słowa zaakcentowała z wyraźną pogardą. – Su.ka dostała te ziemie w zamian za śmierć dowódców Vrihedd.
             - Pewnie wściekłby się nie na żarty – odparł Iorweth. – Problem w tym, że ta suka, jak ją nazywasz, to najpotężniejsza czarodziejka jaką widział świat. Myślisz, że łatwo będzie jej się pozbyć?
             - Myślę, że to stara, samotna baba, której nikt porządnie nie wychędożył, bo gdyby komuś udało się dostać do jej sypialni, to już dawno byłaby martwa. 
Elf wyprostował się i westchnął cicho. Spojrzał na czarnowłosą, która również się wyprostowała i zwróciła na niego swój wzrok, zaciekawiona jego reakcją. Mimo że wciąż czuł ogromny ból po wiadomościach jakie przyniósł ze sobą Eleyas, odpowiedź elfki na zadane przez niego pytanie sprawiła, że miał ochotę głośno się roześmiać. Po raz kolejny postanowił jednak zachować to dla siebie.
             - Więc jaki masz plan? – zapytał, zachowując obojętny wyraz twarzy.– Ostrzegam, że nie piszę się na chędożenie Francesci.
Jego głos złagodniał, co Rhena odebrała jako wyraźne chęci do dalszego działania.
             - A podobno to najpiękniejsza kobieta na świecie… – uśmiechnęła się ironicznie, krzyżując ręce na piersiach. – Najpierw Cedric, a potem…

 

 

***



We Flotsam zrobiło się cicho i spokojnie. Niebo spowite ciemnymi, deszczowymi chmurami, pogrążyło miasto we wszechobecnym mroku, rozświetlanym jedynie przez liczne pochodnie rozmieszczone na murach. Ostatnie niedobitki siedziały pod karczmą, mamrocząc jakieś pijackie piosenki, a miejscowe dzi.wki obławiały się orenami, wydawanymi ochoczo przez pachołków Loredo.
Geralt wszedł do Flotsam od strony portu ciągnąć za uprząż swoją klacz i mając nadzieję, że Triss wciąż jest w mieście. Przed spotkaniem jednak musiał odpocząć, gdyż zmęczenie dawało się we znaki. Skórzana kurtka zaczęła ciążyć, podobnie jak miecze które dodatkowo obciążały jego plecy.
             - Stać, kto idzie? – Zatrzymało go trzech strażników uzbrojonych w kusze i miecze. 
             - Wiedźmin – odpowiedział krótko siwowłosy. 
Mężczyźni spojrzeli po sobie porozumiewawczo, jakby ustalali między sobą co mają powiedzieć.
             - Geralt z Rivii? – zapytał jeden z nich. 
             - We własnej osobie. Coś nie tak panowie? 
             - Wszystko w najlepszym porządku panie wiedźmin. Dowódca Niebieskich Pasów czeka na swojej łajbie.
             - Roche? – zdziwił się Geralt. – Tak szybko tu dotarł? 
             - Poluje na tego chędożonego elfa co się w lesie ukrywa – odpowiedział strażnik. – We Flotsam jest prawie od dwóch tygodni.
             - Ta… Cały Roche – burknął Riv. – Jak czegoś się uczepi… Gdzie mogę zostawić swojego konia?
             - Tam, pod tym dachem. – Mężczyzna wskazał na miejsce nieopodal skrzyń czekających na transport. – Ale rano przypłynie statek z dostawą.
             - Nie zagrzeje długo miejsca u dowódcy Niebieskich Pasów. To tylko na chwilę – ruszył przed siebie, by po chwili przypiąć zwierzę do drewnianej belki umiejscowionej pod niewielkim zadaszeniem, które służyło zazwyczaj do składowania różnego rodzaju pudeł i kartonów przygotowanych do importu. Siwowłosym targało zmęczenie i chciał jak najszybciej mieć za sobą rozmowę z prawą ręką Foltesta. – Bądź grzeczna Płotka. – Poklepał klacz po zadzie i ruszył w kierunku Temerskiego statku. 
Dookoła roiło się od strażników uzbrojonych po zęby, co nie umknęło jego uwadze. 
             - Geralt! – Donośnie przywitał go wysoko wygolony mężczyzna. Jedyne włosy jakie miał, znajdowały się na czubku jego głowy tworząc mu z czupryny coś, co z daleka wyglądało jak ptasie gniazdo. Po prawej stronie karku widniała najbardziej pechowa ze wszystkich liczb. – Wiedziałem, że się tu spotkamy – dodał, klepiąc wiedźmina po ramieniu.
             - Trzynastka. Nie spodziewałem się, że dotrzecie tu tak szybko. Gdzie Vernon?
             - Pod pokładem. Od kilku dni torturuje jakiegoś elfa, próbując wycisnąć z niego cokolwiek, ale z marnym skutkiem. Wiewiór milczy jak zaklęty, a Roche chodzi nabuzowany jak diabeł. 
             - Będę miał na uwadze jego diabelską naturę – powiedział Riv, po czym wyminął mężczyznę i ruszył pod pokład.
Pierwsze co doszło do jego uszu, to jęki więźnia poprzedzone mocnymi uderzeniami stalowego pręta. Przyspieszył kroku i gdy doszedł do drzwi, pchnął je gwałtownie do przodu. Dowódca odwrócił się gwałtownie na jego widok i odłożył stal na stół. 
             - Nie spodziewałem się ciebie w najbliższym czasie – powiedział podchodząc do wiedźmina. – Przybyłeś w samą porę, bo miałem już ochotę ubić go na śmierć. – Wskazał ręką na zakutego w łańcuchy elfa, który był tak słaby, że już nawet nie stał na własnych nogach. 
             - Jak zwykle, intuicja cię nie zawiodła. Co to za jeden?
             - Były adiutant Iorwetha. Bardzo małomówny, ale to już nieistotne. Jest dość odporny na wszelkie groźby, lecz obawiam się, że na śmierć nie będzie już taki odporny. 
             - Cholera… – westchnął Riv, spoglądając na więźnia. – Czym ci zawinił, że go tak skatowałeś? Przecież on ledwo żyje – podszedł bliżej, by lepiej przyjrzeć się elfowi. – Triss też jest we Flotsam?
             - Wyjechała wczorajszego ranka w stronę Vattweir, miała jakieś sprawy do załatwienia – Roche oparł się o stół. – A ten tu zwyczajnie nie chce gadać – wzruszył ramionami. – Wiesz jaki robię się nerwowy, kiedy ktoś nie wykonuje moich poleceń.
Geralt nie odpowiedział. Skoro czarodziejki tu nie było, w takim razie nie miał co robić we Flotsam. Musiał jechać dalej i ją znaleźć. W zamyśleniu podniósł twarz jeńca do góry i momentalnie zdębiał.
             - Cedric? 
Szatyn zareagował na swoje imię, rozpoznając głos człowieka. 
             - Gwynbleidd… – wymamrotał ledwo słyszalnie.
Po chwili zaczął kaszlać krwią. Wszystko go bolało, a w głowie wciąż słyszał głosy, które doprowadzały go do szaleństwa.
             - Jasny szlag, Roche, wypuść go – Geralt warknął stanowczo. 
             - Zaraz, zaraz… – przystopował go mężczyzna. – Skąd go znasz? 
             - A czy to ważne? Wypuść go zanim wyzionie ducha.
             - To mój więzień wiedźminie, nie oddam ci go bo masz takie widzimisię. Gadaj skąd go znasz to pomyślę o natychmiastowym skróceniu mu męki.
             - Kiedyś ocalił mi życie. To było dawno, za czasów gdy należał jeszcze do Scoia’tael, a teraz wypuść go, do cholery. On cię nie doprowadzi do Iorwetha. Ten szczwany lis pewnie zmieniał kryjówki już setki razy. 
             - Jeszcze mi powiedz, że tego chędożonego elfa też znasz i…
             - Nie, nie znam go ale wiele o nim słyszałem. Cedric to nie Iorweth, do niego nie podejdziesz na ulicy i nie utniesz sobie przyjacielskiej pogawędki.
             - Nie wierzę temu eks Wiewiórowi. Gdyby nie wiedział gdzie jest ten na wpół ślepy suczy syn zwyczajnie by o tym powiedział, a on milczy jak zaklęty. Za dużo ludzi w życiu przesłuchałem, nie łatwo mnie wykiwać, Geralt. – Roche skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
             - Vernon – Wiedźmin spojrzał na swego rozmówcę. – Jeśli go nie wypuścisz, będę musiał to zrobić sam. Chyba nie muszę ci mówić, jak to się skończy... 
Dowódca Niebieskich Pasów zmarszczył groźnie czoło. Już chciał wygarnąć, co o tym wszystkim myśli, kiedy nagle na zewnątrz rozległy się krzyki, a po nich głośny brzęk stali. Mężczyźni spojrzeli na siebie i szybko udali się na pokład. 
             - Scoia’tael… – Usta królewskiego agenta wykrzywiły się w nienawiści. 
Na port nacierała ogromna grupa elfów uzbrojonych w kusze i miecze, wrzeszcząc wściekle. Ich atak był tak niespodziewany, że w okamgnieniu udało im się przełamać barykadę ustawioną przed drogą do miasta, chronioną przez nieliczną straż. Komando składające się z trzydziestu wojowników ruszyło prosto do Flotsam, a reszta z bojowym okrzykiem rzuciła się do ataku na nadbrzeżu.
             - Roche! – Rozległ się głos z oddali. – Oddaj Cedrica ty kurwi synu, albo Scoia’tael spalą tę wioskę do gołej ziemi!
             - Iorweth… – warknął Temerczyk, dobywając miecza. – W rzyci mam Flotsam! Stań do walki! 
Watażka wyjął miecz i zeskoczył z niewielkiej skarpy, kierując się prosto na Roche’a. Właśnie wtedy mignęła wiedźminowi jeszcze jedna postać, która ruszyła między budynki korzystając z zamieszania jakie zrobiło się w porcie. Coś mówiło Geraltowi, że powinien za nią pobiec, ale nie chciał zostawiać Cedrica pod pokładem. Decyzję musiał podjąć bardzo szybko, gdyż obecna sytuacja pogarszała się w zastraszającym tempie. Spojrzał w kierunku Vernona. Dowódca sławetnych oddziałów specjalnych był tak zaślepiony zemstą, że bez wahania rzucił się do walki z zajadłym elfem, a Niebieskie Pasy dawno wojowały na brzegu, tocząc bój ze Scoia’tael.
             - Tia... gdzie wiedźmin, tam śmierć… – wycedził z sarkazmem i wbiegł z powrotem pod pokład. 
Nasłuchując czy czasem ktoś nie wrócił na statek, zaczął szarpać za łańcuchy od kajdan elfa, lecz to nic nie dawało. Porozglądał się nerwowo po pomieszczeniu. Szybko chwycił za pręt, który zostawił Roche i wcisnął jego ostry koniec między ogniwa próbując je rozerwać. Z jednym łańcuchem poszło mu zaskakująco łatwo, lecz w momencie, kiedy żelazo pękło lewa ręka Cedrica opadła bezwładnie w dół, a elf zawisł na prawym ramieniu, ocierając kolanami o deski. Wiedźmin chwycił go w pasie próbując postawić na nogi, jednak szatyn był zbyt słaby, żeby utrzymać się o własnych siłach. 
Odgłosy walki na zewnątrz stawały się coraz głośniejsze. Seidhe przeklinali dh’oinedh’oine bluzgali na seidhe, a ostrza mieczy szczękały uderzając o siebie coraz bardziej zajadle. 
W powietrzu zaczął unosić się zapach krwi, wymieszany ze swądem palonego drzewa. Scoia’tael którzy wkroczyli do Flotsam, zdejmowali pochodnie z murów, podpalając wszystkie drewniane budynki napotkane na swojej drodze i mordując każdego człowieka jaki nawinął im się pod klingę. Pomarańczowo-żółte języki lizały coraz to większe obszary zamieniając spokojną osadę w obóz śmierci.
Geralt wiedział, że nie ma zbyt dużo czasu, lecz mocowanie się z ogniwami tylko jedną ręką, nie było ani trochę łatwe. Do oderwania łańcucha potrzebował dwóch wolnych dłoni...
             - Trzymaj się Cedric – powiedział, nerwowo dłubiąc prętem w żelastwie. - Wyciągnę cię stąd, tylko się trzymaj, do cholery. 
Skoncentrowany na uwalnianiu elfa, zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że ktoś przedostał się na pokład i właśnie zbiega po drewnianych schodach w jego kierunku. Dopiero głośny trzask drzwi, wybił Riva ze skupienia. Odwrócił gwałtownie głowę i zobaczył kogoś, kogo nigdy wcześniej nie miał okazji spotkać.

 

***



Krew się lała, osada płonęła, a Loredo zaczął tracić nad wszystkim kontrolę. Zwiększając straż na obrzeżach sam pozbawił się licznej ochrony, która do niedawna strzegła go jak oka w głowie, więc w pośpiechu zaczął zbierać swoje najpotrzebniejsze rzeczy z zamiarem ucieczki. Tharlen i Ciaran wraz z dwoma elfami, wdarli się za bramę oddzielającą rezydencję komendanta od reszty wioski i ruszyli na trójkę zbirów, rzucając się na nich z mieczami. Mężczyźni nie mieli najmniejszych szans ze wściekłymi Aen Seidhe, którzy rozprawili się z nimi jak z drewnianymi kukiełkami. Nie minęła chwila jak ich rozczłonkowane ciała przyścieliły plac mieszając się z błotem i krwią, efektownie rozciapaną na ubitej ziemi. Elfy wyważyły drzwi, wdarły się do domu i rozproszyły w poszukiwaniu Loredo z nadzieją, że znajdą gdzieś tutaj również Cedrica. 
Brat Rheny wbiegł na drugie piętro, gdzie w normalnych okolicznościach dostęp miał jedynie Loredo i dzi.wki, które ściągał wieczorami. Młody elf porozglądał się dookoła i ściskając oburącz rękojeść miecza powoli ruszył przed siebie. Nie podobała mu się jednak ta wszechobecna cisza zagłuszana jedynie tykaniem starego zegara stojącego pod ścianą. Ostrożnym krokiem podszedł do drzwi prowadzących do kolejnego pomieszczenia i nacisnął na klamkę. Ledwo zdążył odskoczyć, kiedy rzucił się na niego tęgi, łysawy  mężczyzna trzymający w rękach długi harpun używany do połowu ryb. Tharlen wykonał półobrót i zamachnął się gwałtownie, przecinając drewniany drąg na pół, na co komendant warknął z niezadowoleniem odsuwając się do tyłu. 
              - Gadaj gdzie Cedric, albo wypatroszę cię jak świnię, dh’oine! – Elf doskoczył do mężczyzny, przykładając mu ostrą klingę do krtani. 
Loredo nie miał najmniejszych szans w tym starciu jeszcze w momencie kiedy stał ukryty za drzwiami drugiego pokoju, lecz dopiero teraz to zrozumiał. Tharlen, mimo młodego wieku władał mieczem, jakby się z nim urodził i każdy niewłaściwy ruch komendanta mógł się skończyć jego rychłą śmiercią.
              - Spokojnie! – wyciągnął ręce do góry, wypuszczając z dłoni  pozostałości po harpunie. – Dogadajmy się…
              - Nie negocjuje z dh’oine. – Elf wycedził przez zaciśnięte zęby. – Mów gdzie jest Cedric… – przesunął miecz, przykładając jego ostry szpic do skóry na karku komendanta i docisnął go lekko. – Gadaj, bloede arse!
Głośne krzyki młodziana przyciągnęły pozostałych wojowników na najwyższe piętro rezydencji. Ciaran widząc przypartego do ściany Loredo, uśmiechnął się triumfalnie.
              - Nie trudź się – powiedział do brata Rheny, zatrzymując się obok. – Cedrica tu nie ma. Wygląda na to, że Loa’then będzie mieć więcej szczęścia. 
             - Tym lepiej – odparł Tharlen, nie spuszczając oczu z mężczyzny.
Patrzył na człowieka jeszcze przez kilka sekund, po czym wziął mocny zamach i ukośnym cięciem rozpłatał brzuch mężczyzny, zanim ten zdążył wydobyć z siebie jakikolwiek krzyk. Krew trysnęła jak z fontanny, plamiąc twarz młodego wojownika, a bezwładne ciało runęło na podłogę, zalewając pięknie zdobiony dywan czerwoną juchą. 
             - Ten sku.rwiel na nic więcej sobie nie zasłużył. – Adiutant spojrzał na zwłoki beznamiętnym wzrokiem. – W porcie trwa rzeźnia. Adris wraz z Eleyasem czekają nieopodal południowej bramy, tuż przy stadninie z końmi. Trzymamy się planu, więc zbieramy komando i zgodnie z rozkazami  udajemy się w kierunku Vattweir, reszta elfów pójdzie z Lisem i Loa’then, kiedy odbiją Cedrica.
             - Więc wy idźcie, ja wracam do siostry – odezwał się Tharlen. – Powiadomię dowódców o tym, że wyruszyliście.
             - Zgoda – przytaknął Ciaran. – A teraz do dzieła.


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...




Również z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: ruda, wiedźmin, fanfic, aenseidhe

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych