Skocz do zawartości

  • instagram
  • facebook

Zdjęcie

Aen Seidhe

ruda wiedźmin fanfic aenseidhe

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
78 odpowiedzi w tym temacie

#41 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 październik 2016 - 17:32

Oooch, sceny między Rheną i Iorwethem są tak fajne, że chcę więcej :D Super tekst o Francesce xD 

No i witamy Geralta. Jak zwykle wplątał się w niezłą akcję ;) Liczę, że ta tajemnicza osoba to Rhena, a nie jakiś Niebieski Pas, bo pomoc Cedricowi to jedno, ale zabijanie Temerczyków to już inna sprawa. Swoją drogą ciekawe z kim bardziej będzie trzymać Gerwant, czy też może pójdzie własną drogą ;)

Wreszcie ktoś wykończył Loredo. Szkoda, że nie było akcji z mamuśką (najdziwniejsza akcja w W2).

 

– Bądź grzeczna Płotka. – Poklepał klacz po zadzie i ruszył w kierunku Temerskiego statku.

 

- Przecież zawsze jestem. - odpowiedziała Płotka  :D
http://imgur.com/ytv5sxo

http://i.imgur.com/PpAbvcA.gifv

:lol:  :lol:  :lol:


  • Ruda lubi to

 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#42 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 08 wrzesień 2017 - 12:44

Witam, witam!   :P
Za namową pewnej kędzierzastej pani, postanowiłam kontynuować dodawanie odcinków, także zapraszam do czytania!   ^_^ 


Rozdział 2 (cz.5)
gallery_57_12_105039.png
 

Na Temerskim statku, a dokładniej gdzieś w jego głębi, toczyła się niezwykle żywiołowa wymiana zdań. Była ona pod pewnym względem dość zaskakująca, gdyż ani wiedźmin, ani elfka, którzy ją prowadzili, nie mieli zamiaru ustąpić w swoich racjach.
                - Nisko upadliście, Aen Seidhe. – Geralt wpatrywał się w nieprzyjazną twarz swej rozmówczyni, wciąż podtrzymując Cedrica. – Po co ta cała parada? Palenie miasteczka, zabijanie niewinnych ludzi?
               - Nie zmieniaj tematu, Vatt'ghern – warknęła Rhena. – Nie mam zamiaru ci się z niczego tłumaczyć, dobrze wiesz jakie są nasze powody, a jeśli jednak nie, to odsyłam do zapoznania się z historią. Przyszłam po tego elfa i mam zamiar go stąd zabrać, dlatego nie obchodzi mnie kim jesteś i jeśli będę musiała walczyć to będę walczyć, nawet pod groźbą śmierci.
Siwowłosy po raz kolejny zmierzył ją wzrokiem. Nie znał tej elfki, choć tatuaż częściowo ukryty pod czerwoną chustą przewiązaną wokół jej smukłej szyi, gdzieś już widział.
               - Bije z ciebie ogromna nienawiść. Jedyne czego chcesz, to zemsty. Podobnie jak Iorweth, którego komanda równają to miasteczko z ziemią. Nie różnicie się od zwykłych morderców, którzy nie cofną się przed niczym, by zadać cierpienie niewinnym. 
               - Od kiedy to ludzie są niewinni? To co mówisz, przestało na mnie działać kilka wieków temu, kiedy cała ta wasza niewinna rasa, mi moją niewinność brutalnie zabrała. Spalili osadę, zarżnęli moich rodziców, a mnie, moją siostrę i wiele innych młodych elfek, potraktowali jak dzi*kę. – Splunęła na samo wspomnienie o tym. – Więc przestań mi tu pieprzyć o niewinności, Vatt'ghern...
               - Więc jeszcze raz zapytam, w jakim celu ta cała parada? Skoro sama przechodziłaś przez takie piekło, to po co fundować je innym? – mówił, nie spuszczając oczu z czarnowłosej.
               - Bawisz się w psychologa wiedźminie? Jesteś pewien, że nie pomyliłeś profesji? – zgrabnym ruchem ręki odrzuciła do tyłu gęste loki. – Dobrze wiem, że jesteś tu, by pomóc temu Temerczykowi.
               - A co jeśli nie? Zastanowiłaś się chociaż, że gdybym chciał pomóc Roche'owi to nie ściągałbym tego elfa z łańcuchów? I przede wszystkim nie dyskutowałbym z tobą, tylko od razu wyjął miecz?
               - Nie ufam dh'oine... – warknęła.
               - Ja nie jestem dh'oine – rzekł stanowczo. – A teraz odpowiedz na moje wcześniejsze pytanie... Po co to przedstawienie? 
Geralt wiedział, że powinien rozegrać to wszystko inaczej. Spokojniej. Czas jednak wyjątkowo na to nie pozwalał. Siwowłosy miał przysłowiowy nóż na gardle, ale jeśli zdecydowałby się na pomoc którejś ze stron, to musiał wiedzieć dlaczego. 
Elfka stała przez chwilę w zupełnym milczeniu, zastanawiając się w jaką grę próbuje z nią grać ten nietypowy człowiek. Nie wyglądał na kogoś, kto chciałby odrąbać jej głowę lecz raczej pomóc. Tak czy inaczej, nie ufała nikomu kto nie był elfem.
               - Bo nie mamy już nic do stracenia, bo wszystko nam zabrano, bo dh'oine to podłe ścierwa, które zagarnęły nasze ziemie i wymordowały naszą młodzież, bo chcemy zemsty – mówiła z coraz to większą irytacją w głosie. – Dosyć tego. Dostałeś odpowiedź, więc oddaj Cedrica albo poleci czyjaś głowa... – dodała, sięgając dłonią do rękojeści miecza.
               - Warto stracić taką piękną główkę dla półżywego elfa?
               - Dopiero co mówiłeś, że nie chcesz pomóc Roche'owi, a teraz straszysz mnie śmiercią? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
               - Chyba nie sądzisz, że będę stał bezczynnie i czekał, aż odrąbiesz mi łeb klingą. – Wiedźmin chwycił mocniej elfa, który zaczął wyślizgiwać mu się z rąk. 
Przewróciła oczami wzdychając głośno, po czym cofnęła dłoń z rękojeści i dmuchnęła niesforny, kruczoczarny kosmyk opadający jej na czoło.
               - Cedric jest słaby. Prawdę mówiąc na wpół żywy i nie wiadomo czy przeżyje kolejną dobę więc zdecyduj się, do cholery, czego ty chcesz? Jego ratunku czy śmierci? – zapytała nerwowym tonem. 
               - Nie chcę jego śmierci, ale nie chcę również swojej. Zdaję sobie sprawę z tego, co się dzieje na zewnątrz, miejscowa straż słabnie, a kiedy polegną wszyscy zostanę tu jedynym, niesłusznym przedstawicielem dh'oine, których tak nienawidzicie.
               - Zgadza się, Vatt'ghern – przytaknęła – co więc proponujesz?
               - Roche chce zabić Iorwetha, a Iorweth Roche'a, ja natomiast chciałbym wyjechać żywy z tego ginącego miasteczka. Nie mam zamiaru mieszać się w ich wojnę, przyjechałem tu tylko po czarodziejkę.
               - Triss Merigold? 
Wiedźmin zmarszczył brwi.
               - Tak, ale jej tu nie ma, wyjechała w stronę Vattweir. Chcę bezpiecznie wyruszyć za nią, nie nękany przez Scoia'tael.
               - Jeśli to, co mówisz jest prawdą... – Rhena zamyśliła się, nie spuszczając wzroku z rozmówcy.
              - Nie mam powodu by kłamać. Jeśli cię zabiję i postanowię uciec sądzę, że nie wyjdę z tego żywy. 
              - Dobrze sądzisz. Ale nie myśl, że boję się śmierci, ta suka zaglądała mi w oczy już kilka razy i wcale nie była taka przerażająca. – Zrobiła krok do przodu, patrząc na Riva z kamiennym wyrazem twarzy. 
Geralt bywał czasami porywczy, ale rzadko dawał się ogłupić. Szybko wykalkulował, że stojąca przed nim elfka nie jest zwykłym popychadłem Iorwetha i, że nie lubi gdy inni nią dyrygują. Sama wyglądała raczej na kogoś, kto dyryguje innymi...
              - Kim ty w ogóle jesteś? – zapytał. 
Na jej twarz wstąpił ledwo widoczny uśmiech.
              - Rhena aep Elervir zwana Loa'then. Dowódca najbardziej krwiożerczych komand spod Zerrikani, składających się głównie z elfek. Elfy również są, ale nie tak licznie jak moje śliczne dziewczyny – powiedziała dumnie. 
Wiedźmin szybko skojarzył sobie jej przydomek, nie kryjąc zaskoczenia. Skoro sama Loa'then była tutaj, zrozumiał, że Scoia'tael szykowały coś dużego. 
              - Więc, jeśli to co mówię jest prawdą, to? – zapytał, cytując jej słowa.
Czarnowłosa podeszła do niego, po czym wyrwała mu pręt z ręki i wcisnęła go między ogniwa przy kajdanach. Zacisnęła zęby i szarpnęła mocno, na co przerdzewiały łańcuch zerwał się gwałtownie, wypuszczając rękę omdlałego elfa. Geralt chwycił mocno szatyna, nie pozwalając mu upaść. 
              - Kiedy tu skończymy, zmierzamy pod Vattweir. Wynieś stąd Cedrica i zaczekaj na nas przy stadninie z końmi, tej przy wjeździe do miasta... Nie zawiedź nas. Dobrze ci radzę.

                                                                                                                                                                                                   

***

 

 

Iorweth i Roche ścierali swe ostrza w wyjątkowo zajadłej walce od dłuższej chwili. Nad ich głowami latały strzały, a pod stopami uginały się przegniłe deski, które w każdej sekundzie mogły pęknąć, lecz żaden z nich nie zwracał w tej chwili uwagi na takie rzeczy. Elf nie oszczędzał sił na wroga, miał zamiar pokonać Temerczyka, spuszczając mu srogi łomot za wszystkie krzywdy wyrządzone Aen Seidhe. Owy Temerczyk nie był jednak przeciwnikiem łatwym. Cechowała go równa zawziętość i upartość jak watażkę, co sprawiało, że walka sama w sobie była niezwykłą ucztą dla oczu.
Niestety, nikt w obecnej sytuacji nie miał czasu, by podziwiać pojedynek tej dwójki. Nad głowami walczących zbierał się coraz większy dym, który oznajmiał, że ogień zajął już większą część Flotsam i zaczyna zmierzać w kierunku portu, zagarniając wściekle żółtymi językami coraz to większe pokłady drewna. Miejscowi strażnicy umierali od elfich strzał i mieczy, ponosząc sromotną klęskę w tym starciu. 
               - Poddaj się Roche! – Klinga Iorwetha z głuchym brzdękiem uderzyła o klingę Temerczyka. – Dh'oine giną, ty i twój żałosny oddział specjalny nie macie szans ze Scoia'tael!
               - Prędzej zginę! 
Kolejny głuchy brzdęk wtórujący mocnemu uderzeniu. Tym razem tak mocnemu, że posypały się iskry. Gdyby ktoś patrzył na tę walkę z boku, mogłoby mu się wydawać, że zarówno elf jak i dowódca Niebieskich Pasów są wyczerpani, tymczasem ta dwójka dopiero się rozkręcała. Adrenalina krążąca w ich żyłach skutecznie zabijała wszelkie zmęczenie oraz ból, a nienawiść kipiąca wprost z serca, z powodzeniem podsycała rosnąca w nich agresję. 
               - Więc wypruje z ciebie flaki! – Iorweth zamachnął się z impetem i przeorał mieczem ramię Temerczyka. 
Celował w brzuch lecz nie trafił, gdyż Roche wykonał unik w ostatniej chwili. O ile na początku elf pragnął śmierci swego największego wroga, o tyle teraz pragnął żeby ten kurwi syn czołgał się na kolanach aż do samej stolicy Temerii, tylko po to by oznajmić królowi, że kolejną z jego mieścin zniszczyli Scoia'tael. 
               - Tylko na tyle cię stać?! – Roche nawet nie poczuł bólu. 
Elf zazgrzytał zębami i z rykiem rzucił się na przeciwnika. Klinga świsnęła tuż nad głową Temerczyka odcinając najbardziej wystającą część chaperonu, a rozwścieczony Iorweth przeklął soczyście w swoim języku. Dowódca Niebieskich Pasów uśmiechnął się nieładnie i w tej samej chwili ciął od dołu, zahaczając o kolczugę na brzuchu watażki. Drobne ogniwa brzęknęły, a ostrze zatopiło się w sukmanie i skórzni, rozcinając skórę i mięśnie tuż nad pępkiem elfa. Rana była płytsza niż cięcie na ramieniu Roche'a, lecz tkaniny od razu zabarwiły się na czerwono.
Nagle ostra klinga przywarła do pleców Vernona sprawiając, że zastygł w zupełnym bezruchu. Również watażka, w ostatniej sekundzie powstrzymał wymach miecza. Temerczyk nie miał jednak zamiaru się tak po prostu poddać. Niespodziewanie  odskoczył w bok i odbijając się stopą od podłoża wziął kurs wprost na młodego elfa, który zaskoczył go chwilę wcześniej. Tharlen jakby na to czekał. Ze zręcznością zawodowego zabijaki uchylił się przed ciosem i wykonując piruet zaszedł nieprzyjaciela od tyłu, chwytając go za szyję. 
               - Radzę ci dh'oine nie wykonywać gwałtownych ruchów. - Młodzian przyłożył zakrwawione ostrze do karku Roche'a. - Bo twoja krew, wymiesza się z krwią Loredo...
Cała ta akcja trwała tak krótko, że za nim Iorweth zdążył wyrównać oddech, było już po wszystkim.
              - Gdzie reszta? – zapytał, wciąż nie opuszczając broni.
              - Zgodnie z planem, tam gdzie się umawialiśmy – odparł elf. 
              - Dlaczego więc nie poszedłeś z nimi? 
              - Rodzina rządzi się swoimi prawami. Gdzie ona jest, Cervan?
              
- Poszła sprawdzić statek tych ścierw... – Watażka spojrzał na nieprzyjaciela z pogardą.
              - Jak wspomniałem, Loredo nie żyje. Prawdopodobnie w tej chwili smaży się w piekle. – Kąciki ust młodziana uniosły się lekko do góry. – A  Cedric musi być na łajbie, bo nie znaleźliśmy go w rezydencji.
Stojący w bezruchu Roche, uśmiechnął się pod nosem. Dobrze wiedział, że Geralt może pokrzyżować plany elfom, a nawet zabić czarnowłosą jeśli tylko nadepnie mu na odcisk. 
Iorweth od razu zauważył reakcję wroga. Zbliżył się do niego i lekko docisnął zakrwawione ostrze do krtani Temerczyka, jednak jego mina nie zmieniła się ani na sekundę. 
              - Wasza śliczna elfka pewnie już dawno nie żyje... W czasie kiedy ty, w żałosny sposób próbowałeś mnie pokonać, wiedźmin zapewne miał większe jaja i od razu poderżnął jej gardło. – Dowódca Niebieskich Pasów, wykrzywił usta w paskudnym uśmiechu. 
Watażka przez chwilę patrzył na dowódcę Niebieskich Pasów w zupełnym bezruchu. Zdawał sobie sprawę, że jeśli Rhena zginie to będzie również jego definitywny koniec. Po niej już raczej nie znalazłby się nikt, kto z równym zapałem i determinacją mógłby poderwać jego umęczoną i zranioną duszę do dalszej walki. 
             - Biegnij na umówione miejsce i czekaj tam na mnie – powiedział stanowczo do Tharlena.
             - Ale...
             - To rozkaz Aen Seidhe.
Młodzian nie miał wyjścia. Musiał przychylić się do polecenia Iorwetha, doskonale pamiętając o słowach siostry, która nakazała swym wojownikom słuchać każdego rozkazu dowódcy tutejszych Wiewiórek. 
             - Nie pozwolę jej zabić. – Z ust watażki wydobyło się stanowcze zapewnienie.
             - Skończcie tę komedię, ona już dawno nie żyje.
Triumfalny ton Temerczyka sprawiał, że Iorweth miał coraz większą ochotę wbić mu ostrze w gardło. W ostatniej chwili powstrzymał swoje mordercze zapędy. Gwałtownym ruchem odciągnął klingę od krtani Vernona i zdzielił go pięścią w twarz z taką siłą, że ten momentalnie stracił przytomność. Elf wiedział, że jeśli teraz zabiłby swego wroga, uniknąłby on starcia z samym Foltestem, który po dzisiejszym zajściu na pewno wścieknie się nie na żarty.

Kiedy ciało dowódcy Niebieskich Pasów upadło bezwładnie na ziemię, Tharlen posłał dowódcy Wiewiórek pytające spojrzenie.
             - Dlaczego po prostu go nie zabiłeś, Cervan?
             - Bo na śmierć również trzeba sobie zasłużyć – odpowiedział watażka. Na samo słowo „śmierć" serce bolało mocniej. Jedyne co go pocieszało, to fakt, że Saskia była teraz w miejscu gdzie nie ma wojen, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył... – Ruszaj, nie ma czasu do stracenia.
Młodzian skinął potwierdzająco głową i biegiem udał się we wskazanym kierunku, mijając po drodze trupy strażników, Królewskich Oddziałów Specjalnych oraz tutejszych Scoia'tael. Iorweth przez chwilę spoglądał w kierunku oddalającego się elfa, lecz szybko przeniósł wzrok na ciała poległych. Przez myśl przeszło mu, że śmierć jest ostatnią sprawiedliwością jaka została na tym świecie, bo prędzej czy później dosięgnie każdego, nie ważne czy jeteś elfem, człowiekiem czy prawdziwym smokiem. 
             - Jeszcze się spotkamy, Roche... – Ostatni raz spojrzał na Temerczyka i ruszył w kierunku statku. 

 

 

***

 

                                                                                                                                                                                                    
Czarnowłosa w pośpiechu przeszukiwała kajutę Dowódcy Niebieskich Pasów z nadzieją, że znajdzie w niej coś cennego, kiedy nagle usłyszała głośny trzask. Zastygła w bezruchu, nasłuchując skąd dochodzą odgłosy. Wyraźny stukot dochodził z pokładu, a zdecydowane kroki stawiane na deskach, stawały się coraz głośniejsze. Chwyciła za rękojeść i wyjęła miecz zdecydowanym ruchem, odwracając się za siebie. Wzrok utkwiła w drzwiach, przygotowana do ataku, który stawał się coraz bardziej nieunikniony.
                  - Rhena! – Usłyszała swoje imię, szybko rozpoznając do kogo należy głos.
                  - Tutaj Iorweth! – krzyknęła, prostując się. 
Całe napięcie momentalnie z niej zeszło. Wzięła głęboki wdech, by uspokoić walące serce i wsunęła miecz do pokrowca, czekając na elfa. Nie minęła chwila, kiedy w wejściu pojawił się watażka.
                  - Jesteś cała? – zapytał, idąc w jej kierunku szybkim krokiem.
Zatrzymał się tuż przed nią, przyglądając się jej ślicznej twarzy o delikatnych rysach. Dopiero teraz zauważył, że prawy kącik pełnych warg elfki, zdobi maleńka, ledwo widoczna blizna.
                 - Tak... – Spuściła gwałtownie wzrok, a jej spojrzenie zatrzymało się na rozdartej sukmanie i kolczudze zaplamionej na czerwono.
                 - Zwykłe draśnięcie – odpowiedział szybko. – Gdzie Cedric?
                 - Powierzyłam go w bezpieczne ręce. A przynajmniej takie mi się wydały...
                 - To znaczy? 
                 - Vatt'ghern... Zabrał go ze sobą. Będzie na nas czekał w umówionym miejscu. – Z każdym słowem mówiła coraz ciszej, jakby bała się jego reakcji choć wcale tak nie było.
                 - Co takiego? Bloede arse, Rhena! Ten Vatt'ghern to znajomy Roche'a! – warknął z nerwami Iorweth.
                 - Po pierwsze, znał Cedrica i chciał mu pomóc zanim się tu jeszcze zjawiłam. Po drugie, nie dałabym rady wynieść Cedrica sama, on był nieprzytomny, Roche skatował go do tego stopnia, że nawet sam na nogach nie stał i po trzecie...
                 - To najbardziej nierozważna decyzja z jaką się spotkałem – przerwał jej, mówiąc wściekłym i zarazem chłodnym tonem.
                - Czasami i takie decyzje trzeba podejmować – odparła, robiąc obrażoną minę. – Zaufałam mu bo wydał się wiarygodny, mam nosa do takich rzeczy, więc i ty mi teraz zaufaj. – Patrzyła na jego twarz, przeszywając go swymi czarnymi oczami na wskroś. 
Przyglądał się jej przez chwilę, po czym spuścił wzrok i westchnął ciężko.
                 - Obyś się nie myliła – odwrócił się gwałtownie i ruszył do wyjścia. 
                 - Co z Rochem? – zapytała, zrywając się tuż za nim. – Wącha już kwiatki wraz ze swymi przodkami?
                 - Tym razem go oszczędziłem. To nie jest idealna pora na zemstę. 
                 - Co takiego?! Jak to? Dlaczego nie oderwałeś mu łba?
                 - Podobnie jak ty, mam nosa do takich spraw, więc ty również mi teraz zaufaj – odpowiedział, gwałtownie zatrzymując się i odwracając w jej stronę.
Skrzyżowała ręce na piersiach i uśmiechnęła się złośliwie.
                 - To najbardziej nierozważna decyzja z jaką się spotkałam. 
Iorweth westchnął cicho. Przez chwilę Rhena miała wrażenie, że na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech.
                 - Chodźmy – powiedział stanowczo. – Zbierzmy resztę elfów i wynośmy się z tej dziury.

                                                                                                                                                                                                   

***

                                                                                                                                                                                                 
            
                 - Jak długo mamy jeszcze czekać? – Adris nie była zadowolona z faktu, że Iorweth nadal się nie zjawia.
                 - Chciałaś czekać, to skończ zrzędzić – odparł Ciaran. – Ciesz się, że nie musisz siedzieć na chłodnej ziemi, tylko grzejesz rzyć na ciepłym grzbiecie konia, na którym szybciej możesz uciec. 
                 - Jedyny pozytyw całej tej sytuacji. – Blondynka przejechała dłonią po grzywie zwierzęcia.
                 - Dlaczego ja tu jeszcze jestem, mogłem wyruszyć z Eleyasem... – mruknął pod nosem adiutant.
                 - Sama się nad tym zastanawiam. – Elfka uśmiechnęła się chytrze. – Dobrze wiesz, że ja tu zostałam, by upewnić się, czy odbili Cedrica. Lecz w jakim celu, ty tu jeszcze jesteś... Nie mam pojęcia. 
Elf już chciał odpowiedzieć, kiedy nagle zza krzaków wyłonił się Tharlen, który ruszył w kierunku czekającej na koniach dwójki. 
                - Co wy tu jeszcze robicie? – zapytał lekko zdyszany, zatrzymując się tuż przed nimi. 
                - Czekamy na was – powiedziała Adris. – Gdzie Lis, Loa'then i Cedric?
                - Cervan poszedł po moją siostrę i Cedrica na łajbę Temerczyków, kazał mi tu czekać dopóki się nie zjawią. Gdzie reszta elfów?
                - Odjechali. Eleyas poprowadził ich w kierunku Vattweir. – Ciaran chwycił swego wierzchowca mocniej za grzywę, gdyż zauważył, że ten jest dziwnie niespokojny. 
Brat Rheny szybko wskoczył na jednego z dwóch koni jakie zostały, gdyż również usłyszał jakieś podejrzane odgłosy. Adris spojrzała porozumiewawczo na elfy, zgrabnym ruchem wyjmując łuk z kołczanu. Naciągnęła strzałę na cięciwę i skierowała grot w kierunku ścieżki, skąd dochodził coraz to donośniejszy stukot kopyt. Tharlen i Ciaran zrobili to samo. 
                 - Nie strzelajcie! – Usłyszeli nagle męski głos, którego właściciel zatrzymał się na ścieżce, tuż za drzewami. 
Nikt z trójki Wiewiórek, nie znał tego głosu, dlatego ich strzały pozostały uniesione.
                 - Pokaż się, to może się zastanowimy! – krzyknął adiutant, wciąż mierząc w kierunku ścieżki. 
                 - Mam Cedrica, Loa'then mnie tu pokierowała.
Ich oczom ukazał się białowłosy mężczyzna, wiozący na swym koniu pokiereszowane ciało ich przyjaciela. Powolnym krokiem szedł w ich kierunku, ciągnąc za uzdę swego wierzchowca. Kiedy Adris zobaczyła Cedrica, miała ochotę zeskoczyć z konia i do niego pobiegnąć, ale stare nawyki wzięły górę sprawiając, że ani nie drgnęła. 
                - To Vatt'ghern – Skierowała wzrok na mężczyznę. 
                - Czyżby Gwynbleidd? – zapytał Ciaran.
Tharlen z zaciekawieniem patrzył na wiedźmina. Nigdy wcześniej go nie widział, choć słyszał o nim wiele plotek. 
                - We własnej osobie – odpowiedział ochryple Geralt. 
                - Ten sam, który trzyma z tym kurwim synem Roche'em... – Cięciwa w łuku adiutanta napięła się jeszcze bardziej. 
                - Nie chcę zabrzmieć nieskromnie – kontynuował białowłosy – ale gdybym przybył tu z rozkazu Roche'a, wasze głowy już dawno leżałyby na ziemi. Skoro o mnie słyszeliście, to powinniście wiedzieć, że nie należę do pokroju ludzi, takich jak Roche. 
                - Co z Cedriciem? – zapytała Adris. – Gdzie Iorweth i Loa'then?
                - Nie możemy porozmawiać jak cywilizowane istoty? – Wiedźmin spojrzał na celujące w niego strzały. 
                - Rozmawiamy – odparła chłodno blondwłosa elfka. – Zadałam pytanie Vatt'ghern.
Geralt pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem, choć spodziewał się takiej odpowiedzi.
                - Elf jest nieprzytomny, ale żyje. Jeszcze żyje... Jeżeli jak najszybciej nie udzieli mu się pomocy, to długo nie pożyje – mówił z lekką ironią w głosie. – Myślałem, że to oczywiste. 
Wtem w oddali rozległy się kolejne kroki. Wiedźmin nadstawił ucha i westchnął ledwo słyszalnie, wiedząc już, że to Rhena i Iorweth, którzy pędzili w tym kierunku na złamanie karku. Nagle jednak siwowłosy ściągnął brwi i zmrużył oczy, odwracając się w kierunku skąd dochodziły go jeszcze inne odgłosy. 
Milczący do tej pory Tharlen, od razu zauważył, że coś jest nie tak.
                - Co się dzieje Vatt'ghern?
                - Roche... – Geralt w ciągu pięciu sekund znalazł się na grzbiecie Płotki. 
                - Łżesz Gwynbleidd! – warknął Ciaran, nie spuszczając go z celownika.
                - Nie czas na gierki! Niech jedno z was pogoni wolnego konia w kierunku ścieżki, inaczej więcej nie zobaczycie swoich dowódców – odparł stanowczo Riv.
Tharlen postanowił zawierzyć słowom wiedźmina. Nie czekając na reakcję tutejszych Wiewiórek, uderzył zwierzę w zad, gnając je w wyznaczonym kierunku. 
Iorweth i Rhena, w ostatniej chwili wyminęli rozpędzoną klacz, która skutecznie powstrzymała podążającego za elfami dowódcę Niebieskich Pasów, za którym biegły ocalałe w porcie niedobitki. Watażka pociągnął towarzyszkę mocno za rękę i wskoczył w krzaki, kiedy tylko  Temerczyk musiał spuścić ich z oczu, by nie zostać stratowanym. Dowódcy skrócili sobie drogę, lecz obydwoje ledwo łapali powietrze w płuca.
                - Dzięki Bogom, o ile jacyś istnieją – wysapała elfka, wypadając z zarośli.
                - Co się tam dzieje, bloede arse, jesteście cali? – Dopiero teraz Ciaran opuścił łuk.
Szybko schował go do kołczanu i zeskoczył z konia.
                - Roche jest niedaleko, musimy uciekać. – Iorweth wydyszał jednym tchem.
                - Masz to swoje „nie pora na śmierć", Cervan... – warknęła Rhena.
                - Co z resztą Scoia'tael? – pytał adiutant.
                - Nie żyją. – Czarnowłosa elfka westchnęła głęboko. – Ten kurwi syn przygnał do portu chyba z dwudziestu d'hoine, nie wiem skąd się wzięli. Było ich za dużo, musieliśmy uciekać.
                - Nie chcę was poganiać, ale nie ma teraz czasu na pogawędki – wtrącił się Riv. – Musimy się rozdzielić, żeby zgubić Temerczyków, Roche nie odpuści, prędzej padnie trupem.
Adris popatrzyła na wiedźmina i momentalnie przeniosła wzrok na adiutanta.
                - Zbijemy ich z tropu, żeby reszta mogła uciec.
Ciaran spojrzał na swego dowódcę, który skinął potwierdzająco głową.
                - Pędem, nie ma czasu do stracenia – powiedział stanowczo watażka. – Spotkamy się pod Vattweir.


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#43 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 08 wrzesień 2017 - 14:39

Za namową pewnej kędzierzastej pani

 Brawo ja!  :notbad:

 

 - Bawisz się w psychologa, wiedźminie?

A w kogo to on się już nie bawił? Detektyw, polityk, naczynie na duszę Witolda...  :rolleyes:

 

- Dopiero co mówiłeś, że nie chcesz pomóc Roche'owi, a teraz straszysz mnie śmiercią? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

- Chyba nie sądzisz, że będę stał bezczynnie i czekał, aż odrąbiesz mi łeb klingą. 

Słuszna uwaga  :lol:

 

Geralt bywał czasami porywczy, ale rzadko dawał się ogłupić. 

Chyba że za ogłupianie bierze się jakaś piękna czarodziejka  :u347miechwrednyth7:

 

Klinga świsnęła tuż nad głową Temerczykaodcinając najbardziej wystającą część chaperonu

Jak mógł?! :o W chaperon?! Ta zniewaga krwi wymaga!  :chair:

 

Stojący w bezruchu Roche uśmiechnął się pod nosem. Dobrze wiedział, że Geralt może pokrzyżować plany elfom, a nawet zabić czarnowłosą, jeśli tylko nadepnie mu na odcisk. 

No to się przeliczył  :lol:

 

- Dlaczego po prostu go nie zabiłeś, Cervan?

- Bo na śmierć również trzeba sobie zasłużyć – odpowiedział watażka.

EOvG4jt.gif

 

Really?! Zaraz mi się przypomina Ezio, który oszczędził w Assassin's Creed 2 Rodrigo Borgię, bo to "nie przywróciłoby życia jego rodzinie". Kij, że cała akcja polegała na tym, żeby go dopaść. Widzę, że z Iorwethem na spokojnie mogliby sobie sztamę przybić  :hmm:

crO06Ox.gif

 

Nie, żebym się nie cieszyła, bo Roche'a uwielbiam, ale co jeszcze musiałby zrobić, żeby na śmierć zasłużyć? :hmmm: Noż ja pierdzielę :lol:

 

- To najbardziej nierozważna decyzja z jaką się spotkałem – przerwał jej, mówiąc wściekłym i zarazem chłodnym tonem.

- Czasami i takie decyzje trzeba podejmować – odparła, robiąc obrażoną minę. – Zaufałam mubo wydał się wiarygodny, mam nosa do takich rzeczy, więc i ty mi teraz zaufaj.

Kobieca intuicja, z tym się nie dyskutuje :kiss:   :cool:

 

- Co z resztą Scoia'tael? – pytał adiutant.
- Nie żyją. – Czarnowłosa elfka westchnęła głęboko. – Ten kurwi syn przygnał do portu chyba z dwudziestu d'hoine, nie wiem skąd się wzięli. Było ich za dużo, musieliśmy uciekać.

Karma szybko wróciła  :whistle:  :lol2: Oj, Iorweth, Iorweth...

 

 

Poza tym przecinki, kobieto, przecinki! Latają po całym tekście  :super:  :lol:

 

Czekam na kolejny odcinek  :wub:


  • Ruda lubi to

#44 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 wrzesień 2017 - 21:57

O rety, niesamowicie się cieszę, że fanfic Wiedźmina powrócił. Jak ja za tym tęskniłam :D

 

No dobra...fabuła jak zwykle cudowna. Ach ta Rhena...silna, mądra, władcza i...skromna ( Rhena aep Elervir zwana Loa'then. Dowódca najbardziej krwiożerczych komand spod Zerrikani, składających się głównie z elfek. Elfy również są, ale nie tak licznie jak moje śliczne dziewczyny ) xD. A do tego ma jeszcze problem z opanowaniem swoich włosów, ciągle jakieś kosmyki jej umykają. Ale muszę przyznać, że z Geraltem poradziła sobie koncertowo :D

 

 

 

 

- Poddaj się Roche! – Klinga Iorwetha z głuchym brzdękiem uderzyła o klingę Temerczyka. – Dh'oine giną, ty i twój żałosny oddział specjalny nie macie szans ze Scoia'tael!                      - Prędzej zginę!

 

Och Roche, mój ty mistrzu inteligencji xD no to właśnie Iorweth Ci powiedział, że zginiesz  :lol: 

 

 

 

 

- Co z Rochem? – zapytała, zrywając się tuż za nim. – Wącha już kwiatki wraz ze swymi przodkami?
                 - Tym razem go oszczędziłem. To nie jest idealna pora na zemstę. 

Mam takie samo skojarzenie jak Kędziorek. Ezio 2.0 normalnie.

 

Czyli nie ma co liczyć, że Geralt pomoże Vernonowi :D ale może to i dobrze, zawsze jakoś wybierałam stronę Roche'a, teraz chętnie zobaczę drugą opcję. Właściwie to gdyby nie wiedźmin to z elfów nie byłoby co zbierać, jaki pomysłowy był z tym koniem xD Uratował nie tylko Cedrica, uratował ich wszystkich. Bohater Flotsam (chociaż Loredo to by tego nie pochwalił :D).

 

Czekam na kolejny odcinek ;)


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#45 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 10 wrzesień 2017 - 23:54

O rety, niesamowicie się cieszę, że fanfic Wiedźmina powrócił. Jak ja za tym tęskniłam :D

 

No dobra...fabuła jak zwykle cudowna. Ach ta Rhena...silna, mądra, władcza i...skromna ( Rhena aep Elervir zwana Loa'then. Dowódca najbardziej krwiożerczych komand spod Zerrikani, składających się głównie z elfek. Elfy również są, ale nie tak licznie jak moje śliczne dziewczyny ) xD. A do tego ma jeszcze problem z opanowaniem swoich włosów, ciągle jakieś kosmyki jej umykają. Ale muszę przyznać, że z Geraltem poradziła sobie koncertowo :D

Ja sama się stęskniłam :D 
No cóż, Rhena taka jest, zna swoją wartość, nie boi się śmierci dziewczyna, skromność to jej cecha wrodzona XDD

A co do Roche'a, to odpowiem ogólnie, że jest mi chłopaczyna potrzebny do dalszych działań (jakich, wyjdzie z czasem), a jakby teraz zginął, no to musiałabym zakończyć fanfica za kilka odcinków  :lol: 

W ogóle, ten gif z facepalmem  :wub:  :rolleyes: 

Jeśli o Geralta chodzi, no to wiadomo, że on zawsze musi się wpakować między wódkę, a zakąskę XDD

Zanim wstawię odcinek, dodam jeszcze, że będę je wstawiać praktycznie na bieżąco, zaraz po waszych komentach, muszę się w końcu zrównać z tym, na czym skończyłam kiedyś na deviant artcie ;)



 

Rozdział 3 (cz.1)
gallery_57_12_185771.jpg


                Gdy Cedric oprzytomniał, w oczy uderzył go jasny blask słońca. Elf momentalnie zacisnął powieki i odwrócił głowę lekko na bok, na tyle ile mógł to zrobić. Wszystko wciąż go bolało, ale czuł się znacznie lepiej niż ostatni raz, kiedy był przytomny. 

                - Jak długo jeszcze to potrwa? – Usłyszał ciepły, dziewczęcy głos z oddali.
                - Tyle, ile trzeba. – Tym razem głos był znacznie niższy, lekko zachrypnięty i nie należał do żadnego elfa. – Został mocno poturbowany. To cud, że przeżył, Loa'then
                - Fakt... – Elfka westchnęła cicho. – Mam nadzieję, że wydobrzeje, nie chciałabym go stracić. 
                - Żyję już na tym świecie sporo lat, a pierwszy raz widzę coś takiego.
                - To znaczy? Możesz jaśniej, Gwynbleidd?
                - O elfach słyszy się różne rzeczy... Mówią, że mordujecie, torturujecie, nienawidzicie dh'oine, że jesteście nieczułe, nie potraficie okazywać żadnych pozytywnych uczuć, a tymczasem połowę z tych rzeczy można włożyć między bajki – odparł Geralt.
                - Nie wiem, jakich ludzi spotkałeś wiedźminie ale wiem, że na pewno spotkałeś sporo niewłaściwych. Fakt, nienawidzimy dh'oine, ale jeśli na naszej drodze trafią się tacy, którzy potrafią żyć z nami w zgodzie to i my się dostosujemy. Aż takimi bezdusznymi istotami nie jesteśmy, nie zabijamy tylko dlatego, że ktoś jest człowiekiem. – Rhena oparła się o drzewo i skrzyżowała ręce na piersiach. 
                - Chciałbym ci wierzyć, ale po tym co widziałem we Flotsam...
                - Wiem, Vatt'ghern. Ale to było konieczne i bardzo nam na rękę. Musieliśmy, inaczej nie mogę ci tego wytłumaczyć. Ja miałam swój powód i Iorweth miał swój powód. I bynajmniej, nie zrobiliśmy tego dla zabawy. W przeciwieństwie do ludzi, z takiego powodu nie zabijamy, wszystko ma swój cel.
Geralt przytaknął próbując zrozumieć to, co właśnie usłyszał, choć nie do końca było to dla niego jasne. Postanowił jednak, że nie będzie głębiej brnąć w ten temat.
                 - A jeśli chodzi o to, jakie naprawdę są elfy... – kontynuowała czarnowłosa – to chyba nie muszę mówić zbyt dużo. W przeciwieństwie do ludzi, nie wbijamy sobie noży w plecy z zazdrości. I przede wszystkim, dbamy o siebie nawzajem. Ale to wszystko zdążyłeś już chyba zauważyć.
                 - To widać jak na dłoni. Podobnie jak zmęczenie, które tobą targa. Iorweth wysysa z was wszystkich całą energię życiową, bo nie widziałem nawet żeby zmrużył oko. 
                 - Iorweth dostaje szału od siedzenia na rzyci. Chciałby już być pod Vattweir, tymczasem wszystko przesunęło się w planach... – Elfka wyprostowała się, odgarniając włosy.
                 - Przecież mógł wziąć konia i jechać, nikt go tu na siłę nie trzyma.
                 - Widocznie coś lub ktoś go trzyma, skoro wciąż tu jest. Przebywam z nim dłużej niż ty, Gwynbleidd  i zdążyłam już poznać kilka jego zagrywek. Wbrew temu co pokazuje na zewnątrz, on też ma serce i również potrafi się martwić.
                 - Bezduszny Iorweth ma serce, a to ci nowość.
Kpiący ton wiedźmina sprawił, że wsłuchujący się w rozmowę Cedric miał ochotę się zaśmiać, ale jedyne co udało mu się wydobyć z ust to ostry kaszel, który zaczął go potwornie dusić. Rhena i jej towarzysz od razu odwrócili się w jego kierunku. 
                 - Nareszcie! – Elfka szybko poderwała się z trawy i podbiegła do szatyna. Chwyciła za bukłak i podtrzymując Cedrica za głowę, przysunęła mu wodę do ust. – Martwiłam się o ciebie – dodała po krótkiej chwili, odkładając manierkę. 
                 - Nie kłamie – wtrącił się Geralt. – Czuwała przy tobie cztery dni.
                 - Cztery... – wychrypiał elf. – Gdzie my tak właściwie...
                 - Hagge – odparła Rhena. – Właściwie to już je minęliśmy, ale przesuwamy się bardzo powoli. Odpoczywaj, nie wysilaj się zbyt mocno. – Usiadła tuż za przyjacielem i położyła jego głowę na swoich kolanach. 
                 - Nawet ja nie miałem nigdy tak dobrze jak on, a bywało ze mną źle. – Nagle z oddali rozległ się głos Tharlena wracającego z krótkiego patrolu. – Tak jak przypuszczałem, teren czysty, w okolicy nie ma żywej duszy.
Czarnowłosa westchnęła ciężko i spojrzała na Cedrica.
                 - To tylko mój młodszy brat, nie zwracaj na niego uwagi. Gdyby mógł, zabiłby każdego, kto spojrzy na mnie w jakikolwiek sposób. 
                 - Ej, cieszę się, że twój przyjaciel w końcu się obudził, ale ja zwyczajnie się o ciebie martwię. – Elf usiadł na ściętej bali, oparł ręce na kolanach i spojrzał na siwowłosego, który z zapałem czyścił swój miecz. – Czy robię coś źle, wiedźminie?
Geralt uśmiechnął się subtelnie, nie przerywając swojego zajęcia.
                 - Nie chcę zabrzmieć jak kolejny napaleniec, ale gdybym miał taką siostrę, to pewnie martwiłbym się równie zwyczajnie jak ty.
Rhena pokręciła głową z niedowierzaniem i spojrzała na Cedrica, który na powrót zasnął. Widać było, że wciąż jest słaby. Powolnym ruchem wstała tak, by go nie obudzić i bez słowa ruszyła w kierunku wodospadu znajdującego się nieopodal. Tharlen chciał iść za nią, ale Geralt zatrzymał go, wyciągając miecz tuż przed jego nogami. 
                 - Daj jej chwilę wytchnienia. Ostatnio niewiele go ma – odparł spokojnie, patrząc w oczy młodziana. 
Elf przez chwilę przyglądał się nietypowo żółtym oczom wiedźmina, lecz ostatecznie wrócił na swoje miejsce.
                 - Może i masz rację. – Wyciągnął się na kłodzie i podkładając ręce pod głowę, spojrzał w niebo.
                 - Gdzie Iorweth? – Siwowłosy wrócił do czyszczenia stali.
                 - Widziałem go niedaleko. Wyglądał na przybitego, więc postanowiłem nie wchodzić mu w drogę. Skoro Cedric w końcu się obudził to może jutro wyruszymy, reszta elfów już zapewne czeka pod Vattweir. Jeśli ruszymy z rana, powinniśmy dotrzeć na miejsce przed zmierzchem. 
                 - Musimy ruszyć z rana, zbyt długo już tu siedzimy. Ktoś może nas znaleźć, a mówiąc „ktoś" mam na myśli Roche'a. Nieważne jak dobrze zbyły go Wiewiórki, prędzej czy później trafi na nasz ślad, a ja wolałbym żeby to było jednak później.
Tharlen przytaknął na słowa wiedźmina.
                - Mam tylko nadzieję, że ta dwójka nie dała się złapać.

                                                                                                                                                                                               

***

                                                                                                                                                                                                
Roche nienawidził sytuacji, w których stawał się bezsilny, a niemoc dobijała go, jak biednego chłopa głód. Flotsam spłonęło, a wraz z nim wszelkie nadzieje na złapanie Iorwetha, którego miał na wyciągnięcie ręki. Ba, nawet tę rękę wyciągnął, ale jak się szybko okazało, to nie wystarczyło. Niebieskie Pasy straciły sporo ludzi, a ci którzy ocaleli, wciąż lizali rany po flotsamowskiej rzezi. Sam Vernon również nie uniknął obrażeń. O ile te fizyczne nie miały dla niego większego znaczenia, o tyle te psychiczne wierciły dziurę w jego zatwardziałym sercu. Dowódca Scoia'tael był wrogiem numer jeden spośród setek innych wrogów, jakich Roche narobił sobie w swoim krótkim życiu i właśnie ten wróg upokorzył go przed samym królem Temerii pokazując mu, jak bardzo Królewskie Oddziały Specjalne są bezsilne wobec Aen Seidhe. To bolało gorzej niż odrąbanie ręki, nogi, czy rozpłatanie brzucha mieczem i wpędzało dowódcę Niebieskich Pasów w jeszcze większy gniew. Gniew który przeradzał się w nienawiść, prowadzącą z kolei do rozgoryczenia tym, że nawet wyciągnięcie ręki po Iorwetha stojącego z nim twarzą w twarz, nie wystarczyło... A potem znów był gniew i nienawiść. Błędne koło, które kręciło życiem Vernona według swojego widzimisię. Koło, którego nie dało się już zatrzymać...
                      - Czy ty w ogóle słuchasz co do ciebie mówię, Roche? – Dowódcę Królewskich Oddziałów, wybił z zamyślenia głos poirytowanego Foltesta.
                      - Proszę o wybaczenie. – Mężczyzna lekko skłonił się przed swym władcą. – To zdecydowanie nie jest mój najlepszy dzień.
Król westchnął głęboko, kręcąc głową z niezadowoleniem.
                      - Jesteś jednym z moich najlepszych ludzi, a moi najlepsi ludzie nie miewają złych dni, rozumiesz?
                      - Tak panie... Rozumiem. – Vernon przytaknął bez zastanowienia.
                      - Jak widać, gówno rozumiesz. – Foltest usiadł na krześle i walnął pięścią w stół. – Te ku*wie syny znowu nam uciekły. Flotsam zniknęło z mapy Temerii w ciągu jednej nocy... Jednej nocy, Roche! A wszystkiego dokonał na wpół ślepy, chędożony elf!
                      - Nie był sam...
                      - Ty też nie byłeś! Miałeś po swojej stronie czarodziejkę, wiedźmina i ponad trzydziestu ludzi! Jak wytłumaczysz fakt, że w chwili ataku Scoia'tael na Flotsam, zostali ci tylko sami ludzie?! – Władca Temerii buchał gniewem, jak wulkan lawą podczas erupcji. – Nie poznaję cię Roche! – dodał, nie czekając na odpowiedź podwładnego. – Dowiedziałeś się chociaż czegokolwiek? Bo chyba nie siedziałeś bezczynnie na rzyci?
Vernon wysłuchał z pokorą wrzasków swego władcy. Był doskonale świadom tego, że spieprzył cały skrzętnie ułożony plan i wiedział, że musi to naprawić. Na dodatek elfy, które ścigał w lesie wywiodły go w przysłowiowe pole.
                      - Iorweth miał ruszyć do Vergen, ale nie ma tam już czego szukać – powiedział, wstając od stołu. – Smokobójczyni nie żyje, a przynajmniej zadbałem o to by tak myślał. Najprawdopodobniej on i reszta tych chędożonych elfów jest gdzieś w Aedirn, nie wiem jednak co planują. Dowiem się tego, jak tylko ruszę w drogę.
                      - Jednak nie do końca się zepsułeś, Roche. Słyszałem o tym co stało się w Vergen i muszę cię pochwalić za ten plan. – Głos króla znacznie złagodniał po informacji dowódcy.
                      - Stennis zrobi wszystko dla pieniędzy i korony. Od zawsze chciał rządzić jak jego ojciec, więc dałem mu to, czego pragnął. Fakt, że przy okazji, mógł się pozbyć wszystkich nieludzi znacznie ułatwiło mi przekonanie go do spisku. 
Foltest chwycił za puchar z winem, który stał na ciemnym, dębowym stole i jednym haustem opróżnił jego zawartość. Zdecydowanym ruchem odstawił pusty kielich i również wstał, po czym podszedł do Roche'a stojącego przy oknie. 
                     - Ten chędożony elf spalił miasto leżące na mojej ziemi, teraz to już sprawa osobista. Nie obchodzi mnie jak go dopadniesz, po prostu dorwij go i przywlecz tutaj. Nieważne ile ci to zajmie.

                                                                                                                                                                                                  

***

                                                                                                                                                                                               
Po niebie leniwie sunęły chmury, przysłaniając gęsto usiane gwiazdami sklepienie. Ciaran dorzucił drzewa do ogniska i usiadł naprzeciwko Adris spoglądając w płomienie z cichym westchnieniem. Elfka siedziała nadąsana, nie odrywając wzroku od ognia i ani myślała się odzywać. Była wściekła. Tak wściekła jak potrafi być tylko kobieta.
                   - Nadal masz zamiar milczeć? – Adiutant miał już dość tej sytuacji. – Ile jeszcze czasu będziesz mieć mi za złe, że pognałem konie w nie tę stronę co chciałaś? Co to w tej chwili zmieni? 
Jak to każdej kobiecie, nie jedynie elfiej, Adris zdarzało się szybko zmieniać zdanie, gdy tylko nie odpowiadała jej obecna sytuacja.
                  - Czyli według ciebie to nic złego, że zabłądziliśmy? – zapytała nagle, mierząc elfa morderczym spojrzeniem. – Nic złego się nie stanie, jeśli dopadną nas ludzie Roche'a i nic zupełnie złego nie będzie miało miejsca, kiedy w końcu spotkamy Iorwetha...
                 - Adris...
                 - Wiesz, że on nienawidzi czekać, a pewnie teraz właśnie to robi. Siedzi i czeka, ostrząc brzytwę, by popodrzynać nam gardła, kiedy tylko się zjawimy.
                 - Adris...
                 - Jeśli w końcu dotrzemy na miejsce, to bądź pewien, że kopnę cię w rzyć tak mocno, że sam na tę brzytwę wpadniesz!
                 - Adris, do cholery! – Ciaran wrzasnął tak głośno, że z wrażenia elfka mało co nie spadła z drewnianej kłody, na której siedziała. – To, że nie odzywałaś się przez ostatnie trzy dni, nie znaczy, że teraz musisz nadrabiać stracony czas!
Adris westchnęła przeciągle i ponownie spojrzała w ognisko. Teraz była jeszcze bardziej wściekła.
                  - Więc wytłumacz mi jakoś logicznie po co pojechałeś tak daleko, to się zastanowię, czy moja chęć rozszarpania cię na strzępy jest nadal opłacalna... – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
                  - Mówiłem o tym już wiele razy, ale skoro tak bardzo chcesz to powtórzę następny. Ścigał nas Roche, a my musieliśmy go odciągnąć od Iorwetha i całej reszty, jak najdalej.
                 - Ale nie musieliśmy zapuszczać się tak daleko.
                 - A d'yaebl aep arse, jeśli coś jest czarne, to nie wmawiaj mi na siłę, że jest białe – powiedział stanowczo adiutant. – Jeżeli nie pognalibyśmy koni głębiej w las, to Roche mógłby z łatwością zawrócić i ruszyć w kierunku Iorwetha. 
                - Ale to nie znaczyło, że musieliśmy się zapuszczać aż pod Ban Gleán, na terytorium Kaedwen!
                - Przecież jesteśmy już w Dolinie Pontaru! Nie ma sensu się wracać na szlak gdzie mogą dopaść nas Niebieskie Pasy, przetniemy drogę, pojedziemy przez ten gęsty las i skręcimy na Vattweir. Jeśli nasi na nas nie zaczekają, co jest raczej wątpliwe, to na pewno spotkamy ich po drodze. Do Dol Blathanna prowadzi tylko jedna droga, a dh'oine nie zapuszczają się w tamte rejony. Tak czy inaczej, powinniśmy zdążyć bez najmniejszego problemu, przecież wiesz, że Loa'then miała posłać po swoje oddziały pod Zerrikanię, a to dobry tydzień drogi stąd. Czy teraz wszystko jest dla ciebie jasne, Enid?
                - Jak słońce... – Adris westchnęła ponownie. – Tylko dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
                - Jak miałem to zrobić, skoro nawet nie chciałaś mnie słuchać?! – Ciaran poczuł jak zaczyna się w nim gotować z nerwów.
Elfka spojrzała z niemałym zaskoczeniem na swojego rozmówcę.
                - I ty twierdzisz, że ci się podobam i jesteś o mnie zazdrosny? – odparła z wyrzutem. – Drzesz się na mnie jak opętany! Tak się zachowuje zakochany facet?! 
                - Jestem elfem, nie jakimś tam... facetem!
                - Ach, czyli elfy to nie mężczyźni?! Dziękuję, że uświadomiłeś mi ten fakt, po tylu latach mojej beznadziejnej egzystencji!
Adiutant miał już dość tej rozmowy. Gwałtownie wstał i bez słowa ruszył w głąb lasu, żeby trochę ochłonąć. Kiedy Adris zobaczyła, że Ciaran oddala się coraz bardziej, również wstała i szybkim krokiem udała się za nim.
               - Ciaranie aep Easnillien, nakazuję ci się zatrzymać, albo gorzko tego pożałujesz! – wrzasnęła. Kiedy jednak elf nie zareagował, blondynka przyspieszyła kroku. – Ciaran! Nie zostawiaj mnie tu samej, ty chędożony elfie!

                                                                                                                                                                                                   

***

 

Mimo chłodnego wieczoru, Rhena wciąż siedziała nad wodą z dala od wszystkich, z którymi się tu zatrzymała. Musiała w końcu odpocząć. Psychicznie odpocząć. Odkąd pozostawiła swoje komando pod Zerrikanią, miała ciągłego pecha, który nie chciał jej opuścić, mimo że starała się nie myśleć o tych wszystkich złych wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatniego miesiąca. Negatywne myśli zaczęły przebijać się w jej głowie, biorąc górę nad tymi pozytywnymi, stąd wiedziała, że nadszedł czas by w końcu się wyciszyć. Delikatny szum drzew i płynącej wody przynosił ukojenie jej potarganej duszy. To był czas, by w końcu zatrzymać się na chwilę i nabrać sił. Tylko jej czas.
Odgarnęła długie czarne pukle opadające jej na twarz i spojrzała w taflę wody. Księżyc, który wyłaniał się zza chmur, oświetlał leniwie płynącą rzekę mieniącą się od jego blasku jak drogocenne kamienie. Zanurzyła dłoń, spoglądając jak woda przepływa jej między palcami. Zapatrzyła się w ten widok nie zwracając uwagi na nic dookoła. Na kilka sekund zapomniała o otaczającym ją świecie... I wtedy po jej policzku spłynęła łza. Pierwsza od długiego czasu słona łza, po której popłynęły następne. Próbowała to powstrzymać, ale nie potrafiła. Zbyt dużo wzięła na swoje barki i równie dużo dusiła w sobie, by teraz to zatrzymać. Pierwszy raz od długiego czasu, poczuła się słaba i zupełnie bezbronna. Jak małe dziecko.

                     - Wybacz, że ci przeszkadzam... - Do uszu elfki doszedł niski, spokojny głos. 
Odwróciła się gwałtownie, spoglądając zapłakanymi oczyma w kierunku postaci stojącej w miejscu, gdzie nie dochodziło światło księżyca. Od razu rozpoznała kto do niej przyszedł.
                     - Iorweth... – Szybko odwróciła głowę choć wiedziała, że zdążył wszystko zobaczyć.
                     - Cedric pytał o ciebie. – Elf zrobił kilka kroków w jej kierunku, lecz nie podszedł zbyt blisko.
                     - Przekaż mu, że... – mówiła, wycierając policzki. – Że ja... – Łzy nie chciały przestać płynąć, a kolejne próby ich otarcia nic nie dawały.
Watażka stał nieopodal i przyglądał się elfce, nie wiedząc jak powinien zareagować. Nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji. Z jednej strony chciał podejść, lecz z drugiej nie wiedział, czy ona zechce jego pomocy i jaka będzie jej reakcja jeśli tylko się do niej zbliży.
                    - Rhena? – zrobił krok do przodu, lecz od razu się zatrzymał. 
                    - To nic, to tylko... – Z nerwów zaczęły drżeć jej dłonie, przez co wydawało jej się, że wygląda teraz jeszcze bardziej żałośnie. 
W tym momencie elf nie musiał się już więcej zastanawiać. 
                    - Co się dzieje? – zapytał, przykucając obok niej.
Nie spojrzała na niego. Spuściła głowę jeszcze bardziej, by nie widział jej łez, a dłonie skrzyżowała na piersiach, żeby nie mógł za nie złapać. Siedziała tak przez chwilę, próbując opanować płacz lecz po kilku sekundach jeszcze bardziej nim wybuchła.
                    - Squaess'me, dzisiaj nie jestem sobą... – Włosy opadły jej na twarz, przyklejając się do mokrych policzków.
Iorweth westchnął cicho. Doskonale wiedział przez co Rhena przeszła w ostatnim miesiącu i wiedział również, że kiedyś znajdzie to swoje ujście. Nie wiedział natomiast, że będzie mu dane być obok w tej ciężkiej chwili.
                    - Każdy czasami ma chwilę słabości. Nie można dusić wszystkiego w nieskończoność – odparł łagodnym tonem, siadając obok elfki. 
Rhena powoli uniosła głowę i spojrzała na watażkę. Nie przypominał w tej chwili tego samego elfa, którego poznała miesiąc temu. 
                    - Kim jesteś i co zrobiłeś z Iorwethem..? – spytała, wciąż próbując opanować łzy.
Kiedy usłyszał co powiedziała, uśmiechnął się lekko. Podniósł do góry dłoń, by odgarnąć włosy z jej twarzy lecz zatrzymał się kiedy miał dotknąć jej policzka. Elfka patrzyła na niego, jak zahipnotyzowana. Patrzyła w dokładnie taki sam sposób, kiedy to wylądowała mu na kolanach w jego namiocie. Była ciekawa czy on odważy się na dalszy ruch, czy może zabierze rękę i znów stanie się tym samym chłodnym elfem, którego poznała. Serce zaczęło jej walić jak szalone w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń.
                    - Przestałaś płakać – powiedział cicho, zabierając dłoń.
Czuła, że tak to się skończy choć gdzieś tam w środku miała nadzieję, że będzie inaczej. Sama nie wiedziała dlaczego, ale poczuła się zawiedziona jego wyborem... A może wiedziała tylko nie dopuszczała tego do siebie? Odgarnęła włosy i otarła twarz z łez posyłając mu lekki uśmiech. Wszystko co ją przygnębiało odeszło w dal, pozostawiając w głowie same pozytywne myśli.
                   - Pewnie wyglądam jak strach na wróble... – Zmieszała się lekko, poprawiając bluzkę.
                   - Nie. Ale wyglądasz o wiele lepiej, niż kilka chwil temu. – Przyglądał jej się przez chwilę, po czym wstał powoli i ruszył w kierunku ogniska rozpalonego w oddali. 
                   - Iorweth... – Słysząc jej głos, zatrzymał się i spojrzał w jej kierunku.
                   - Tak?
                   - Dziękuję. 
Jej szczery uśmiech w blasku księżyca wyglądał zjawiskowo. Patrzył na nią przez kolejne kilkanaście sekund i przytaknął na to jedno, jakże ważne słowo, które wypowiedziała, jakby chciał jej odpowiedzieć, że nie ma za co. Również się uśmiechnął, choć ledwo dało się to zauważyć. Jej to jednak wystarczyło.
                    - Przekaż Cedricowi... Że zaraz przyjdę.  



___________________
Słownik starszej mowy:

A d'yaebl aep arse - w diabła rzyć 
Squaess'me - przepraszam  


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#46 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 wrzesień 2017 - 07:27

I ja postaram się być na bieżąco :D

 

 

 

nie zabijamy tylko dlatego, że ktoś jest człowiekiem.

Naprawdę? Jesteś tego pewna, Rhena? Możesz powiedzieć to w imieniu wszystkich elfów? ;>

 

Ooo, Cedric jest w otoczeniu najlepszej ekipy ratowniczej. To jest takie urocze, jak bardzo Rhena się o niego martwi. Równie urocza jest zazdrość Tharlena, powiedziałabym, że to zachowuje się jak starszy brat. Oby tylko nie wymyślił czegoś głupiego gdy Cedric poczuje się na tyle dobrze by na zaczepkę odpowiedzieć :o

 

 

 

- Nie chcę zabrzmieć jak kolejny napaleniec, ale gdybym miał taką siostrę, to pewnie martwiłbym się równie zwyczajnie jak ty.

Och Geralt, już tym na oczu nie zamydlisz :D już my Cię dobrze znamy.

 

 

 

O ile te fizyczne nie miały dla niego większego znaczenia, o tyle te psychiczne wierciły dziurę w jego zatwardziałym sercu.

Ha, wiedziałam! Zniszczenie chaperonu zostawiło ślad w psychice na całe życie xD

 

Ach Foltest <3 jak miło, że jesteś cały i zdrowy xD Biedny Roche. Nie dość, że Iorweth go ośmieszył, zniszczył mu chaperon to jeszcze teraz musiał wysłuchiwać tego kwiecistego opieprzu. Niech go ktoś przytuli i powie, że kiedyś mu się uda ;D

 

 

 

 - Adris...
 - Wiesz, że on nienawidzi czekać, a pewnie teraz właśnie to robi. Siedzi i czeka, ostrząc brzytwę, by popodrzynać nam gardła, kiedy tylko się zjawimy.
 - Adris...

- Dlaczego, do cholery, nic nie mówisz? Spieprzyłeś sprawę i nie masz mi nic do powiedzenia?  :lol:

 

Ach Adris, typowa kobieta xD Najpierw nawrzeszczy na Ciarana, a póżniej błaga go by jej nie zostawiał. Brawo elfie, że miałeś odwagę. Chociaż coś czuję, że to napięcie między nimi niebawem doprowadzi do wybuchu...gorących uczuć. I czekam na to  :D

 

 Rhena, biedna ty. Tyle na głowie, a ty jeszcze karmisz się złudzeniami odnośnie Iorwetha...Cedric tam jest i zrobi dla ciebie wszystko. Tylko daj mu szansę ;)


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#47 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 11 wrzesień 2017 - 14:00

I ja postaram się być na bieżąco :D

<33

 

Naprawdę? Jesteś tego pewna, Rhena? Możesz powiedzieć to w imieniu wszystkich elfów? ;>

 

raczej nie jest tego taka pewna :D
 


Ooo, Cedric jest w otoczeniu najlepszej ekipy ratowniczej. To jest takie urocze, jak bardzo Rhena się o niego martwi. Równie urocza jest zazdrość Tharlena, powiedziałabym, że to zachowuje się jak starszy brat. Oby tylko nie wymyślił czegoś głupiego gdy Cedric poczuje się na tyle dobrze by na zaczepkę odpowiedzieć  :o

 

 

Zachowuje się jak starszy, choć jest młodszy :D No cóż, ma swój powód, dlaczego tak sie zachowuje, ale nie chodzi o to, że jest zazdrosny o Cedrica :P Nie mogę póki co powiedzieć, wszystko wyjdzie z czasem, a nawet już niedługo, bo za kilka odcinków (choć jak tak dalej pójdzie, to wstawię wszystko w tydzień XD)

 


Och Geralt, już tym na oczu nie zamydlisz  :D już my Cię dobrze znamy.

 

 

oj tam...   :innocent: 

 


Ha, wiedziałam! Zniszczenie chaperonu zostawiło ślad w psychice na całe życie xD

 

ahahaha, przy tym poległam  :lol: <3

 


Ach Foltest  <3 jak miło, że jesteś cały i zdrowy xD Biedny Roche. Nie dość, że Iorweth go ośmieszył, zniszczył mu chaperon to jeszcze teraz musiał wysłuchiwać tego kwiecistego opieprzu. Niech go ktoś przytuli i powie, że kiedyś mu się uda ;D

 

 

:console: Uda ci się! - zgodnie z życzeniem  :lol: 
 


- Dlaczego, do cholery, nic nie mówisz? Spieprzyłeś sprawę i nie masz mi nic do powiedzenia?   :lol:

 

Nie mówi, bo mu kobieta nie daje dojść do słowa. Co się odezwie, zaraz mu przerywa XD
 


Ach Adris, typowa kobieta xD Najpierw nawrzeszczy na Ciarana, a póżniej błaga go by jej nie zostawiał. Brawo elfie, że miałeś odwagę. Chociaż coś czuję, że to napięcie między nimi niebawem doprowadzi do wybuchu...gorących uczuć. I czekam na to   :D

 

Ciaran będzie miał ciężki orzech do zgryzienia :P Ale nie mówię "nie"  ;) 
 

Rhena, biedna ty. Tyle na głowie, a ty jeszcze karmisz się złudzeniami odnośnie Iorwetha...Cedric tam jest i zrobi dla ciebie wszystko. Tylko daj mu szansę  ;)

Nie skreślałabym od razu tych złudzeń...  :rolleyes:  :whistle: 

dzięki za komenta! :wub:  
 


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#48 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 11 wrzesień 2017 - 20:57

 - A jeśli chodzi o to, jakie naprawdę są elfy... – kontynuowała czarnowłosa – to chyba nie muszę mówić zbyt dużo. W przeciwieństwie do ludzi, nie wbijamy sobie noży w plecy z zazdrości.

Zaraz, moment... Jak tam była ta misja w Vergen z tym sukubem w dwójce? xD To chyba nawet Ele'yas był :lol:

 

Iorweth wysysa z was wszystkich całą energię życiową, bo nie widziałem nawet żeby zmrużył oko. 

Iorweth jest jak krokodyl, śpi na jedno oko i nikt go nie przyłapał xD

 

- Nie chcę zabrzmieć jak kolejny napaleniec

I tak zabrzmiałeś :rolleyes:

 

To bolało gorzej niż odrąbanie ręki, nogi, czy rozpłatanie brzucha mieczem

Pogadamy jak ktoś mu odrąbie rękę, nogę albo rozpłata brzuch   :axe:   :lol:

 

Miałeś po swojej stronie czarodziejkę, wiedźmina i ponad trzydziestu ludzi! Jak wytłumaczysz fakt, że w chwili ataku Scoia'tael na Flotsam, zostali ci tylko sami ludzie?!

Co, miał ich zamknąć pod kluczem, bo a nuż się przydadzą? Brawo Falset, yyy... znaczy Foltest!

 

Smokobójczyni nie żyje, a przynajmniej zadbałem o to by tak myślał.

Powiem szczerze, nie tęskniłam za nią  :hmm:

 

Oj, Adris, Adris... "Chutliwy elfie", "chędożony efie" - ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego  :u347miechwrednyth7:  :hump:

Ale pasują do siebie, lepszego faceta nie znajdzie :D

 

A Rhena by poleciała na Cedrica, na pewno... Tylko kto patrzy na Cedrica jak obok Iorweth stoi :lol: Chociaż serduszko mam pojemne, kocham obu <3   :wub:



#49 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 11 wrzesień 2017 - 22:33

Zaraz, moment... Jak tam była ta misja w Vergen z tym sukubem w dwójce? xD To chyba nawet Ele'yas był :lol:

To był wyjątek od reguły XD A i tak nie do końca się wyjaśniło czy to faktycznie był Ele'yas :P

 

Pogadamy jak ktoś mu odrąbie rękę, nogę albo rozpłata brzuch    :axe:    :lol:

O ile do tego dojdzie :D

 

Co, miał ich zamknąć pod kluczem, bo a nuż się przydadzą? Brawo Falset, yyy... znaczy Foltest!

Nie tyle co zamknąć, jak np. zatrzymać Triss i nie rzucać się na Iorwetha, zapominając o tym, że z boku stoi Geralt  :lol: 
 

Oj, Adris, Adris... "Chutliwy elfie", "chędożony efie" - ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego   :u347miechwrednyth7:   :hump:

Ale pasują do siebie, lepszego faceta nie znajdzie  :D

Aktualnie to jeszcze nic się nie wydarzyło, więc nie wiem o czym mówisz XDD

 

Rhena by poleciała na Cedrica, na pewno... Tylko kto patrzy na Cedrica jak obok Iorweth stoi  :lol: Chociaż serduszko mam pojemne, kocham obu :love:   :wub:

Ten Iorweth ma w sobie coś takiego, nie?  :hmmm: Reszta przy nim blednie  :D 






 

Rozdział 3 (cz.2)
gallery_57_12_924146.gif



               Dzisiejsza noc była wyjątkowo chłodna, mimo że nic na to nie zapowiadało. Przemarznięta Adris siedziała przy żarze tlącego się ogniska próbując się ogrzać, lecz marnie jej to wychodziło. Dygotała z zimna, rozglądając się w ciemnościach za jakąś gałęzią, którą mogłaby dorzucić do paleniska, ale nie znalazła nic w zasięgu wzroku, a szukanie czegokolwiek z dala od tego miejsca nie wchodziło w grę. Bała się zgubić i zostać sama, szczególnie teraz, kiedy wiedziała, że Ciaran jest tak wściekły, iż na pewno jej nie pomoże. 

Zdawała sobie sprawę, że z lekka przesadziła ze swoim marudzeniem i czuła się źle z tego powodu. Postanowiła więc zostać tam gdzie siedziała i pozwoliła w spokoju odreagowywać elfowi, którego nerwy nosiły tak mocno, że nawet nie czuł zimna. Czuwał z dala od blondynki, pod jakimś drzewem, co jakiś czas zerkając w jej stronę. Wbrew pozorom jakie zachowywał, pobiegłby do niej gdyby tylko pisnęła, ale wolał nie dawać tego po sobie poznać. Stwierdził, że dopóki sama się nie odezwie i nie poprosi o cokolwiek, nawet nie drgnie z miejsca.
Elfka kichnęła i podciągnęła nosem, chwytając się za przedramiona i pocierając dłońmi zziębniętą skórę. Siedziała tak od dwóch godzin i choć bardzo chciała zawołać adiutanta, bała się, że znowu coś pokręci, a wtedy on wścieknie się jeszcze gorzej, o ile to w ogóle możliwe. Jednak z drugiej strony zmarzła tak bardzo, że musiała zaryzykować i się odezwać.
                   - Ciaran... – szepnęła ochrypłym głosem. – Dłużej tu nie wysiedzę, jest potwornie zimno.
                   - I co, w związku z tym? – zapytał elf, choć doskonale wiedział o co jej chodzi. Miał zamiar poczekać po prostu na konkretną prośbę.
                   - Mógłbyś... poszukać trochę drzewa i dorzucić do paleniska?
Adiutant wstał i chwycił za grubą gałąź leżącą nieopodal. Zatrzymał się obok Adris, po czym wrzucił drewno do żaru, które w krótkim czasie rozbłysnęło ciepłym płomieniem.
                   - Dziękuję... – Uniosła głowę i spojrzała na niego, wciąż lekko dygocząc. 
Wyglądała teraz tak niewinnie, że cały gniew Ciarana zniknął, gdy elf tylko spojrzał na wdzięczną twarzyczkę swojej towarzyszki. Blondynka podobała mu się od dawna co było dodatkowym czynnikiem, by jak najszybciej odpuścić jej wszystkie winy. Westchnął cicho sam nie wierząc w to, co robi. Usiadł na tej samej kłodzie co ona i spojrzał w ogień. Żółte języki coraz bardziej rozświetlały bezkresną ciemność dookoła, a drwa strzelały przerywając niezręczną ciszę. Kątem oka spojrzał na elfkę, która robiła teraz dokładnie to, co on i przysunął się do niej obejmując ją ramieniem.
                   - Chodź, ogrzeję cię trochę – odparł, gładząc ją dłonią po zimnej ręce. 
Adris zaskoczyły jego nagłe czułości ale nie protestowała. Potrzebowała teraz jak najwięcej ciepła, a przytulanie się do adiutanta wydało jej się nagle całkiem przyjemnym sposobem na ogrzanie. Przycisnęła się do niego, lekko przekręcając w jego stronę i objęła go dłońmi w pasie, przywierając policzkiem do jego klatki piersiowej. Tym razem to Ciaran był zaskoczony, ale nie miał zamiaru się skarżyć z tego powodu. Z zadowoleniem wymalowanym na twarzy otoczył blondynkę swymi ramionami, mocno przytulając ją do siebie. Długo musiał czekać na tę chwilę, ale szybko stwierdził, że naprawdę warto było przejść przez to wszystko, by teraz trzymać ją w objęciach. 
                   - Cieplej ci? – zapytał po krótkiej chwili milczenia.
                   - Tak, znacznie cieplej – odpowiedziała spokojnie.
Przejechał otwartą dłonią po jej plecach i ponownie westchnął. 
                  - Nie jesteś śpiąca? Bo ja chętnie bym się przespał. Rano czeka nas ciężka przeprawa.
                  - Aż tak bardzo spać mi się nie chce... ale jeśli masz ochotę to się zdrzemnij. Ja jeszcze posiedzę i popatrzę w ogień.
                  - Jeśli chcesz... – zaczął trochę niepewnie. 
                  - Tak..? – Oderwała głowę od jego torsu i spojrzała mu w twarz, zachęcając go do dokończenia wypowiedzi.
                  - Mamy tylko jeden koc, a nie chcę zostawiać cię na takim zimnie. Może byśmy...
                  - Zaczynasz przeciągać strunę, chutliwy elfie. – Adris wyprostowała się, patrząc mu w oczy.
                  - Nie Enid, to ty ciągle mylisz pojęcia – odpowiedział odwzajemniając spojrzenie. – Ja chciałem tylko, by nie było ci zimno więc miałem zamiar zaproponować wspólne spanie, nic więcej. Głodnemu chleb na myśli... – westchnął po raz kolejny.
                 - A głodny, głodnemu wypomni... – Kąciki jej ust, uniosły się ku górze. – W sumie to dobry pomysł, ale pod warunkiem, że będziesz trzymał ręce na wysokości pasa... Jasne?
                 - Jak słońce. – Uśmiechnął się lekko, po czym puścił ją z objęć i wstał, by sięgnąć po koc przewieszony na grzbiecie jednego z koni. – Czy jeszcze masz jakieś warunki? – zapytał z nutką sarkazmu w głosie.
                 - W sumie to nie... – odparła po krótkim zastanowieniu, przyglądając się jak układa im posłanie. – Choć jest jeszcze jeden – dodała po chwili. – Masz mnie dobrze zagrzać, bo dosłownie zamarzam.
Elf zadowolony z takiej odpowiedzi, usiadł na kraju koca, po czym chwycił Adris za rękę i wciągnął ją na siebie, obejmując ją mocno w pasie. Kiedy na niego wpadła, wolną ręką złapał za derkę, okrywając ich ciała. Przez chwilę przyglądał się lekko zdezorientowanej twarzy elfki, po czym mocno ją pocałował. 
                 - Ciaran! – warknęła, z oburzeniem spoglądając na adiutanta. – Nie tak to miało wyglądać! – dodała, z coraz większymi nerwami w głosie. 
                 - Przecież nie leżysz na ziemi tylko na mnie, więc w czym problem? Chciałaś żebym cię zagrzał, więc nie narzekaj, bo się rozmyślę – powiedział zamykając oczy. – Dearme Enid...
Przewróciła oczami i położyła głowę na jego klatce piersiowej. Chętnie by mu nawciskała, jak perfidnie skorzystał z okazji ale ostatecznie postanowiła dać sobie spokój.
                  - Dearme... – odpowiedziała krótko. - Ty szwarny, chutliwy elfie.

                                                                                                                                                                                                     

***

                                                                                                                                                                                        Promienie wschodzącego słońca delikatnie łaskotały Rhenę po policzkach, a poranny wietrzyk muskał ją po twarzy ciepłą bryzą. Otworzyła oczy i spojrzała na czyste niebo bez ani jednej chmurki, wsłuchując się w poranny świergot ptaków. Wiedziała, że to będzie dobry dzień. Zachęcona do wstania szybciej niż reszta jej towarzyszy, po cichu wyślizgnęła się ze swojego posłania, omotując wzrokiem elfy i Geralta, którzy spali jak małe dzieci. Uśmiechnęła się na ten słodki widok i po cichu ruszyła w kierunku wodospadu z zamiarem odświeżenia się.
Przedzierając się przez gęste zarośla, rozmyślała o wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Na krótką chwilę jej myśli zajął wiedźmin. Ów wiedźmin zyskał jej sympatię po tym, jak pomógł ocalić Cedrica. Nie spodziewała się, że słynny Gwynbleidd, przyjaciel Roche'a, zechce pomóc lecz cieszyło ją to, że po raz kolejny nie zawiodła się na swojej intuicji. Szybko zdobył jej zaufanie, co nie zdarzało się często. Zwłaszcza, że białowłosy nie był elfem. Prędko znalazła z nim wspólny język, dyskutując na różne tematy. Odniosła nawet wrażenie, że reszcie Geralt również przypadł do gustu, choć Iorweth jak zwykle odstawał od pozostałych. No właśnie, Iorweth. Nie wiedziała jak to zrobił, że jej wszystkie smutki i całe napięcie odeszło w dal, ale była mu za to bardzo wdzięczna... choć nie do końca zadowolona, że widział ją w tak tragicznym stanie. Tak czy inaczej męczyło ją coś, co przyprawiało o cholernie mocny zawrót głowy. Był to niezaprzeczalny fakt, że w jakiś sposób uzależniła się od jednookiego elfa i bynajmniej nie wiązało się to z przymierzem jakie zawarli. To było coś znacznie głębszego, co siedziało w niej już od jakiegoś czasu. Błogie uczucie, które towarzyszyło jej za każdym razem, kiedy Iorweth był w pobliżu. Czuła, że to jest to, czego boi się bardziej niż śmierci. Kilkadziesiąt lat wstecz, przechodziła przez coś podobnego i nie skończyło się to dla niej zbyt dobrze. Bolało wtedy tak mocno, iż poprzysięgła sobie, że nigdy więcej nie wpuści nikogo do swego serca. Zawsze starała się być tą złą, podłą, nie dającą się kochać elfką, która dzierży kamień pod piersią i udawała jej się ta sztuka, aż do teraz, kiedy to przez zatwardziałą skorupę, zaczęło przebijać się uczucie. Nie chciała tego. Niestety problem polegał na tym, że kiedy serce kogoś wybiera, nie uzgadnia tego z rozumem. Wzbraniała się przed tym najmocniej, jak tylko potrafiła i starała się trzymać na dystans dowódcę tutejszych Wiewiórek. Jak niby miała realizować swoje postanowienie, skoro ten zajadły elf wciąż był tak blisko? Jego głos był melodią dla jej szpiczastych uszu, a przeszywające spojrzenie jakim dość często ją zaszczycał, wywoływało gęsią skórkę na jej ciele. To, że nie wyglądał jak reszta elfów nie czyniło go brzydkim, wręcz przeciwnie, ta ogromna blizna na twarzy dodawała mu jeszcze więcej wdzięku. W jej oczach był idealny i przez to również, jak najmniej odpowiedni.
Westchnęła głośno, zatrzymując się nad wodą, postanawiając, że musi na chwilę przestać myśleć o czymkolwiek, o ile to możliwe. Dzisiaj w końcu ruszali pod Vattweir i chciała nabrać sił na dalszą drogę. Chwyciła swe długie, gęste włosy, wiążąc je w niedbałego koka na czubku głowy i zaczęła zdejmować z siebie kolejne ciuchy. Kiedy ostatnie ubranie wylądowało na trawie, weszła do wody, powoli zanurzając się coraz głębiej.
                                                                                                                                                                                                    
***
                                                                                                                                                                                                     
Iorwetha, obudziło donośne skrzeczenie jakichś przerośniętych ptaszysk, walczących na pobliskim drzewie. Kiedy otworzył oko oślepił go blask słońca, co jeszcze bardziej go zdenerwowało. Wiedział już, że to nie będzie dobry dzień.
                       - Bloede arse... – warknął cicho pod nosem, żeby nie obudzić reszty. 
Przetarł twarz dłońmi i spojrzał w stronę śpiących. Dzień dopiero budził się do życia, a posłanie Rheny było już puste. Wstał gwałtownie, rozglądając się wokół, nie mając pojęcia gdzie mogła podziać się elfka. Nie chciał panikować, więc zanim obudzi resztę, postanowił poszukać jej sam. Pierwsze co nasunęło mu się na myśl to wodospad, przy którym wczoraj siedziała, więc najpierw ruszył w tamtym kierunku. Zamiast jednak przedzierać się przez gęste zarośla, poszedł okrężną drogą, gdyż nie miał zamiaru znowu rozedrzeć sukmany na ostrych gałęziach. 
Wczorajsza, dość krótka rozmowa z czarnowłosą dała mu sporo do myślenia. Nazbierało się tego tak dużo, że nie pozwoliło mu spać przez pół nocy, a i teraz wciąż dręczyło jego głowę. Nigdy wcześniej nie widział, żeby jakakolwiek przedstawicielka płci pięknej patrzyła na niego w ten sposób, a Rhena niewątpliwie należała do najpiękniejszych elfek jakie w życiu spotkał. Nie wiedział co miało oznaczać spojrzenie, jakim został uraczony, ale odniósł wrażenie, że jest w nim jakieś głębsze przesłanie. Czarne oczy otoczone wachlarzem rzęs przeszywały go na wskroś, a kiedy wyciągnął dłoń w kierunku drobnej twarzy Loa'then, wydawało mu się, że jej oddech nieznacznie przyspieszył... jakby tylko czekała na jego dotyk. W takim razie, co z Cedriciem? I jak taka elfka jak ona, mogłaby chcieć czegoś więcej od takiego zgorzkniałego elfa jak on? To wszystko nie trzymało się kupy i nie dawało Iorwethowi spokoju. Nie pozwalało mu myśleć o czymkolwiek innym. Nie wiedzieć czemu czuł, że musi z nią porozmawiać i właśnie dlatego postanowił ją znaleźć, póki reszta wciąż spała. Zamyślił się do tego stopnia, że ani się obejrzał, a był już niedaleko wodospadu, gdyż do jego uszu doszedł szum kłębiących się bałwanów. Przyspieszył kroku, lecz gdy wyszedł zza drzewa i ujrzał elfkę w wodzie, na chwilę zupełnie zdębiał. Nie chciał wyjść na podglądacza, więc szybko schował się za pobliskim krzewem, starając się odwrócić wzrok od smukłego ciała Rheny. Niestety, nie było to w tej chwili takie proste, jak mogłoby się wydawać, mimo że elfka była odwrócona plecami. Instynkt Iorwetha, zwyczajnie zagrał mu na nosie, dając do zrozumienia, że nawet taki chojrak jak on, nie potrafi oszukać swej samczej natury w tej kwestii. Elf zagryzł mocno dolną wargę, przyglądając się niebiańskiemu widokowi jaki miał przed sobą, a czarnowłosa wynurzyła się z wody do kolan i wciąż stojąc tyłem, zgarnęła dłońmi pojedyncze kosmyki opadające jej na plecy, po czym wpięła je w niedbały kok. Watażka szybko zmienił zdanie co do złego dnia, jaki sobie wywróżył i kiedy tak wodził wzrokiem od jej karku, aż do kolan i z powrotem, zrozumiał jak bardzo jest spragniony. Przełknął ślinę czując jak zaschło mu w gardle, lecz ta suchość wzięła się z całkiem innego pragnienia. Delikatne palce Rheny, przesuwały się po szczupłych ramionach, z niezwykłą dbałością myjąc każdy skrawek jej bladej skóry, a pojedyncze krople wody, ociekające po jej plecach, znaczyły drogę wzdłuż kręgosłupa, spływając wprost w wąski prześwit między kształtnymi pośladkami. Iorweth wziął głęboki wdech i cicho wypuścił powietrze z płuc. Tatuaż elfich róż pamięci, który rozciągał się od karku i wiódł przez prawe ramię, biodro, kończąc się na pupie, dodawał ciału czarnowłosej jeszcze więcej piękna, przez co elf wręcz pożerał ją wzrokiem. Jego zatwardziałe serce już łomotało jak oszalałe, a kiedy niczego nieświadoma Rhena, odwróciła się w jego kierunku, poczuł jak zapiera mu dech. Tak naprawdę, to nie pamiętał kiedy ostatni raz miał okazję podziwiać taki widok i szybko zdał sobie sprawę, że to się już raczej nie powtórzy. Trochę go to przybiło, ale postanowił, że nie będzie sobie teraz zaprzątał tym głowy. 
Elfka westchnęła cicho i powolnym ruchem zanurzyła dłoń w wodzie, ochlapując swoje nagie ciało. Kiedy kolejne krople zaczęły spływać wprost po jej biuście, myśli watażki, które jeszcze kilka chwil wcześniej krążyły wokół wczorajszego zdarzenia, diametralnie zmieniły swój tor... A skoro Saskia zniknęła z jego świata na dobre, nie musiał czuć się winny tych wszystkich fantazji. 
W ciągu ostatnich czterech dni, Iorweth pogodził się ze śmiercią Smokobójczyni na tyle, by pozwolić jej spokojnie odejść do lepszego świata. Wiedział, że musi to zwalczyć jak najszybciej, gdyż potem mogłoby być już tylko gorzej. Zdusił to uczucie choć nie było łatwo, bo ból był ogromny, ostatecznie jednak się udało. Znowu był wolny i samotny, serce okraszone miał licznymi ranami, a pustka wypełniała jego wnętrze. I wtem do głowy znów dobiło mu się to, co miało miejsce wczorajszego wieczoru, skutecznie odciągając jego spojrzenie od elfki. Szybko opuścił wzrok, przypominając sobie łzy, drżące dłonie i łamiący się głos Rheny, doskonale zdając sobie sprawę, czego to było skutkiem. Piękność, której ciało podziwiał jeszcze kilka sekund temu, została przez niego tak boleśnie zraniona, że nie mógł tak po prostu stać tu i gapić się na nią, myśląc o wspólnym uniesieniu. Wciąż pamiętał o tym jak dał się zwieść w lesie, a ją porwało kilkunastu oprychów i gdzieś w środku ciągle obwiniał się o to, mimo że czarnowłosa kazała mu zapomnieć o całej sprawie. Przeklął się w myślach, ostatni raz patrząc w stronę Rheny, która na powrót odwróciła się do niego plecami, po czym zwrócił się w kierunku z którego przyszedł i bezszelestnie ruszył przed siebie. Wszystko to podziałało jak lodowaty prysznic, skutecznie gasząc buchający w nim ogień. Wiedział, że musi jak najszybciej wymazać z pamięci to, co tu przed chwilą zobaczył, podobnie jak to, że powinien wybić sobie z głowy rozmowę z czarnowłosą na temat spojrzenia, jakim obdarzyła go wczoraj wieczór. Lecz ledwo uszedł kilka metrów, a drogę zastąpił mu nie kto inny, jak sam brat Rheny, który w przeciwieństwie do elfki widział, co miało miejsce przed chwilą. 
                   - Wydaje mi się, że zbyt dobrze się bawisz, Cervan... – Tharlen zmierzył Iorwetha gniewnym wzrokiem, doskonale zdając sobie sprawę z jego wyczynu. 
                   - Zejdź mi z drogi... – Watażka spojrzał prosto w twarz młodego elfa, sprawiając wrażenie zupełnie niezaskoczonego jego widokiem. W rzeczywistości było zupełnie odwrotnie.
                   - Zmuś mnie... – Niespodziewanie rozległ się brzęk wyjmowanego ostrza.
                   - Naprawdę chcesz, żebym cię zabił..? – Dowódca Wiewiórek nawet nie drgnął na ten dźwięk.
                   - To moja siostra, bloede arse, nie pozwolę deptać jej godności, tak jak ty na to pozwoliłeś we Flotsam... – Tharlen przytwierdził ostry koniec miecza do brzucha swego rozmówcy.
                   - Zważaj na słowa, ty cholerny gówniarzu... – Iorweth chwycił elfa mocno za twarz, wbijając mu palce w policzki. To co powiedział młodzian, idealnie trafiło w jego czuły punkt.
                   - Powiedziałem już... – Elf wyrwał się z ręki watażki. – To moja siostra... Nie pozwolę traktować jej jak ładnego przedmiotu, na który można sobie popatrzeć kiedy ma się na to ochotę. Nikomu nie pozwolę, Cervan. Więc zważaj na czyny, bo nie ręczę za siebie jeśli uroni przez ciebie choć jedną łzę.
                  - Nie będziesz mi groził tylko dlatego, że zobaczyłem fragment jej nieosłoniętego ciała – syknął Iorweth, chwytając dłonią za ostrze mocno dociśnięte tuż nad jego pępkiem. – Nie traktuje jej jak przedmiotu, wręcz przeciwnie, dwa razy jej pomogłem, więc nie bądź śmieszny i zabierz tę zabawkę zanim komuś stanie się krzywda
                  - Fragment, powiadasz? – zakpił czarnowłosy młodzian.
                  - Jak na elfy, których życie i myślenie opiera się na podboju świata i zabijaniu ludzi, prowadzicie całkiem ciekawą konwersację – wtrącił się nagle Geralt, zmierzając w stronę kłócącej się dwójki. – A teraz przestańcie zachowywać się jak dzieci i skończcie tą niepoważną dyskusję – dodał zatrzymując się o krok od elfów. 
                  - Podobno jesteś neutralny Vatt'ghern... i nie mieszasz się w cudze sprawy – odpowiedział Tharlen, nie spuszczając wzroku z watażki. 
                  - To prawda. Ale prawdą jest również, że jestem uczulony na głupotę, więc jeśli nie skończycie tego przedstawienia, mogę zacząć kichać z mieczem w dłoni, odrąbując przez przypadek czyjąś rękę lub nogę. Wiecie jak to jest... Alergia na bałwaństwo. – Wzruszył ramionami wiedźmin.
Doskonale czuł, że w powietrzu coś wisiało, wyraźnie nabierając kształtu zajadłej walki i koloru krwistej czerwieni, a to nie wróżyło zbyt dobrze.
                  - Co tu się dzieje, do licha? – Głos wracającej z nad wodospadu Rheny, w jednej sekundzie odciął rozwścieczenie zwisające nad głowami całej trójki. Elfka była mocno zaskoczona tym, co rozgrywało się na jej oczach i ani trochę tego nie ukrywała. Dłoń Iorwetha zaciśnięta była na mieczu jej brata, który przykładał ostrą stal do brzucha watażki. Skórzana rękawica dowódcy Wiewiórek zaplamiona była krwią, która skapywała z jego ręki wprost na trawę. Tuż obok stał siwowłosy. – Niech ktoś mi to natychmiast wytłumaczy! – warknęła, nie ukrywając również swojej złości.
                  - Obaj uparli się, że będą bronić twojej godności. – Geralt złapał elfy za ramiona, odciągając je od siebie. – Prawda chłopcy? – poklepał ich po plecach, patrząc to na jednego, to na drugiego. 
Tharlen i Iorweth również popatrzyli na wiedźmina, po czym równocześnie przenieśli wzrok na elfkę. Watażka szybko jednak spuścił głowę i odszedł bez słowa. Czarnowłosa powiodła za nim wściekłym spojrzeniem, które błyskawicznie przeniosła na swojego brata.
                  - Co to było Tharlen?! Dlaczego mu groziłeś?!
                  - Nie będę tolerował nikogo, kto hańbi twoją godność. Nikogo – odpowiedział stanowczo elf i również odszedł, zostawiając siostrę sam na sam z siwowłosym. 
Rhena spojrzała na Geralta pytającym wzrokiem i westchnęła ciężko, rozkładając ręce w bezradności.
                  - Wybacz Loa'then, ale to nie moja sprawa. Rozdzieliłem ich, żeby się nie pozabijali, do reszty się nie mieszam – odparł wiedźmin.
                  - Więc kogo mam pytać o prawdziwy powód tej sprzeczki, Gwynbleidd?
                  - Twój brat powie ci prawdę, ale zapewne podkoloryzuje co nieco, żebyś wściekła się na Iorwetha, a Iorweth... Wydaje mi się, że nie będzie chciał o tym rozmawiać. 
                  - To co ja mam zrobić, do cholery? – Elfka westchnęła ciężko, po raz kolejny.
                  - Zostaw to tak jak jest. Najlepszym przyjacielem prawdy jest czas, wystarczy cierpliwie poczekać. – Geralt podszedł do elfki i położył jej dłoń na ramieniu. – Chodźmy. Trzeba ruszać w dalszą drogę.  

 


 


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#50 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 wrzesień 2017 - 23:21

Ale piękny gif  :wub:

Oooo Ciaran no proszę xD Patrzcie jak chutliwy elf wykorzystał okazję :D ale ta scena była tak urocza i fajna <3 cieszę się, że Adris trochę odpuściła...co zimno robi z kobietą. 

 

 

 

 - Zaczynasz przeciągać strunę, chutliwy elfie. – Adris wyprostowała się, patrząc mu w oczy.
                  - Nie Enid, to ty ciągle mylisz pojęcia – odpowiedział odwzajemniając spojrzenie. – Ja chciałem tylko, by nie było ci zimno więc miałem zamiar zaproponować wspólne spanie, nic więcej. Głodnemu chleb na myśli... – westchnął po raz kolejny.
                 - A głodny, głodnemu wypomni... –

Padłam  :lol:  :lol:

 

Och, Rhena...coś czuję, że Twoje życie uczuciowe skomplikuje się jeszcze bardziej. Ruda, dałaś mi nadzieję, że może z Iorwethem coś będzie :D i będę się tego trzymać, bo w gruncie rzeczy średnio przepadam za Smokobójczynią  :D

 

 

 

Niestety problem polegał na tym, że kiedy serce kogoś wybiera, nie uzgadnia tego z rozumem.

So true...

 

 

 

Zamiast jednak przedzierać się przez gęste zarośla, poszedł okrężną drogą, gdyż nie miał zamiaru znowu rozedrzeć sukmany na ostrych gałęziach. 

No patrzcie, Pan Ostrożny się znalazł xD a jakby Rhena umierała przy wodospadzie i liczyłaby się każda minuta? xD

 

 

 

Przełknął ślinę czując jak zaschło mu w gardle, lecz ta suchość wzięła się z całkiem innego pragnienia. 

CvbPJMF.jpg

 

Iorweth podglądacz xD Mmm, myślałam, że dołączy do Rheny  :P  

 

 

 

wtrącił się nagle Geralt

No oczywiście, tam gdzie naga kobieta tam i chutliwy wiedźmin  :lol:

 

Uuu...napięcie między Tharlenem i Iorwethem rośnie :o Boję się, że dojdzie do sytuacji, w której Iorweth zabije brata Rheny :o

 

Geralt jakich porad udziela xD niech poradnię jakąś otworzy, dobrze mu idzie. 


  • Ruda lubi to

 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#51 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 12 wrzesień 2017 - 17:02

Ale piękny gif  :wub:

Oooo Ciaran no proszę xD Patrzcie jak chutliwy elf wykorzystał okazję :D ale ta scena była tak urocza i fajna <3 cieszę się, że Adris trochę odpuściła...co zimno robi z kobietą. 

Dzięki! <3
Ahaha, zimno z kobietą potrafi robić różne dziwne rzeczy XD Tutaj jest tego idealny przykład :D

 

Och, Rhena...coś czuję, że Twoje życie uczuciowe skomplikuje się jeszcze bardziej. Ruda, dałaś mi nadzieję, że może z Iorwethem coś będzie  :D i będę się tego trzymać, bo w gruncie rzeczy średnio przepadam za Smokobójczynią   :D

Jak zdążyłam już zauważyć to mało kto ją polubił xD trzymaj się nadziei, to najlepsza droga  :lol: 

 

No patrzcie, Pan Ostrożny się znalazł xD a jakby Rhena umierała przy wodospadzie i liczyłaby się każda minuta? xD

Wiesz, że to dwie różne sytuacje? XDD 
 

Iorweth podglądacz xD Mmm, myślałam, że dołączy do Rheny   :P  

 

miałam taki plan na początku... ale obawiam, że na tym etapie znajomości, mogłoby się to dla niego źle skończyć  :lol: 

 

No oczywiście, tam gdzie naga kobieta tam i chutliwy wiedźmin   :lol:

To już chyba oczywista oczywistość  :D

 

Uuu...napięcie między Tharlenem i Iorwethem rośnie  :o Boję się, że dojdzie do sytuacji, w której Iorweth zabije brata Rheny  :o

Akurat tu ci mogę obiecać, że do tego nie dojdzie :P

 

Geralt jakich porad udziela xD niech poradnię jakąś otworzy, dobrze mu idzie.

Nasłuchał się już tyle porad w swoim życiu, że czas je wykorzystać  :lol: 

Dzięki za komenta  :P 

 


gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#52 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 12 wrzesień 2017 - 22:08

Aktualnie to jeszcze nic się nie wydarzyło, więc nie wiem o czym mówisz XDD

JESZCZE  :u347miechwrednyth7:  :hump:

 

Nie żeby coś, ale skoro Adris było tak zimno, to mogła sama poszukać jakiegoś drewna na opał, rozgrzałaby się przy okazji :lol:

Ale cóż, wyszło jak wyszło, czyli bardzo dobrze. Ciaran w każdym razie nie ma prawa narzekać. Nie dość, że może ukochaną blondi tulić pod kocykiem całą noc, to jeszcze skradł jej buziaka. Oj, oby tylko rzeczywiście trzymał ręce powyżej pasa xD

 

 Głodnemu chleb na myśli... – westchnął po raz kolejny.

- A głodny, głodnemu wypomni... 

Głodny głodnego zrozumie :lol:

Poza tym ona go ciągle nazywa chutliwym i w ogóle, mógł w końcu nabrać ochoty na co nieco  :hump:

 

Nie spodziewała się, że słynny Gwynbleidd, przyjaciel Roche'a, zechce pomóc lecz cieszyło ją to, że po raz kolejny nie zawiodła się na swojej intuicji. Szybko zdobył jej zaufanie, co nie zdarzało się często. 

No proszę Cię, któż mógłby się oprzeć tym jego ślicznym kocim oczętom? :D

tXNEFRO.gif

 

Żodyn się nie oprze. Żodyn.

 

Wzbraniała się przed tym najmocniej, jak tylko potrafiła i starała się trzymać na dystans dowódcę tutejszych Wiewiórek.

Rhena naprawdę sądzi, że da radę trzymać się z dala od Iorwetha? A co on na to?

j30eUCZ.gif

No właśnie...  :u347miechwrednyth7:

 

Rhena wstaje: "Wiedziała, że to będzie dobry dzień. "

Iorweth wstaje: "Wiedział już, że to nie będzie dobry dzień."

Jacy zgodni  :lovers:  Cóż, przeciwieństwa się ponoć przyciągają :D

 

 

Watażka szybko zmienił zdanie co do złego dnia, jaki sobie wywróżył i kiedy tak wodził wzrokiem od jej karku, aż do kolan i z powrotem, zrozumiał jak bardzo jest spragniony.

Faceci... :lol: Ale co zobaczył, to jego xD

Powinien wybić Sprite'a  :pepsi:

AqSvznt.jpg?1

 

Zaraz, moment... A Tharlen co tam robił? No chyba własnej siostry nie podglądał, co nie? xD

- To moja siostra, bloede arse, nie pozwolę deptać jej godności, tak jak ty na to pozwoliłeś we Flotsam... – Tharlen przytwierdził ostry koniec miecza do brzucha swego rozmówcy.

A gdzie był wtedy Tharlen?  :hmmm: Och, wiem. Dał się złapać Niebieskim Pasom, przez co jego siostra musiała sobie radzić sama. Ale wierzę, że myślami był z nią, na pewno jej to pomogło. Nie przypominam sobie, aby Iorweth wydawał jakieś pozwolenia na porwania i gwałty na Rhenie, a nawet wydawało mi się, że poszedł ją ratować. A gdzie był wtedy braciszek? I kiedy umierała w tamtej jaskini wśród płomieni? Ach, no tak... Idąc jego tokiem myślenia, to Tharlen pozwolił na to, by Rhena spłonęła w lesie żywcem. Ach, jakże łatwo obrócić czyjeś słowa przeciw niemu :rolleyes:

 

- Nie będziesz mi groził tylko dlatego, że zobaczyłem fragment jej nieosłoniętego ciała – syknął Iorweth

Tja, FRAGMENT  :troll:  (Widzę, że zgadzam się tu z Tharlenem, wyjątkowo xD)

A Geralt chyba rzeczywiście powinien iść za radą Rheny i zmienić zawód na psychologa. A nie, w tym towarzystwie to chyba bardziej psychiatra się nada  :weirdo:


  • Ruda lubi to

#53 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 13 wrzesień 2017 - 00:26

Nie żeby coś, ale skoro Adris było tak zimno, to mogła sama poszukać jakiegoś drewna na opał, rozgrzałaby się przy okazji  :lol:

Ale cóż, wyszło jak wyszło, czyli bardzo dobrze. Ciaran w każdym razie nie ma prawa narzekać. Nie dość, że może ukochaną blondi tulić pod kocykiem całą noc, to jeszcze skradł jej buziaka. Oj, oby tylko rzeczywiście trzymał ręce powyżej pasa xD


Adris była zbyt zaabsorbowana kłótnią z Ciaranem, poza tym tak miało być, ona coś do niego ma, ale sama nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy XD
No a Ciaran, jak to Ciaran, wykorzystał okazję. Cóż, tylko głupi by nie skorzystał :lol:

 

Głodny głodnego zrozumie :lol:
Poza tym ona go ciągle nazywa chutliwym i w ogóle, mógł w końcu nabrać ochoty na co nieco :hump:

Na bank nabrał już dawno ochoty, ale przecież prosto z mostu jej nie powie :rolleyes:
 

 

No proszę Cię, któż mógłby się oprzeć tym jego ślicznym kocim oczętom? :D

Jeżu, nie mogę z tego gifa :rofl:
 

 

Faceci... :lol: Ale co zobaczył, to jego xD

Też jestem tego zdania XD
 

 

Rhena naprawdę sądzi, że da radę trzymać się z dala od Iorwetha?

Ahaha XD chcesz mnie zabić tymi gifami :lol: Ale myślę, że ona coraz mniej sie opiera, choć może tego JESZCZE tak nie widać :D
 

 

Zaraz, moment... A Tharlen co tam robił? No chyba własnej siostry nie podglądał, co nie? xD

Tharlen poszedł za Iorwethem, chwilę po tym, jak ten poszedł za Rheną. Obaj naszli na siebie, można powiedzieć, że w połowie drogi się spotkali :P

 

A gdzie był wtedy Tharlen? :hmmm: Och, wiem. Dał się złapać Niebieskim Pasom, przez co jego siostra musiała sobie radzić sama. Ale wierzę, że myślami był z nią, na pewno jej to pomogło. Nie przypominam sobie, aby Iorweth wydawał jakieś pozwolenia na porwania i gwałty na Rhenie, a nawet wydawało mi się, że poszedł ją ratować. A gdzie był wtedy braciszek? I kiedy umierała w tamtej jaskini wśród płomieni? Ach, no tak... Idąc jego tokiem myślenia, to Tharlen pozwolił na to, by Rhena spłonęła w lesie żywcem. Ach, jakże łatwo obrócić czyjeś słowa przeciw niemu :rolleyes:

Mówiłam Ci już, że lubię w Tobie tą spostrzegawczość? :wub: :D
 

 

Tja, FRAGMENT :troll: (Widzę, że zgadzam się tu z Tharlenem, wyjątkowo xD)

A Ty na jego miejscu przyznałabyś się ile widziałaś? :lol:
 

 

CytatA Geralt chyba rzeczywiście powinien iść za radą Rheny i zmienić zawód na psychologa. A nie, w tym towarzystwie to chyba bardziej psychiatra się nada :weirdo:

Ahaha, towarzystwo się dopiero rozkręca :D
Dzięki za komenta <3




Rozdział 3 (cz.3)
gallery_57_12_74576.png





                  Mimo braku postojów, droga do Vattweir potwornie się dłużyła. Z racji, że Cedric był cały obolały, szybka jazda konno nie wchodziła nawet w grę, a Rhena nie chciała, by wiozący szatyna wiedźmin został daleko w tyle. Iorweth, o dziwo nie protestował gdy o tym wspomniała. Zaskoczyło ją to, lecz szybko domyśliła się, że miało to związek z poranną kłótnią, z jej bratem. Niemniej jednak postanowiła posłuchać rad Geralta i o nic nie pytała, choć rozbiegany wzrok dowódcy Wiewiórek, kiedy z nim rozmawiała, dał jej do myślenia. Tharlen również zachowywał się inaczej. Wiedziała, że brat bywa nadopiekuńczy, ale przecież Iorweth nie zrobił nic co mogłoby zdenerwować młodego elfa... a przynajmniej nic o czym by wiedziała. Pocieszający był jedynie fakt, że skłócona dwójka dała się namówić na kradzież koni z małej wioski leżącej blisko głównego traktu, bo od tego ciągłego maszerowania cholernie bolały ją nogi. 

Z rozhuśtanymi myślami, jechała na koniu, tuż obok Geralta, który niestrudzenie wiózł ze sobą Cedrica. Cała trójka umilała sobie czas rozmową, choć to głównie elfka mówiła, opowiadając o różnych śmiesznych, sytuacjach jakie miały miejsce w jej komandzie. Musiała zająć czymś swoją głowę. 
                 - Vessekheal! Krzyknęła Amher i padła pod stół zupełnie zalana w trupa! – Czarnowłosa zaśmiała się na samo wspomnienie o tym wydarzeniu. – Moja jakże urocza siostra wypiła całą butelkę bimbru zupełnie sama twierdząc, że musi uczcić moje urodziny. Szczególnie komicznie wyglądało, kiedy próbowała wstać bez niczyjej pomocy, piętnaście minut zbierała się z podłogi, aż w końcu Tharlen zlitował się nad nią i zaniósł ją prosto do łóżka. 
                 - No cóż, miała idealną okazję do tego by się upić – odparł wesoło Cedric. – Nie codziennie świętuje się urodziny siostry. Dobrze, że twój brat był w pobliżu.
                 - Tak, Tharlen zawsze pilnował nas obydwie. – Uśmiechnęła się pogodnie. – A teraz, kiedy Amher musi pilnować się sama, po cichu liczę, że nie narobi nam wstydu. 
                 - Sor'ca pilnuje się lepiej, niż całe komando razem wzięte – wtrącił się młody elf, jadący jakieś dwa metry za nią. – Zawsze ma oczy dookoła głowy, nie pozwalając sobie na zaskoczenie... – dodał, kierując wymowne spojrzenie na Iorwetha jadącego tuż za wiedźminem. 
Watażka zignorował słowa młodziana, gnając konia pędem przed siebie. Nie miał zamiaru wdawać się w dyskusje, które były dla niego zupełnie bez sensu.
                 - No fakt, Amher nigdy nic nie umknęło – przytaknęła Rhena, patrząc na wyprzedzającego wszystkich dowódcę Wiewiórek. – Ale mi chyba wciąż coś umyka... – dodała, widząc jak koń znika jej z oczu.
                 - Iorweth jest wyjątkowo niespokojny i dziwnie nieobecny – powiedział Cedric. 
                 - Gdybym był na jego miejscu, również rozmyślałbym w nieskończoność – odezwał się w końcu wiedźmin. 
                 - Gwynbleidd... – zaczęła elfka.
                 - Cervan, powinien ostrożniej wybierać miejsca, w które patrzy – przerwał jej Tharlen.
Słysząc to, Rhena spojrzała na brata gniewnym wzrokiem.
                 - Jeśli chcesz coś powiedzieć to mów, a jeśli nie, to zamilknij. Mam dość słuchania docinek przez całą drogę do Vattweir. 
                 - I tak traktuję go ulgowo. Powinienem wydłubać mu drugie oko, by nie mógł się na ciebie gapić...
                 - Tharlen, do ciężkiej cholery! – Elfka warknęła wściekle. – Trochę szacunku! Iorweth zrobił dla Aen Seidhe bardzo wiele dobrego, a ty nie zrobisz nawet połowy z tego do końca swego życia! 
                 - Mimo wszystko, twoja siostra ma rację – przytaknął Cedric. – Choć nie mam pojęcia co zrobił, że tak bardzo zalazł ci za skórę. 
Elf ledwo skończył mówić, a kilka metrów dalej rozległ się czyjś krzyk. Czarnowłosa przeleciała wzrokiem po swoich towarzyszach i zaraz po tym pognała konia w miejsce skąd dochodziły wrzaski...
                 - Nie zabijaj, błagam... zlituj się! – Mężczyzna skomlił podniesionym głosem.
                 - Nie dyskutuje z dh'oine. – Iorweth wyjął miecz i wolnym ruchem dłoni, przyłożył go do gardła człowieka. Stal rozbłysnęła w słońcu, prezentując swą pełną krasę.
                 - Cóż ci zawiniłem, mój drogi panie? Daruj życie! Jam jest tylko przydrożny grajek, którego jedyną bronią jest lutnia! 
                 - I właśnie tę lutnię próbowałeś mi rozbić na głowie...
                 - Błagam... Na Creve, Melitele i inne boginie, oszczędź mnie, nie morduj niewinnego!
                 - Co się tu... – Kiedy Rhena weszła między krzaki i zobaczyła wysokiego, przystojnego mężczyznę w śliwkowym kapelusiku na głowie, kurczowo ściskającego w rękach lutnie, westchnęła głęboko. – Bard... Zostaw biedaka i wracajmy na szlak. – Chwyciła watażkę za rękę, w której trzymał miecz.
Gdy poczuł jej delikatną dłoń na swoim nadgarstku, po ciele przeszedł go lekki dreszczyk. Nie opuszczając broni spojrzał na czarnowłosą, która również zawiesiła na nim swoje duże, czarne oczy, obdarowując go tym samym tajemniczym spojrzeniem co wczorajszego wieczoru. Chciała odwrócić głowę, ale nie mogła. Nie potrafiła tak po prostu na niego nie patrzeć.
                  - Jaskier? – Wyrwane z wpatrywania się w siebie elfy, od razu skierowały wzrok na wiedźmina stojącego tuż za nimi. – Co ty tu robisz, do cholery?
                  - Geralt! – Bard spojrzał na przyjaciela z lekką ulgą. – Powiedz temu... przemiłemu elfowi, żeby mnie nie zabijał, ja nie chciałem mu zrobić krzywdy! Myślałem, że to jakiś chłop na koniu jedzie...
                  - W co ty znowu się wpakowałeś? – warknął Riv, po czym skierował wzrok na Iorwetha. – Możesz go puścić, jest raczej nie groźny.
                  - Znacie się? – Rhena rzuciła badawcze spojrzenie na Jaskra.
                  - Tak, to mój przyjaciel, który posiada niezwykłą zdolność przyciągania kłopotów i wpadania w tarapaty. Jak widać zresztą... – westchnął wiedźmin.
Watażka opuścił miecz i schował go do pokrowca.
                  - I ma przy tym niezwykłe szczęście – dodał. – Gdyby nie ty Gwynbleidd, pewnie pozbył by się głowy – kontynuował, uśmiechając się do barda paskudnie. 
Mężczyzna przełknął ślinę, mierząc wzrokiem swego niedoszłego zabójcę. Przewiesił lutnię przez ramię, po czym przeniósł wzrok na Geralta.
                  - Po stokroć dzięki ci za ratunek, nie wiem jak się odwdzięczę – odparł i skierował swe spojrzenie na czarnowłosą elfkę. – Tobie również dziękuję, piękna pani – ukłonił się nisko, zdejmując kapelusz z głowy.
                  - Wystarczy Rhena – odpowiedziała, podając mu rękę. 
                  - Mistrz Jaskier. – Bard uchwycił jej dłoń i pocałował ją delikatnie. – Do usług.
                  - Nie zaczynaj... – wtrącił się wiedźmin, widząc, że Loa'then spodobał się gest barda.
                  - Przecież nie zrobiłem nic złego. To tylko gest wdzięczności... – puścił oczko elfce, na co ta zareagowała uśmiechem.
Obserwując zaloty Jaskra, Iorweth poczuł ukłucie zazdrości. Szybko zaczął żałować, że nie ukrócił mężczyzny o głowę, zanim ktokolwiek mu przeszkodził. 
                 - Już ja znam tą twoją wdzięczność... Lepiej powiedz co tu robisz i w co się znowu wpakowałeś – mówił Geralt.
                 - Tym razem w nic się nie wpakowałem. Jadę, a właściwie jechałem bo koń mi się spłoszył, do Vattweir na ożenek córki zamożnego karczmarza, który zechciał bym zaprezentował kilka swych najlepszych pieśni na weselu. Groszem nie śmierdzę więc się zgodziłem, poza tym niemało płaci, a i najeść się mogę do syta, tylko głupiec by nie skorzystał. 
                  - Choć raz się z tobą zgodzę, Jaskier. Tak się składa, że ja również tam zmierzam, więc jeśli moi towarzysze nie mają nic przeciwko...
                  - Oczywiście, że nie mamy – wtrąciła się Rhena. – Przyjaciele wiedźmina, są naszymi przyjaciółmi.
                  - Więc w drogę, nie mamy całej wieczności. – Watażka popatrzył na elfkę, posyłając jej jedno z tych przeszywających spojrzeń, jakimi często ją uraczał. 
Loa'then poczuła, jak jej serce zaczyna walić szaleńczym tempem, a policzki oblewają się rumieńcem.
                  - Pojedziesz ze mną. – Szybko odwróciła głowę, kierując wzrok na barda. – Gwynbleidd wiezie naszego rannego przyjaciela, a wątpię by któryś z elfów...
                  - Nie tłumacz mi się, piękna pani. Jestem rad, że mogę skorzystać z pomocy – przerwał jej Jaskier.
                  - Więc skorzystaj grzecznie i nie próbuj pogarszać swojej sytuacji. – Geralt spojrzał na mężczyznę dając mu do zrozumienia, by nawet nie próbował romansować. – A teraz wracajmy na konie, przed nami jeszcze trochę drogi.

 

***

 

W jednej z karczm położonej na granicy Vattweir, kilku krasnoludów ogałacało z zapasów alkoholu miejscowego karczmarza. Ów karczmarz nie miał jednak nic przeciwko. Interes dawno nie szedł tak dobrze jak dzisiejszego wieczoru, a w piwnicach wciąż stało sporo beczek z winem, bimbrem i piwem, które tylko czekały na otwarcie. Karczma była miejscem, gdzie gościli się głównie nieludzie mieszkający w mieście oraz przejezdni, którzy chcieli odpocząć po długiej podróży. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie.
                  - No już karczmarzu, polej nam tu, bo w gardle sucho jak w świńskiej rzyci! – huknął krasnolud z rudą brodą do pasa, zaplecioną w warkocz. 
                  - Jak ty coś walniesz Skaggs, to nic, ino ci ten czerep młotem rozłupać – odparł drugi, którego rozpuszczona broda, spoczywała na tęgim brzuchu. – Ale z tym, że w gardle sucho to się zgodzić muszę! – Uderzył pięścią w stół tak, że puste kufle podskoczyły do góry. – Nie śpij Chivay, pijemy dalej! – dodał, spoglądając na przysypiającego krasnoluda z krótko ostrzyżoną brodą. 
                  - Zamiast drzeć mordę, napełnij puste szklanice, Zigrin. Jak mam ku*wa nie spać, skoro w gardle sucho, jak w pustej studni?
Skaggs znów miał krzyknąć, kiedy w końcu pojawił się karczmarz z wysokimi kuflami, zalanymi po brzegi złocistym trunkiem. Cała trójka chwyciła za piwo i z zadowoleniem zaczęła popijać dużymi łykami. 
                 - Cholera by wzięła tego przeklętego kurwi syna księciunia – powiedział Zigrin, wycierając mokrą brodę w rękaw. – Jak go kiedy spotkam, to wbije mu topór prosto w tą jego pustą łepetynę. 
                 - Co racja to racja – przytaknął Chivay. – To przez niego Saskia ducha wyzionęła. Jedyna szansa na kraj wolny od uprzedzeń, przepadła bezpowrotnie jak jędrne cycki u starej baby.
                - Szkoda dziewki. – Skaggs upił łyk piwa i odstawił kufel na stół. – A wiadomo co z tymi Wiewiórkami spod Flotsam, które miały nam pomóc? Ciekawi mnie, co się z nimi dzieje.
                - A co ma z nimi być? – zapytał Zigrin. – Widziałeś ten pogrom w Vergen, myślisz, że będą pchać swoje chude tyłki w paszcze lwa? Pewno nadal siedzą tam gdzie siedziały.
                - Nie byłbym taki pewien – odparł Chivay. – Słyszałem, że Flotsam stanęło w płomieniach, a Scoia'tael wymordowali całe to zapadłe miasteczko. Część z nich jest gdzieś tutaj i czeka na przybycie samego Iorwetha i jego komand. Podobno jest z nim jakaś urodziwa lala spod Zerrikani, która ma pod sobą sporo elfich łuczników. 
                - Spalone miasto i dowodząca baba? To nie wróży nic dobrego – burknął Skaggs.
                - Dobrze gada – uznał Zigrin. – Jedna już leży trupem. I skąd ty stary capie, masz takie informacje? Pewnie połowa to plotki, a jedyne co ta... „urodziwa lala" ma pod sobą, to tego rzeźnika Iorwetha, na którym jeździ przez całą noc!
Cała trójka wybuchła gromkim śmiechem, który odbił się echem po całym pomieszczeniu, jednak dookoła było tak tłoczno i gwarno, że nikt nie zwrócił na to uwagi.
                - No! Ale my tu pierdu, pierdu, a kufle już prawie puste! – Skaggs spojrzał w stronę karczmarza, który słysząc podniesiony głos krasnoluda, zaczął napełniać kolejne szklanice złocistym trunkiem. 
Kiedy mężczyzna postawił piwo na stole, drzwi od karczmy otworzyły się szeroko. Chivay, który miał dobry widok na wejście, spojrzał na postać która weszła jako pierwsza, a jego małe oczka rozbłysły jak rozpalone świeczniki. 
               - Niech mnie szynszyl oszcza! – krzyknął, waląc pięścią w stół. – Geralt! 
Na te słowa reszta krasnoludów od razu odwróciła się w kierunku drzwi.
               - Faktycznie Geralt – przytaknął Zigrin. – A myślałem, żeś już całkiem oślepł! 
               - Nie oślepł, nie oślepł. – Wiedźmin podszedł do swoich kompanów i zaczął witać się z każdym po kolei. – Dobrze was widzieć.
Tuż zza jego pleców wyłonił się Jaskier. 
              - Powitać panowie, powitać! – odparł wesoło, podając rękę wszystkim po kolei.
              - No ale nie stójcie tak, szkoda nóg! Siadajcie, napijcie się z nami! – odezwał się Skaggs.
              - Jeśli znajdzie się jeszcze dwa miejsca. – Riv spojrzał na barda, po czym skierował wzrok za siebie. 
W tym momencie Rhena i jej brat stojący z tyłu, zdjęli kaptury z głów, mierząc wzrokiem krasnoludy. Elfka uśmiechnęła się lekko i przeniosła swe spojrzenie na Geralta.
              - Przedstawisz nas Gwynbleidd? – zapytała ciepłym, łagodnym tonem.
              - Yarpen Zigrin, Sheldon Skaggs i Zoltan Chivay – mówił wiedźmin, wskazując kolejno na swych przyjaciół. – A to jest Rhena i jej brat Tharlen.
Zigrin popatrzył po krasnoludach i splunął na rękę, przylizując resztkę włosów jaka została mu na głowie.
             - No dla pięknej pani zawsze znajdzie się miejsce – powiedział, przesuwając się na ławce. – Ruszcie dupy, nie siedźcie jak matoły! – krzyknął do kompanów. – Karczmarzu, jeszcze cztery piwa na nasz koszt!
Geralt usiadł obok Zoltana i Sheldona, a Rhena została wciśnięta między Yarpena i Jaskra po drugiej stronie stołu. Tymczasem Tharlen chwycił za wolny stołek i dostawił go z boku, mając doskonały widok na wszystkich obecnych.
              - Co was tu sprowadza? – zagadnął Sheldon, łypiąc wzrokiem na wiedźmina.
              - Przyjechałem do Triss – odparł siwowłosy. – Podobno gdzieś tu jest. 
              - Podobno... – bąknął Yarpen. – Siedzimy tu już czwarty dzień, zdążyliśmy całe Vattweir zwiedzić wzdłuż i wszerz, ale nigdzie nie widzieliśmy twojej czarodziejki. Wiemy jeno, że jeden z karczmarzy w centrum miasta weselicho jutro odprawia.
              - I ja właśnie na nie jadę – wtrącił się Jaskier. – Mam zagrać kilka swoich najsłynniejszych ballad.
              - No proszę. – Sheldon napił się piwa i odstawił je na stół. – My ciężką pracą na chleb zarabiamy, a ten się nażre, ochleje, pobrzdęka na tym swoim jebadełku i jeszcze za to pieniądze dostanie!
Tharlen zaśmiał się pod nosem i z wesołą miną chwycił za kufel. Widząc reakcję elfa, bard odchrząknął obrażony.
             - Wypraszam sobie. To jest sztuka! 
             - Pierdo*nąć w czyjś zakuty łeb siekierą i rozpłatać go na dwie równe części, to jest dopiero sztuka! – huknął Yarpen.
Jaskier machnął ręką, uznając, że nie ma co się wysilać i z cichym westchnieniem zanurzył usta w złocistym trunku. Kątem oka spojrzał na elfkę, która również sięgnęła po piwo.
             - Więc nie widzieliście Triss? – kontynuował wiedźmin.
             - Niestety, Geralt – odezwał się Zoltan. – Ale po Vattweir kręci się kilka czarodziejek, mogliśmy jej zwyczajnie nie rozpoznać. 
             - Co racja to racja. Zjechały się jakby kto ich tu wezwał – dodał Sheldon.
Siwowłosy spojrzał na barda w zamyśleniu. Po słowach krasnoluda odniósł wrażenie, że przyjaciel nie mówi mu wszystkiego i znowu wpakował się w jakąś aferę. 
             - Chodź Jaskier, przewietrzymy się – odparł, po czym wstał, okrążył stół i złapał za ramię mężczyzny, odciągając go od szklanicy pełnej złocistego trunku.
             - Hehe, pewno znowu co przeskrobał, poeta od siedmiu boleści – zaśmiał się Zigrin.
Bard zdążył to usłyszeć, lecz nie zdążył odpowiedzieć, gdyż wiedźmin gwałtownie wyciągnął go na zewnątrz. 
             - Co się stało Geralt? 
             - Dobre pytanie, może mi na nie odpowiesz? Rozumiem, że nie chciałeś mówić przy Wiewiórkach, ale teraz ich tu nie ma, więc zacznij śpiewać. I bynajmniej nie mam na myśli twoich ballad.
             - Nie mam pojęcia o czym mówisz – wzbraniał się Jaskier.
             - Wesele to przykrywka, nieprawdaż? – Siwowłosy odciągnął przyjaciela jeszcze bardziej na bok. – Jesteś tu z powodu tych czarodziejek, które zjechały się do Vattweir z jakiegoś powodu i z tego samego powodu Triss wyruszyła tutaj, nie czekając na mnie we Flotsam.
             - Kiedy ja nie wiem gdzie jest Triss...
             - Nie wykręcaj się, dobrze wiesz o co mi chodzi. Co się tu dzieje? Mów i to natychmiast.
             - Chciałbym... ale nie mogę.
             - Chyba nikt ci dawno nie wlał... – Geralt zrobił krok do przodu.
             - No dobrze, już dobrze! – krzyknął bard, odsuwając się nieco. – Pod przykrywką wesela, organizowane jest tajne spotkanie. Wprawdzie wesele jest prawdziwe, ale będzie na nim prawie całe miasteczko. W tym czasie czarodziejki planują jakieś zebranie. Przysłał mnie tu Roche, kazał mi się dowiedzieć co i jak. 
             - Cholera... W coś ty się znowu wpakował? I od kiedy szpiegujesz dla Roche'a? Jeżeli on dowie się o Scoia'tael, kolejne miasto pójdzie z dymem. 
             - Jak to kolejne? Więc nie zostałem okłamany w sprawie Flotsam?
             - Nie zostałeś. Co to za spotkanie? Po co zjechały się tu czarodziejki?
             - Właśnie tego mam się dowiedzieć.
             - Jaskier...
             - Przysięgam! Z tego co wiem, mają być na weselu.
Geralt zmierzył przyjaciela srogim spojrzeniem i westchnął głęboko. Nie podobało mu się to wszystko ani trochę. Pokręcił głową z dezaprobatą i chwycił barda za ramię.
             - Przyjechałem tu po Triss. I jeśli chcesz jutro wyjść cało z tej afery, to będziesz musiał mi pomóc ją znaleźć. 
             - Kiedy ja...
             - Sprawy magów, to nie przelewki, a Roche to nie płotka, której możesz nawciskać kitu. Więc albo się zgodzisz, albo nie pozwolę ci się pokazać na tym weselu i gówno mnie obchodzi co sobie myślisz.
Bard zastanawiał się przez chwilę, patrząc na wiedźmina w zamyśleniu. 
             - Tu nie ma nad czym dumać, Jaskier. Taryfy ulgowej również nie będzie, więc decyduj się szybko.
             - Pod warunkiem, że odciągniesz tego młodego elfa od siostry – wtrącił nagle mężczyzna. 
             - Co takiego? – Riv patrzył na swego rozmówcę z niedowierzaniem. – Ja o sprawach poważnych, ten o chędożeniu... Czyś ty postradał rozum?! Kiedy ten młody elf dowie się, że położyłeś łapy na jego siostrze, pokroi cię na kawałki! Bez najmniejszego zastanowienia, naskoczył na Iorwetha tylko dlatego, że z daleka przyglądał się Loa'then, myślisz, że dla ciebie będzie miał taryfę ulgową?
            - Nie wierzę, że te jednooki rzeźnik, przyglądał się ot tak tej ślicznotce. 
Gerlat westchnął przeciągle, przejeżdżając dłońmi po twarzy. 
            - To nie ma w tej chwili żadnego znaczenia, jeśli ją tkniesz to będą cię zbierać po całej karczmie. Zapomnij o elfce i skup się na jutrzejszym dniu, bo jeśli zrobisz na odwrót, to jutra możesz nie dożyć – spojrzał na przyjaciela srogim wzrokiem. – A teraz wracajmy do środka, zanim sam cię posiekam.

 

***

 

                                                                                                                                                                                               
Mimo późnych godzin, biesiada w karczmie dopiero nabierała tempa. Krasnoludy z mocnymi głowami pili piwo za piwem opowiadając nieprzyzwoite żarty, przeplatane historiami od których jeżył się włos na głowie, a Rhena i Tharlen słuchali z zaciekawieniem, również nie szczędząc sobie złocistego trunku. Wszyscy bawili się tak dobrze, że nie zwracali uwagi na kolejne mijające godziny. Rozmowom na najróżniejsze tematy, nie było końca, gdyż co chwilę znajdywało się coś, co można przedyskutować przy kuflu złocistego napoju. Rozprawiali o nieudolności rządzących i wszechobecnej biedocie, która dopadła większość południa, wymieniali się informacjami dotyczącymi nagonki w Vergen, debatowali również na temat ewentualnego przymierza, we wspólnej walce o wolne państwo dla wszystkich ras. Zmęczony podróżą wiedźmin, szybko jednak zostawił swoich kompanów i zanim poszedł do pokoju, który wynajął sobie nad karczmą, posłał niepijącemu Jaskrowi, ostatnie ostrzegawcze spojrzenie, mające przypomnieć bardowi o tym, by nie robił niczego głupiego. 
Młody elf starał się pilnować siostry na każdym kroku, jednak i on zwyczajnie zasnął od zmęczenia i alkoholu. O dziwo Rhena jeszcze się trzymała. Choć z każdym kolejnym łykiem piwa, do trzeźwości było jej coraz dalej...
                 - Jaskier, a co ty tak z tyłu zostajesz?! – huknął na niego Zoltan, waląc pięścią w stół, co nawet nie ruszyło śpiącego obok Tharlena. 
                 - Ktoś musi was pilnować, byście karczmy z dymem nie puścili – odparł bard. – Poza tym jutro gram na weselisku i jak na porządnego grajka przystało, muszę wyglądać jak należy.
                 - To ty sobie wyglądaj, a ja opróżnię kolejny kufel. – Sheldon z zadowoleniem przysunął sobie pełną szklanicę pod nos. 
Elfka dopiła swoje piwo i uśmiechnęła się do Jaskra, który patrzył na nią z niedowierzaniem. 
                - Pewnie wyglądam jak strach na wróble – zachichotała, opierając się o jego ramię. - Mam nadzieję, że wyraz twojej twarzy nie świadczy o tym, że chcesz uciec w popłochu - dodała, lekko ciągnąc go za bródkę. 
Zupełnie nieświadomie drobna dłoń Rheny sprawiała, że jej towarzysz coraz częściej myślał o tym, by zignorować ostrzeżenie wiedźmina.
               - Dziwuję się z całkiem innego powodu - odpowiedział, obserwując jak uroczo się uśmiecha. 
               - Napalił się na ciebie i tyle! – krzyknął Yarpen. – Przecie to gołym okiem widać, jak się gapi na ciebie, chutliwiec jeden!

              - Nie życzę sobie, byście rzucali takie prostackie oskarżenia w moją osobę. To zwykłe oszczerstwa! Ja tylko zwyczajnie się zdumiewam, że potrafiła tyle wypić i jeszcze nie śpi jak jej brat! – oburzył się bard, przy okazji odsuwając od siebie wszelkie podejrzenia.
Czarnowłosa zaśmiała się głośno na słowa krasnoluda.
              - Nie krzycz Jaskrze, nie ma potrzeby. – Poklepała go po ramieniu, posyłając mu uśmiech. – Tak właściwie to sama się sobie dziwię, że jeszcze tu siedzę... – złapała się za głowę, czując jak nagle wszystko zaczyna wirować jej przed oczami. – No tak, czas chyba się przewietrzyć. Gwałtownie wstała od stołu, lecz grawitacja jeszcze gwałtowniej sprowadziła ją do pozycji siedzącej. Tym razem trafiła prosto na kolana barda. 
               - Oho! – Sheldon spojrzał na elfkę, która bezskutecznie próbowała wstać. – Tej pani już dzisiaj podziękujemy.

               - Cholera... na dzisiaj koniec picia – wymamrotała cicho, podejmując ponowną próbę podniesienia się z kolan mężczyzny. Od razu przypomniał się jej Iorweth i picie z nim bimbru w namiocie. 

Bard miał ogromną ochotę zatrzymać elfkę i przycisnąć ją mocno do siebie, by nie ruszała się z miejsca, jednak wiedział, że będzie to wyglądać nad wyraz podejrzanie. Kwiatowy zapach jej skóry nęcił go coraz bardziej.
                - Jaskier, nie bądź menda, pomóż wstać dziewczynie – odparł Zoltan.
                - Hehe, jak na moje oko, to on tylko czekał, żeby wylądowała mu na kolanach – dodał Yarpen. – Dlatego nie pił, bo by mu kuśka nie stawała!
Mężczyzna przewrócił oczami i wstał, po czym wziął Rhenę na ręce. 
               - Powiedziałem już, że ktoś musi was pilnować – spojrzał na krasnoludy.
               - Ta? To gdzie z nią teraz leziesz, chutliwcze? – Sheldon popatrzył na niego spod byka.
               - Zaniosę ją spać. Nad karczmą wynająłem nocleg – odpowiedział, z nadzieją, że jego wymówka przejdzie. – W takim stanie to raczej nigdzie już nie pójdzie.

               - Może to i racja... – wybąkała elfka, próbując się uchwycić szyi Jaskra. 
Nagle jednak w karczmie, gdzie wesoło rozbrzmiewały głosy podpitych gości, zjawił się ktoś, kogo nie spodziewałby się nawet sam Vernon Roche, gdyby tu tylko był. Odziany w pelerynę elf wszedł do środka, rozglądając się badawczo po pomieszczeniu i kiedy ujrzał Jaskra trzymającego na rękach czarnowłosą, ściągnął kaptur z głowy i powolnym krokiem skierował się w stronę stołu...
               - Spać? Nawet bachora byś tą paplaniną nie oszukał. Od razu widać, że jedyne o czym teraz myślisz to dupczenie! – zarechotał Yarpen, klepiąc Sheldona w ramię.
Obydwa krasnoludy zaczęły się śmiać, lecz gdy ich oczom ukazał się Iorweth, który zatrzymał się tuż za niczego nieświadomym Jaskrem, w jednej chwili zrobiło się cicho.
               - Widzę, że zabawa przednia – odezwał się watażka. 

Bard wolno odwrócił się w stronę elfa, który mimo jednego oka, zmierzył go takim spojrzeniem, że pod mężczyzną ugięły się kolana.

               - Bywało lepiej. – Zoltan przerwał niezręczną ciszę. – Twoja dziewka i jej brat to idealni kompani do rozmów, ale mają słabe głowy. Nasz towarzysz chciał odstawić ją na piętro, by się zdrzemnęła i przetrzeźwiała - dodał, doskonale zdając sobie sprawę, że jeszcze chwila, a Jaskier na pewno straciłby głowę.
               - Cervan tutaj..? – Czarnowłosa patrzyła z niedowierzaniem. – Chyba za dużo dzisiaj wypiłam i mam zwidy... – Zaciskała i otwierała powieki, by lepiej przyjrzeć się postaci stojącej tuż przed nią.
Iorweth przez chwilę przyglądał się zgromadzonym w zupełnym milczeniu. Zignorował również słowa Rheny stwierdzając, że porozmawia z nią jak dojdzie do siebie. 
               - Myślę, że jednak będzie lepiej jeśli ona pójdzie ze mną, nie sądzisz? – Odebrał od barda elfkę, która słabo kontaktowała z otoczeniem i spojrzał w kierunku krasnoludów. – Kiedy Tharlen się obudzi, przekażcie mu, że zabrałem jego siostrę – dodał z triumfalnym uśmieszkiem i nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku wyjścia.



__________________

Słownik starszej mowy:
*Vessekheal - określenie zerrikańskiego toastu
*Sor'ca - siostrzyczka  


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#54 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 13 wrzesień 2017 - 13:58

Hah, niech ktoś wreszcie Rhenie powie co się stało nad wodospadem i zatrzyma tę karuzelę sugestywnej rozmowy xD wykończy się biedna, a panowie wydają się świetnie bawić (no dobra, Iorweth nie, ale on się już dobrze bawił :P). 

Witamy Jaskra xD jak zwykle jest, no cóż, sobą. Ciężko zliczyć ile razy pakował się w kłopoty i gdyby nie Geralt byłoby z nim krucho (słusznie w W3 wiedźmin powiedział, że Jaskier musi sobie wykupić abonament  :lol: ). 

 

 

- Cóż ci zawiniłem, mój drogi panie? Daruj życie! Jam jest tylko przydrożny grajek, którego jedyną bronią jest lutnia! 
                 - I właśnie tę lutnię próbowałeś mi rozbić na głowie...

Jeszcze za nim przeczytałam kto to to już wiedziałam, że to musi być ON xD Nikt inny nie może być jednocześnie tak odważny i tak głupi :D I jeszcze wybrał sobie najgorszą partię do zalotów, Iorweth skróci go o głowę, kiedyś na pewno  :lol:

tumblr_ntjcxn5AWl1qfh2bxo1_500.gif

 

 

 

 - Więc skorzystaj grzecznie i nie próbuj pogarszać swojej sytuacji. – Geralt spojrzał na mężczyznę dając mu do zrozumienia, by nawet nie próbował romansować.

Jaskier, chociaż raz posłuchaj swojego przyjaciela xD to bardzo dobra rada.

 

Och, krasnoludy, jakże ja lubię ich bezpośredniość :D Dla ich kwiecistych porównań i opisów powinno się jakiś pomnik postawić czy coś i zachować dla potomności.

 

 

 

Słyszałem, że Flotsam stanęło w płomieniach, a Scoia'tael wymordowali całe to zapadłe miasteczko. Część z nich jest gdzieś tutaj i czeka na przybycie samego Iorwetha i jego komand. Podobno jest z nim jakaś urodziwa lala spod Zerrikani, która ma pod sobą sporo elfich łuczników. 

 

Czy jest coś co ukryje się przed Zoltanem? Pewnie nawet wie ile pcheł ma Geralt w swojej brodzie albo w jakiej piżamce śpi cesarz Nilfgaardu  :lol:

 

Jaskier, as wywiadu, nie ma co xD Roche musi być naprawdę zdesperowany. W ogóle się nie zdziwię jeśli Jaskier nie zauważy ani jednej czarodziejki, tak bardzo będzie zajęty swoimi adoratorkami :D Już myśli tylko o chędożeniu, im dalej w las tym więcej drzew  :P

 

Ooo, co się wydarzy między Iorwethem i Rheną? Co mu za to zrobi Tharlen, który swoją drogą znowu powtarza bohaterski wyczyn z Flotsam (a teraz znowu będzie Iorwetha obwiniał xD). W sumie to się cieszę, że Jaskier odpuścił...ciężko gra się bez głowy, prawda? Bo wątpię by miał w sobie tylko samozaparcia by odmówić, on najczęściej myśli nie tą częścią ciała co trzeba.

 

Czekam baaardzo na kolejny odcinek :D


  • Ruda lubi to

 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#55 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 13 wrzesień 2017 - 20:06

– Zawsze ma oczy dookoła głowy, nie pozwalając sobie na zaskoczenie... – dodał, kierując wymowne spojrzenie na Iorwetha jadącego tuż za wiedźminem. 

Tharlen, dobrze, że ty się nie dałeś zaskoczyć, kiedy cię Roche złapał ;)

 

Cervan, powinien ostrożniej wybierać miejsca, w które patrzy – przerwał jej Tharlen.

Myślę, że Iorweth BARDZO ostrożnie dobrał sobie miejsca, na które patrzył  :u347miechwrednyth7:

 

Uwaga! Uwaga! Proszę o werble!

wwrMv0v.gif

 

Oto na scenę wchodzi Julian Alfred Pankratz wicehrabia de Lettenhove, czyli... JASKIER!!!
FPQVzlU.gif

 

- Mistrz Jaskier. – Bard uchwycił jej dłoń i pocałował ją delikatnie. – Do usług.

- Nie zaczynaj... – wtrącił się wiedźmin, widząc, że Loa'then spodobał się gest barda.

Cała jego kwintesencja w dwóch linijkach :D Oj, żeby tylko nie przesadził, bo jeszcze Iorweth zacznie nad nim kichać z mieczem w dłoni xD Zazdrość bywa zabójcza :rolleyes:

 

  - Pojedziesz ze mną. – Szybko odwróciła głowę, kierując wzrok na barda. – Gwynbleidd wiezie naszego rannego przyjaciela, a wątpię by któryś z elfów...

Czemu nie mogła tego obmyślić tak, żeby jechać na koniu z Cervanem, a Jaskier miałby kobyłkę dla siebie? :lol: :lol: A może czekała, aż Lis sam to zaproponuje?  :hmmm:

 

No i w końcu dotarliśmy do karczmy, miejsca gdzie zwykle dzieją się rzeczy najważniejsze i najciekawsze   :drunk: :axe:   :D

Widzę, że zebrała się tam najweselsza pijacka krasnoludzka banda na całym Kontynencie xD  Po prostu istny kwiat swej rasy, ależ się za nimi stęskniłam xD 

 

- No proszę. – Sheldon napił się piwa i odstawił je na stół. – My ciężką pracą na chleb zarabiamy, a ten się nażre, ochleje, pobrzdęka na tym swoim jebadełku i jeszcze za to pieniądze dostanie!

Jaskier po prostu wie, jak się ustawić...

 

I od kiedy szpiegujesz dla Roche'a? 

... choć nie zawsze wychodzi mu to na dobre xD Naprawdę, on nie musi szukać kłopotów, same do niego lgną :D

 

Widząc jak Tharlen i Rhena odpadają podczas picia z Zoltanem i spółką, przypomniało mi się jak Legolas i Gimli zrobili konkurs w piciu. Widać co uniwersum, to inni faworyci do tytułu najmocniejszych głów :lol:

Ale braciszek znowu dał ciała. No żeby tak się dać uchlać? Dobrze, że Iorweth pojawił się przed faktem, a nie po fakcie ( :u347miechwrednyth7:), bo inaczej z Jaskra zapewne nie byłoby co zbierać (no i młody elf dostał pstryczek w nos, huehue xD) . Pominę fakt, że gdyby Jaskier jednak dał się ponieść i nikt by go nie powstrzymał, to by wyszło, że Tharlen pozwolił bardowi przelecieć jego siostrę :lol: To jakby się to miało do jego wczorajszej... nazwijmy to "rozmowy" z Lisem?  :sly:  Chociaż jedno muszę oddać: Rhena sama Jaskra swoim zachowaniem wodziła na pokuszenie. A to przecież tylko mężczyzna... :innocent:


  • Ruda lubi to

#56 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 14 wrzesień 2017 - 00:24

Hah, niech ktoś wreszcie Rhenie powie co się stało nad wodospadem i zatrzyma tę karuzelę sugestywnej rozmowy xD wykończy się biedna, a panowie wydają się świetnie bawić (no dobra, Iorweth nie, ale on się już dobrze bawił :P).


Ahaha, z tego, co pamiętam, to przez jakiś czas Rhena nie będzie musiała o tym słuchać XDD
A Iorweth... On dopiero zaczyna się dobrze bawić :>

Witamy Jaskra xD jak zwykle jest, no cóż, sobą. Ciężko zliczyć ile razy pakował się w kłopoty i gdyby nie Geralt byłoby z nim krucho (słusznie w W3 wiedźmin powiedział, że Jaskier musi sobie wykupić abonament :lol: ). Jeszcze za nim przeczytałam kto to to już wiedziałam, że to musi być ON xD Nikt inny nie może być jednocześnie tak odważny i tak głupi :D I jeszcze wybrał sobie najgorszą partię do zalotów, Iorweth skróci go o głowę, kiedyś na pewno :lol:

Że tak pozwolę sobie napomknąć coś na temat temtej ostatniej sceny, gdzie pojawił się Iorweth... Jaskier początkowo miał tu dostać w zęby, ale zmieniłam zdanie, kiedy tylko zdałam sobie sprawę, że Iorweth zwróciłby tym na siebie niepotrzebną uwagę, a jak wiadomo, ludzie lubią plotkować, więc zrezygnowałam xd Tak czy inaczej, Jaskier to jest mistrz pakowania się w kłopoty, o czym pewnie udowodni jeszcze nie raz xD

Och, krasnoludy, jakże ja lubię ich bezpośredniość :D Dla ich kwiecistych porównań i opisów powinno się jakiś pomnik postawić czy coś i zachować dla potomności.

Lubię pisać krasnoludami, pewnie dlatego, że nie ciężko je rozgryźć ^^

Czy jest coś co ukryje się przed Zoltanem? Pewnie nawet wie ile pcheł ma Geralt w swojej brodzie albo w jakiej piżamce śpi cesarz Nilfgaardu :lol:

Chętnie był się sama dowiedziała, jak wygląda pidżamka cesarza XD ale nie, aż taki obyty nie jest, on zwyczajnie interesuje się tym, co w jakiś sposób wiąże się z sytuacją Vergen, w sumie będzie o tym w dalszych odcinkach :>

Jaskier, as wywiadu, nie ma co xD Roche musi być naprawdę zdesperowany. W ogóle się nie zdziwię jeśli Jaskier nie zauważy ani jednej czarodziejki, tak bardzo będzie zajęty swoimi adoratorkami :D Już myśli tylko o chędożeniu, im dalej w las tym więcej drzew :P

Taki sam as wywiadu, jak w drugiej odsłonie wiedźmina XD Dobrze, że tutaj na szubienicy nie zawisł XDD
No, ale nie skreślajmy Jaskra na starcie, stara się chłopak, jak może xd

Ooo, co się wydarzy między Iorwethem i Rheną? Co mu za to zrobi Tharlen, który swoją drogą znowu powtarza bohaterski wyczyn z Flotsam (a teraz znowu będzie Iorwetha obwiniał xD). W sumie to się cieszę, że Jaskier odpuścił...ciężko gra się bez głowy, prawda? Bo wątpię by miał w sobie tylko samozaparcia by odmówić, on najczęściej myśli nie tą częścią ciała co trzeba.

Co się wydarzy między tą dwójką, to już będzie wiadome za chwilę. Tym razem Tharlen będzie miał niewiele do powiedzenia XD
W ogóle przypomniało mi się, że przy tej scenie też miałam niezły dylemat. W pierwszej wersji, Jaskier wnosił Rhenę do swojego pokoju, bijąc sie z myślami czy odpuścić czy nie, no i jak to Jaskier, pokusił się nieśmiało na pokuszenie, a po chwili do środka miał wpaść Iorweth. Obawiam się jednak, że wtedy nawet Geralt by mu nie pomógł xDDD



Tharlen, dobrze, że ty się nie dałeś zaskoczyć, kiedy cię Roche złapał ;)

Dużo w tym prawdy, ale wiesz, że tu nie chodzi tylko o patrzanki i macanki? XD

Myślę, że Iorweth BARDZO ostrożnie dobrał sobie miejsca, na które patrzył :u347miechwrednyth7:

Miejsca, na które patrzył Iorweth, można ująć jednym słowem. WSZĘDZIE xDDD

Uwaga! Uwaga! Proszę o werble!
Oto na scenę wchodzi Julian Alfred Pankratz wicehrabia de Lettenhove, czyli... JASKIER!!!

gallery_57_14_150560.jpg

Czemu nie mogła tego obmyślić tak, żeby jechać na koniu z Cervanem, a Jaskier miałby kobyłkę dla siebie? :lol: A może czekała, aż Lis sam to zaproponuje? :hmmm:

Właśnie sobie odpowiedziałaś na pytanie xD No i pewnie chciała sprawdzić reakcję Iorwetha xd


Widzę, że zebrała się tam najweselsza pijacka krasnoludzka banda na całym Kontynencie xD Po prostu istny kwiat swej rasy, ależ się za nimi stęskniłam xD

Uwielbiam tę trójkę, są nie do pobicia <3

​Jaskier po prostu wie, jak się ustawić...

... choć nie zawsze wychodzi mu to na dobre xD Naprawdę, on nie musi szukać kłopotów, same do niego lgną :D

Żadna to nowość xd

Ale braciszek znowu dał ciała. No żeby tak się dać uchlać? Dobrze, że Iorweth pojawił się przed faktem, a nie po fakcie ( :u347miechwrednyth7:), bo inaczej z Jaskra zapewne nie byłoby co zbierać (no i młody elf dostał pstryczek w nos, huehue xD) . Pominę fakt, że gdyby Jaskier jednak dał się ponieść i nikt by go nie powstrzymał, to by wyszło, że Tharlen pozwolił bardowi przelecieć jego siostrę :lol: To jakby się to miało do jego wczorajszej... nazwijmy to "rozmowy" z Lisem? :sly: Chociaż jedno muszę oddać: Rhena sama Jaskra swoim zachowaniem wodziła na pokuszenie. A to przecież tylko mężczyzna... :innocent:

"Tylko" mężczyzna XDD No oczywiście, który wszędzie widzi podteksty XDD Rhena była już podpita, myślisz, że zwracała uwagę na gesty? :D No i nie miała pojęcia jak zareaguje Jaskier, nie znała go xd No i raczej z własnej woli nigdy nie przespałaby się z bardem, toć czuje miętę do największego elfiego zabijaki na północy, nie ma szans na skoki w bok :P Tharlen jest wyjątkowo młody i mimo że umie rąbać mieczem, to popełnia podstawowe błędy ;)Ta druga z sióstr, o której już była mowa, czyli Amher, szybko postawiłaby go do pionu XD

Dzięki za komenty dziewczyny, możecie mi wierzyć na słowo, że zdrowo sie uśmiałam xDDD









Rozdział 3 (cz.4)
gallery_57_12_67187.jpg






Dzisiejsza noc nie była tak chłodna, jak poprzednia, a nawet gdyby była, Rhena i tak by tego nie odczuła. Alkohol, który z zapałem opróżniała w karczmie, krążył jej w żyłach rozgrzewając całe ciało, a przyjemny szum w głowie sprawiał, że czuła się odprężona. Dawno tak dobrze się nie bawiła, dlatego czas spędzony z krasnoludami, bardem oraz wiedźminem zleciał jej bardzo szybko. Iorweth niestety, był innego zdania. Czuł, że pójście elfki do miasta nie skończy się niczym dobrym i nie pomylił się. Tharlen, który miał jej pilnować upił się gorzej niż ona i niewiele brakowało, a elfka wylądowałaby w pokoju Jaskra.


Watażka tylko z jednego powodu nie przywalił temu człowiekowi i ten powód na imię miał Geralt. Z racji, że siwowłosy wyniósł Cedrica z portu i w pewnym stopniu pomógł w ucieczce, elf postanowił, że nie będzie mu się odwdzięczał w brzydki sposób i nie pokiereszuje twarzy jego przyjaciela. W innym przypadku nos barda zostałby efektywnie rozgnieciony na jego gębie, a właściciel zakrwawionego lica, zbierałby zęby po całej karczmie.
Iorwetha zadowalał fakt, że udało mu się zabrać Rhenę, zanim d'hoine zdołał cokolwiek zrobić. W głębi duszy nie potrafił również zaprzeczyć, że lubił gdy była blisko. Już kiedy wpadła mu na kolana w jego namiocie, wiedział, że będzie to miało jakieś dalsze konsekwencje. Te magiczne kilka sekund, które wystarczyło, by poczuł zapach jej skóry o woni polnych kwiatów sprawiło, że stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewał. Elfka najzwyczajniej w świecie namieszała mu w głowie. W ciągu chwili zrobiła na nim takie wrażenie, jakie Saskia wyrabiała sobie u niego tygodniami. Watażka nie był kimś, kto tracił rozum dla przypadkowo spotkanych kobiet i żeby dostać się do jego serca, trzeba było przejść przez długą, ciernistą drogę. Dlatego uczucie jakiego doznał przy bliskim spotkaniu z Rheną, kompletnie go zaskoczyło. I pewnie również dlatego nie dopuszczał do siebie myśli, że kiedykolwiek mogłoby go coś z nią łączyć...
- Cervan... – Z zamyślenia wybił go głos elfki, która w końcu postanowiła się odezwać. Do tej pory milczała, gdyż bała się reakcji towarzysza. – Przepraszam... nie powinnam była tyle pić...
- Nie musisz mnie przepraszać – odparł, nawet na nią nie patrząc.
W jego głosie, dało się wyczuć rozdrażnienie całą tą sytuacją z karczmy.
- Muszę... Bo cię nie posłuchałam... – Delikatnie przejechała dłonią po jego twarzy, gładząc go po policzku. – Ale skąd mogłam wiedzieć, że z tego Jaskra taki...
Kiedy poczuł ciepło jej miękkiej skóry udał, że w ogóle to na niego nie działa, tymczasem było dokładnie odwrotnie. Starał się jednak robić wszystko, by elfka tego nie rozpoznała.
- Dobrze już... przeprosiny przyjęte – powiedział nieco łagodniejszym tonem.
Nie chciał już o tym rozmawiać, a dotyk jej palców skutecznie studził jego gniew.
Mimo alkoholu krążącego w żyłach, elfka od razu wyczuła, że trochę odpuścił. Ulżyło jej, gdyż bała się, że na nią nawrzeszczy, a naprawdę nie chciała go niepotrzebnie drażnić.
- Iorweth...? – odezwała się półgłosem, wciąż gładząc jego policzek. Wiedziała, że po takiej dawce alkoholu rozwiąże jej się język, ale teraz się tym kompletnie nie przejmowała.
- Tak? – zapytał, przenosząc na chwilę swój wzrok na jej twarz.
- Czy ty... lubisz mnie choć trochę..? Czy zwyczajnie jestem tylko... kimś, z kim łączy cię wspólny cel..?
- Oczywiście, że cię lubię. Wspólne cele nie łączą mnie z nikim, kogo nie darzę sympatią – odpowiedział, choć ponownie został zaskoczony.
Przypomniało mu się nagle, jak elfka wspominała kiedyś, że gdy za dużo wypije mówi wszystko o czym myśli. Czuł, że za chwilę może zrobić się bardziej ciekawie.
Przytaknęła cicho i powolnym ruchem dłoni zjechała na jego szyję, wsuwając mu palce wprost pod kołnierz sukmany. Nie zareagował, choć poczuł przyjemne dreszcze przechodzące przez całe ciało. Poczuł również, że sytuacja zaczyna wymykać mu się spod kontroli. Wolał słowne gierki, z których łatwo by wybrnął niż to, na co miał w tej chwili minimalny wpływ. Od dawna nie pozwalał się dotknąć żadnej kobiecie, a długa abstynencja od wszelakich cielesnych uciech powodowała, że wszystko działało na niego znacznie intensywniej. Nie wiedział nawet kiedy zwolnił nieco uścisk rąk, przez co Rhena od razu chwyciła się jego szyi, by nie upaść.
- Przepraszam – powiedział, na powrót mocniej ją chwytając.
Elfka rozpraszała każdym dotykiem, który sprawiał, że myśli Iorwetha zaczęły krążyć wokół bardziej rozwiązłych rzeczy. Nie to jednak było najgorsze. Do osady, jakiej jego komanda rozbiły pod Vattweir, był spory odcinek drogi, a oni byli ledwo w połowie. Biorąc pod uwagę jeszcze pół godziny marszu, wszystko się mogło zdarzyć.
- Jesteś cholernie silny... – Elfka na powrót zjechała dłonią na jego szyję. Wsunęła palce pod kołnierz sukmany, dotykając wyrzeźbionego ciała elfa.
Przez głowę watażki w jednej chwili przebiegła myśl o wspólnym upojeniu. Starał się z całych sił odciąć od tego, co robiła elfka ale po tym co zobaczył wczorajszego ranka, nie umiał być do końca obojętny na jej dotyk. Wszystkie czynniki działały na jego niekorzyść.
- Cieszę się, że doceniasz moją siłę – odparł, nie odrywając wzroku od drogi, którą miał przed sobą.
Wiedział, że jeśli szybko czegoś nie wymyśli, skończy się to tak, jak nie planował. Alkohol od zawsze był złym doradcą, który podsuwał do głowy dziwne pomysły.
- Och, doceniam, doceniam – przytaknęła, słysząc rosnące napięcie w jego głosie. – I nie tylko to doceniam. – Przygryzła dolną wargę. Wsunęła dłoń głębiej pod sukmanę, kierując się na jego ramię. – Jak ja dawno nie dotykałam męskiego ciała... – mruknęła, drapiąc paznokciami napiętą skórę elfa, który znów został poddany próbie wytrzymałości.
- Jesteś pijana – odezwał się nagle. – Rano będziesz wszystkiego żałować. Masz pewność, że to, co robisz jest warte moralnego kaca, którego doznasz po przebudzeniu? – dodał mając nadzieję, że jego ostatnia deska ratunku, jednak zadziała.
- Mówisz tak, bo sam żałowałbyś tej jednej, beztroskiej chwili ze mną? – zapytała, znowu go zaskakując.
Tym razem nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć, choć doskonale znał odpowiedź na pytanie jakie mu zadała. Szybko pojął, że jeszcze bardziej wplątał się w sieć, jaką zarzuciła na niego elfka. Przez chwilę szedł w zupełnym milczeniu czując na sobie jej wzrok, lecz sam na nią nie spojrzał. Wszystko skumulowało się w jego głowie dając mu do zrozumienia, że w jakiś sposób uzależnił się od czarnowłosej ślicznotki, która dotychczas napędzała go do działania. Nie chciał jej okłamywać, ani zbywać wymijającymi odpowiedziami. Mimo że głęboko w jego sercu wciąż gościła smokobójczyni, Rhena stawała się dla niego kimś ważnym i bronienie się przed tym w nieskończoność, było jak walka z wiatrakami.
- Rozumiem... – usłyszał nagle jej głos. Brak odpowiedzi mówił jej wszystko, więc momentalnie zabrała rękę z jego ramienia.
Westchnął głęboko, zdając sobie sprawę jak to odebrała. Z jednej strony chciał jej wyznać prawdę, ale z drugiej wiedział, że to może poważnie skomplikować ich późniejsze relacje. Wybór nie był łatwy, choć wydawał się oczywisty. Nie mniej jednak czuł się źle z tym, że wszystko przed nią ukrywał, dlatego postanowił zagrać w otwarte karty.
- Niczego bym nie żałował – powiedział to tak niespodziewanie, iż na początku elfce wydawało się, że się przesłyszała. – Nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej w twoim towarzystwie. Jedyne nad czym ubolewam to fakt, że nie poznałem cię przed Saskią, wtedy to wszystko wyglądałoby inaczej.
Patrzyła na niego z lekkim niedowierzaniem, mając wrażenie, że jej się to śni. Nie spodziewała się takiego odzewu. Była pewna, że wymowne milczenie, to ostateczna odpowiedź na jej pytanie.
- Iorweth... – szepnęła, spoglądając mu prosto w twarz.
Delikatnie dotknęła jego policzka, ponownie przyprawiając go o miłe dreszcze. Po tych słowach chciała być jeszcze bliżej niego. Objęła go mocno za kark i podciągnęła się, przysuwając usta do nieosłoniętej szyi elfa. Musnęła jego ciepłą skórę miękkimi wargami.
- Rhena, to szaleństwo – westchnął cicho próbując się opanować, lecz jej pieszczoty zwyczajnie zaczęły go przerastać.
- Dlaczego? – zapytała, coraz śmielej go całując. – Skoro niczego byś nie żałował...
Zatrzymał się i puścił jej nogi, stawiając ją na ziemi. Nawet na sekundę nie oderwała ust od jego karku. Objął elfkę mocno w pasie i choć najpierw chciał ją odciągnąć, to jej przyjemne pocałunki mu na to nie pozwoliły. To, co się teraz działo, przerosło go w jednej chwili. Jego ręce zsunęły się po jej biodrach, zjeżdżając wprost na pośladki, na których mocno zacisnął palce. Był tak podkręcony, że przestało go obchodzić co będzie potem, liczyło się tu i teraz, a on nie chciał się zatrzymywać. Gdy na chwilę się oderwała, sam wpił się wargami w jej pachnącą skórę. Zrobił to tak łapczywie, że jęknęła cicho, a po ciele przeszedł ją przyjemny dreszcz. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo pragnęła tej bliskości i dotyku. Usta elfa przesuwały się po jej szyi z taką zachłannością, że nie ciężko było odgadnąć jak bardzo jest spragniony i nienasycony. Na chwilę oderwał się i spojrzał w jej duże, czarne oczy, w których czaiło się pożądanie. Już chciał ją pocałować, kiedy nagle z krzaków nieopodal doszły ich jakieś odgłosy.
Obydwoje gwałtownie oderwali się od siebie spoglądając w kierunku, skąd dochodziło ciche charczenie. Watażka szybko dobył miecza, zasłaniając Rhenę własnym ciałem. Oddech wciąż miał przyspieszony, a na ustach nadal czuł smak jej skóry. Opanowanie się w tej chwili nie było ani trochę łatwe ale wiedział, że to, co czaiło się w zaroślach, nie będzie czekać, aż obydwoje się sobą nasycą.
- Umiem walczyć – wyszeptała ledwo słyszalnie, lecz stanowczo.
Sama była rozgrzana do tego stopnia, że krew krążyła w jej ciele jak rwąca rzeka, a serce chciało się wyrwać z klatki piersiowej. Pożądanie które rozpalił w niej Iorweth sprawiło, że całe upojenie alkoholowe wyparowało z niej w jednym momencie.
- A dasz radę w takim stanie? – zapytał, badawczo rozglądając się dookoła.
- Przekonajmy się – wzięła głęboki wdech i również wyjęła swój miecz, starając się skupić myśli na wszystkim, co nie było związane z dowódcą Wiewiórek.
Watażka powoli ruszył przed siebie, kierując się w stronę krzaków, skąd słyszał podejrzane dźwięki. Tymczasem Loa'then postanowiła się cofnąć, by w świetle księżyca, ogarnąć wzrokiem miejsce w jakim się znajdowali. Zrobiła krok w tył lecz stanęła prosto na gałąź, która głośno strzeliła pod jej butem. Znieruchomiała. Elf odwrócił się gwałtownie w jej kierunku i tuż za drzewem zobaczył parę małych, czerwonych ślepi, które wpatrywały się prosto w niego. Również znieruchomiał. Spojrzał na elfkę dając jej do zrozumienia, że tuż za nią coś jest. Stawiał na wyrośniętego nekkera, ale nie miał co do tego pewności. Nagle i Rhena zobaczyła małe, czerwone ślepia, ukryte w krzakach tuż za Iorwethem. Spojrzała na niego i ledwo widocznie skinęła głową w prawo, gdyż tam znajdował się potwór. Obydwoje wiedzieli co mają zrobić, zupełnie jakby walczyli u swego boku od dawna. Gwałtownie odwrócili się za siebie, rzucając się z mieczami prosto w zarośla. Ciche charczenie zmieniło się w głośny skowyt, a małe, ciemnoskóre bestie wyskoczyły z gąszczy, szczerząc zęby na swoje ofiary. Iorweth szybkim cięciem pozbył się atakującego nekkera, odrzynając mu głowę jednym, zdecydowanym ruchem. Te małe, leśne stwory kręciły się nieopodal Flotsam, a on sam zabił ich już tyle, że opanował walkę z nimi do perfekcji. Odwrócił się w kierunku Rheny zwinnie wywijającej mieczem, przyglądając się jak elfka dwoma cięciami odrąbuje ręce potwora, a trzecim machnięciem rozcina go na pół. Kiedy rozczłonkowana bestia wylądowała na trawie, czarnowłosa uniosła głowę i z lekką zadyszką spojrzała na dowódcę Wiewiórek zdmuchując czarny, kręcony pukiel opadający jej na policzek. Watażka musiał przyznać, że wyglądało to imponująco i niepodważalnie mu się podobało.
- Jak mówiłam... umiem walczyć... – odparła z lekkim uśmiechem, wpatrując się w twarz swego towarzysza.
Elf powolnym krokiem ruszył w jej kierunku lecz niespodziewanie z krzaków wyskoczył jeszcze jeden nekker, rzucając się wprost na Rhenę. Iorweth gwałtownie pchnął elfkę na ziemię, przyjmując cios szponiastą łapą na nieosłoniętą szyję. Przez chwilę nawet nie czuł bólu, skupiając się na zdjęciu z siebie tego charczącego paskudztwa, lecz po kilku sekundach rana zaczęła potwornie rwać. Zacisnął dłonie próbując udusić bestię, która machała wściekle wszystkimi kończynami, kiedy nagle usłyszał jej głośny skowyt. Ciało zawisło bezwładnie, a tuż obok dowódcy Wiewiórek pojawiła się elfka.
- Jesteś cały? – zapytała, wyjmując ostrze z brzucha potwora.
- W jednym kawałku... – odparł, odrzucając truchło w zarośla.
Schowała miecz i podała mu rękę pomagając wstać, po czym odchyliła kołnierz od sukmany i spojrzała na głębokie rany na szyi elfa. Nie wyglądało to najlepiej.
- Trzeba to jak najszybciej opatrzyć – powiedziała, wyjmując z kieszeni na lewym udzie, mały nożyk.
- To nic takiego. Do osady już nie daleko, dojdę bez problemu – mówił, przyglądając się temu, co robi elfka, z lekkim grymasem bólu na twarzy.
- Jeśli się nie wykrwawisz. – Chwyciła za materiał opinający ją pod biustem i rozcięła bluzkę, odrzynając spory kawałek sukna, z którego była zrobiona. Złożyła tkaninę na cztery części, po czym zdjęła z szyi swą czerwoną chustę. – A teraz nie zgrywaj bohatera, tylko pozwól sobie pomóc – dodała z poważnym wyrazem twarzy.
Przyglądał się jej przez chwilę lecz ostatecznie postanowił ustąpić. Przysunął się bliżej jej ciała i przytrzymując kołnierz sukmany, wpatrywał się w twarz elfki. Rhena przyłożyła sukno do rany i docisnęła je lekko chustą, obwiązując ją dookoła szyi Iorwetha.
- Musi wystarczyć, zanim dotrzemy na miejsce. – Również spojrzała w jego oblicze.
- Dziękuję – odezwał się spokojnie.
Uśmiechnęła się lekko, odrzucając włosy do tyłu.
- To ja dziękuję, Iorweth. – Przysunęła się do niego, chcąc poczuć ciepło jego ciała. – A teraz chodźmy zanim zjawi się więcej tych paskudztw.


***


Tharlena obudził gwar rozmów. Na dworze zdążyło się już zrobić jasno, a w karczmie pojawili się nowi goście. Elf podniósł głowę do góry i z potwornym kacem spojrzał w kierunku krasnoludów, które również drzemały przy stole. Wyprostował się i ziewnął przeciągle, przecierając twarz dłońmi, po czym rozejrzał się po dusznym pomieszczeniu. W powietrzu unosiły się opary piwa i dym z fajek, a co niektórzy zdążyli już się nieźle uchlać i drzemali przy stołach. Nigdzie jednak nie było Rheny ani Jaskra, co zaniepokoiło go nie na żarty. Niewiele myśląc, przesiadł się obok Yarpena, który chrapał jak niedźwiedź i klepnął go w ramię próbując dobudzić.
- Co się dzieje, młody? – Krasnolud ocknął się gwałtownie, spoglądając na elfa z wyrzutem. – Czego mi spać nie dajesz, tylko trącasz jak starego psa?
- Gdzie jest moja siostra? – zapytał młodzian.
- Siostra..? Ach, ta śliczna czarnulka co tu z nami piła wczoraj! – Zigrin podrapał się po brodzie.
- Tak, właśnie ta. Wiesz gdzie jest?
- Wyszła w nocy z tym wysokim, chuderlawym. Tak właściwie to on ją stąd wyniósł, bo biedaczka tak się upiła, że sama nie dała rady iść, hehe.
- Cholera – warknął elf. – Obetnę łapy temu bardowi... – dodał, wstając gwałtownie od stołu.
- Ej, czekaj młody, nie pal się jak wioska pod zaborem! – Yarpen zatrzymał Tharlena. – Ona nie poszła z Jaskrem, tylko z tym waszym wiewiórem, dowódcą – mówił, drapiąc się po brodzie. – Tak... z nim poszła. Nawet kazał ci przekazać, że ją zabiera.
Z każdym słowem krasnoluda, oczy młodziana otwierały się coraz szerzej. W pierwszej kolejności miał wrażenie, że się przesłyszał.
- Iorweth? – zapytał, jakby chciał się upewnić, że jego rozmówca się nie pomylił.
- No, on – Zigrin chwycił za kufel z resztkami piwa stojący na stole i opróżnił go jednym haustem. – Sam żem się zdziwił jak go zobaczyłem – dodał, wycierając brodę. – A jak go Jaskier zobaczył, to myśleliśmy z chłopakami, że w portki ze strachu popuści.
Tharlen usiadł i westchnął, ponownie przecierając zaspaną twarz.
- A czym zawinił bard? – zapytał, opierając ręce na stole.
- Hehe, tym co zawsze. Na górę do pokoju chciał ją zabrać, ale wiewiór mu to uniemożliwił. Jaskier już myślał, że elf z niego szaszłyk zrobi, no ale ostatecznie ten zabrał dziewkę i wyszedł.
- Bloede arse... – zaklął młodzian i również chwycił za kufel z resztkami piwa. Był wściekły, że watażka zagrał mu na nosie, a on wszystko zwyczajnie przespał. Opróżnił szklanicę, po czym wstał od stołu i poklepał krasnoluda po ramieniu. – Do zobaczenia Yarpen – powiedział przyjaznym tonem, po czym ruszył do wyjścia.


***


Triss stała przy wielkim, zdobionym lustrze i czesała swe bujne, kasztanowe loki. Szykowała się do wyjścia, gdyż to właśnie dzisiaj miało się odbyć wesele córki zamożnego karczmarza na które została zaproszona. Nie wiedziała dlaczego wezwano ją do Vattweir, wiedziała jednak, że skoro spotkanie czarodziejek jest tajne, to stało się coś poważnego. Jednak nie tylko to ją martwiło. Nie miała pojęcia co się dzieje z Geraltem, z którym miała się spotkać we Flotsam, a informacje o rzezi, jaką przeprowadziły tam oddziały Scoia'tael, poważnie ją zszokowały. Czuła, że ma to związek z Roche'em i jego działaniami przeciwko elfom.
Z głową pełną obaw sięgnęła po piękną suknię z głębokim dekoltem, w kolorach zieleni i bieli, którą sprawiła sobie na dzisiejszą okazję. Myśląc o zebraniu czarodziejów ubrała się i kiedy uznała, że żadne poprawki w wyglądzie nie są już konieczne, udała się do wyjścia.
Wystarczyło wystawić nos na ulicę, by usłyszeć odgłosy biesiady odbywającej się nieopodal. Weselisko trwało w najlepsze, a goście pili, jedli i tańczyli, świętując ślub młodej pary. Triss weszła na salę i zaczęła rozglądać się za znajomymi twarzami. Kiedy jednak spojrzała w głąb pomieszczenia i ujrzała Jaskra, nie była ani trochę zachwycona. Wiedziała, że będzie ją wypytywał i czuła, że wie coś na temat tajnego spotkania, jakie miało się dzisiaj odbyć.
- Witaj Triss... – Zza pleców dobiegł ją niski, męski głos, który rozpoznałaby wszędzie.
Odwróciła się gwałtownie i rzuciła wprost w ramiona siwowłosego mężczyzny.
- Geralt! – uścisnęła go mocno, nie wierząc, że w końcu się spotkali. – Tak bardzo za tobą tęskniłam.
- Ja za tobą też – odparł, nie wypuszczając jej z objęć.
- Strasznie się bałam, że coś ci się stało we Flotsam. Dzięki bogom, jesteś cały.
- Tak, w jednym kawałku – przytaknął. – Ale sporo czasu minęło, zanim cię znalazłem.
Czarodziejka spojrzała w oczy wiedźmina i uśmiechnęła się lekko.
- Ważne, że znalazłeś. Myślałam, że prędko się nie spotkamy.
- We Flotsam byłem niezagrożony. Choć nie spodziewałem się, ze wejdę w sam środek burzy... No ale dosyć o mnie. Co ty tutaj robisz?
- Jak widać, jestem na weselu – odparła, odrywając się od niego. – Córka karczmarza wzięła ślub, więc przyszłam to uczcić – dodała, wciąż się uśmiechając.
- Tirss, wiem co się tu dzieje, dlatego prosiłbym cię byś nie kłamała – powiedział poważnym tonem.
Zaskoczyła ją ta odpowiedź. Przez chwilę wahała się czy dalej udawać, by nie mieszać w to wszystko Geralta, jednak ostatecznie postanowiła, że wyjawi mu wszystko co wie. Nie mogła jednak tego zrobić na sali, gdzie każdy mógł ją usłyszeć. Porozglądała się nerwowo, po czym chwyciła siwowłosego za rękę i wyszła z nim na zewnątrz.
- Geralt, nie zrozum mnie źle, ale sama nie wiem dlaczego mnie wezwano. Nie kłamię, zwyczajnie nikt nie powiedział czarodziejkom co się dzieje. – Kiedy wychodzący ze środka ludzie zaczęli przyglądać się nietypowemu gościowi, który pojawił się na weselu, kobieta odciągnęła go do ogrodu na tyłach karczmy. – Dostałam wiadomość od posłańca, sześć dni temu. Jedyne co jestem w stanie ci powiedzieć to, że wezwała mnie Filippa Eilhart.
- Triss, nie chcę, żebyś się pakowała w jakąś aferę, wystarczy, że Jaskier już to zrobił – odparł stanowczo wiedźmin.
- Muszę się stawić na wezwanie i dowiedzieć się co się stało. Spotkania loży czarodziejek to nie pogawędki przy herbatce.
- No dobrze, ale nie bierz w tym udziału. Nieważne co to będzie. Wyjedźmy stąd jak najszybciej, może tyłek Jaskra uda mi się jeszcze uratować.
- Widziałam go na sali – powiedziała czarodziejka. – W co tym razem się wpakował?
- W to samo co ty. Na dodatek Roche go tu przysłał i wydaje mi się, że on jeden doskonale wie co się tutaj dzieje.
- Spotkałeś go we Flotsam?
- Tak i to w jakże zacnym momencie. Akurat kiedy katował elfa pod pokładem – westchnął siwowłosy. – Koniecznie chciał się dowiedzieć, gdzie jest kryjówka Iorwetha.
- Iorweth, wymusił na mnie uleczenie swojej ciężko chorej przyjaciółki. Fakt, odstawił mnie do pokoju kiedy zemdlałam, ale wracanie do sił nie należało do przyjemnych. – Triss skrzyżowała ręce na piersiach.
- Ważne, że jesteś cała. Jak wyglądała ta przyjaciółka..? – zaciekawił się Geralt.
- Nie wiem, miałam zasłonięte oczy. Ale jakiś czas później, dowiedziałam się od Roche'a, że była to niejaka Rhena Aep Elervir, przywódczyni komand Scoia'tael spod Zerrikani.
Wiedźmin w jakimś stopniu spodziewał się takiej odpowiedzi, nie mniej jednak był zaskoczony słowami czarodziejki. Zaczął się głębiej zastanawiać nad tym, dlaczego Flotsam musiało zniknąć z mapy Temerii.
- Triss... Czy w ostatnim czasie mogło wydarzyć się coś, co rozwścieczyło Wiewiórki?
- Wybacz Geralt, ale aż tak doinformowana nie jestem. Odkąd przyjechałam do Vattweir, nie miałam żadnych wieści od Roche'a, a on sam niewiele mówił. Jak już się odzywał to w kółko gadał na temat Iorwetha, elfów i tego, że w końcu Niebieskie Pasy będą miały swoje pięć minut.
- Cholera... W takim razie, będę musiał dowiedzieć się czegoś u źródła... - zamyślił się, drapiąc się po brodzie.
- Roche'a tu nie ma, a nawet gdyby był, to pewnie nic by nie powiedział. Jaki jest sens wracania się do Temerii, dla kilku informacji?
- Nie miałem na myśli Vernona. Chodziło mi bardziej o drugą stronę.
Triss spojrzała na wiedźmina zmartwionym wzrokiem. Szybko domyśliła się, kogo ma na myśli.
- To szaleństwo. Iorweth jest nieobliczalny i niebezpieczny, jeśli spróbujesz go znaleźć, zabije cię.
- Nie chcę wypaczać twojego poglądu na tego elfa, ale między innymi to dzięki niemu wyszedłem cało z obławy we Flotsam.
- Co takiego? No pięknie. Geralt, daj temu spokój. Pójdę dzisiaj na to tajne zebranie, a potem zabierzemy Jaskra i wyniesiemy się jak najdalej stąd, tak jak chciałeś.
- Jaskier jest informatorem Roche'a, jeśli ucieknie raz, to będzie musiał uciekać do końca życia. Dobrze znasz zajadłość Vernona, będzie go ścigał bo pomyśli, że został zdradzony.
- Więc co chcesz zrobić? – Triss coraz bardziej nie podobało się to, co mówił jej ukochany.
- Kiedy porozmawiam z Iorwethem, wrócimy do tej rozmowy. Tymczasem wyjaśnij Jaskrowi co się święci i idź na to spotkanie. Zobaczymy się wieczorem, w karczmie na obrzeżach miasta.




  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#57 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 14 wrzesień 2017 - 21:51

Jaki Iorweth lojalny względem Geralta. A może boi się, że on faktycznie zacznie kichać z mieczem w ręku? :D Oj Jaskier ile ty masz szczęścia xD

 

Mmmm....tak tak, kontynuujcie elfy, dobrze wam idzie xD

 

 

Już chciał ją pocałować, kiedy nagle z krzaków nieopodal doszły ich jakieś odgłosy. 

<_<  nosz kurrr....

bNSsFUG.gif

Cholerne nekkery. Nie dość mi krwi napsuły w W2 to teraz jeszcze muszą niszczyć jedną z piękniejszych scen. :angry: I jeszcze poharatały Iorwetha, no co jeszcze? Można być bardziej irytującym stworzeniem?  :hmm: 

Ale najważniejsze, że coś już się zadziało. Oboje wiedzą, że nie są sobie obojętni. Mam nadzieję, że wrócą do tego w spokojniejszych okolicznościach ;)

 

 

 

 

Tharlena obudził gwar rozmów. 

Nie prawda. On ma taki czujnik "moja siostra jest z kimś w intymnej sytuacji".  :lol:

Jak zwykle zagubiony w miejscu i czasie xD I pretensje do Iorwetha, że uratował honor Rheny...ach, Tharlen, jedyny stały element w tym szalonym wszechświecie  :ike:  

 

 

 

wiedziała jednak, że skoro spotkanie czarodziejek jest tajne, to stało się coś poważnego.

Nope. Kieckami chcą się wymienić w tajemnicy...ach Triss  :clap2:

 

 

 

- Ważne, że jesteś cała.

I tyle? Geralt jest #teamYen?  :confused:

 

No dobra, czarodziejki wkraczają do gry. Jestem ciekawa co takiego mądrego wymyślą. I coś mi się wydaje, że tak namieszają, że Roche osobiście się pofatyguje (no dobra, wyśle go Foltest xD). Szczególnie jak nasz as wywiadu zda mu relację  :lol:


 2nwch5L.png

I'm alone...

   


#58 Kędziorek

Kędziorek
  • 518 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Poznań

Napisano 14 wrzesień 2017 - 21:57

Watażka tylko z jednego powodu nie przywalił temu człowiekowi i ten powód na imię miał Geralt.
I po raz kolejny wiedźmin ratuje tyłek Jaskrowi xD I nawet o tym nie wiedział!

 

Elfka najzwyczajniej w świecie namieszała mu w głowie. W ciągu chwili zrobiła na nim takie wrażenie, jakie Saskia wyrabiała sobie u niego tygodniami.

Saskia się może chować. Rhena przynajmniej nie chowa się za niezasłużonymi przydomkami. Na swój z całą pewnością ciężko zapracowała, wyżynając Nilfgardczyków :D

 

– Ale skąd mogłam wiedzieć, że z tego Jaskra taki...

Wystarczyło spytać, cóż, KOGOKOLWIEK :lol:

i w ten o to cudowny sposób Rhena skończyła w ramionach Iorwetha. Cóż, głupia by była, jakby nie skorzystała z okazji :evil:

 

- Rhena, to szaleństwo – westchnął cicho próbując się opanować, lecz jej pieszczoty zwyczajnie zaczęły go przerastać.- Dlaczego? – zapytała, coraz śmielej go całując. – Skoro niczego byś nie żałował...

No właśnie, dlaczego xD Daj spokój, chłopie. Dorosłe elfy jesteście, trzeba się czasami zabawić :hump: Poza tym to dla zdrowotności :whistle:

 

wiedział, że to, co czaiło się w zaroślach, nie będzie czekać, aż obydwoje się sobą nasycą.

Skąd ta pewność? A jeśli to byłby jakiś zbok? To w sumie sam by nalegał, żeby dokończyli xD

 

Pożądanie które rozpalił w niej Iorweth sprawiło, że całe upojenie alkoholowe wyparowało z niej w jednym momencie.

Dobry sposób na kaca :hmmm:

Nekkery... No, super, dzięki. W takim momencie? :ayfkm: Wiecie co... Jest takie fajne określenie na takich jak wy, ale kurczę nie wiem czy wypada :angry: No bo co za :censored2:

tumblr_mjbece75HH1ry09s7o1_r1_500.gif

I wpier... Znaczy wpieprz! Iorweth, czyń honory! :P Na takich jak te małe wstrętne paskudy jest specjalne miejsce w piekle, no, a przynajmniej w brzuchu krabopająka xD

Jak zdobyć uznanie faceta? Zabij potwora w imponujący sposób :chair:
kMkyGl3.jpg?2

Niech raną najlepiej zajmie się jak najszybciej Geralt, w końcu cholera wie (no może nie cholera, wiedźmin wie) jakie świństwo miał na pazurach. Chwila nieuwagi, gangrena i do piachu :rip: Ośmielę się stwierdzić, że to niezbyt zachęcająca perspektywa.

Ojej.... Tharlen w końcu zaczaił, że mu się przysnęło? xD Ale wiesz, był z Rheną, POZWOLIŁ Iorwethowi na to, by ją wziął. (Tak, tak, jeszcze długo się będę tamtego pozwolenia czepiać :lol:). Tak to jest, kiedy zaczyna pić ktoś, kto alkohol powinien ograniczyć do oglądania etykiety na butelce xD

 

Choć nie spodziewałem się, ze wejdę w sam środek burzy...

Serio, on się wciąż dziwi? :o Za każdym razem jak zasypia i się budzi powinien z góry zakładać, że na pewno trafi w sam środek jakieś kabały xD

 

Fakt, odstawił mnie do pokoju kiedy zemdlałam

Czyli nie w rowie... :( :P

Zawsze jak loża czarodziejek się spotyka, szykują się kłopoty. Zawsze :rolleyes:

 

- Jaskier jest informatorem Roche'a, jeśli ucieknie raz, to będzie musiał uciekać do końca życia. Dobrze znasz zajadłość Vernona, będzie go ścigał bo pomyśli, że został zdradzony.

I nie przestanie na piękne oczy Geralta?
tXNEFRO.gif

Może warto spróbować? xD
 

 

I tyle? Geralt jest #teamYen? :confused:

Lepiej. To Ruda jest #teamYen :P

PS. Sory za te tysiąc emotek :lol:


  • Ruda lubi to

#59 Ruda

Ruda
  • 129 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Honolulu

Napisano 15 wrzesień 2017 - 14:18

Jaki Iorweth lojalny względem Geralta. A może boi się, że on faktycznie zacznie kichać z mieczem w ręku? :D Oj Jaskier ile ty masz szczęścia xD

Tak jak wspomniałam, to tylko zasługa Cedrica xd ach no i jeszcze pewnie tego, że pomógł Rhenie go wynieść ze statku :P
 

 

Cholerne nekkery. Nie dość mi krwi napsuły w W2 to teraz jeszcze muszą niszczyć jedną z piękniejszych scen.  :angry: I jeszcze poharatały Iorwetha, no co jeszcze? Można być bardziej irytującym stworzeniem?   :hmm:

Ale najważniejsze, że coś już się zadziało. Oboje wiedzą, że nie są sobie obojętni. Mam nadzieję, że wrócą do tego w spokojniejszych okolicznościach  ;)

Tak coś czułam, że nie będzie pozytywnej reakcji na tę scenę XD
 

 

Nie prawda. On ma taki czujnik "moja siostra jest z kimś w intymnej sytuacji".   :lol:

Jak zwykle zagubiony w miejscu i czasie xD I pretensje do Iorwetha, że uratował honor Rheny...ach, Tharlen, jedyny stały element w tym szalonym wszechświecie   :ike:  

Ahahaha XD

 

Nope. Kieckami chcą się wymienić w tajemnicy...ach Triss   :clap2:

Wy mnie chcecie dobić ze śmiechu tymi komentami xDD

 

No dobra, czarodziejki wkraczają do gry. Jestem ciekawa co takiego mądrego wymyślą. I coś mi się wydaje, że tak namieszają, że Roche osobiście się pofatyguje (no dobra, wyśle go Foltest xD). Szczególnie jak nasz as wywiadu zda mu relację   :lol:

Teraz to już ogólnie zacznie się mieszać, ale to same zobaczycie w dalszych częściach :>


 

I po raz kolejny wiedźmin ratuje tyłek Jaskrowi xD I nawet o tym nie wiedział!

Nie wiem czemu, ale przypomniała mi sie scena z książki, jak  to Jaskier zarobił w łeb i przeżywał, że będzie umierał XDD

 

Saskia się może chować. Rhena przynajmniej nie chowa się za niezasłużonymi przydomkami. Na swój z całą pewnością ciężko zapracowała, wyżynając Nilfgardczyków  :D

Ano zapracowała ;) w sumie to jedna z tych rzeczy, co mnie u Saskii wkurzała, ten niezasłużony przydomek. Choć rozumiem ideę jego nadania.

 

Wystarczyło spytać, cóż, KOGOKOLWIEK  :lol:

No cóż, do głowy jej to nie przyszło xD myślała, że to porządny bard... xD

 

No właśnie, dlaczego xD Daj spokój, chłopie. Dorosłe elfy jesteście, trzeba się czasami zabawić  :hump: Poza tym to dla zdrowotności  :whistle:

Bo takie rzeczy zazwyczaj bardzo komplikują pewne sprawy i Iorweth doskonale o tym wie xd

 

Skąd ta pewność? A jeśli to byłby jakiś zbok? To w sumie sam by nalegał, żeby dokończyli xD

W wiedźmińskim uniwersum zawsze szybciej można się spodziewać potwora niż zboka XDD 

 

Dobry sposób na kaca  :hmmm:

A znasz miejsce, w naszym świecie, gdzie pojawiają sie nekkery? XDDD

 

Nekkery... No, super, dzięki. W takim momencie?  :ayfkm: Wiecie co... Jest takie fajne określenie na takich jak wy, ale kurczę nie wiem czy wypada

oj tam, oj tam xd

 

Jak zdobyć uznanie faceta? Zabij potwora w imponujący sposób  :chair:

prawda? <3
 


Niech raną najlepiej zajmie się jak najszybciej Geralt, w końcu cholera wie (no może nie cholera, wiedźmin wie) jakie świństwo miał na pazurach. 

Spokojna twoja rozczochrana ^_^

 

Ojej.... Tharlen w końcu zaczaił, że mu się przysnęło? xD Ale wiesz, był z Rheną, POZWOLIŁ Iorwethowi na to, by ją wziął. (Tak, tak, jeszcze długo się będę tamtego pozwolenia czepiać 

o jeżu ;D

 

Zawsze jak loża czarodziejek się spotyka, szykują się kłopoty.

Zawsze! Tylko tym razem nie ma stuprocentowej pewności dla kogo szykują się te kłopoty ;P

 

I nie przestanie na piękne oczy Geralta?

Nie xDD

 

I tyle? Geralt jest #teamYen?
Lepiej. To Ruda jest #teamYen

 

No niestety xd Ale raczej nie połączę Geralta z żadną, z czarodziejek w tym fanficu.



Dzięki za komentarze dziewczyny, jak zwykle się uśmiałam xD
A teraz dochodzimy do ostatniego odcinka trzeciego rozdziału ^_^



Rozdział 3 (cz.5)
gallery_57_12_95576.jpg




 

                  - Mówiłem już tysiąc razy, że nie potrzeba poprawiać tego opatrunku. – Iorweth upierał się przy swoim. 
                  - Zobacz na kołnierz, czy ty widzisz co tutaj masz? – Rhena skrzyżowała ręce na piersiach. 
                  - Krew. To coś nadzwyczajnego? – zapytał, kierując się do swojego namiotu. 
Elfka nie dawała za wygraną. Ruszyła tuż za nim i kiedy wszedł do środka, ona również to zrobiła. 
                  - Tak – powiedziała, chwytając go za ramię i odwracając w swoją stronę. – Ta rana się nie goi, wciąż sączy się z niej krew, bo jest źle opatrzona. 
                  - Chciałbym ci tylko przypomnieć... 
                  - Iorweth... – westchnęła ciężko, wchodząc mu w słowo. – Proszę cię, przestań się upierać, chcę ci tylko pomóc bo wiem, że sam tego nie poprawisz. – Zrobiła nadąsaną minę, spoglądając na watażkę, który miał iście kamienny wyraz twarzy. 
Przyglądał jej się jeszcze przez chwilę, lecz ostatecznie usłuchał i bez słowa zaczął ściągać z siebie poszczególne części stroju. Wiedział, że jeśli nie ustąpi, elfka nie da mu spokoju, więc postanowił się poddać. 
Kiedy zdjął z siebie sukmanę, usiadł na sienniku w cienkiej, jasnej skórzni i ciemnoczerwonych spodniach, spoglądając w kierunku Rheny przyglądającej mu się badawczo. 
                 - Proszę, rób co musisz – powiedział, wzdychając cicho. 
Usiadła naprzeciwko niego wyjmując bandaż i maści, które zabrała uprzednio ze swojego namiotu, po czym zaczęła rozsupływać chustę przewiązaną na szyi elfa. 
                - Nie rozumiem dlaczego jesteś tak cholernie uparty – mówiła, zdejmując nasiąknięte krwią sukno. – Wprawdzie sprawdza się to w walce o wyższe cele, ale trzeba też wiedzieć kiedy odpuścić – dodała i sięgnęła po alkohol stojący obok siennika, nalewając go na czysty materiał.
Nie odpowiedział. Pozwolił jej działać upajając się dotykiem jej delikatnych dłoni, które jeszcze tak niedawno wodziły po jego ramionach. Kiedy sobie o tym przypomniał, znów poczuł smak jej skóry na swych ustach. Spojrzał na nią ukradkiem i zapragnął z powrotem mieć ją w swoich objęciach. Z każdą rozmową, czułością czy spojrzeniem czuł, że gruba skorupa okalająca jego serce, zaczyna się kruszyć.
                - Tharlen już wrócił? – zapytał, przerywając ciszę. Syknął zaciskając zęby, kiedy poczuł palące pieczenie w zranionym miejscu. 
                - Przepraszam, musiałam zdezynfekować ranę – odparła, widząc grymas bólu na jego twarzy. – A co do brata, to tak, już wrócił... – Odłożyła materiał i sięgnęła po maść. – Dlaczego pytasz?
                - Pewnie miał niezłą niespodziankę, kiedy się obudził – powiedział, spoglądając w tylko sobie znany punkt.
                - Fakt, był wściekły, że go zostawiliśmy, ale nikt nie kazał mu upijać się do nieprzytomności – odpowiedziała, cicho wzdychając. Nałożyła maść na palce i delikatnie zaczęła ją rozsmarowywać na ranach. – Jak dorwał się piwa to pił dopóki nie padł. Przecież żadne z nas nie byłoby w stanie go ze sobą zabrać... – mówiła, rozprowadzając specyfik na szyi elfa. 
Zamknął oko, czując przyjemne mrowienie na karku. Jej smukłe dłonie działały na niego niezwykle pobudzająco, przez co ciężko było mu się skupić na tym, co do niego mówiła. Gęsia skórka zagościła na jego ciele, kiedy palce Rheny wyjechały nieco za ranę. Odchylił głowę bardziej starając się nie myśleć o tym, co miało miejsce wczorajszej nocy, ani o tym co widział wczorajszego ranka. Niestety, na przekór wszystkiemu, jego umysł właśnie teraz postanowił odtworzyć te wspomnienia. 
                - Jeszcze tylko opatrunek – odparła, wybijając go z zamyślenia. 
Przytaknął bez słowa, patrząc jak sięga po bandaż.
                - Byłaś u Cedrica? Pytał o ciebie. – Elf koniecznie musiał zająć swoje myśli czymś innym, a rozmowa o przyjacielu działała najskuteczniej. 
                - Byłam... – odpowiedziała krótko, opatrując mu szyję.
                - Jak on się czuje? Muszę w końcu do niego zajrzeć... – Chciał wiedzieć o czym rozmawiali, ale zdawał sobie sprawę, że to pytanie jest nie na miejscu.
                - Fizycznie coraz lepiej, psychicznie trochę gorzej. Od zawsze zagłuszał wizje alkoholem, a teraz, kiedy od dłuższego czasu nie pił ani grama, próbuje sobie z tym radzić na inny sposób. Boję się, że nie da sobie rady... – odpowiedziała z lekką obawą w głosie.
                - Jeśli z nim porozmawiasz, na pewno cię posłucha i nie popadnie z powrotem w alkoholizm.
                - Tak myślisz? 
                - Oczywiście, w końcu jesteś mu bardzo bliska. Zależy mu na tobie.
Iorweth nie miał pojęcia dlaczego powiedział to na głos. Czuł, że te słowa powinny zostać w jego głowie. Miał ochotę ugryźć się w język, jednak było na to stanowczo za późno. 
Rhena spojrzała na elfa z niemałym zaskoczeniem. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewała się, że usłyszy coś takiego i to z jego ust, choć po tym co wyznał jej wczoraj powinna oczekiwać wszystkiego. Nie odpowiedziała, gdyż zwyczajnie nie wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć. Przecięła bandaż wiążąc go mocno i schowała wszystkie rzeczy do woreczka.
                - Teraz będziesz mógł chodzić z tym przez jakiś czas i nie martwić się, że nagle wyskoczę, chcąc zedrzeć ci to z szyi – uśmiechnęła się lekko, przerywając kolejną, niezręczną ciszę.
                - Przepraszam za wczoraj – wyrwał się, nagle zmieniając temat. – Nie powinienem był wykorzystywać sytuacji...
                - Mhm... – odpowiedziała przeciągłym westchnięciem słysząc jego słowa, które dziwnym trafem w ogóle jej nie zaskoczyły. – Więc jednak żałujesz... – Skierowała wzrok w kierunku wyjścia, przygryzając wargę.
Uniósł głowę i spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem. Był wręcz pewien, że elfka mu przytaknie, tymczasem było całkiem odwrotnie. Zauważył, że wcale nie jest zadowolona z jego przeprosin i miał z tego powodu mętlik w głowie. Nie wiedział już czy to, co miało miejsce kilka godzin temu, było wynikiem alkoholowego upojenia, czy czegoś zupełnie innego.
                - Nie – skwitował krótko. – To, co wczoraj powiedziałem, było szczerą prawdą – mówił, nie odrywając od niej wzroku. – Niczego nie żałuję.
Tym razem była lekko zdumiona jego słowami. Nie żałował, ale czuł się winny? Postanowiła pójść za ciosem, gdyż również pogubiła się w całej tej sytuacji.
                - Więc dlaczego te przeprosiny? – zapytała, kierując na niego zaciekawione spojrzenie. – Jeśli chodzi ci o Cedrica, to powiedz wprost – dodała poddenerwowana. 
Niby proste pytanie, a odpowiedź na nie nie była już taka prosta. Nie dla elfa, który niewiele mówił o swoich uczuciach. Takie rzeczy nie przechodziły mu przez gardło z łatwością, a kiedy wspomniała o jego przyjacielu, na chwilę zupełnie go zatkało. Sam już nie wiedział dlaczego ją przeprosił.
                - Cedric, to twoja sprawa – odpowiedział chłodno, a przynajmniej chciał by tak to zabrzmiało. 
Gdzieś tam w środku poczuł ukłucie zazdrości, która na chwilę zagościła w jego sercu. Nie chciał jednak się zdradzić.
Rhena szybko zrozumiała, że to koniec wyznań i nic więcej z niego nie wyciągnie. Postanowiła rozegrać to inaczej.
               - Jeśli nie chodzi o Cedrica... – mówiła, czując jak wali jej serce. – To może pokaż mi jakoś, że jednak nie żałujesz... Skoro nie potrafisz powiedzieć dlaczego mnie przepraszasz...
Nie wiedziała skąd wzięło się w niej tyle odwagi, by po trzeźwemu zachęcić go do działania. Wiedziała za to, że chciała by wziął ją w ramiona i całował do utraty tchu. Marzyła o tym od dawna, choć wcześniej nie dopuszczała tych marzeń do siebie. Pragnęła być jego, nie mogła jednak wymusić na nim podobnego pragnienia. Czuła, że jeśli nie będzie jej chciał, zwyczajnie nie zrobi nic. Gdyby tylko mogła wejść teraz do jego myśli i zobaczyć jak zaciętą walkę toczył ze samym sobą, szybko by zrozumiała, jak bardzo się myliła w swych odczuciach. Chciał tego samego co ona, ale zwyczajnie bał się, że się w niej zatraci i posunie o kilka kroków za daleko. Pragnął dokończyć to, co zaczęli wczoraj ale bał się, że ją zrani. Ciągle po głowie chodziło mu to straszne zdarzenie z lasu we Flotsam i to, że dał się wywieść w pole jak dzieciuch. Dawno nie czuł takiego natłoku myśli i emocji, jakie targały nim w tej chwili. Wiedział jednak, że musi coś zrobić i wiedział, że jeśli nie zaryzykuje, nigdy nie przekona się czy ma rację, czy nie. Nieodparta chęć dowiedzenia się co siedzi w głowie elfki, pchnęła go do działania. 
Uniósł rękę i delikatnie przejechał palcem po gładkim policzku Rheny. Nie przestając się w nią wpatrywać, chwycił dłonią za drobny podbródek elfki i subtelnie przesunął kciukiem po jej miękkich wargach. Nie protestowała, co zachęciło go do posunięcia się o krok dalej. Rozchyliła usta czując, jak przyjemny dreszcz przechodzi przez jej ciało. Zbliżył się do niej nieznacznie, obserwując każdy jej najmniejszy ruch. Nieoczekiwanie zdał sobie sprawę, jak bardzo lubi na nią patrzeć...
               - Nie możesz tu sobie tak wchodzić i bez zapowiedzi narzucać się Iorwethowi! – Nagle do uszu elfów doszedł podniesiony głos Ele'yasa. – Jesteś w naszym obozie, a to miejsce ma swoje zasady!
               - Jestem wiedźminem, nie wiewiórem, wasze zasady mnie nie obowiązują – odpowiedział mu drugi głos, który dało się słyszeć coraz wyraźniej.
               - Gwynbleidd? – Watażka momentalnie oderwał się od swojej towarzyszki i ruszył w kierunku wyjścia. 
Rhena nie była zadowolona faktem, że znowu coś im przeszkadza i to w chwili, gdy udało jej się przebić przez grubą skorupę Iorwetha. Cicho zaklęła pod nosem, kiedy tylko wyszedł na zewnątrz. Miała ochotę odrąbać Geraltowi głowę. 
              - Próbowałem go zatrzymać, ale w ogóle mnie nie słuchał. – Ponownie usłyszała Ele'yasa, który wraz z wiedźminem zatrzymał się przed namiotem. 
Wstała i ruszyła do wyjścia, biorąc głęboki wdech.
              - Czego chcesz, Vatt'ghern? – Iorweth odprawił elfa gestem dłoni, po czym przeniósł wzrok na Riva.
              - Potrzebuję odpowiedzi na kilka pytań, a ty i Loa'then, jako jedyni możecie ich udzielić. – Wiedźmin spojrzał na wychodzącą z namiotu elfkę. 
              - Skąd pomysł, że udzielimy? – Dowódca Wiewiórek skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
Również był trochę zły, że Geralt przerwał mu w takiej chwili i w przeciwieństwie do czarnowłosej, która skrzętnie ukrywała swój gniew, było to po nim doskonale widać.
              - Cáelm Cervan. – Rhena położyła dłoń na ramieniu elfa. – Co się dzieje, Gwynbleidd?
              - Może nie powinienem do tego wracać... – zaczął Geralt, patrząc na swych rozmówców badawczym wzrokiem. – Ale chciałbym wiedzieć, dlaczego opuściliście tereny Flotsam. Wybaczcie, jeśli w czymś wam przeszkodziłem, ale...
              - Skąd to nagłe zainteresowanie Flotsam? – zapytał Iorweth, przerywając wiedźminowi wypowiedź.
Riv szybko zrozumiał, że lepiej nie ciągnąć drażliwego tematu i skupić się na tym, po co tu przyszedł.
              - Muszę rozwiać kilka wątpliwości – odpowiedział.
              - Na temat..? – drążył elf. – To działa w dwie strony, Gwynbleidd
              - Wiem, wiem i nie mam nic do ukrycia. Chodzi o Vernona Roche'a.
              - A jaki on ma związek z tym wszystkim? – zaciekawiła się elfka. 
              - Jeśli odpowiecie na moje pytanie, to chętnie wam wytłumaczę. 
Rhena spojrzała na Iorwetha i z poważnym wyrazem twarzy przeniosła wzrok na wiedźmina.
              - To była zemsta i ostrzeżenie – odpowiedziała. – Za Vergen. Wiedzieliśmy, że wieść o zrównaniu Flotsam z ziemią rozniesie się daleko, dlatego musieliśmy pokazać, że nie jesteśmy bandą tchórzy, która podkuli ogon ze względu na Henselta. Mamy zamiar dalej walczyć o swoje i nie odpuścimy. 
              - Vergen... – zamyślił się Geralt. – Słyszałem, że kaedweńskie wojska zrobiły tam niezły burdel. Co z tą dziewką, która stała na czele rebelii? 
              - Nie żyje – warknął elf. – Została otruta. Czarodziejka, która przy niej czuwała nie zdołała jej uleczyć. Po co drążysz Gwynbleidd, mów co jest grane albo odejdź, póki jeszcze możesz.
              - Bez nerwów Iorweth, nie przyszedłem się tu kłócić. – Wiedźmin od razu wyczuł, że temat aedirńskiej dziewczyny, cholernie drażni elfa. - Możecie mi powiedzieć która czarodziejka próbowała ratować tę dziewczynę?
              - Filippa Eilhart – odpowiedziała mu Rhena. – Do czego zmierzasz?
              - W Vattweir trwa właśnie wesele, na które zostało zaproszone kilka bardzo wpływowych czarodziejek i bynajmniej nie są tam one przypadkiem. 
              - Dlaczego ma to nas interesować? To sprawy czarodziejek, nie elfów.
              - Znalazłem Triss. Powiedziała, że to tajne spotkanie Loży Czarodziejek, nikt nie miał o nim wiedzieć i dlatego wszystko jest zorganizowane pod przykrywką wesela – mówił Riv. – Tak się składa, że na czele loży stoi właśnie Filippa Eilhart.
              - Saskia nie żyje – powtórzył Iorweth, czując ukłucie w sercu. – Jakikolwiek spisek uknuły te wiedźmy, w niczym jej to już nie zaszkodzi. 
              - A nie bierzesz pod uwagę, że redańska czarodziejka mogła celowo doprowadzić do śmierci tej dziewki? 
Watażka spojrzał na Rhenę, po czym obydwoje przenieśli wzrok na Geralta.
             - Jaki powód mogła mieć Eilhart, by uśmiercić Saskię? – zapytała elfka.
             - Nie wiem Loa'then. Ale zasięgnąłem języka i wiem, że Jaskier szpieguje dla Roche'a i przybył tu właśnie po to, żeby dowiedzieć się o czym Loża debatuje na tym spotkaniu.
             - Że co proszę? – Czarnowłosa skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. – Przecież bard nas widział, ten temerski kurwi syn trafi na nasz ślad, jeśli twój znajomy mu cokolwiek wygada!
             - Powinieneś ostrożniej dobierać sobie przyjaciół, Vatt'ghern. Jeśli nie chcesz, żeby dh'oine był martwy, radzę ci przekonać go do trzymania gęby na kłódkę – syknął Iorweth.
             - Chciałbym zabrać go jak najdalej od Temerii i Roche'a, dlatego potrzebuję waszej pomocy. Mam wrażenie, że Niebieskie Pasy nie zagościły we Flotsam tylko z powodu Scoia'tael, a całe to spotkanie Loży się z tym wszystkim wiąże. 
             - Bloede arse... – Elf przejechał po twarzy dłońmi. – No dobra pytaj, co chcesz wiedzieć? 
             - Najlepiej wszystko od początku. Nie szczędźcie szczegółów.

                                                                                                                                                                                                 

***

                                                                                                                                                                                                  
Kiedy drzwi, do jednego z pokoi nad karczmą zamknęły się, a magiczne zaklęcie uniemożliwiło podsłuchanie czegokolwiek, niewysoka czarodziejka w ciemnej, zwiewnej sukni, skierowała swe chłodne spojrzenie na milczące koleżanki. Wolnym krokiem ruszyła w kierunku stołu, przy którym siedziały kobiety i zajęła wolne miejsce, kładąc obydwie ręce na blacie. 
               - Mam nadzieję, że to, co tutaj usłyszycie zostanie tylko i wyłącznie między nami – powiedziała, splatając palce dłoni ze sobą. – W pierwszej kolejności, chciałabym wspomnieć o rzeczy bardzo ważnej w całej tej sprawie. Vergen ugięło się pod naporem wojsk Henselta. Stennis, syn Demawenda, oddał ziemie Pontaru w ręce kaedweńskiego króla, a sam wrócił do Vergenbergu. Czy któraś z was domyśla się dlaczego posunął się do takiego czynu?
              - Cóż to za pytanie Filippo – wyrwała się Sabrina Glevissig, odziana w wyzywającą suknię w kolorze czerwieni, która odsłaniała więcej niż zasłaniała. – Przecież wszyscy dookoła wiedzą, że zwyczajnie podwinął portki i uciekł z tonącego statku.
              - Gdyby nie ta samozwańcza dziewka, już dawno oddałby ziemie Henseltowi. – Cierpkim tonem, dopowiedziała Assire var Anahid. – Wszystko tylko odłożyło się w czasie.
              - Nie zbaczajmy z tematu, moje drogie – wtrąciła blondwłosa Keira Metz. – Nie zostałyśmy tu zaproszone na herbatkę. Do rzeczy Filippo, czas ucieka. 
Ciemnowłosa czarodziejka westchnęła cicho. 
              - Jak wiecie, byłam doradczynią Saskii – mówiła, wodząc wzrokiem po koleżankach. – Kiedy została otruta, próbowałam jej pomóc. Krążą plotki, że jakoby nie dałam rady jej uleczyć, słyszałam również, że niektórzy oskarżają mnie o jej śmierć. Otóż te plotki, to zwykłe oszczerstwa. Zostałam odsunięta od leczenia tej dziewczyny na dzień przed jej rzekomą śmiercią. Zanim to się jednak stało dowiedziałam się, że jest ona jednym z ostatnich smoków. 
Kobiety spojrzały na Filippę, nie kryjąc zaskoczenia.
              - Skąd pewność, że ta dziewka była smokiem? – zapytała Sabrina. – Takich rzeczy nie widać przecież gołym okiem.
              - Ten kto ci to powiedział moja droga, musiał być niespełna rozumu – dodała ostro Keira. – Smoki wyginęły i zostało po nich tylko kilka ingrediencji, które magowie trzymają na specjalną okazję. 
              - Pohamujcie się z oceną i nie popadajcie w histerię – odezwała się z chłodem Sheala de Tancarville, uspokajając koleżanki. – Radzę wysłuchać do końca słów Filippy.
              - Dziękuję Shealo. – Eilhart wyprostowała się, po czym założyła nogę na nogę. – W gwoli wyjaśnienia, przebywałam z Saskią sporo czasu i kiedy szukałam leku na odtrutkę odkryłam, że jej organizm ma zdolność samoleczenia, a macierp, którym została otruta zabiłby ją na miejscu gdyby była zwykłym człowiekiem. Tylko smoki są na tyle silne by przetrwać takie zatrucie. Jesteście wielkimi czarodziejkami, chyba nie muszę wam dogłębnie tłumaczyć jak rozpoznać smoka?
               - Oczywiście, że nie Filippo – obruszyła się Asire. – Nadal jednak nie rozumiemy dlaczego w tej sprawie wezwałaś nas na tajne posiedzenie? Ta dziewka przecież nie żyje i w żaden sposób nam się już nie przyda. 
              - Nie ma pewności, że nie żyje. Jak mówiłam, zostałam odsunięta od niej dzień przed rzekomą śmiercią. – Eilhart wstała gwałtownie od stołu i oparła ręce na blacie. – Potrzebuję waszej pomocy, by sprawdzić co się dzieje z Saskią. Sama nie dam rady rzucić tak silnego zaklęcia lokalizującego. 
             - Bez wątpienia pomożemy – odezwała się w końcu Triss. Miała jednak więcej wątpliwości, niż by się mogło wydawać. – Pytanie tylko skąd to przeczucie, że dziewczyna żyje? 
Wzrok wszystkich kobiet przeniósł się na Filippę, która napięła się jak struna, krzyżując ręce na piersiach.
            - To wszystko wyglądało dla mnie zbyt podejrzanie. W mojej kwaterze zjawili się ludzie twierdzący, że Stennis wydał dekret zakazujący zbliżania się do dziewczyny wszystkim magom. Otrzymałam ten dekret do ręki, był własnoręcznie podpisany przez księcia. To zdarzenie miało miejsce już podczas oblężenia Vergen. Chciałam ominąć ten zakaz, ale zostałam skuta i zatrzymana. Na drugi dzień dowiedziałam się o śmierci dziewczyny oraz o tym, że Vergen jest w rękach Kaedwen. O dziwo wypuszczono mnie, ale musiałam wcześniej oficjalnie ogłosić, że Saskia nie żyje i natychmiast wyjechać. Więc wyjechałam. Zanim to jednak zrobiłam, byłam świadkiem rozmowy dwóch krasnoludów, którzy w pośpiechu zbierali się do ucieczki. Jeden z nich mówił do drugiego, że widział jak wyprowadzają smokobójczynię z jej kwatery, podobno szła o własnych siłach.
              - Jak wiecie, krasnoludy nie potrafią kłamać – dopowiedziała Sheala. - I raczej wątpię, by stroiły sobie żarty w takiej chwili. 
              - Wiadomo kto prowadził tę dziewkę? – spytała Sabrina. – Gdyby się okazało, że ona żyje, mogłybyśmy ją wykorzystać do zrealizowania planów loży. 
              - Niestety, tego nie udało mi się ustalić – odpowiedziała Filippa. – W Vergen trwała nagonka na nieludzi i wszystkie krasnoludy uciekały w popłochu. Wiem natomiast, że Saskii miał pomóc przywódca Scoia'tael, Iorweth. Miał sprowadzić do Vergen ponad setkę łuczników, którzy pomogliby w obronie miasta. Jeden z jego elfów, który przebywał w mieście czekając na wieści o smokobójczyni, zapewne przekazał mu już dawno, że dziewczyna nie żyje. 
              - Tak myślę... – odezwała się nagle Keira, zwracając uwagę swoich koleżanek. – Jeśli to dziewczę przeżyło i uda nam się ją odnaleźć, wiadomość o tym dotrze do tego elfa prędzej czy później. W jakich stosunkach była z nim ta cała smokobójczyni, Filippo? 
              - Dość zażyłych. Byłam w Vergen od dwóch miesięcy, Saskia często spotykała się z nim na temerskiej granicy, by omówić przygotowania do bitwy. Myślę, że Iorweth doskonale wie o tym, kim tak naprawdę jest ta dziewczyna. – Czarodziejka zaczęła przechadzać się po pomieszczeniu, z zamyśleniem wymalowanym na twarzy. 
             - W takim razie, trzeba ustalić co zrobimy z tym mordercą, który zapewne będzie chciał pomóc swojej przyjaciółeczce. – Asire również wstała od stołu i zaczęła krążyć wokół niego nerwowo. – To niebezpieczny typ. Proponuję się go pozbyć jeśli tylko okaże się, że dziewka żyje. 
             - To jedyne i słuszne rozwiązanie – przytaknęła Sheala. – Jednak jak wiecie, żeby go zabić trzeba będzie znaleźć miejsce w którym się ukrywa, a to nie zalicza się do rzeczy prostych.
             - Można go zlokalizować za pomocą zaklęcia – powiedziała Sabrina. – Ale do tego potrzebna jest nam jakaś rzecz, która do niego należy. Podobnie ma się sprawa z tą dziewką. Filippo, skoro chcesz rzucić zaklęcie lokalizujące mniemam, że masz coś, co do niej należało?
             - Oczywiście. – Eilhart przytaknęła i wyjęła spod spódnicy krótki sztylet, który ukryła za podwiązką. – Iorweth póki co nam nie zagraża – dodała, kładąc przedmiot na środek stołu. – Jeśli jednak moje domysły się potwierdzą i uda nam się przejąć Saskię, będziemy musiały podjąć co do niego stosowne kroki. 
             - Jego możecie powierzyć w moje ręce – odezwała się, milcząca jak dotąd Francesca Findabair. – A teraz do rzeczy drogie panie. Rzućmy to zaklęcie i przekonajmy się, czy dopisze nam szczęście  


___________

Słownik starszej mowy:

*Cáelm Cervan - Spokojnie Lisie


  • Kędziorek lubi to

gallery_57_14_140762.gif
Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde...


#60 Charionette

Charionette
  • 345 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 17 wrzesień 2017 - 22:05

Mmmm, Rhena i Iorweth sami w namiocie... :rolleyes:

 

 

 

– Jak dorwał się piwa to pił dopóki nie padł.

Taa, odezwała się abstynentka xD

 

Nie ma to jak psuć potencjalnie romantyczny moment wspomnieniem o innym mężczyźnie. Brawo Iorweth. A później będziesz głowy obcinał, bo ci dziewczynę odbili  :clap2: No dobra, niczego w sumie nie zepsuł, ale wzmianka wybitnie nie na miejscu. Jak nie wiesz co powiedzieć, to zapraszam na lekcje do Cullena z Dragon Age xD 

"it's a nice day..."  :lol:

 

 

 

Nie przestając się w nią wpatrywać, chwycił dłonią za drobny podbródek elfki i subtelnie przesunął kciukiem po jej miękkich wargach. Nie protestowała, co zachęciło go do posunięcia się o krok dalej.

wbf1OIN.png

 

 

      - Nie możesz tu sobie tak wchodzić i bez zapowiedzi narzucać się Iorwethowi! – Nagle do uszu elfów doszedł podniesiony głos Ele'yasa. – Jesteś w naszym obozie, a to miejsce ma swoje zasady!
               - Jestem wiedźminem, nie wiewiórem, wasze zasady mnie nie obowiązują – odpowiedział mu drugi głos, który dało się słyszeć coraz wyraźniej.

Nosz, kurrrrr  :rant:  Geralt!!! Jak nie nekkery to wiedźmin, no serio?! Można mieć większego pecha?

 

 

Miała ochotę odrąbać Geraltowi głowę.

Nie ty jedna Rhena, nie ty jedna...  :axe:

 

No dobra, chociaż powód miał dobry. No ale zaskoczenie, że Filippa mogła mieć coś wspólnego ze śmiercią Saskii, gdzie Iorweth miał mózg wcześniej, że tego nie ogarnął?  Przecież ona powinna być jego pierwszą podejrzaną ;)

 

 

 

wyrwała się Sabrina Glevissig

O proszę, nie tylko Foltest żyje  :smile2:

 

 

 

mogłybyśmy ją wykorzystać do zrealizowania planów loży. 

Lepiej dla Saskii, żeby faktycznie umarła xD wszyscy wiemy jak w W2 loża się nią posłużyła... :mellow:

 

Nie no pewnie...od razu nie chcą Iorwetha wykorzystywać tylko od razu zabić. Radziły sobie z trudniejszymi przeciwnikami, a teraz trzęsą kieckami przed elfem? Noo noo xD

A właśnie, skoro o przeciwnikach mowa...Letho się pojawi?  :evil:

 

Ale kurcze jestem ciekawa co z Saskią, bo jeśli żyje to dla Kaedwen jest jeszcze jakaś nadzieja. Nawet jeśli ten Stennis, książę od siedmiu boleści, już prawie wszystko zaprzepaścił. Bo wiele można na Smokobójczynię narzekać, ale ludzi potrafiła sobie zjednać. Tylko jeśli ona żyje to relacja Rheny i Iorwetha skomplikuje się jeszcze bardziej (chociaż w sumie nie wiem czy to jest jeszcze możliwe) <_<


  • Kędziorek lubi to

 2nwch5L.png

I'm alone...

   




Również z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: ruda, wiedźmin, fanfic, aenseidhe

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych